Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rumunia to nie Polska, Dragnea to nie Orbán
2019-05-28
Piotr Oleksy

Antyeuropejski populizm w Europie Środkowej otrzymał w ostatnich dniach znaczący cios. Rządząca w Rumunii Partia Socjaldemokratyczna (PSD) poniosła porażkę w wyborach do PE, głosujący odrzucili w odbywającym się równolegle referendum rządowy projekt zmian wymiaru sprawiedliwości, a następnego dnia Wysoki Trybunał Kasacyjny i Sprawiedliwości podtrzymał wyrok 3,5 roku więzienia dla Liviu Dragnea, lidera PSD i przewodniczącego niższej izby parlamentu. Dragnea, do niedawna najpotężniejszy człowiek w Rumunii, siedzi już w więzieniu. Twierdzenie, że może to być początek zmian w regionie jest jednak przedwczesne. Bo wiadomo – Rumunia jest inna, jak pisał Lucian Boia.

 

Tak naprawdę najistotniejsze są tu wyniki wyborów do PE oraz referendum. Aresztowanie Dragnea jest po prostu bardzo spektakularne. A w wyborach jego partia otrzymała 23,48 procent głosów. Zwycięzcą okazała się Partia Narodowo-Liberalna (PNL) z wynikiem 28,12 procent. Na trzecim miejscu znalazła się zaś koalicja Związku Zbawienia Rumunii i Partii Plus, które otrzymały 23,24 procent (są to stosunkowo nowe partie, obie mają obywatelski i proeuropejski charakter). Przyszła koalicja narodowych liberałów i nowych ugrupowań jest jak najbardziej realna.

Nie ma wątpliwości więc, że Rumuni zdecydowanie odrzucili tani populizm serwowany w tym przypadku przez postkomunistów, którzy opierali się na polityce socjalnej i „konserwatywnych” wartościach, a od jakiegoś czasu przyjęli również konfrontacyjny ton w relacjach z Brukselą. Poza tym jednak przez cały czas starali się tak zmienić prawo, by podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości i uniemożliwić walkę z korupcją (to właśnie było główną osią sporu z UE). Dragnea i jego współpracownicy nieustannie promowali wizję rumuńskiego „państwa równoległego” (czyli sojuszu prezydenta, służb specjalnych i części wymiaru sprawiedliwości), które ma bojkotować politykę rządu, a nawet działać przeciw narodowi i jego wartościom oraz być na usługach zachodnich mocodawców.

Co jednak różniło Rumunię od innych państw regionu?

  • Prezydent tego kraju, Klaus Iohannis nie wywodzi się z obozu rządzącego, lecz z opozycyjnej PNL.
  • Rządy PSD, a szczególnie próby zmian w kodeksie karnym, od początku spotykały się z protestami społecznymi w skali, o której w Polsce mogliśmy mówić tylko w przypadku krótkiego ożywienia społecznego latem 2017 roku. W Rumunii, również ze względu na Klausa Iohannisa, rządowi nie udało się podporządkować sobie sądownictwa.
  • Od 2015 roku w Rumunii wyrosła trzecia siła polityczna w kraju, w postaci Związku Zbawienia Rumunii, do którego niedawno dołączyła Partia Plus, kierowana przez byłego premiera technicznego Dacian Cioloșa. PSD już raz straciła władzę w efekcie społecznych protestów antykorupcyjnych. Miało to miejsce w 2015 roku, gdy pożar w klubie Colectiv doprowadził do śmierci kilkudziesięciu osób, a tysiące Rumunów wyszło na ulicę pod hasłem „Korupcja zabija”. Rząd PSD ustąpił, a premierem technicznym na prawie rok został eurokrata Dacian Cioloș. Na fali tych protestów popularność zdobył Związek Zbawienia Rumunii. Teraz widzimy efekty tego społecznego przebudzenia młodego pokolenia Rumunów.
  • PSD nie doszło do władzy na hasłach „wstawania z kolan”. W dużej mierze zdobyli ją ponownie dzięki błędom kampanijnym rywali, sprawnej organizacji własnej kampanii i hasłom socjalnym. Antyunijną retorykę Dragnea przyjął w dużej mierze dlatego, że nie miał innego wyjścia – dla zachowania władzy „musiał” spróbować sięgnąć po wymiar sprawiedliwości, a to nie mogło spotkać się z przyjazną reakcją Brukseli. Przyjęcie tej narracji miało więc wymiar znacznie bardziej pragmatyczny niż ideowy.
  • Dużą rolę w życiu politycznym kraju odgrywa liczna i aktywna emigracja – młodzi ludzie mieszkający w krajach UE przyjmują zdecydowanie proeuropejskie postawy, a są zaangażowani (również wyborczo) w sytuację w kraju.
  • Dragnea opierał swoją władzę w partii nie tyle na charyzmie, co na bezwzględności działań i klientelizmie. Trzeba przyznać, że i tak długo udawało mu się utrzymać na szczycie, wymieniać premierów zgodnie ze swoim interesem i dusić próby buntu. Teraz jednak niedawni koledzy z partii nie staną za nim murem.

Różnice można by pewnie jeszcze mnożyć. Ciekawym sygnałem dla regionu jest jednak to, że w proeuropejskim społeczeństwie nie można wiele ugrać walcząc z Brukselą. Pytanie, czy PiS spojrzy na to jako na lekcję i czy Rumuni przypadkiem nie są bardziej proeuropejscy niż Polacy.

 

Fot. Partidul Social Democrat (CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu