Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów
2019-12-05
Piotr Oleksy

Mieszkańcy naszej części kontynentu, którzy są przywiązani do wartości takich jak rządy prawa, obywatelskość i prawa mniejszości, mogą czuć się obecnie bardzo samotni. Okazuje się, że potencjalni sojusznicy patrzą na świat zupełnie inaczej.

 

Kilka lat temu prawicowi populiści w Europie i USA podważyli dotychczasowy ład europejski, kwestionując zarówno liberalną demokrację jako jego sedno, jak i Unię Europejską jako największego gwaranta obecnego porządku na kontynencie. Okazało się, że antyliberalnym językiem Kremla mówią kolejni liderzy, nawet ci, dla których Rosja z wielu przyczyn jest kwestią drugoplanową. Potem prezydent USA zaczął podważać zasadność istnienia NATO, które jest strażnikiem ładu międzynarodowego w tej części świata. Trend rozpowszechnił się zarówno w Europie Środkowej, jak i na Zachodzie. Szybko okazało się, że „droga do niewolności” wiedzie nie tylko na wschód, pozornie geografia (geopolityka) przestała odgrywać fundamentalne znacznie. Nadal jednak można było pocieszać się, że jest to choroba prawicowego populizmu, którą uda się przetrwać. Pojawili się przecież rycerze liberalnej demokracji, jak Emmanuel Macron, który zatrzymał współpracujących z Moskwą nacjonalistów w ich pochodzie po władzę. To on pierwszy też uścisnął rękę Trumpowi tak, że aż knykcie zbielały. W serca wstąpiła nadzieja, podobało się, ale mało kto zwrócił wtedy uwagę, że był to tani chwyt, w Trumpowskim przecież stylu.

A teraz tenże Macron mówi o śmierci mózgowej NATO i konieczności ułożenia na nowo stosunków z Rosją. Chwilę wcześniej zablokował otwarcie negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią, podważając tym samym wiarygodność UE we wschodnim sąsiedztwie oraz pozbawiając Unię głównego narzędzia wpływu, jakie posiada (perspektywa członkostwa). Dla liberałów z naszej części Europy musi to brzmieć niepokojąco. Ktoś może powiedzieć, że niepotrzebnie mieszam kwestię wartości z geopolityką, bo przecież można współpracować z Rosją w kwestiach bezpieczeństwa, wzmacniając liberalną demokrację u siebie. Tak to pewnie wygląda z perspektywy francuskiej. Niestety, w tym myśleniu jest błąd.

Wartości stały się narzędziem oddziaływania na otoczenie międzynarodowe Unii Europejskiej wiele lat temu. Polityka rozszerzenia oraz polityka sąsiedztwa były oparte o zasadę eksportu reguł i wartości oraz warunkowości (formuła more for more – im bardziej się reformujesz, tym większe wsparcie od nas dostajesz i w efekcie zbliżasz się politycznie do UE). Rosja zrozumiała jak przydatne jest to narzędzie kilka lat później. Z tym, że ogłaszając się centrum i ostoją światowego „konserwatyzmu” nie proponowała polityki more for more. Ograniczyła się do tworzenia treści użytecznych dla lokalnych liderów politycznych, którzy chcieli kontestować dotychczasowy porządek, do finansowego i organizacyjnego wsparcia dla niektórych projektów oraz ingerencji w procesy wyborcze przez wpływ na opinię publiczną (a może i więcej, jak w przypadku USA).

Trudno powiedzieć, czy fakt, że Macron nie dostrzega tego wpływu Rosji na Europę, w tym również na Francję, jest efektem naiwności czy też wielkiego ego i mocarstwowego myślenia na zasadzie „my nie mamy czego się obawiać”. A może po prostu jest to wyraz tęsknoty za koncertem mocarstw, w którym Rosja będzie zajmować się swoją strefą wpływów, za to odpuści Francji, odwróci się od Marie Le Pen i żółtych kamizelek?

W każdym razie bycie liberałem we Francji i w Europie Środkowej to zupełnie inna sprawa. Rację ma Piotr Buras, gdy pisze, że Macron po prostu powiedział głośno to, o czym wielu myśli i że nie można się na niego za to obrażać. Bo obrażanie się do niczego w polityce nie prowadzi, zamiast tego należy wypracować własny pomysł na Europę[1]. Pytanie jednak kto obecnie miałby to zrobić? PiS i Fidesz? Think tanki i akademicy z naszej części kontynentu? Jakkolwiek ciekawe propozycje nie wyjdą z naszych środowisk, to niestety nie my będziemy obecni na szczycie NATO i Rady Europejskiej, lecz właśnie PiS, Fidesz i Macron.

Francuski prezydent liczy na to, że Orbán przekona Polaków do Rosji. W przypadku partii obecnie rządzącej bardzo przekonywać nie trzeba. Oczywiście, PiS Rosji nie pokocha z całym jej imperializmem i wrakiem leżącym pod Smoleńskiem, ale trudno nie odnieść wrażenia, że wizja Świata i Europy już teraz jest wspólna w wielu punktach.

Wiem, że wszedłem w ton kasandryczny. Nadszedł jednak trudny czas dla liberałów z Europy Środkowej. Politycznie są obecnie bardzo samotni.

 

dr Piotr Oleksy jest historykiem, pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i współpracuje z Nową Europą Wschodnią; autor książki Naddniestrze. Terror tożsamości (Wydawnictwo Czarne, 2018).

 

[1] Macron zadał pytanie, którego boi się cała Europa, Krytyka Polityczna, 2.12.2019, https://krytykapolityczna.pl/swiat/buras-macron-nato-komentarz/

 

Fot. Kremlin.ru (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Kraków: Polacy w Petersburgu na przełomie XIX i XX wieku

29.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Wojtyła, czyli prometeizm w Watykanie

27.12.2019
Cornelius Ochmann
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

22.12.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Rusza nabór do Akademii Ziem Zachodnich i Północnych

19.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Gacharia sucharia i kurczaki, czyli o kolejnym miesiącu antyrządowych protestów w Gruzji

19.12.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu