Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Koniec rumuńskiej epopei?
2019-05-31
Kamil Całus

W poniedziałek 27 maja Wysoki Sąd Kasacyjny i Sprawiedliwości, czyli rumuński odpowiednik Sądu Najwyższego, skazał na 3,5 roku pozbawienia wolności lidera rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), a zarazem przewodniczącego Izby Deputowanych, Liviu Dragneę. Od wydania wyroku w sprawie Nicola Ceaușescu Rumunia nie widziała jeszcze czegoś takiego. Do więzienia trafił co prawda kilka lat temu były premier Andrei Năstase czy burmistrz Bukaresztu Sorin Oprescu, ale od trzydziestu lat nie udało się wsadzić za kratki tak prominentnego polityka. Dragnea decydował o obsadzie kluczowych stanowisk partyjnych i rządowych. Namaszczał też premiera. Były lider PSD de facto rządził państwem rumuńskim.

 

W ciągu kilku godzin zakończyła się trwająca od 2015 roku epopeja najpotężniejszego rumuńskiego polityka, który próbując uciec przed wymiarem sprawiedliwości wprowadził swój kraj na kurs kolizyjny z Komisją Europejską i w spektakularny sposób doprowadził do załamania się poparcia dla ugrupowania, na które jeszcze niecałe trzy lata temu głosowała niemal połowa rumuńskiego elektoratu.

 

Uciekając przed wyrokiem

Rozpatrujący sprawę Dragnei sędziowie uznali, że w latach 2006–2013 wykorzystał on stanowisko we władzach samorządowych do fikcyjnego zatrudnienia dwóch działaczek PSD w lokalnym urzędzie, narażając tym samym skarb państwa na stratę w wysokości około 25 tysięcy euro. Wynagrodzenie wypłacano, choć żadna z kobiet nigdy nie pojawiła się w swym formalnym miejscu pracy. Wyrok byłby może łagodniejszy, gdyby nie fakt, że lider PSD już wcześniej miał problemy z prawem. Jeszcze w kwietniu 2016 roku świeżo upieczony wówczas przewodniczący socjaldemokratów skazany został na dwa lata więzienia w zawieszeniu za oszustwa podczas organizacji referendum w sprawie odwołania prezydenta Traiana Băsescu w 2012 roku.

Od chwili ponownego objęcia władzy przez gabinet zdominowany przez PSD (a więc od przełomu 2016 i 2017 roku) Dragnea, wspierany przez szereg innych polityków koalicji rządzącej obawiających się wyroków za korupcję, podjął systematyczne i zdecydowane działania mające na celu osłabienie sprawnego systemu antykorupcyjnego oraz wymiaru sprawiedliwości. Zmiany, polegające m.in. na złagodzeniu kodeksu karnego czy rewizji regulacji dotyczących prokuratury i sądownictwa, były ostro krytykowane zarówno przez opozycję w kraju, jak i przez część państw UE oraz USA. Także Komisja Europejska wielokrotnie wyrażała głębokie zaniepokojenie rumuńskimi reformami w tym zakresie. Niektórzy politycy w Brukseli ochoczo zestawiali Rumunię z Węgrami i Polską, sugerując konieczność wszczęcia wobec niej postępowania w ramach Artykułu 7.

Społeczeństwo reagowało znacznie bardziej stanowczo niż zachodni biurokraci. Próba przeforsowania na początku 2017 roku pakietu zmian łagodzących przepisy karne skończyła się największymi w historii kraju demonstracjami. W szczytowych momentach na ulicach Bukaresztu i największych miast zgromadziło się ponad pół miliona ludzi. Takich tłumów nie widziano nawet podczas rewolucji antykomunistycznej w 1989 roku. Mimo powszechnej krytyki, kierowany przez Dragneę obóz rządowy nie ustępował.

Prócz zmian w prawie lider PSD postanowił także doprowadzić do osłabienia kluczowej instytucji antykorupcyjnej w kraju, Narodowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA). Ta kierowana przez młodą, błyskotliwą prokurator Laurę Kodruţę Kövesi agencja w ciągu zaledwie kilku lat doprowadziła do serii aresztowań prominentnych polityków i biznesmanów, najczęściej związanych z PSD. Po wielu miesiącach walk, oczerniania, a nawet oskarżania DNA o spisek mający na celu obalenie demokratycznie wybranych władz, koalicja zmusiła w końcu opozycyjnego wobec rządu prezydenta Klausa Iohannisa do zdymisjonowania szefowej służby antykorupcyjnej. Wszystkie te wysiłki okazały się niewystarczające. Dragnei udało się odsunąć wyrok o kilka miesięcy, ale ostatecznie musiał on zapaść. I chyba nikogo nie zaskoczył.

 

Czas oczyszczenia

Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu ostatecznego wyroku prominentni działacze PSD zaczęli krytycznie komentować dotychczasową linię partyjną. Nawet premier Viorica Dăncilă, która jeszcze kilka miesięcy temu uznawana była za zupełnie uzależnioną od Dragnei, odcięła się od jego dotychczasowej polityki. Na pierwszym po uwięzieniu dotychczasowego lidera posiedzeniu komitetu wykonawczego partii premier miała powiedzieć: „Niestety, między nami i obywatelami powstała przepaść. Musimy wyjść do ludzi. Sprawy muszą się zmienić zarówno tutaj, jak i na poziomie europejskim. Pojadę tam i będę o tym dyskutować. Byłaby szkoda, gdybyśmy zostali wykluczeni w Europie. Przestańmy dyskutować nad wymiarem sprawiedliwości”.

Już dzień po odsunięciu Dragnei w PSD rozpoczęły się czystki, mające na celu usunięcie z kierownictwa partii najbardziej zaufanych popleczników byłego lidera. W rezultacie stanowisko w sekretariacie generalnym PSD stracił Codrin Ștefănescu, a z funkcją rzeczniczki partii pożegnać się musiała Lia-Olguța Vasilescu. W najbliższym czasie dojdzie także do zmian na stanowiskach ministerialnych. Z funkcji ustąpi m.in. dotychczasowy, kojarzony z kontrowersyjnymi reformami minister sprawiedliwości Tudor Toader.

Szybkie tempo zmian w łonie PSD świadczy o tym, że kierownictwo ugrupowania przygotowywało się, a nawet oczekiwało, odsunięcia Dragnei od władzy. Od miesięcy wewnątrz formacji dojrzewał bunt wobec działań dotychczasowego lidera oraz części jego popleczników, którzy podobnie jak on pragnęli za pomocą osłabienia systemu antykorupcyjnego i zmian w prawie uniknąć odpowiedzialności za zarzucane im przestępstwa. Wielu prominentnym działaczom partyjnym nie podobał się radykalny spadek popularności PSD związany z reformami wymiaru sprawiedliwości i powszechnymi oskarżeniami o korupcję. Sondaże mówiły same za siebie, zaś ich ostatecznym potwierdzeniem był fatalny wynik socjaldemokratów w niedawnych wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których partia uzyskała zaledwie około 23 procent głosów (wobec aż 45 procent w wyborach parlamentarnych z grudnia 2016 roku).

Załamanie poparcia dla PSD wynikało z jednej strony ze zmęczenia elektoratu korupcją w partii, zaś z drugiej świadczyło o fiasku podejmowanej z inicjatywy Dragny konfrontacyjnej, czy też bardziej asertywnej, polityki Bukaresztu wobec Komisji Europejskiej. Chcąc złagodzić w jakiś sposób krytykę płynącą ze strony instytucji unijnych, kierowana przez Dragneę PSD zajęła pozycję obrońcy interesów narodowych Rumunii przed UE. Z proeuropejskiej partii lewicowej stała się nagle ostrożnym wobec Brukseli ugrupowaniem broniącym tradycyjnych wartości (takich jak rodzina czy wiara) przed siłami liberalnymi. Zabieg ten miał małe szanse powodzenia w euroentuzjastycznym społeczeństwie rumuńskim, które większym zaufaniem darzy Parlament Europejski od własnego.

Spadające poparcie w sondażach było najlepszym dowodem fiaska polityki Dragny. Dlatego też jeszcze 19 września ubiegłego roku grupa czołowych członków PSD wystosowała list otwarty wzywający do głębokiej przebudowy ugrupowania oraz dymisji lidera. By zdławić wewnątrzpartyjną opozycję jeszcze w listopadzie 2018 roku Dragnea dokonał zmian w aparacie partyjnym PSD oraz zrekonstruował rząd. Na chwilę udało się uspokoić sytuację, ale jasnym było, że gdy tylko zabraknie lidera, spychani do tej pory na margines przeciwnicy Dragnei sięgną po władzę.

 

Zakopać topór

Do momentu wybuchu konfliktu Bukaresztu z Komisją Europejską PSD uważana była za czołową siłę proeuropejską nie tylko w kraju, ale w całym regionie. W Rumunii obowiązywał zawsze prozachodni konsensus co do współpracy wojskowej z USA (i NATO) oraz integracji z UE. Żadna poważna partia polityczna do tej pory nie podważała tej linii politycznej. Dlatego też jest właściwie pewne, że po usunięciu Dragnei PSD – które w ciągu ostatnich lat dorobiło się łatki partii eurosceptycznej – wróci do swej pierwotnej narracji. Prawie na pewno w najbliższych tygodniach rząd zacznie też wycofywać się z części (a może i wszystkich) zmian w ustawodawstwie krytykowanym przez partnerów zachodnich i Komisję Europejską. Nowe kierownictwo PSD, które już rysuje się na horyzoncie, nie chce wyniszczającej i skazanej na porażkę rywalizacji z Bruksela. Zresztą, polityka taka nie była nigdy szczególnie popularna wśród rumuńskich socjaldemokratów. Jeden z ważniejszych punktów nowego programu obecnych władz będzie też naprawa zamrożonych od niedawna relacji z europejską frakcją Socjalistów i Demokratów (do której należy PSD). To m.in. ten temat miała zapewne premier Dăncilă na myśli, mówiąc o zmianach i wykluczeniu na poziomie europejskim.

 

Radość i obawy

Nie zaskoczy zapewne nikogo fakt, że opozycja przyjęła decyzję sądu z nieskrywaną radością. W ciągu jednego dnia główne siły antyrządowe, czyli Partia Narodowo-Liberalna oraz koalicja Związku Zbawienia Rumunii (USR) oraz Partii PLUS pozbyły się głównego przeciwnika i odniosły wspaniałe zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego (zyskując odpowiednio 28 i 22 procent głosów). Wyrok stanowił też sukces wizerunkowy dla prezydenta Iohannisa, który postrzegany jest w Rumunii jako główny i bodaj najbardziej konsekwentny krytyk Dragnei oraz korupcji w koalicji rządzącej. To zaś dla prezydenta ważne, bo w końcu bieżącego roku ubiegać się on będzie o reelekcję.

Paradoksalnie jednak usunięcie Dragnei z politycznej układanki może stanowić dla opozycji także poważne wyzwanie. Zniknięcie wspólnego wroga prawie na pewno doprowadzi do napięć po prawej stronie sceny politycznej. Przejawy tego dostrzec można już teraz. Dobry wynik wyborczy koalicji USR-PLUS rozbudził apetyty polityczne jej członków. Grupa ta nie ukrywa, że będzie chciała wystawić w wyborach na głowę państwa swojego kandydata, co krytykują już politycy PNL, którzy uważają, że USR i PLUS powinny wesprzeć związanego z PNL prezydenta Iohannisa. W tej rywalizacji szanse widzi na pewno PSD, która po doprowadzeniu do końca procesu sanacji wystawi zapewne w wyborach swojego kandydata.

Aresztowanie lidera PSD wstrząsa więc rumuńską sceną polityczną, ale wcale nie musi oznaczać długoterminowego sukcesu opozycji. PSD nieraz udowodniło, że potrafi odbić się od dna. Czy będzie tak tym razem?

 

Fot. Mihai Petre (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Spotkania wokół książki "Niezarekwirowane"

22.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Białoruś: sterylny parlament

21.11.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Nord Stream 2: podwójny test

20.11.2019
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu