Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zwykły człowiek vs Rosja
2019-07-16
Tomasz Grzywaczewski, Krzysztof Popek

Z Tomaszem Grzywaczewskim, autorem książki Granice marzeń. O państwach nieuznawanych (Wołowiec 2018) i współscenarzystą filmu dokumentalnego Cienie Imperium, rozmawia Krzysztof Popek

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: Film Cienie Imperium, który swoją premierę będzie mieć już 26 lipca, jest inspirowany książką Granice marzeń, w której przemierza Pan wschodnioeuropejskie państwa nieuznawane: od Donbasu przez Naddniestrze, Abchazję i Osetię Południową po Górski Karabach. Co udało się przenieść z książki do filmu?

TOMASZ GRZYWACZEWSKI: Łatwiej powiedzieć, czego nie przenieśliśmy do filmu. Książka pokazuje szeroki kontekst polityczny i kulturowy funkcjonowania państw nieuznawanych. Osią narracji Granic marzeń są oczywiście zwykli ludzie, jakkolwiek tło polityczno-społeczne zostało bardzo wyraźnie zaakcentowane. Film skupia się zaś na bardzo osobistych historiach bohaterów. Podstawowym zadaniem w pracy nad scenariuszem nie było pisanie, a usuwanie. Z wielu wątków z książki wspólnie, razem z reżyserem Karolem Starnawskim oraz współautorem scenariusza Dawidem Wildsteinem, wybieraliśmy te, które najlepiej zagrają na dużym ekranie. Finalnie zdecydowaliśmy się wybrać historie dwóch bohaterów: Aleksandra z Gruzji, którego losy związane są z wojną gruzińsko-abchaską, oraz Aleksieja, młodego rapera z Górskiego Karabachu. Te dwie opowieści uzupełniliśmy trzecim wątkiem, który nie pojawia się w książce – historią Timura, ukraińskiego uchodźcy z Krymu oraz żołnierza batalionów ochotniczych na Donbasie. Kontakt z nim nawiązał Dawid Wildstein.

Film nie jest ekranizacją książki, a jej rozwinięciem. Historie są podejmowane w miejscach, gdzie książka się kończy. Najbardziej jaskrawym przykładem i poniekąd zamierzonym zabiegiem było zakończenie Granic marzeń, w którym pojawia się wątek zaginionej siostry weterana wojny gruzińsko-abchaskiej Aleksandra, którą udało mi się odnaleźć. Ona po trzydziestu latach dowiaduje się, że jej brat nie został zabity – w tym miejscu kończy się książka. W filmie doprowadzamy do ich spotkania. Dopisujemy więc kolejny rozdział tej opowieści.

 

Czy trudno było przekonać bohaterów do opowiedzenia tych osobistych historii?

Nie było to tak trudne jak początkowo sądziłem. Pomysł na nakręcenie filmu pojawił się w trakcie pracy nad książką. Podróżując i zbierając materiały, miałem z tyłu głowy, że chciałbym aby powstał na podstawie Granic marzeń film. Na etapie pisania oceniałem, którzy z bohaterów mogliby zagrać w takim dokumencie – myślałem o Aleksieju i Aleksandrze, a także kilku innych, dla których nie znaleźliśmy miejsca w scenariuszu. Sygnalizowałem im, że będę chciał zrealizować film i pytałem się ich o możliwość udziału. W ten sposób bohaterowie oswajali się z myślą, że być może zostaną sfilmowani. To bardzo ułatwiło nam zadanie na etapie produkcji. Byliśmy z nimi cały czas w kontakcie. Małymi kroczkami przygotowywaliśmy ich do zagrania w filmie, w trakcie budowania naszej osobistej relacji. W dzisiejszym świecie utrzymywanie stałego kontaktu jest bardzo łatwe – to nie jest tak, że w Karabachu czy na granicy gruzińsko-abchaskiej nie ma internetu. Facebook czy VKontakte są wszędzie i sprawiają, że mogliśmy mieć z bohaterami książki, a potem filmu, cały czas kontakt.

 

Jak się podróżuje po państwach nieuznawanych? Nie są to raczej częste destynacje turystyczne. Mówi Pan, że nie ma kłopotu z internetem – jak jest z innymi sprawami?

To zależy od tego, o jakim państwie mówimy. Z naszej perspektywy, państwa uznawanego, jakim jest Polska, łatwo jest wrzucać te kraje do jednego worka. To jest naturalne – trudno jest różnicować te miejsca, nie będąc tam. Te kraje tymczasem bardzo się od siebie różnią.

Wjazd do Górskiego Karabachu nie stanowi żadnego problemu pod warunkiem, że się wjeżdża od strony Armenii (to jest wprawdzie naruszeniem prawa międzynarodowego, ale na bok odłóżmy te kwestie). Po prostu przejeżdża się przez granicę armeńsko-karabaską i w Stepanakercie idzie się do odpowiedniego urzędu po wizę turystyczną. Tymczasem jadąc do Abchazji trzeba wcześniej wystąpić o wizę. Można to zrobić na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Abchazji, która jest w języku angielskim. Wypełniasz wniosek wizowy, na podstawie którego otrzymuje się promesę wizy, którą należy wydrukować i okazać na granicy gruzińsko-abchaskiej. Generalnie zostaniemy raczej wpuszczeni do Abchazji, choć co jakiś czas granica jest zamykana.

Wjazd do Osetii Południowej jest natomiast bardzo skomplikowany i mi się tam dostać nie udało. Ten rozdział książki pisałem z perspektywy Osetii Północnej, będącej częścią Federacji Rosyjskiej. Tam jest mnóstwo Osetyńczyków z południa i mogłem z nimi swobodnie rozmawiać. Odmowa przyznania mi wizy była związana z ich polityką, zakładającą by nie wpuszczać obcokrajowców z Zachodu, a już tym bardziej dziennikarzy oraz badaczy – osób niepewnych z punktu widzenia władzy. Nie chcą, żeby się tam kręcili i oglądali różnego rodzaju tajemnice, w tym rosyjskie. Osetia Południowa jest wszakże rosyjską bazą wojskową.

Chyba Górski Karabach jest najbardziej otwarty dla turystów. Wydają foldery turystyczne, funkcjonują tam punkty informacyjne. Wprawdzie cały czas na linii frontu dochodzi do walk, ale poza nią, w stolicy kraju czy słynnych klasztorach jak Dadiwank czy Gandzasar jest bezpiecznie. Władze karabaskie starają się promować turystykę, podczas gdy Osetia Południowa nie chce żadnego zainteresowania wokół siebie.

Naddniestrze też jest ciekawe. Jest najbliżej nas, można tam dojechać samochodem. Wjeżdża się bez wizy, tylko na miejscu trzeba się zarejestrować na milicji. Sami mieszkańcy wyczuli koniunkturę turystyczną i próbują promować Naddniestrze jako skansen komunizmu – jako hardcorową wycieczkę do prawdziwych Sowietów, przeniesienie się w czasie o 30–40 lat, jak za Breżniewa. Kapitalizm jest w stanie bardzo dobrze zagospodarować komunizm.

 

Wracając do filmu, obrazy otwierające, czyli cytat, którego fragment głosi „Głównym celem Rosji jest podbój”, czy surowy wizerunek Józefa Stalina, nie pozostają raczej złudzeń co do myśli przewodniej. Czy film jest ostrzeżeniem przed ekspansjonizmem rosyjskim?

Taka była moja intencja. Jest to film o ludziach uwikłanych w wojnę, uniwersalna opowieść, o tym jak konflikty niszczą ludzkie życie – od młodości Aleksieja aż po starość Aleksandra. Najlepszym podsumowaniem filmu są ostatnie słowa drugiego ze wskazanych bohaterów, który mówi, że ta wojna nic mu nie dała – ani wygranej, ani przegranej. Wojny wygrywają albo przegrywają tylko możni tego świata, zwykłym ludziom przynoszą tylko cierpienie, straty i poczucie zmarnowanego życia. Wydźwięk więc jest uniwersalny.

Jednak równocześnie nie chciałem, żeby można było powiedzieć, że tytułowe imperium nie jest określone, a film dotyczy wyłącznie zjawisk uniwersalnych. Że jest sobie jakieś imperium, że generalnie mocarstwa odpowiadają za wojny. W tym konkretnym przypadku, te wojny były stymulowane i są stymulowane przede wszystkim, a w niektórych przypadkach tylko i wyłącznie (mówiąc o Donbasie), przez Rosję. Wcześniej były zaś wzniecane przez Związek Sowiecki, który dokonywał przemieszania narodów i wmontowywał te bomby z opóźnionym zapłonem, zasiewał w ludziach nienawiść w imię wyświechtanej i starej jak świat zasady devide et impera. Niektórzy mówią, że Związek Sowiecki to nie jest Rosja. Nic bardziej mylnego – Związek Sowiecki to dzisiejsza Rosja, gdyż FR jest sukcesorem ZSRR, została zachowana ciągłość między tymi dwoma podmiotami. Kontynuacją polityki wzniecania antagonizmów jest dzisiejszy imperializm prezydenta Władimira Putina, który próbuje odbudować sowiecką strefę wpływów. W filmie jest to jasno powiedziane. Obraz ma ostrzegać przed rosyjskim imperializmem. Nie przed imperializmem amerykańskim, kambodżańskim, argentyńskim albo marsjańskim, a przed imperializmem rosyjskim.

 

Czy myśli Pan, że przekaz będzie w stanie trafić dalej, na Zachód, gdzie zapomina się, że wojna na Donbasie ma w ogóle miejsce, nie mówiąc już o rosyjskiej roli w Abchazji czy Górskim Karabachu?

Jesteśmy w trakcie działań, żeby film zaistniał w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Taki też był nasz zamiar w czasie produkcji – żeby nie kierować przekazu tylko do Polaków, bo my wiemy o tym, jaka Rosja bywa, natomiast by trafić do odbiorcy zachodniego. Szczególnie, że te konflikty nie są na czołówkach gazet. Dlatego myślę, że tym bardziej trzeba o tym przypominać.

Przebicie się na Zachodzie jest bardzo trudne. Myślę jednak, że szanse są realne. Miałem przyjemność brać udział w zamkniętym przedpremierowym pokazie filmu organizowanym przez ambasadę polską w Waszyngtonie, na Georgetown University. To był pokaz dla dyplomatów, urzędników zajmujących się obszarem Europy Środkowej i Wschodniej, ekspertów z think tanków. W panelu dyskusyjnym po projekcji uczestniczyli były ambasador amerykański na Białorusi Kenneth Spencer Yalowitz oraz profesor Angela Stent, dyrektor Centrum Badania Europy Środkowo-Wschodniej na Georgetown University, z Polski był profesor Przemysław Żurawski vel Grajewski. Film spotkał się z naprawdę dobrym odbiorem wśród widowni – widowni oczywiście specyficznej, bo zainteresowanej i specjalizującej się w tym temacie. Paneliści również przyjęli bardzo pozytywnie film, co zaznaczali w prywatnych rozmowach, pojawiły się szczere gratulacje. Dodam też, że głosy zainteresowania filmem dochodzą też z innych części świata, chociażby z Litwy.

U masowego odbiorcy nasz film nie ma raczej szansy zaistnieć, gdyż dokumenty nie są dla masowego widza. Dokument jest zawsze kinem dla bardziej wysublimowanego odbiorcy, który jest zainteresowany tematem.

Mam nadzieję, iż to, że my jasno mówimy, kto jest winny, nie będzie przeszkodą. Wiem, że w środowisku artystycznym jest tendencja do uniwersalizowania pewnych spraw, a niekoniecznie pokazywania palcem na konkretne problemy. Taki jednak cel jest tego filmu. Ja chciałem powiedzieć jasno: Rosja jest zagrożeniem. Mówię to jako Polak, obywatel kraju, który ze strony Rosji wycierpiał bardzo wiele.

 

W książce przedstawiając historię bohaterów podkreśla Pan, że ludzie z państw nieuznawanych chcą przede wszystkim pokoju i życia w normalnym kraju. Trudno sobie wyobrazić, żeby opisane konflikty nagle zakończyły się w jakikolwiek sposób. Czy jesteśmy skazani na impas w kwestii państw nieuznawanych?

To jak politycznie zakończą się te konflikty, zależy w większości od Rosji. Nie jesteśmy skazani na impas, a bardziej Rosja nas na niego skazuje. To od polityki Moskwy zależy, jak te konflikty zostaną rozwiązane i czy będzie wola polityczna do ich zakończenia.

Rosja cały czas stymuluje antagonizmy, popycha, ustawia pionki. Jednak to nie jest też tak, że Rosjanie mordowali się wzajemnie. Narody, które są w te konflikty uwikłane, muszą wykonać wielką pracę w celu budowy pojednania. W kontekście pierwszej wojny abchaskiej i początku tego konfliktu, to Gruzini powinni byli iść do Abchazów i Abchazowie do Gruzinów. A nie zwracać się do Rosji. Podobnie to Ormianie i Azerowie się wzajemnie zabijali. Dialog jest drogą do budowania pokoju i powstrzymywania imperialnych zakusów Rosji. Kremla nic tak nie cieszy jak rzucający się sobie do gardła sąsiedzi. Im więcej konfliktów między narodami ościennymi, tym większe możliwości politycznego oddziaływania ma Rosja. Nie odnośmy wrażenia, że gdy mówimy o wielkiej polityce, to nic nie możemy zrobić. Że to w salonach Kremla czy Gabinetu Owalnego o wszystkim się decyduje. Drobne gesty oraz próba budowania porozumienia są kluczowe, żeby te konflikty mogły się zakończyć. Większość ludzi marzy o życiu w pokoju. To jest naturalne. Nie każdy marzy by za wszelką cenę bronić każdego skrawka ziemi, przelewać krew za ojczyznę. Ludzie chcą żyć w spokoju, mieć marzenia, planować przyszłość; chcą, żeby ich dzieci żyły w spokojnych czasach i mogły się rozwijać. To jest dla bohaterów filmu i książki najistotniejsze. Dla mnie jako twórcy najważniejsza była historia małego człowieka – nie wielkich polityków, dyplomatów, ekspertów, analityków, a zwykłego człowieka uwikłanego w historię, który próbuje spokojnie, normalnie i godnie żyć.

 

Tomasz Grzywaczewski – reporter, pisarz i prawnik specjalizujący się w problematyce państw nieuznawanych. Autor książek Przez dziki Wschód (2012) oraz Życie i śmierć na Drodze Umarłych (2015). Za swoją książkę Granice marzeń. O państwach nieuznawanych otrzymał nagrodę główną w kategorii „książka reportażowa” w konkursie „Najlepsze publikacje turystyczne 2019”, Kryształową Kartę Polskiego Reportażu w kategorii Nagroda Publiczności dla najlepszej książki 2018 oraz został nominowany do nagrody MediaTory w kategorii ObserwaTOR.

 

Zachęcamy do obejrzenia zwiastuna filmu Cienie imperium. Premiera 26 lipca 2019 roku.

 

Fot. Jay Aka


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu