Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Obalić bolszewików
2019-08-15
Jan Pisuliński

Litwini, Łotysze, Estończycy, Gruzini Ormianie czy Ukraińcy byli tylko wówczas wysłuchiwani w Paryżu, gdy mogli doraźnie wnieść jakiś wkład do upadku bolszewizmu.

 

Formalnym celem konferencji paryskiej było przygotowanie traktatów pokojowych z państwami pokonanymi. W niewielkim stopniu dotyczyło to więc Europy Wschodniej. W zasadzie jedynymi konkretnymi postanowieniami odnoszącymi się do tego regionu było zawarte w traktacie wersalskim rozgraniczenie pomiędzy Niemcami a Litwą oraz powołanie Wolnego Miasta Kłajpeda, które to rozwiązanie przetrwało zaledwie cztery lata.

Konferencja miała jednak szersze ambicje stworzenia ładu międzynarodowego, który skutecznie zapobiegnie przyszłym wojnom. Zgromadzeni tam przywódcy mocarstw nie mogli być więc obojętni na to, co działo się na wschodzie Europy po upadku caratu. Z ich perspektywy był to niebezpieczny chaos, grożący destabilizacją powstającego nowego ładu, którego Rosja mogła być ważnym elementem. Z oczywistych więc względów najważniejszym celem wszystkich przywódców mocarstw było obalenie bolszewików i odbudowa silnej Rosji. Jednakże wyczerpane czteroletnią wojną mocarstwa nie zamierzały angażować się w konflikt same, stąd szukano sił, które będą w stanie obalić bolszewików. Uznano, że tylko biali Rosjanie są do tego zdolni, gdyż poza nimi siłą dysponowały jedynie narody nierosyjskie, którym bardziej zależało na zbudowaniu własnej państwowości w możliwie jak najlepszych granicach niż na walce z bolszewikami. W tym tkwił główny problem, ponieważ ci Rosjanie, którzy podjęli walkę, jak Nikołaj Judenicz, Anton Denikin czy Aleksander Kołczak, dążyli do odrodzenia jednej i niepodzielnej Rosji. Nie zamierzali uznać nie tylko niepodległości, ale nawet autonomii narodów nierosyjskich i jakichkolwiek rozwiązań federacyjnych, a na zajętych terenach prześladowali działaczy niepodległościowych. Gotowi byli zaakceptować jedynie odrębność Finlandii i Polski, tej ostatniej jednak tylko w granicach dawnego Królestwa Polskiego (bez Chełmszczyzny) i bez wschodniej Galicji. Nie chcąc osłabiać pozycji białych, alianci zaakceptowali te warunki.

Wiązała się z tym też pokutująca na Zachodzie niewiara w zdolności państwowotwórcze małych na ogół (poza Ukraińcami) i skonfliktowanych wzajemnie narodów, pączkujących u zachodnich i południowych granic dawnej Rosji. Litwini, Łotysze, Estończycy, Gruzini Ormianie czy Ukraińcy byli tylko wówczas wysłuchiwani w Paryżu, gdy mogli doraźnie wnieść jakiś wkład do upadku bolszewizmu. Stąd również zaangażowanie mocarstw w próby rozwiązania konfliktu polsko-ukraińskiego o Lwów czy polsko-litewskiego o Wilno, które odciągały od walki z Sowietami.

Ponieważ jednak alianci nie zamierzali się angażować militarnie na Wschodzie, nie mieli wiele do zaoferowania potencjalnym sprzymierzeńcom. Znane stwierdzenie Piłsudskiego z listu do premiera Paderewskiego, że o ile w kwestii granicy zachodniej jesteśmy w dziesięciu dziesiątych zależni od mocarstw, o tyle na wschodzie dostaniemy to, co sami wywalczymy, było w praktyce realizowane przez pozostałe „limotrofy”. Wolały one stawiać na własne siły i metodę faktów dokonanych, niż biernie oczekiwać na decyzje paryskie, na które nie miały wpływu. Żadne rysowane przez aliantów linie Berthelemiego, Bothy czy Focha nie stały się więc podstawą pacyfikacji w regionie. Zaproponowane przez mocarstwa rozwiązania albo były od razu odrzucone, albo nie przetrwały długo. Należy mieć też świadomość, że gdyby to zależało tylko od mocarstw, wschodnia granica państwa polskiego przebiegałaby na Bugu. Rozpoczęta w styczniu 1919 roku konferencja pokojowa trwała tylko do końca roku. Gdy kończono obrady, przekazując dalsze decyzje konferencji ambasadorów, sytuacja na wschodzie kontynentu była wciąż zagmatwana i nierozstrzygnięta. Stąd ostateczne postanowienia dotyczące granic rozstrzygały się i zapadały nawet znacznie później.

Tak więc w kontraście do reszty Europy konferencja pokojowa w Paryżu mimo wysiłków Georgesa Clemenceau, Davida Lloyda George’a czy Woodrowa Wilsona nie miała specjalnego wpływu na to, co się działo na wschodzie kontynentu. Byłbym więc raczej skłonny zgodzić się z propagowanym przez Marka Kornata określeniem ład wersalsko-ryski. Traktat zawarty w Rydze miał ostatecznie większe znaczenie dla układu sił w tej części Europy niż decyzje zapadające w odległym Paryżu.

 

Dr hab. Jan Pisuliński, prof. UR jest kierownikiem w Zakładzie Historii Najnowszej Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego.

 

Tekst ukazał się w numerze 1/2019 „Nowej Europy Wschodniej”.

 

Fotografia z Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie (domena publiczna)


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu