Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?
2019-10-21
Marek Bogdan Kozubel

Pierwsze miesiące prezydentury Wołodymyra Zełenskiego wydawały się pasmem spektakularnych sukcesów. Sondaże wskazywały na bezprecedensowe poparcie dla nowego gwaranta ukraińskiej konstytucji. Radosną atmosferę popsuły jednak wydarzenia w tej sferze, w której nowy prezydent dopiero zaczął stawiać pierwsze kroki – chodzi rzecz jasna o politykę zagraniczną. O ile aferę wokół rozmowy telefonicznej z Donaldem Trumpem można jeszcze obrócić na korzyść Ukrainy, to spekulacje wokół zastosowania tzw. formuły Steinmeiera w negocjacjach dotyczących rozwiązania konfliktu na Donbasie znacząco pogorszyły notowania Zełenskiego. Doprowadziły do protestów na ulicach oraz gorącej dyskusji w internecie.

 

Zagadka niemieckiej formuły

Nad Dnieprem trwa ożywiona dyskusja wokół skutków zastosowania tzw. formuły Franka-Waltera Steinmeiera, byłego szefa niemieckiego MSZ i obecnego prezydenta Republiki Federalnej Niemiec. Jeszcze w 2016 roku zaproponował on pewne rozwiązanie w zakresie realizacji porozumień zawartych w Mińsku w latach 2014–2015. Jego zdaniem należałoby najpierw przeprowadzić pod czujnym okiem obserwatorów OBWE wybory lokalne na terenie okupowanym przez Rosjan, a następnie przekazać władzom w Kijowie kontrolę nad granicą z Rosją.

Dzisiaj na Ukrainie szereg komentatorów i polityków spekuluje wokół treści tej formuły. Do tego grona należy wielu polityków, głównie tych, którzy po ostatnich wyborach znaleźli się poza burtą – w opozycji do obecnych władz Ukrainy. Nie można również zapominać o tzw. liderach opinii publicznej (z rosyjskiego Лидеры Общественного Мнения – czyli w skrócie „ŁOMy”), którzy są gotowi manipulować informacjami na korzyść tego czy innego polityka lub obozu politycznego, który finansuje ich działalność.

Manipulacje wokół formuły Steinmeiera dotyczą w dużej mierze skutków jej zastosowania. Przykładowo często podnosi się wątek amnestii dla kolaborantów, również tych, którzy mają na sumieniu zbrodnie wojenne. Inna kwestia to rzekomo natychmiastowe przekazanie „zbuntowanym” regionom uprawnień pozwalających na zablokowanie kursu Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO. Z tych powodów podnosi się wobec Zełenskiego i jego partii Sługi Ludu zarzut, jakoby planowali kapitulację przed Kremlem.

W rzeczywistości formuła zaproponowana trzy lata temu przez obecnego prezydenta RFN nie zawierała wzmianek na temat amnestii czy nadania pseudo-republikom prawa weta wobec działań Kijowa. Dosyć drobiazgowo to zagadnienie omówili dziennikarze Ukraińskiej Prawdy, wskazując przy tym na rzeczywiste zagrożenia płynące z zastosowania propozycji niemieckiego polityka. Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest zbytnie pokładanie wiary w fachowość i rzetelność misji obserwacyjnej OBWE – organizacji, która już zdążyła wsławić się nieudolnością i stronniczością jej pracowników.

Formuła Steinmaiera nie jest więc aż tak straszna jak ją niektórzy malują. Niesie ze sobą pewne ryzyko, ale również otwiera możliwości do rzeczywistego wygaszenia konfliktu. Wiele zależy też od stanowiska władz w Kijowie, a tak się składa, że nie zachowują się one jak nastawione na kapitulację.

 

Ruch Oporu (przeciwko) Kapitulacji

Obawa przed tym, że nowe władze mogą pójść na dalekie ustępstwa wobec Kremla, doprowadziła do powstania ruchu społecznego, który przedstawił Zełenskiemu i Słudze Ludu czerwone linie. Ich przekroczenie zostałoby zinterpretowane jako zdrada. Na początku października powstał Ruch Oporu (przeciwko) Kapitulacji[1].

Wspomniana organizacja łączy ludzi dotychczas kojarzonych z różnymi obozami politycznymi. Spotkać w niej można sympatyków, jak i przeciwników Petra Poroszenki. Liberałów krytykowanych za „zbyt lewacką” postawę, jak i nacjonalistów. Weteranów wojny w Donbasie oraz tzw. dywanowych patriotów. Tym samym Zełenskiemu udała się niemal ta sama rzecz co wcześniej Poroszence – zjednoczył skłócone dotychczas środowiska.

Co ciekawe przeciwko ustępstwom wobec Rosji występują również środowiska żydowskie. Jednym z przedstawicieli ROK-u jest Josif Zisels, dysydent okresu Zimnej Wojny i wybitny przedstawiciel społeczności żydowskiej nad Dnieprem. Należy przypomnieć, że ukraińscy Żydzi stanęli dosyć licznie w obronie Ukrainy w najgorętszym okresie wojny z Rosją. Część z nich walczyła nawet w Prawym Sektorze, co manifestowali na portalach społecznościowych. Nie bez znaczenia dla ich postawy był agresywny i prymitywny antysemityzm wielu Rosjan i prorosyjskich kolaborantów. Jest sprawą oczywistą, że ukraińscy Żydzi nie byliby zadowoleni z objęcia tych osobników amnestią. Ponadto Zełenski niedawno naraził się ukraińskim Żydom tym, że początkowo zignorował obchody poświęcone pamięci ofiar Holocaustu w Babim Jarze. Obojętność prezydenta na kwestie historyczne skomplikowała więc relacje z tą grupą obywateli, która wydawała się częścią jego twardego elektoratu.

Na pierwsze protesty organizowane przez ROK i inne środowiska przeciwne ustępstwom obóz władzy zareagował bardzo nieadekwatnie. Najbardziej skompromitował się szef Biura Prezydenta Andrij Bohdan, który stwierdził, że akcje protestacyjne są finansowane przez opozycję. Tym samym nieświadomie przypomniał Ukraińcom reakcję Mykoły Azarowa, premiera w 2013 roku, na początek Euromajdanu, jak i to, że był pracownikiem ówczesnego prorosyjskiego rządu. Również szef klubu parlamentarnego Sługi Ludu Dawid Arachamija skompromitował się spekulacjami na temat rzekomego płacenia uczestnikom protestu, tylko po to by następnie nieudolnie tłumaczyć się ze swych słów. Oliwy do ognia dolała swą niekompetencją rzeczniczka prasowa prezydenta Julia Mendel, która rzuciła się na dziennikarza Radia Swoboda, gdy ten chciał zadać pytanie prezydentowi. Pierwsze wystąpienie Zełenskiego przed dziennikarzami po wyrażeniu zgody na formułę Steinmeiera też wypadło fatalnie.

Na razie akcje protestacyjne nie ściągają na ulice zbyt wielu Ukraińców. Najliczniejszym marszem był dotychczas ten zorganizowany przez ROK w święto Pokrowy 14 października. W akcji miało wziąć udział nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Wykorzystano fakt, że tego dnia do Kijowa przyjeżdża wielu patriotów i nacjonalistów z całego kraju. Obawa przed kapitulacją doprowadziła do tego, że Rady Miejskie i Obwodowe w Sumach, Iwano-Frankiwsku, Chmielnickim, Chersonie, Kropywnyckim, Lwowie, Równym, Czerniowcach i Winnicy wystąpiły przeciwko zastosowaniu formuły Steinmeiera. Za ustępstwami wobec Rosji opowiedział się jedynie Hennadij Kernes, toksyczny mer Charkowa.

Zdaniem Hennadija Druzenki akcje protestacyjne mogą przerodzić się w nowy Majdan, czyli nabrać masowego charakteru na wzór Euromajdanu, ale przy spełnieniu szeregu warunków. Zaliczają się do nich rzecz jasna decyzje władz i odpolitycznienie ruchu. Podporządkowanie go partiom politycznym oraz skierowanie ostrza protestu przeciwko osobie prezydenta to droga donikąd. Może to odstraszyć wielu sympatyków Zełenskiego, którzy również są negatywnie nastawieni do jakichkolwiek ustępstw wobec Rosji. Należy pamiętać o tym, że na nowego prezydenta swój głos oddawali również zwolennicy wstąpienia Ukrainy do UE i NATO, liberalni mieszkańcy zachodnich i północnych obwodów kraju, jak i nacjonaliści, którzy zrazili się do poprzednich władz. Sondaże wskazują, że niezależnie od sympatii politycznych większość Ukraińców jest przeciwna ustępstwom wobec Kremla i pseudo-republik. Mniej niż jedna czwarta obywateli państwa jest gotowa przystać na „pokój za wszelką cenę”[2]. Gdyby tylko oni mieli stanowić elektorat Zełenskiego, to prawdopodobnie nigdy nie przeszedłby do drugiej tury wyborów prezydenckich.

Protesty mają szansę wpłynąć na obóz władzy, jeżeli nie zostaną zdominowane przez byłego prezydenta. Poroszenko od samego początku chciał wykorzystać nastroje manifestacji do zwiększenia swych wpływów nad Dnieprem. Gdyby mu się udało, to prawdopodobnie akcje ROK spotkałyby się z niechęcią wielu środowisk. W konsekwencji ten ruch społeczny przeobraziłby się w polityczną sektę, przybudówkę Europejskiej Solidarności. Należy przypomnieć, że przeciwko ustępstwom wobec Rosji występuje bardzo wielu Ukraińców, którzy krytykowali Poroszenkę za jego skłonność do korupcji, obłudę, a także imitowanie działań mających na celu wzmocnienie obronności kraju. Zresztą nie bez powodu tak Rosja, jak i kijowski obóz władzy, starali się przedstawić protesty jako akcje zorganizowane i opłacone przez „króla czekolady”.

 

Polityka Kijowa

Wbrew wielu opiniom obecna sytuacja Ukrainy na arenie międzynarodowej nie jest w tak dużym stopniu efektem działań lub poglądów Zełenskiego. To w dużej mierze pokłosie aktywności poprzedniego obozu władzy. Poroszenko swą niechęcią do przeprowadzenia skutecznych reform i zwalczania korupcji zmęczył Zachód. Nie mniej opornie zrywał też więzy gospodarcze i polityczne łączące Ukrainę z Rosją. Był współodpowiedzialny za krew przelaną na protestach 31 sierpnia 2015 roku, gdy próbował przeforsować w Werchownej Radzie niezgodne z konstytucją ustępstwa wobec Kremla i pseudo-republik. Do samego końca był przeciwny zerwaniu stosunków dyplomatycznych z agresorem. Równie kontrowersyjna była jego bierność wobec działań Wiktora Medwedczuka. Należy też w tym momencie przypomnieć, że w 2016 roku Poroszenko był pozytywnie nastawiony do zaproponowanej przez Steinmeiera formuły dotyczącej wyborów w okupowanej części Donbasu. Dzisiaj nazywa jej zastosowanie zdradą – tę hipokryzję słusznie wytykają mu jego przeciwnicy biorący udział w protestach przeciwko kapitulacji.

Obecnie Zełenski, rząd Ołeksija Honczaruka i Szef Sztabu Sił Zbrojnych Ukrainy generał Rusłan Chomczak muszą grać takimi kartami, jakie pozostawili im poprzednicy. To czynnik, który mocno ogranicza im pole manewru. Jeżeli bacznie przyjrzeć się szczegółom ich polityki, to można odnieść wrażenie, że starają się oni kupić czas i wzmocnić pozycje negocjacyjne Ukrainy. Prezydent i ukraiński MSZ nalegają, aby przed zorganizowaniem wyborów na Donbasie doszło do likwidacji struktur Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, wycofania oddziałów rosyjskich i zapewnienia bezpieczeństwa wyborcom. Rosjanie są temu zdecydowanie przeciwni, ale państwa należące do UE uważają te propozycje za sensowne. Wygląda to na sprytną grę, która polega na przedstawieniu Kijowa jako konstruktywnego partnera, chcącego zakończyć konflikt, a Rosję jako niewiarygodnego uczestnika negocjacji.

Władze w Kijowie muszą również sensownie rozwiązać problem amnestii dla kolaborantów. Odpowiednie ustawy zostały przyjęte przez ukraiński parlament jeszcze za sprawą Poroszenki. Rzecz w tym, że przepisy zawierają listę czynów, których popełnienie wyłącza sprawcę spod działania amnestii. Zbrodniarze wojenni, w tym sprawcy strącenia MH-17, nie będą objęci przepisami ustawy amnestyjnej. Ponadto amnestia rozciąga się jedynie na rok 2014[3]. Tym samym w rękach Kijowa znajduje się ciekawy oręż, którego można użyć do zasiania niezgodny wśród kolaborantów, jak i wzmocnienia wizerunku Ukrainy jako państwa chcącego pokoju.

Ponadto wśród niektórych przedstawicieli władz widać wyraźne tendencje do wykorzystania protestów. Deputowana Iryna Wereszczuk nazwała ROK i jego sympatyków „sojusznikami”. Z kolei premier Honczaruk odwiedził na zaproszenie weteranów koncert, który miał miejsce 14 października. Powyższe działania są sygnałem korekty polityki władz wokół formuły Steinmeiera. Protesty można wykorzystać w negocjacjach z Paryżem i Berlinem jako dowód na to, że forsowanie w Werchownej Radzie ustępstw wobec Rosji będzie bezcelowe i groźne. Mogą być również osobistą inicjatywą części polityków, którzy chcą wzmocnić własną pozycję polityczną. Tak Wereszczuk, jak i premier, orientują się bardziej na prozachodni elektorat.

To, czy akcje protestacyjne przerodzą się nowy, zapewne bardzo krwawy Majdan zależy w dużej mierze od samych władz, a szczególnie od odpowiedniej polityki informacyjnej. W zasadzie niegroźna formuła wypowiedziana przez niemieckiego polityka trzy lata temu została przez część prasy, polityków i ŁOM-ów przedstawiona jako niemal szatański plan służący likwidacji państwa ukraińskiego. Brak otwartości obecnych władz, co jest efektem logiki, jaką kieruje się m.in. szef Biura Prezydenta, doprowadził do stworzenia podatnego gruntu pod kolejne teorie spiskowe. Na razie brakuje przekonujących dowód na to, że Zełenski i Honczaruk planują kapitulację przed Rosją, zwłaszcza, że wiele spośród ich projektów w zakresie polityki wewnętrznej również jest nie w smak Kremlowi. Obóz władzy nie zamierza również rezygnować z ubiegania się o członkostwo Ukrainy w NATO i UE. Nie mniej, aby uspokoić nastroje społeczne konieczne jest konsekwentne informowanie obywateli i mediów o podjętych działaniach w zakresie polityki zagranicznej. Wizerunek władz mogą poprawić w oczach protestujących również zmiany personalne, głównie na stanowisku szefa Biura Prezydenta i rzeczniczki głowy państwa.

 

[1] https://www.unian.ua/politics/10707000-v-ukrajini-stvorili-ruh-oporu-kapitulyaciji.html

[2] https://tsn.ua/ato/bilshist-proti-osoblivogo-statusu-ta-amnistiyi-yak-ukrayinci-stavlyatsya-do-situaciya-na-donbasi-opituvannya-1425630.html.

[3] https://www.obozrevatel.com/ukr/politics/ukraina-uhvalila-vsi-zakoni-dlya-amnistii-na-donbasi-v-mzs-ozvuchili-detali.htm?fbclid=IwAR3INYhQmJyMlpP7dJa4iNB2bBoZQhGibvlSGveaduDX_1OTDwu9gQY9BQ8.

 

Fot. www.facebook.com/petroporoshenko


Powrót
Najnowsze

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu