Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kandydatów wielu, wyznań również. Religijne dylematy kampanii wyborczej Petra Poroszenki
2019-03-30
Adam Szczupak

Ostatnio niemalże codziennie mijam jedną z oszklonych gablot reklamowych, jakich we Lwowie pełno. A że jest ona dwustronna, znalazło się w niej miejsce i dla plakatów Petra Poroszenki, i dla Julii Tymoszenko. Gablotę dzielą zgodnie, na scenie politycznej już tak oczywiście nie jest. „Kandydatów wielu, prezydent – jeden!” – głosi maksyma nad skupioną, marsową twarzą. „Myśl!” – to z kolei najnowszy slogan kampanii wyborczej Poroszenki. Jeszcze nie tak dawno prezydent chętnie odwoływał się do innego hasła. „Armia, język, wiara!”rozbrzmiewał dumnie z poroszenkowych plakatów i ust program współczesnej ukraińskiej świadomości narodowej. Sądząc po nieszczególnych wynikach Poroszenki w kolejnych sondażach, idea ta nie trafiła do szerszego grona wyborców, zaabsorbowanych raczej innymi problemami życiowymi. Stąd też i ostatnia zmiana retoryki prezydenckiej kampanii, nieodwołującej się już tak często do aspektów wyznaniowych.

Bez wątpienia, Poroszenko zapisał się już na kartach ukraińskiej historii za sprawą swoich działań na rzecz uzyskania tomosu z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja. Prezydent nie omieszkał wykorzystać tego faktu dla potrzeb rozkręcającej się wówczas kampanii. W pierwszej połowie stycznia pojawiły się plakaty z wizerunkami Poroszenki i metropolity Epifaniusza, dzierżących akt tomosu. Co więcej, ów dokument uroczyście zaprezentowano wiernym w kilku ukraińskich miastach, czemu oczywiście towarzyszyły prezydenckie przemówienia. Ukraińska opinia publiczna zaczęła mówić kąśliwie o „tomos–tour” i instrumentalnym wykorzystywaniu religii do celów politycznych. Jeśli Poroszenko obiecywał sobie lawinowy wzrost poparcia po tych występach na forum eklezjalnym, musiał się srodze zawieść. Zdaniem wielu obserwatorów, jego szanse za zwycięstwo w wyborach nadal nie są zbyt wielkie.

Dla prezydenckiego sztabu koniecznością stało się wypracowanie nowych haseł i postulatów, które mogłyby raz jeszcze przekonać doń wyborców, zrażonych dziś efektami prezydentury Poroszenki. Gdy zatem na kilka chwil przed pierwszą turą wyborów przyjrzymy się wątkom poruszanym przez prezydenta, kwestia łączącej Ukraińców „jednej wiary” zeszła na dalszy plan. Pojawiają się tam raczej inne cele. Poprawa warunków socjalnych, rozwój gospodarczy kraju, droga Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO, odzyskanie Krymu i Donbasu, wsparcie dla armii – oto, co według Poroszenki – jest ważne dla społeczeństwa ukraińskiego i co akcentuje on w swoich hasłach.

Nie oznacza to, że sprawy religijne podczas kampanii znalazły się na całkowitym marginesie. Można tu wspomnieć chociażby o niedawnej wizycie Poroszenki w Tarnopolu. Prezydent, choć sam prawosławny, wziął udział w nabożeństwie w tamtejszej katedrze greckokatolickiej. Przy tej okazji oznajmił, że przylegający do świątyni klasztor przechodzi z rąk administracji państwowej na własność Kościoła greckokatolickiego. Nazywając ten akt „sprawiedliwością dziejową” Poroszenko trochę się rozpędził, bo i katedra, i klasztor do 1945 roku były własnością łacinników (zakonu dominikanów), a nie grekokatolików, ale nie w tym rzecz. W swoim przemówieniu prezydent podkreślił zasługi na rzecz obrony państwa, jakie oddał Kościół greckokatolicki oraz Prawosławny Kościół Ukrainy, a także rolę tomosu, który wyrwał ukraińskie prawosławie z „moskiewskiego jarzma”. Jednakże byłoby co najmniej niezręczne odwoływanie się w świątyni greckokatolickiej do sloganu „jednej wiary” – w domyśle prawosławnej – jako narzędzia ukraińskiej jedności narodowej. Stąd też tych dawnych haseł Poroszenko w Tarnopolu już nie podejmował. W ogóle w jego ostatnich wystąpieniach raczej pojawiała się myśl, że religijna różnorodność społeczeństwa ukraińskiego nie stoi w sprzeczności z jednością państwa. Zresztą, w sytuacji, gdy w jurysdykcji Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego pozostaje nadal około 11 000 parafii, snucie wizji „jednej wiary”, która ma połączyć naród ukraiński, może brzmieć na chwilę obecną mało przekonująco.

Inna rzecz, że i Prawosławny Kościół Ukrainy, zwłaszcza jego zwierzchnik, metropolita Epifaniusz starał się ostatnio zachować dystans wobec kampanii wyborczej. Do Patriarchatu Moskiewskiego już dawno przylgnęło określenie „Cerkwi putinowskiej”. Hierarchia ukraińska musiała zatem wystrzegać się, aby nie pójść drogą „Cerkwi poroszenkowskiej”. Epifaniusz w ostatnich tygodniach podkreślał, że nie ma mowy o ingerencji władzy w sprawy kościelne, a i sam Prawosławny Kościół Ukrainy nie będzie nigdy „Kościołem państwowym”. Rzeczywiście, wydaje się, że hierarchia nowej wspólnoty stara się zachęcać do udziału w wyborach, ale powstrzymuje się od poparcia jakiegokolwiek kandydata. Tych jest bowiem wielu. Prezydent – póki co, jeden, ale przyjdą kolejni, i to najpewniej już w bardzo nieodległej przyszłości. Według Epifaniusza, Kościół ma trwać i łączyć wiernych przez pokolenia, nie starając się o bieżące profity dzięki poparciu tego czy innego polityka. Najistotniejszym zadaniem dla Prawosławnego Kościoła Ukrainy jest pozyskanie wspomnianych parafii, które pozostały jeszcze w jurysdykcji Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Do tej pory, według najnowszych statystyk, na łono Prawosławnego Kościoła Ukrainy miało przejść do 500 placówek duszpasterskich, znajdujących się uprzednio w łączności z Moskwą. Próba pozyskania pozostałych parafii przy pomocy nacisku państwowego może przynieść raczej odwrotne rezultaty. Pozostaje tu tylko żmudna, wieloletnia praca na polu eklezjalnym.

Wynik wiosennych wyborów prezydenckich na Ukrainie pozostaje, póki co, niewiadomą. Ktokolwiek obejmie urząd prezydenta Ukrainy, musi pamiętać o jednej zasadzie. W kraju, w którym działają dwa Kościoły prawosławne, Kościół katolicki w obrządkach bizantyńskim i łacińskim, w którym żyją także wierni pomniejszych wyznań – Kościoła ormiańskiego, judaizmu czy islamu – odwoływanie się do idei „jednej wiary” musi zakończyć się porażką. A próby wprowadzenia tej idei w życie mogą skutkować poważnymi reperkusjami w życiu politycznym i społecznym. Oby powyborczej Ukrainie udało się tego uniknąć.

 

Fot. Адміністрація Президента України (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Adam Szczupak
Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu