Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraińcy nie gęsi, iż swój język mają
2019-05-01
Jewhen Mahda

25 kwietnia Werchowna Rada Ukrainy przyjęła Ustawę o zapewnieniu funkcjonowania języka ukraińskiego jako języka państwowego. Uchwalenie tego aktu prawnego wywołało spore emocje, które nieco stłumił okres Świąt Wielkanocy i Pierwszego Maja. Są wszelkie powody sądzić, że po tym czasie na Ukrainie znowu rozgorzeją spory językowe.

 

Na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne, dlaczego temat języka ukraińskiego jako państwowego wywołuje tak potężną dyskusję. Zaskoczenie minie, jeśli przypomnimy sobie, że zarówno Imperium Rosyjskie, jak i Związek Radziecki, w największym możliwym stopniu przyczyniły się do zakorzenienia języka rosyjskiego na Ukrainie, aż do stworzenia mitu o wspólnocie językowej rosyjskiego i ukraińskiego. Przy pomocy cyrkularza wałujewskiego z 1863 roku oraz ukazu emskiego z 1876 roku carat zadał potężny cios językowi ukraińskiemu i narodowi ukraińskiemu jako wspólnocie.

Przypomnijmy, że artykuł 10 Konstytucji Ukrainy definiuje ukraiński jako jedyny język państwowy, jakkolwiek państwo zobowiązuje się promować rozwój rosyjskiego i innych języków mniejszości narodowych. Nie udało się zmienić tego artykułu, wprowadzając rosyjski jako państwowy, nawet za rządów Wiktora Janukowycza. W 2012 roku przyjęto tylko Ustawę o podstawach polityki językowej państwa (tzw. ustawa Kiwałowa i Kolesniczenki), która znacznie rozszerzyła sferę używania języka rosyjskiego w wielu regionach kraju. 28 lutego 2018 roku Trybunał Konstytucyjny uznał wspomniane prawo za niekonstytucyjne.

Symboliczny jest moment uchwalenia ustawy: Wielki Czwartek, przeddzień Wielkanocy. Dwustu siedemdziesięciu ośmiu parlamentarzystów zagłosowało za ustawą językową, przedstawiciele Bloku Opozycyjnego i innych prorosyjskich opcji zapowiedzieli odwołanie się do Trybunału Konstytucyjnego zaraz po wejściu prawa w życie. Jeśli przypomnimy sobie, że wybory parlamentarne powinny się odbyć jesienią na Ukrainie, kwestia językowa może okazać się elementem mobilizacji wyborców. I wierzcie mi – Rosja poprze działania swoich sojuszników na Ukrainie informacyjną histerią.

Interesująca jest reakcja na przyjęcie ustawy finalistów wyścigu prezydenckiego. Pełniący obowiązki prezydenta Ukrainy Petro Poroszenko obiecał ją podpisać jak tylko trafi na jego biurko. Nic dziwnego, język w kontekście umacniania pozycji Ukrainy był częścią triady przedwyborczej ustępującej głowy państwa: „Armia! Język! Wiara!”. Poroszenko ma czas na podpisanie ustawy do końca maja 2019 roku, kiedy Wołodymyr Zełenski obejmie najwyższy urząd w państwie. Szósty prezydent Ukrainy zamierza natomiast uważnie przestudiować ustawę, argumentuje to tym, że została ona przyjęta podczas kampanii prezydenckiej i jest bardzo upolityczniona. Pozwólcie, że przypomnę, że Zełenski wprawdzie na co dzień posługuje się językiem ukraińskim, jednak zdobył sławę jako komik rosyjskojęzyczny.

Trzeba też podkreślić, że Zełenski mija się z prawdą. Projekt ustawy był długo, przed około dwa lata, opracowywany przez parlamentarzystów i specjalistów. Ponad dwa tysiące poprawek zgłoszonych do ustawy, przez które o trzy tygodnie przedłużały się obrady na ten temat, świadczą nie tyle o burzliwej debacie, co o stosowaniu obstrukcji ustawodawczej oraz blokowaniu prawa, by nie miało ono wpływu na kampanię prezydencką.

Ustawa nie zawiera żadnych przepisów dyskryminujących, ustawodawcy odmówili chociażby wprowadzenia instytucji inspektorów językowych. Dokument ten nadaje językowi ukraińskiemu status określony przez Konstytucję Ukrainy, stopniowo podnosząc zakres jego wykorzystania w praktyce. Po dziesięcioleciach rusyfikacji, na którą społeczeństwo ukraińskie nie zawsze reagowało w odpowiednio stanowczy sposób, nowe normy prawa językowego są wykorzystywane przez przeciwników zmian jako element zastraszania i wojny informacyjnej. Nie ma jednak nic obrazoburczego w tym, żeby wymagać od urzędników państwowych i samorządowych, prawników i sędziów czy pracowników służby zdrowia używania języka ukraińskiego. A przyznanie pierwszeństwa ukraińskim mediom to przejaw rozsądku, a nie dyskryminacja.

25 kwietnia Werchowna Rada wypełniła jedynie konstytucyjny zapis dotyczący statusu języka ukraińskiego jako języka państwowego. Niemniej decyzję tę podjęto w kontekście trwającej wojny hybrydowej z Rosją. Być może jest to główne zagrożenie dla ustawy: Kreml będzie starał się jak najbardziej zdyskredytować decyzję ukraińskiego parlamentu, a nawet storpedować ją rękami swoich wasali na Ukrainie. Czynnik ten należy uwzględnić przy analizie dalszego rozwoju sytuacji. Ukraińska elita polityczna popełniła błąd, nie przyjmując ustawy językowej w bardziej korzystnych dla kraju czasach.

Jest jeszcze jedna sprawa: przyjęcie ustawy językowej zostało już skrytykowane przez Węgry, które powołały się na prawa mniejszości narodowych. Chociaż inicjator ustawy Mykoła Kniażycki zapewnia, że ​​status języków mniejszości narodowych zostanie uregulowany w ciągu sześciu miesięcy, w rzeczywistości trudno oczekiwać tego od Werchownej Rady w okresie gorączki wyborczej. Ukraina musi przygotować argumenty dla Rady Europy i Unii Europejskiej, w których prorosyjscy politycy już przygotowują się do wyrażenia „głębokiego zaniepokojenia” decyzją ukraińskiego parlamentu.

Przełożył Krzysztof Popek

 

Jewhen Mahda jest ukraińskim politologiem oraz współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”.

 

Fot. Russianname (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Spotkania wokół książki "Niezarekwirowane"

22.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Białoruś: sterylny parlament

21.11.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Nord Stream 2: podwójny test

20.11.2019
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu