Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Donbas: kruchy pokój?
2019-11-18
Aleksander Kowalewski

Wołodymyr Zełenski został prezydentem Ukrainy w niemałym stopniu dzięki obietnicom szybkiego zakończenia konfliktu wojennego w Donbasie. Mimo trudności, do połowy listopada udało się wycofać oddziały w trzech osadach (Stanycia Łuhanśka, Zołote, Petrowśke). W ten sposób usunięto wszystkie przeciwskazania do spotkania przywódców czwórki normandzkiej (Ukraina, Niemcy, Francja, Rosja), które najprawdopodobniej odbędą się 9 grudnia w Paryżu.

 

„Format normański ma na celu odnowienie dialogu, który może przybliżyć nas do całkowitego zakończenia wojny i powrotu naszych terytoriów, a przede wszystkim powrotu naszych więźniów. Warunek organizacji »spotkania normańskiego« to wycofanie wojsk ze Stanycy Łuhanśka, Zołotego, Kateryniwki” – powiedział Zełenski w wideo nagranym zza kierownicy swojej Tesli[1].

Trudno mi podzielać optymizmu prezydenta Ukrainy, ponieważ nawet jeśli dojdzie do spotkania w Paryżu, strona rosyjska bez wątpienia narzuci pakiet takich warunków, które będą nie do przyjęcia dla Ukrainy: zgodę na zmiany w konstytucji zakładające szczególny status Donbasu czy wdrożenie planu formuły Steinmeiera itp. Istnieją powody, by sądzić, że właśnie tego Rosja, odwołując się do życzeń swoich donbaskich kukiełek, będzie wymagać w przeddzień szczytu lub podczas jego trwania. Dienis Puszylin, szef tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, mówił bardzo otwarcie: „Chciałbym powiedzieć: im mniej kontaktów z Ukrainą, tym lepiej; im ściślejsze stosunki z Rosją, tym lepiej. Mówię to jako człowiek. A jako polityk popieram porozumienia mińskie”[2]. Jeszcze bardziej jednoznacznie na temat możliwości pokojowego rozwiązania konfliktu w wyniku wycofania wojsk w Donbasie wypowiedział się były dowódca batalionu separatystycznego „Wostok” i były sekretarz Rady Bezpieczeństwa „DRL”, a w przeszłości również dowódca sił specjalnych Służby Bezpieczeństwa Ukrainy „Alfa” w regionie donieckim Aleksandr Chodakowski: „Wycofanie – to fikcja ze strony ukraińskiej”[3]. Wyjaśnił swoje stanowisko następująco: „Nawet jeśli zmienimy pozycje, to jeszcze nic nie znaczy w dłuższej perspektywie czasu. Kierujemy się prostą logiką: istnieje plan oraz sekwencja jego realizacji; należy zrozumieć, że jeśli pierwszy punkt zostanie spełniony, to kolejne również zostaną spełnione. Tymczasem samo wdrożenie pierwszego punktu może wywołać sytuację, w której niemożliwe będzie wypełnienie wszystkich pozostałych. Jeśli nastąpi wycofanie sił, radykałowie otrzymają praktyczne potwierdzenie, że miała miejsce kapitulacja, tak jak nam zarzucają. A potem staną przed wyborem: przystać na ten targ lub zwiększyć aktywność i jeszcze bardziej intensywnie przystąpić do »działań pozaparlamentarnych«. Zobaczmy, co zostało w ich głowach po Majdanie.”[4]

Przyznanie się do błędu nie jest przyjemne, ale Ukraina straciła terytoria okupowane przez Rosję w Donbasie i Krym nie w 2014 roku, ale znacznie wcześniej. Przed utratą tych ziem Kijów stracił ludność, której znaczna część, nawet formalnie będąc Ukraińcami (ze względu na obywatelstwo i narodowość), nie stała się nimi światopoglądowo. Niektórzy pozostali Homo Sovieticus, a niektórzy, odurzeni mitami o trójjedynym narodzie rosyjskim, o najbardziej poprawnym Kościele na świecie (nie bez powodu w większości języków nazywani są prawosławnymi), o wielkiej (czy na pewno?) przeszłości Rosji, która ze swoją misją dziejową utknęła w jeszcze głębszej przeszłości[5]. I dopóki te mity nie zostaną wyeliminowane, nie będzie pokoju, ponieważ nie chodzi o to, w jakim języku uczyć dzieci czy biura mają pracować, zwłaszcza że w tych regionach dominował język rosyjski, a władzom centralnym, tym bardziej lokalnym, nie spieszyło się z ukrainizacją. Problem jest tu inny – w podejściu, w ścieżce rozwoju kraju, w dylemacie, czy być kowalem własnego losu, czy „czekać na łaskę” dobrego pana i mądrego cara-batiuszki.

Sytuację pogarsza fakt, że od początku konfliktu zbrojnego, zgodnie z danymi ONZ, ponad 1,4 miliona ludzi opuściło Donbas, w większości w związku z proukraińskim stanowiskiem[6]. W piśmie „Зеркало недели” opublikowano wyniki szeroko zakrojonej ankiety przeprowadzonej wśród mieszkańców niekontrolowanych terytoriów Donbasu na temat tego, jak widzą przyszłość Ługańska i Doniecka w kontekście wojny. Badanie wykazało, że tylko 5 procent chce przywrócenia obszaru pod władzę Ukrainy, a 65 procent uważa, że terytorium nieuznawanych „republik” powinno stać się częścią Rosji[7].

W ciągu pięciu i pół roku, które minęły od rozpoczęcia działań wojennych w Donbasie, Ukraińcy stawali się coraz bardziej zmęczeni konfliktem, czego jedną z konsekwencji było wybranie na prezydenta aktora Wołodymyra Zełeńskiego, osoby rozpoznawalnej, ale bez zaplecza politycznego i bez doświadczenia w aparacie państwowym. Ukraińcy kupili obietnicę showmana o szybkim zakończeniu wojny. Większość nie rozumie, że tę wojnę można wygrać lub przegrać, ale zdecydowanie nie można jej zatrzymać. Moskwa z całych sił będzie sprzeciwiać się próbom Kijowa zamrożenia działań wojennych, jeśli przez to jej cele (przekształcenie Ukrainy w wasala Rosji zgodnie z modelem białoruskim lub pełna inkorporacja) nie zostaną osiągnięte. Jedyną realną opcją dla Ukrainy będzie właśnie zamrożenie konfliktu zbrojnego, a być może w przyszłości porzucenie jakichkolwiek prób przywrócenia swojej władzy na terytoriach Donbasu. „Oh, East is East, and West is West, and never the twain shall meet” – zauważył kiedyś Rudyard Kipling.

Fakt, że taka opcja jest możliwa, został również potwierdzony przez lidera frakcji parlamentarnej Gołos Serhija Rachmanyna, który podczas programu telewizyjnego „Prawo do władzy” 8 listopada stwierdził, że istnieją trzy opcje działań wobec rzeczonych terytoriów: droga wojenna, porozumienia mińskie i zamrożenie konfliktu. Odrzucając pierwsze dwa jako mordercze dla Ukrainy, polityk powiedział: „O trzeciej opcji mówi się głośno. Ona istnieje, od czasu do czasu jest dyskutowana. Nie chodzi by to zrobić ze wstydu czy ze strachu. Chodzi o zamrożenie wojny. Co to oznacza pod względem strategii i taktyki? Oznacza to jedną prostą rzecz: nazywamy szpadel łopatą. Nie jesteśmy teraz w stanie rozwiązać tego problemu środkami wojskowymi – wyjaśniłem dlaczego. Nie jesteśmy w stanie rozwiązać tego problemu środkami dyplomatycznymi – również wyjaśniłem dlaczego. Możemy się zatrzymać, aby uporządkować myśli”[8].

Wspomniany wyżej separatysta Aleksandr Chodakowski również mówi o zamrożeniu konfliktu zbrojnego: „Ostatnio podczas rozmowy korespondent wojenny zapytał mnie: jakie byłoby idealne rozwiązanie dla naszych terytoriów? Być może przypuszczano, że odpowiem – dołączyć do Rosji, ale nie odpowiedziałem w ten sposób. Tak, jest to najbardziej pożądane wyjście ze wszystkich możliwych w obecnych okolicznościach – ale czy jest idealne? (…) Jeśli założymy, że połączenie naszych części Donbasu z Rosją będzie tylko pierwszym etapem – to tak, to najlepsza opcja, ale tak się nie stanie. Przynajmniej w perspektywie krótkiego czasu. Koncepcja „idealna” ma charakter abstrakcyjny, a w tym przypadku nie mówimy o scenariuszach nieprawdopodobnych… Ale jeśli chodzi o prawdopodobne, to najbardziej realistyczny plan, moim zdaniem, jest następujący: zamrożenie konfliktu, utrzymanie statusu quo, zniesienie blokady handlu jak w przypadku Naddniestrza, demilitaryzacja obszarów pierwszej linii, pełne zawieszenie broni, przekazanie kontroli nad linią demarkacyjną jednostkom kontroli granicznej, gdy te zostaną wzmocnione przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i korpus armii. (...) Nie zgadzam się z twierdzeniem, że nikt nie może osiągnąć zawieszenia broni –  już przechodziliśmy to w 2014 roku. [Z naszej strony – przyp. tłum.] byłaby wola. I musimy do tego dążyć i zgodzić się na to dla tych, którzy chcą normalnego świata”[9].

Niezależnie od tego, czy Moskwa zgodzi się na zamrożenie działań wojennych w Donbasie, czy też zdecyduje się eskalować konflikt, najprawdopodobniej dowiemy się tego przed końcem tego roku.

Tłum. Krzysztof Popek

 

[1] https://www.youtube.com/watch?time_continue=1202&v=r7MUy2gowZ8&feature=emb_logo

[2] https://www.facebook.com/pushilindnr/videos/548316609286431/

[3] https://www.youtube.com/watch?v=NCnJnknDND4

[4] https://www.facebook.com/aleksandr.hodakovsky/posts/559687878118983

[5] https://ilibrary.ru/text/1276/p.1/index.html

[6] https://www.rbc.ua/rus/news/nachala-voyny-donbasse-1-4-mln-chelovek-stali-1573684453.html

[7] https://zn.ua/internal/test-na-sovmestimost-335429_.html

[8] https://goloszmin.org/news/htos-maye-ce-skazati-vgolos-nam-potribno-timchasovo-zamoroziti-konflikt-vsi-inshi-varianti-deokupaciyi-neprijnyatni

[9] https://www.facebook.com/aleksandr.hodakovsky/posts/588336668587437

 

Fot. Andrew Butko (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu