Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Cerkiew Świadków św. Petra od Czekolady
2019-04-04
Marek Bogdan Kozubel

Obciążeniem dla Petra Poroszenki w drugiej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie mogą się okazać grzechy popełnione w trakcie kadencji oraz nieoczekiwanie jego fanatyczni wyborcy. Bezkrytyczni, wierni, ale i przepełnieni chorobliwą nienawiścią do pozostałych rodaków. Tylko dlatego, że ci odważyli się oddać swój głos w pierwszej turze na innego kandydata. Co jest zresztą zgodne z zasadami, którymi kieruje się demokracja. Pytanie na ile wyborcy Poroszenki to rozumieją? W tekście postaram się wyjaśnić, dlaczego brak krytycyzmu, agresywność i prostactwo wielu fanów urzędującego prezydenta może doprowadzić do jego zguby w drugiej turze.

 

Dobrze pamiętam jak po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich śmialiśmy się z kolegą z tych naszych znajomych, którzy na popularnym portalu społecznościowym oświadczali, że już pakują walizki i kupują bilet na samolot celem opuszczenia Polski. Po kilku dniach szaleństwo zniknęło, a bestialsko dotknięci wyborem rodaków nieszczęśnicy jednak nie uciekli z Polski.

Powyższą anegdotę przytaczam, gdyż mam wrażenie jakbym cofnął się w czasie i znowu oglądał pełne dramatyzmu oraz pretensji wpisy. Tym razem posty są pisane najczęściej w języku ukraińskim (czasem z rosyjskimi naleciałościami, czyli surżykiem). Rolę „bestialsko dotkniętych” godnie odgrywają zwolennicy Poroszenki. Choć ich kandydat weźmie udział w drugiej turze, nie odczuwają radości. Powodem jest zbyt duża przewaga Wołodymyra Zełenskiego nad urzędującym prezydentem – 30,22 procent wobec zaledwie 15,92 procent po zliczeniu 99,18 procent kart wyborczych.

 

Patrzenie na Ukrainę przez bordowe okulary

W ciągu ostatnich pięciu lat Poroszenko otoczył się dworem charakterystycznym dla monarchii absolutnej. W jego otoczeniu znajdowały się osoby, które w całości popierały wizję „króla czekolady” i nie poddawały jego pomysłów krytyce. Bardzo często w reportażach publikowanych w różnych ukraińskich serwisach informacyjnych pojawiały się anonimowe relacje osób pracujących w administracji „Porocha”, które podkreślały jak ciężko jest przekonywać upartego prezydenta do podejmowania pragmatycznych rozwiązań. Z tego też powodu Poroszenkę opuścił Borys Łożkin, pierwszy szef jego administracji. Nieliczenie się ze zdaniem innych doprowadziło „króla czekolady” również do cichego sporu z Ihorem Rajninem, obecnie kierującym administracją. Powodem konfliktu był fakt, iż „Poroch” podjął współpracę z merem Charkowa Hennadijem Kernesem, licząc na wiele korzyści z tego płynących. Tymczasem Rajnin ma za sobą długą historię konfliktów z wymienionym prorosyjskim politykiem, miały one często charakter światopoglądowy. Obecny szef administracji prezydenta uważa Kernesa za zdrajcę ojczyzny i złodzieja. Otwarte popieranie mera Charkowa przez Poroszenkę doprowadziło nie tylko do zwątpienia wśród wielu prozachodnich wyborców, ale również do konfliktu wewnątrz obozu prezydenckiego. Można podejrzewać, że to właśnie Rajnin i jego współpracownicy są źródłem wycieku wielu pogrążających Poroszenkę informacji w ostatnich tygodniach.

Urzędujący prezydent stoi również za internetową armią, której celem oficjalnie miało być zwalczanie rosyjskiej propagandy, ale w praktyce stała się ona bronią wymierzoną w jego prozachodnich i prodemokratycznych oponentów. Jej „żołnierzy” Ukraińcy ochrzcili mało chlubnym mianem „porochobotów”. Nazwa podkreśla nie tylko orientację polityczną, ale i ułomność intelektualną owych internetowych wojów. Skupiają się oni na wychwalaniu prezydenta w komentarzach pod niemal wszystkimi komunikatami prasowymi oraz szkalowaniu tych polityków, aktywistów, działaczy społecznych czy żołnierzy, którzy krytykują Poroszenkę. Cechą charakterystyczną „porochobotów” jest to, że, pomimo deklarowanego patriotyzmu i ukraińskości, często posługują się wyłącznie językiem rosyjskim, albo po pierwszych chwilach sprzeczki przechodzą z ukraińskiego na wymienioną wyżej „wrażą mowę”. Co ciekawe z informacji niektórych dziennikarzy wynika, że tylko część „porochobotów” jest opłacana – reszta walczy za darmo.

Na dobre samopoczucie prezydenta wydatnie też pracują samozwańczy eksperci. Większość z nich przed zwycięstwem „króla czekolady” była nieznana lub znajdowała się na marginesie. Współpraca z Poroszenką umożliwiła owym dyletantom znalezienie się na szczycie dzięki ciągłemu zapraszaniu ich do telewizji sympatyzujących z władzą. Tam zaczęli lansować siebie, jak i swego dobroczyńcę. Jednocześnie przy tym krytykowali innych polityków, często posługując się przy tym kłamstwem. Najlepszym przykładem były nieprawdziwe stwierdzenia Jurija Biriukowa i Ołeksandra Palija na temat rzekomych przekrętów finansowych Anatolija Hrycenki, gdy ten był ministrem obrony. Działalność popierających prezydenta „ekspertów” nasiliła się wraz ze zbliżaniem wyścigu prezydenckiego i trwała do pierwszej tury wyborów. Ślepy fanatyzm oraz zakłamanie tych osób nie rzadko były wyśmiewane przez Ukraińców w internecie. Wspomniany Palij został nawet bohaterem wielu fotomontaży ośmieszających jego zachowanie podczas jednego z publicznych występów Poroszenki (zdjęcie będące inspiracją wykonał wtedy Wołodymyr Sonjuk).

Powyższe otoczenie się lizusami i karierowiczami doprowadziło do tego, że Poroszenko stracił kontakt z rzeczywistością[1]. Świadectwem tego oderwania się od prawdziwego świata są przemowy Poroszenki, które świadczą o tym, że naprawdę uważa się za wielkiego zbawcę ojczyzny, który w pojedynkę powstrzymał Rosję, zagwarantował Ukrainie Tomos i ustabilizował gospodarkę. Niestety, okazuje się, że ślepo wierzą w tą absurdalną wizję również wspomniani członkowie dworu, „eksperci” i elektorat gwaranta konstytucji. Zapominając przy tym o weteranach wojny w Donbasie, długoletnich staraniach hierarchów Cerkwi Patriarchatu Kijowskiego o uzyskanie wspomnianego dokumentu czy działaniach rządu Arsenija Jaceniuka.

 

84 procent „moskiewskich wszy”

Niepokój sztabu Poroszenki powinien budzić fakt, że ponad 84 procent Ukraińców, którzy poszli zagłosować, poparło innych kandydatów, najczęściej nieprzyjaźnie nastawionych do prezydenta. Te 84 procent wraz z tymi, którzy nie poszli na wybory, to bardzo druzgocące podsumowanie dla kadencji egocentrycznego i przewrażliwionego na swoim punkcie „króla czekolady”[2]. Oznacza to, że reelekcja Poroszenki staje się niemal nieosiągalna w oparciu jedynie o elektorat z pierwszej tury.

W głowie każdego racjonalnego polityka powstaje pytanie, w jaki sposób przekonać biernych obywateli, jak i część wyborców pozostałych kandydatów? Z pewnością winno się wyciągnąć jakieś wnioski i następnie wcielić w życie nowe rozwiązania, które mogłyby pozyskać kogoś z około 36 procent niegłosujących, jak i około 54 procent spośród tych, którzy nie głosowali na Poroszenkę czy Zełenskiego. Wiele wskazuje jednak na to, że z racjonalnością w sztabie urzędującego prezydenta jest na bakier. Ten brak rozsądku dał o sobie znać już podczas kampanii i jest doskonałym dowodem na to, że „czekoladowy Petro” jest koszmarnym strategiem.

Otóż podczas kampanii sztab Poroszenki, w tym jego główny „technolog polityczny” Ihor Hryniw, wpadł na pomysł, aby wszystkich pozostałych kandydatów wrzucić do jednego worka i określić mianem „agentów Kremla/Rosji/Putina”. Pomimo tego, iż do grona liczących się prorosyjskich uczestników wyścigu można było zaliczyć jedynie Jurija Bojkę i Ołeksandra Wiłkuła. Kolejnym politykiem, który mógłby być uległy wobec Rosji była również Julia Tymoszenko. Niemniej pozostali kandydaci byli zdecydowanie prozachodni (np. Hrycenko) lub nie podejmujący się szerszego komentowania kursu jaki powinna obrać w polityce zagranicznej Ukraina (np. Zełenski). Sztab Poroszenki obrał bardzo ryzykowną dla Ukrainy taktykę doprowadzenia do podziału społecznego, w którym wszyscy popierający prezydenta są „patriotami”, „ludźmi mądrymi”, a pozostali to „zdrajcy”, „agenci”, „idioci”, „klauny”, „małorosy”, „watnyki” (tj. kufajkarze), „ludzie sowieccy” itp. Niestety powyższą optykę i nawet pogardliwe słownictwo przyjęli na swój oręż zagorzali zwolennicy „Porocha”. Przy czym zwraca uwagę fakt, iż ofiarami ich ataków nie byli wyborcy Bojki czy Wiłkuła, ale właśnie pozostałych kandydatów[3].

Niedługo po ogłoszeniu exit pole internet znowu zalała fala hejtu w wykonaniu „porochobotów” i „ekspertów”. Nienawiść obróciła się z jednej strony w kierunku Zełenskiego i jego wyborców, z drugiej wobec na przykład Hrycenki za to, że ogłosił, iż w drugiej turze nie ma swego faworyta. Szczególnie śmieszy postawa zwolenników Poroszenki właśnie w stosunku do lidera Pozycji Obywatelskiej – najpierw notorycznie obrażali Hrycenkę oraz jego wyborców, a teraz oczekują od nich bezwarunkowego poparcia dla „króla czekolady”. Jedna ze zwolenniczek Poroszenki w następujący sposób skomentowała fakt, że powyższy polityk nie poprze w drugiej turze jej kandydata:

„I ci, którzy mnie obrzucali [informacjami], że Hrycenko to superbohater… ot i SZCZUREM się okazał! Miał on całą Ukrainę daleko i głęboko… gnida moskiewska”

'

 

Tę hipokryzję trafnie sparodiował na swym profilu na popularnym portalu społecznościowym komentator występujący jako Anton Hodza:

„Słuchaj Ty, kretynie je…ny, kliniczny idioto, bydło niewykształcone, małorosie przeklęty, pie…ić wszystko co kochasz i cenisz w d…ę, k…o Ty tępa, gó…o, mankurcie, nienawidzę was węszących zdrajców, bezmózgu upadły, s…m na twoje zdanie, obiłbym ci ryj, ale Internet nie daje mi takiej możliwości, proszę cię zagłosuj w drugiej turze na Poroszenkę. Trzeba kraj ratować”.

 

Powyższa taktyka pozwoliła Poroszence na zacementowanie swego elektoratu i wejście do drugiej tury, choć jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, iż nawet na to nie ma szans. Doprowadziła jednak również do odtworzenia podziałów w ukraińskim społeczeństwie. O ile wcześniej powszechnie dzielono Ukrainę na prozachodnią oraz prorosyjską (ten silny podział był widoczny na mapie wyborczej), to teraz „linia frontu” przechodzi we wszystkich obwodach. Tymczasem agresja słowna „porochobotów” wobec innych wyborców oraz deklaracje ślepej wierności wobec prezydenta tylko rosną. Utrudniając przekonanie elektoratu innych kandydatów do poparcia „Porocha”.

Sprzyjał agresywnej retoryce również sam prezydent. Po ogłoszeniu wyników exit pole z jednej strony stwierdził, że „usłyszał” wyborców Zełenskiego, a z drugiej nazwał go „marionetką Kołomojskiego”[4]. O ile podejrzenia, co do związków aktora z oligarchą Ihorem Kołomojskim są uzasadnione, to sam przytyk wyglądał irracjonalnie w zestawieniu z deklaracją wobec wyborców Hołoborod`ki. Zresztą sztab Zełenskiego szybko odbił piłeczkę. Na dodatek bardzo boleśnie. Skoro według prezydenta komik jest marionetką oligarchy to wobec tego na debatach powinien się pojawić właśnie on, a jego oponentem będzie… Wiktor Medwedczuk[5]. Tym samym rywale prezydenta zasugerowali, że „Poroch” sam jest marionetką w rękach prorosyjskich polityków.

 

Dlaczego Hładkowscy, Kernes i Medwedczuk nie są błahostkami?

Poroszenko i jego sztab wydają się nie rozumieć przyczyn tak marnego wyniku w pierwszej turze. Wiedzą doskonale, że dysproporcję między prezydentem a Zełenskim będzie trudno uzupełnić. Albo nie potrafią wsłuchać się w zarzuty i oczekiwania elektoratu prozachodniego, albo mają problem z przekonaniem Poroszenki, że przyszedł czas na zmiany.

Na zniechęcenie wyborców, którzy oczekiwali jakościowych zmian w ojczyźnie wpłynęła nie tylko niechęć obozu rządzącego do większych reform w Ukrainie. Problematycznym okazał się również otwarty sojusz Poroszenki z prorosyjskimi i często zamieszanymi w działalność przestępczą merami miast na wschodzie i południu oraz tzw. lokalnymi kniaziami. Prezydent przymykał oko na ich antyukraińską działalność, korupcję, oskarżenia o kradzież pieniędzy ze środków publicznych czy ataki na ukraińskich aktywistów[6]. Śmiertelną ofiarą jednej z takich napaści była Kateryna Handziuk, która po kilku miesiącach od oblania kwasem zmarła w szpitalu. Poroszenko oraz jego otoczenie nie tylko ignorowali całe wydarzenie, ale i nie chcieli pozwolić na ukaranie tych członków partii prezydenckiej, którzy byli zamieszani w atak. Bierna wobec nich jest prokuratura, kierowana przez oddanego prezydentowi Jurija Łucenkę, jak i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Tymczasem Handziuk zwalczała, poza skorumpowanymi politykami i przestępcami na szczytach władzy, również środowiska prorosyjskie w odwodzie chersońskim. Bierność tak oddanej Poroszence służby jak SBU można więc niestety odczytać jako brak woli gwaranta konstytucji na rzeczywiste zwalczanie siatek współpracujących z agresorem.

Niemniej ważny jest fakt niemrawej reakcji na skandal wokół Ołeha Hładkowskiego i jego syna Ihora. Przypominając chodzi o to, że korzystając z protekcji ojca, byłego wicesekretarza Rady Bezpieczeństwa i Obrony Narodowej, młody Hładkowski wraz z kolegami sprzedawali w ukraińskich przedsiębiorstwach zbrojeniowych rosyjskie części zamienne do pojazdów wykorzystywanych w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Problemem nie była sama kontrabanda, ponieważ części zamienne były potrzebne, ale jakość tychże oraz skandalicznie wygórowane ceny, jakich żądali „chłopczyki”. Skandal ujawniony przez dziennikarza Denysa Bihusa jest tylko fragmentem szerszego systemu korupcji i rozkradania pieniędzy państwowych w sektorze obronnym. Państwo, broniące się przed silnym agresorem i posiadające do tego niewielkie środki finansowe, nie może sobie pozwolić na takie sytuacje. Fakt, że Poroszenko tego nie rozumie, świadczy tylko o tym, iż nie nadaje się na zwierzchnika sił zbrojnych.

Krytycznie należy również podsumować wsparcie obozu prezydenckiego dla wspomnianego wyżej Medwedczuka. Przypominam, że to były szef administracji Leonida Kuczmy, jeden z najbardziej prorosyjskich polityków nad Dnieprem oraz osoba, która wprowadziła Poroszenkę na salony wielkiej ukraińskiej polityki. W Ukrainie jest znany jako „kum Putina”. Toksyczność Medwedczuka i jego kolaboracyjna postawa nie przeszkadza „królowi czekolady”. Dziennikarze niezależnych stacji niejednokrotnie przyłapali lidera Ukraińskiego Wyboru na odwiedzinach w administracji prezydenta. Ponadto Medwedczuk był lansowany przez Poroszenkę jako rzekomo najlepszy negocjator w uwalnianiu ukraińskich żołnierzy i cywilnych zakładników z rąk Rosji. W ostatnich latach odbudował swe wpływy polityczne i gospodarcze przy wsparciu obozu prezydenckiego. Dzięki „Porochowi” jeden z najbardziej antyukraińskich polityków ma nad Dnieprem monopol w handlu paliwami, a poprzez wiernego sobie deputowanego Tarasa Kozaka kontroluje dwa kanały telewizyjne NewsOne i 112 oraz cieszy się nietykalnością. Za jego ostatni wylot do Moskwy, w którym towarzyszył mu Bojko, postępowanie karne wszczęto przeciwko… pracownikom Służby Granicznej i Państwowej Służby Lotniczej!

Współpraca z siłami prorosyjskimi z pewnością zwiększyła szanse Poroszenki na wyjście do drugiej tury. Agitowali za nim, wykorzystali adminresurs, a nawet naciski. Niemniej, jak słusznie wskazuje Ołeksij Bratuszczak, sukces okazał się pyrrusowy. Afiszowanie się przez Poroszenkę z tak toksycznymi osobistościami jak Truchanow i Kernes tylko zniechęca wielu prozachodnich wyborców[7].

***

Na tym tle niezamieszany w tak patologiczne związki Zełenski rzeczywiście jawi się jako wybawienie. Na dodatek w przeciwieństwie do swego rywala okazuje się, że ma strategię. Już teraz niektórzy blogerzy, najczęściej ze śmiechem co prawda, twierdzą, że aktor zjednoczył Ukrainę jak nikt inny. Patrząc na to jak głosowali wyborcy w poszczególnych obwodach należy przyznać im rację.

Pojawiające się hasła jakoby był on politykiem prorosyjskim nie wytrzymują krytyki, jeżeli spojrzy się na ludźmi, jakimi zaczyna się otaczać. Oddaje on przewagę politykom i działaczom powszechnie znanym jako prozachodni. Co ważne chcą oni realnych zmian i nowej Ukrainy, a nie „wsi potiomkinowskiej”, udekorowanej tylko wyszywanką i ukraińską pieśnią, ale w środku będącej reanimacją Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Wadą Zełenskiego rzeczywiście jest jego brak doświadczenia i związki z oligarchą Ihorem Kołomojskim. Nie zmienia to jednak faktu, że sabotaż reform i prorosyjskie związki prezydenta wyglądają znacznie bardziej odpychająco. Sztab i wyborcy Poroszenki muszą to przyjąć do wiadomości, jeżeli naprawdę chcą być świadkami drugiej kadencji „króla czekolady”.

 

[1] https://censor.net.ua/blogs/3119655/zolyatsya_u_teplyi_vann_tse_povlna_poltichna_smert.

[2] https://censor.net.ua/blogs/3119961/lovushka_dlya_storonnikov_poroshenko.

[3] https://censor.net.ua/blogs/3119701/razveshivaya_yarlyki; https://censor.net.ua/blogs/3119753/ne_nujno_nenavidet_opponentov.

[4] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/31/7210876/.

[5] https://www.pravda.com.ua/news/2019/04/2/7211044/.

[6] Vide choćby ciekawy komentarz deputowanego Jurija Berezy, którego fragment dotyczy tego problemu - https://censor.net.ua/blogs/3119879/den_valka.

[7] https://blogs.pravda.com.ua/authors/bratushchak/5ca37c1cafb7f/.

 

Fot. Preiss/ MSC (CC BY 3.0 de) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu