Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Żółta kartka dla Kremla
2011-12-05
Sławomir Popowski
Władimir Putin i jego ekipa powinni potraktować wyniki wyborów do rosyjskiej Dumy Państwowej jako sygnał ostrzegawczy – żółtą kartkę pokazaną im przez wyborców.

Według wstępnych rezultatów, podanych na podstawie exit polls przez WCIOM (prokremlowską agencję badań socjologicznych), rządząca partia Jedna Rosja dostała „zaledwie” 48,5 procent głosów. To znacznie mniej, niż przewidywano w ostatnich przedwyborczych sondażach.

Kilka dni przed niedzielnym głosowaniem wskazywano wprawdzie, że partia Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa nie zdobędzie upragnionej większości konstytucyjnej (co uważano za największą sensację i wyzwanie; przypomnijmy: przed czterema laty Jedna Rosja zdobyła 64,3 procent głosów), ale nikt nie przewidywał, że wyniki będą jeszcze niższe. Cenione za niezależność i uznawane za najbardziej wiarygodne Centrum Lewady dawało ekipie Putina i Miedwiediewa 53 procent głosów, a WCIOM niewiele więcej, bo 53,7 procent. W tej sytuacji, nawet jeśli po podliczeniu wszystkich głosów Jedna Rosja  przekroczy próg 50 procent, to i tak będzie bardzo kiepski rezultat.

Zwłaszcza jeśli odliczymy od niego jeszcze około 15 procent, które zwykle uzyskuje aktualna partia władzy, wykorzystując tak zwany „zasób administracyjny” (administratiwnyj resurs), czyli masowo stosowane praktyki administracyjne, takie jak przekupstwo wyborców, zmuszanie do głosowania na określoną partię i tym podobne. A nikt nie ma wątpliwości, że i tym razem praktyki te stosowano powszechnie.

Napisano już wiele o niedostatkach – mówiąc delikatnie – tak zwanej suwerennej demokracji w wydaniu Putinowskim i powtarzanie tego wszystkiego w kontekście ostatnich wyborów nie ma większego sensu. „Koń, jaki jest, każdy widzi”. Wyniki niedzielnego głosowania można natomiast – i należy – potraktować jako wyraz zmęczenia rosnącego odsetka Rosjan istniejącym systemem władzy, która praktycznie jest „niezmienialna”, a także jako dowód spadku zaufania do rządzącej ekipy.

Breżniew wiecznie żywy?

Zdaniem Jewgienija Gontmachera, szefa Instytutu Rozwoju Współczesnego – think tanku doradzającego w minionych latach prezydentowi Dmitrijowi Miedwiediewowi – rezultat niedzielnych wyborów można uznać także za swego rodzaju protest przeciwko roszadom na szczytach władzy – zamianie miejscami Putina i Miedwiediewa z całkowitym pominięciem tego, co myślą wyborcy. Odebrano to jako wyraz ich lekceważenia i początek nowej „epoki zastoju”, przez analogię do czasów Breżniewa, który rządził dożywotnio.

Z Putinem – mówią krytycznie oceniający sytuację Rosjanie – może być tak samo. Nie ma wątpliwości, że po zmianie konstytucji, która wydłużyła kadencję prezydencką do sześciu lat, Władimir Władimirowicz będzie rządzić Rosją przez następnych dwanaście lat, a po kolejnej roszadzie, jeśli po drodze nie dojdzie do jakiejś zawieruchy – aż do śmierci... To zaś oznacza – jak pisze Lilia Szewcowa z moskiewskiego Centrum Carnegie – że w Rosji zmiana władzy będzie możliwa tylko w wyniku rewolucji, a nie przeobrażeń demokratycznych. W najlepszym razie zaś znów przyjdzie czekać na kolejny kryzys i kolejną pierestrojkę...

Dziś to chyba największy problem. Niedzielne wybory do Dumy Państwowej to był zaledwie początek realizacji nowego projektu politycznego, którego finałem będą wybory prezydenckie, ze znanym już zwycięzcą. Po zakończeniu tego cyklu politycznego, kończącego krótki okres „tandemokracji” (systemu stworzonego, jak się okazuje, wyłącznie na okres przejściowy), Rosja pewnie będzie wyglądała inaczej niż dotąd, ale tak naprawdę nikt nie wie jeszcze, jaka będzie w istocie.

Rosja Putinowska bis

Niepokoi co innego. Wbrew pozorom, rosyjska elita władzy nie jest tak jednorodna, jak by się z pozoru wydawało. Zdaniem Michaiła Chodorkowskiego – z którym rozmowę opublikował niedawno portal Gazieta.ru – powrotu Putina na Kreml na najwyższe stanowisko w rosyjskiej hierarchii władzy domagało się jego najbliższe otoczenie. Dodajmy: wywodzące się głównie z tak zwanych struktur siłowych i służb specjalnych, które nie mogło mieć i nie miało zaufania do lojalności Miedwiediewa. Ale dlatego też możemy teraz – i chyba na długo – zapomnieć o jakichkolwiek programach modernizacyjnych, o których jeszcze wiosną tego roku mówił Miedwiediew i któremu tak wielu uwierzyło.

I jeszcze jedno: jeśli rządząca w Rosji elita władzy, nawet podzielona na skrzydło bardziej liberalne, otwarte na Zachód i promodernizacyjne oraz to konserwatywne, związane ze strukturami siłowymi – wybrała wariant „Putinowski”, to także pod wpływem tego, co dzieje się w Europie i na świecie. Kryzys i zawirowania europejskie mogły posłużyć za dodatkowy argument, żeby wziąć na przeczekanie i spróbować wykorzystać słabość partnera, jego zaabsorbowanie własnymi, wewnętrznymi problemami, aby – w sferze geopolitycznej – jak najwięcej „ugrać” dla siebie.

Rosyjskie wahadło

To niczego dobrego nie wróży. Już można zaobserwować usztywnienie rosyjskiej dyplomacji w wielu fundamentalnych kwestiach polityki zagranicznej i wyraźną zmianę retoryki. A myślę, że jest to tylko początek. Oczywiście, nie rozwiąże to rosyjskich problemów modernizacyjnych, potrzeby gruntownych reform strukturalnych, o których tyle mówiono w ostatnich latach, także z inicjatywy prezydenta Miedwiediewa. Co więcej, w miarę pojawiających się kłopotów, będących wynikiem zaniechania takich reform, będzie rosnąć pokusa szukania ratunku w tak zwanej silnej władzy, a być może również – konsolidowania społeczeństwa poprzez odwołanie się do haseł nacjonalistycznych (wielu prognozuje taki właśnie rozwój wydarzeń), aż do kolejnej rewolucji.

Rosyjskie wahadło znów zaczęło wychylać się w dobrze znanym kierunku, a jedyne, co budzi nadzieję – właśnie po niedzielnych wyborach – to fakt, że mimo propagandowej i administracyjnej ofensywy Kremla oraz rządzącej partii przeciętni rosyjscy obywatele potrafili pokazać władzy żółtą kartkę. Wątpię natomiast, aby rządząca ekipa wyciągnęła z tego wnioski, zdecydowała się na jakieś zmiany strukturalne, „poluzowanie kursu” etc. Bardziej prawdopodobne jest to, że po zakończeniu politycznego eksperymentu z „tandemokracją” Putin (i stojące za nim środowiska polityczne) postawi na jeszcze większą konsolidację władzy.

Sławomir Popowski

Tekst ukazał się na stronie „Studio Opinii”.

--
Zobacz także:
Iwan Preobrażeński Konserwacja systemu przy utracie poparcia

Polecamy inne artykuły autora: Sławomir Popowski
Powrót
Najnowsze

Piosenka ludowa o transformacji

23.09.2019
Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

22.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Donald Trump – osamotniony dyplomata

21.09.2019
Adam Reichardt Ivo Daalder
Czytaj dalej

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu