Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Paszinjan kontra sądy
2019-05-20
Mateusz Kubiak

W Armenii od tygodnia trwa proces byłego prezydenta Roberta Koczariana, którego oskarża się o łapówkarstwo rzędu kilku milionów dolarów oraz o „próbę obalenia ładu konstytucyjnego w państwie”. Drugi z zarzutów jest bezpośrednio związany z nierozliczonymi do dziś wydarzeniami 1 marca 2008 roku, kiedy to krwawo stłumiono powyborcze protesty. Koczarian był wówczas prezydentem i to on jest, jak się wydaje, postrzegany przez obecne władze jako główny odpowiedzialny w sprawie.

 

Choć od pierwszej rozprawy minęło kilka dni, to już teraz proces budzi ogromne kontrowersje. Dość powiedzieć, że przez tak krótki czas zostały już postawione zarzuty właścicielowi opozycyjnej TV5 za… rzucenie butelką z wodą, a sam Paszinjan, niezadowolony ze zwolnienia Koczariana z tymczasowego aresztu, wezwał do blokowania sądów i rewolucji w judykaturze.

Wstępne postępowanie w sprawie Koczariana trwa już niemal od roku, jednak dopiero teraz jego sprawa trafiła na wokandę sądu w Erywaniu. Do tej pory bowiem prowadzono jedynie czynności przygotowawcze, w tym na przykład pięciokrotnie powtarzany wybór sędziego, który będzie prowadził proces (coraz to kolejni kandydaci odmawiali swojego udziału).

Proces został oficjalnie rozpoczęty w poniedziałek, 13 maja. Sam Koczarian stawił się w sądzie w towarzystwie wynajętego przez siebie zespołu prawników. Już na starcie stało się przy tym jasnym, że sam proces trochę potrwa – prokuratura wniosła bowiem o przesłuchanie aż… 800 świadków, w tym pozostałych byłych prezydentów: Lewona Ter-Petrosjana i Serża Sarkisjana. Z kolei zespół Koczariana zadeklarował listę jedynie 10 potencjalnych świadków.

 

Szarpanina w sądzie

Jednocześnie już teraz wiadomo, że całej sprawie będą towarzyszyć kontrowersje. Przed salą rozpraw doszło bowiem do szarpaniny pomiędzy zwolennikami Roberta Koczariana (najpewniej opłacanych za swoją obecność przed sądem) a jego przeciwnikami. W czasie szamotaniny w jednego z demonstrujących butelką z wodą (plastikową) rzucił Armen Tawadjan – ten sam, który od zeszłego roku jest właścicielem aktywnie wspierającej Koczariana stacji telewizyjnej TV5 (zakup mógł zresztą sfinansować właśnie Koczarian). W konsekwencji Tawadjan usłyszał zarzut chuliganizmu z użyciem narzędzia, za co grozi mu nawet do kilku lat więzienia. Niezależnie od sympatii politycznych stanowi to niepokojący sygnał, czy nie chodzi wyłącznie o uderzenie w TV5 i jak najszybsze osadzenie Tawadjana w areszcie pod byle pretekstem.

 

Rewolucja w sądach?

Bieg wydarzeń przyśpieszył dodatkowo w weekend, kiedy to w sobotę sąd orzekł o zwolnieniu Koczariana z aresztu (przebywał w nim od grudnia) na czas prowadzonego procesu. Decyzja ta została natychmiast skomentowana przez rzecznika prasowego Nikola Paszinjana, który jeszcze tego samego dnia ocenił, że najwyraźniej „stary system” wciąż jeszcze panuje w armeńskim sądownictwie. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w niedzielę, kiedy sam Paszinjan wezwał do „drugiej fazy rewolucji”, tym razem wymierzonej w krajowe sądy. Premier poprosił swoich zwolenników, by ci od samego rana blokowali wejścia do budynków sądów. Więcej szczegółów Paszinjan ma wyjawić w poniedziałek w południe (piszę te słowa w niedzielę wieczorem) w specjalnej odezwie do społeczeństwa.

***

Dosłownie kilka dni przed rozpoczęciem rzeczonego procesu sam oskarżony udzielił wywiadu agencji Reuters, wieszcząc w nim rychły upadek rządów Paszinjana. Jak na razie jest to bardzo mało prawdopodobne. Mimo to jednak, decyzja premiera o zakwestionowaniu wyroku sądu może rozpocząć proces słabnięcia jego pozycji. Choć w Armenii istnieje poczucie potrzeby reformy sądownictwa, to decyzja o jego obaleniu może bowiem podzielić dużą część dotychczasowych zwolenników Paszinjana. Nie mówiąc zresztą o zagranicznych partnerach Armenii – tak na Zachodzie, jak i w Moskwie.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu prowadzonym przez Mateusza Kubiaka Kaukaz Kaukaz.

 

Fot. medialab.am


Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu