Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wyborcza eksplozja
2012-05-24
Stanisław Brudnoch

– Widzisz, mówiłam Ci że warto było przyjść, zamiast siedzieć w domu możesz się pobawić. – mówi ktoś z tłumu.

– Tak! I do tego jeszcze zapłacą. – dodaje po rosyjsku ktoś zza pleców dwóch dziewczyn w średnim wieku. Cała trójka lekko chichocze i po chwili kobiety wracają do nieśmiałych pląsów w rytm ormiańskiej popsy, płynącej ze sceny ustawionej na Placu Republiki w Erywaniu.

– Dużo was tutaj… Wszyscy tak ochoczo popieracie Partię Republikańską? – podpytuje. Lekki uśmiech, przymrużone oko starszego mężczyzny wyglądającego, jakby dopiero urwał się z pracy.

– Oczywiście! – odpowiada pewny siebie. Po chwili wybucha salwa śmiechu.

– Sami to my przyszliśmy w 1988, kiedy walczyliśmy o Karabach. Cały milion nas tu przyszedł, na ten plac. A dziś… Jak nie przyjdziesz to będziesz miał problem w pracy. – tłumaczy staruszek.


Fot. Stanisław Brudnoch

 

„Dochód ormiańskich rodzin wzrośnie przynajmniej dwukrotnie”

Ormiański pop-folk dudni z głośników, ktoś rozdaje partyjne chorągiewki, emerytki sprzedają słonecznik, a młodzi chłopacy z naręczem balonów w kształcie serduszek spacerują po placu, szukając par chętnych na „romantyczny” prezent.

Na przyległych do placu ulicach zbierają się młodzi aktywiści Partii Republikańskiej. Na głowach białe czapeczki z czarno-brązowym logo partii, a na plecach białe, gumowe kamizelki, z których zerka republikański orzeł.

Plac powoli zapełniają schodzące się z rożnych stron grupy trzymające transparenty z hasłami wyborczymi. Przeciskają się przez tańczących demonstrantów. Wszyscy zbierają się wzdłuż ogrodzonego przejścia prowadzącego pod scenę. Wzdłuż barierek uśmiechnięte dzieciaki w mundurach wojskowych trzymają ormiańskie flagi. Wyraźnie podekscytowany dziesięciolatek krzyczy:

– Mamo! Mamo! Jeszcze jedno! Zrób nam jeszcze jedno zdjęcie! Tata będzie dumny!


Fot. Stanisław Brudnoch

 

„Silne, ormiańskie, tradycyjne wielodzietne rodziny staną się normą”

W kierunku sceny powoli zbliża się młodzieżówka. Każdy z młodych działaczy, obowiązkowo w kamizelce i czapce partyjnej, trzyma w ręku dziesiątki balonów. Obok ustawiają się dzieci w mundurach. Wkoło luźna, jarmarkowa atmosfera. Pól placu podskakuje w koncertowe rytmy.

Wśród młodych aktywistów stojących pod sceną wyczuwa się lekkie zdenerwowanie. Ktoś właśnie powiedział że niedługo przyjedzie prezydent Serż Sarkisjan – lider Partii Republikańskiej.


Fot. Stanisław Brudnoch

 

„Będziemy gotowi do przeciwdziałania wszelkim zagrożeniom”

Wybuch. Huk. Krzyki. Kątem oka widać ogromną kulę ognia unoszącą się do góry. Panika. Ludzie rzucają się do ucieczki. Jedni potykają się o drugich, czuć podmuch gorącego powietrza. Po chwili cisza. Szok. Nikt nie wie co się stało. Niektórzy podnoszą się z ziemi. Z rożnych stron dochodzą niepokojące jęki, przechodzące w przerażające krzyki. Wśród tłumu chaotycznie biegają młodzi działacze, nad których głowami wybuchły balony. Popalone włosy, koszulki zlepione z ciałem. Spalone plastikowe, dawniej białe kamizelki.

Na ziemi leży skulona młoda dziewczyna – Irina, tegoroczna absolwentka zarządzania. Nie możne się ruszyć. Wahan, który przypadkiem znalazł się przy Irinie, pochyla się i próbuje ją podnieść. Nie daje rady. Okazuje się, że twarz dziewczyny jest spalona. Odchodząca, poparzona skóra. Ręce i plecy czarne.

Po chwili wstaje samodzielnie, z pewnym trudem. On woła o pomoc, ale policja odsuwa się na bok, jakby ich nie widziała. Oboje przedzierają się przez tłum. Ludzie odwracają głowy. Krzyki o pomoc nie pomagają. Nikt nie wie, łącznie z policją, gdzie jest punkt medyczny. Gdzieś daleko słychać sygnał karetki… Zbyt daleko. Dziewczyna jęczy i ryczy z bólu. Porusza się z coraz większym trudem. Podbiega do nich Sara i pomaga Wahanowi prowadzić Irinę.  Teraz już oboje błagają o pomoc. Nikt nic nie wie. Przed nimi radiowóz i dwóch policjantów. Wahan podbiega do policjanta i zaczyna go targać za mundur.

– Do szpitala!!!

W trojkę siadają do starej policyjnej Łady. Syrena nie działa. Zepsuła się. Dojeżdżają do szpitala. Izba przyjęć. Są jednymi z pierwszych. Pielęgniarki zszokowane widokiem Iriny, przez kilka pierwszych minut nie wiedzą co zrobić. Czekają na lekarza.


Fot. Stanisław Brudnoch

 

„Służby państwowe będą na najwyższym poziomie”

Zaczynają zjeżdżać się taksówki, radiowozy i karetki. W każdej poparzeni, wszyscy młodsi niż 25 lat. Każdy w spalonej, przylepionej do ciała partyjnej, gumowej kamizelce.

Wahan i Sara pomagają pielęgniarkom.

– Bandażujcie poparzone ręce i polewajcie tym środkiem!

Do Sary i Vahana dołącza dwójka już opatrzonych. Rozmawiają z nowymi. Próbują ich uspokoić, pocieszają, pytają: „Wszystko będzie dobrze”, „Ile masz lat?”, „Jak masz na imię?”, „Może mamy zadzwonić do twoich rodziców?”, „Spokojnie, chwile jeszcze będzie bolało, ale potem już tylko lepiej”.

– Wy dwaj! – Krzyknął lekarz w kierunku Wahana. – Kierujcie wszystkich do tego pokoju! – polecił.

Gabinety lekarskie są już przepełnione, przyjeżdżają alarmowo wezwani lekarze. Pojawiają się pierwsze przerażone rodziny.

„Ile miał lat?”, „Jak wyglądał?” – słychać zewsząd. Wahan i Tigran byli tu jednymi z pierwszych. Kojarzą większość przywiezionych i orientują się gdzie mogą teraz być. Kierują tam rodziny.

Ktoś otwiera okna. Fetor spalonych włosów i skóry jest nie do zniesienia.

– Wahan! Idziemy tam! – woła Tigran. Podbiegają do trójki jedenastolatków samotnie siedzących i płaczących pod ściana. Malcy byli jednymi z tych, którzy w czasie wiecu w wojskowych mundurach trzymali narodowe flagi. Lekko poparzeni. Przerażeni sytuacją. Lekarz mówi ze uratowały ich mundury wytrzymałe na ogień, byli w samym centrum eksplozji.

Sytuacja powoli została opanowana. Wahan i Tigran wychodzą przed budynek. Momentalnie wypalają paczkę papierosów. Kolejni Rodzice przyjeżdżają do szpitala. Lżej ranni wracają do domów. Ci którym potrzebna jest specjalistyczna pomoc zostają odwiezieni karetkami do innych szpitali.

Pod nogi Tigrana wiatr przywiewa kawałek spalonej partyjnej kamizelki.


 Fot. Stanisław Brudnoch


 „Wzajemny szacunek stanie się integralną częścią naszego życia”

W tym samym czasie kiedy ponad stoczterdzieści osób przebywa w szpitalach, a część z nich walczy o życie, na scenę wkracza prezydent. Czyta z kartki wcześniej przygotowane przemówienie. Ani słowa o eksplozji czy ofiarach. Koniec wystąpienia. Za mikrofon chwyta kolejny piosenkarz. Zabawa trwa dalej.

Po dwudziestej w jednym z kościołów zbierają się ludzie i modlą o zdrowie ofiar, w zdecydowanej większości młodych działaczy partii.

Cztery dni po katastrofie, dwa dni po wyborach poszkodowanych odwiedza premier i przewodniczący parlamentu.

Co stało się z Iriną? Sara i Wahan wiedzą tylko tyle, że karetka przewiozła ją do innego szpitala.

 

***

 

4 maja na Placu Republiki w Erywaniu odbył się wiec kończący kampanię wyborczą rządzącej Partii Republikańskiej, na czele której stoi prezydent Serż Sarkisjan. Podczas zabaw doszło do eksplozji setek balonów napełnionych helem, trzymanych przez dziesiątki młodych działaczy młodzieżówki. W wyniku tego wypadku do szpitali trafiło ponad stoczterdzieści ciężko poparzonych osób.

6 maja odbyły się wybory parlamentarne. Partia Republikańska zdobyła 53 procent.

Śródtytułami są hasła wyborcze Partii Republikańskiej.

 

Zdjęcia i reportaż: z Erywania Stanisław Brudnoch


Polecamy inne artykuły autora: Stanisław Brudnoch
Powrót
Najnowsze

Białoruś: sterylny parlament

21.11.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Nord Stream 2: podwójny test

20.11.2019
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu