Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
A po co w ogóle był ten Majdan?
2019-03-18
Eugeniusz Sobol

Na wstępie chciałbym podkreślić, że absolutnie nie wierzę w zwycięstwo komika i aktora Wołodymyra Zełenskiego, obecnie przodującego w sondażach. Jego zawyżone notowania są skutkiem wpompowania olbrzymich pieniędzy oligarchy Ihora Kołomojskiego, który tak naprawdę go wymyślił. Owszem, Zełenski może nawet przejść do drugiej tury, ponieważ stał się w pewnym sensie kandydatem-wydmuszką, przyjmującym na siebie frustrację i rozczarowanie Ukraińców systemem oligarchicznym. Wyborcy mogą odreagowywać w ten sposób, mając złudzenie, że grają na nosie politykom. Jest to w pewnym sensie happening wyborczy. Sądzę, że w najbardziej decydującym momencie zadrży im ręka, by zagłosować na kandydata, zupełnie nieprzygotowanego do rządzenia państwem, które jest pogrążone w kryzysie gospodarczym i uwikłane w konflikt zbrojny na Donbasie. Dlatego najbardziej zacięta walka polityczna potoczy się między zajmującymi kolejne miejsca w sondażach Petrem Poroszenko i Julią Tymoszenko. I to jeden z tych dwojga kandydatów prawie na pewno zostanie głową państwa.

Ta rywalizacja jest na tyle bezpardonowa, że od razu nasuwa się pytanie: „a po co w ogóle był ten Majdan”? Przecież, jak pamiętamy, protestującym na przełomie 2013 i 2014 roku w Kijowie właśnie chodziło o ucywilizowanie życia politycznego na Ukrainie. Domagali się oni odejścia od barbarzyńskich metod sprawowania władzy, które stosował Wiktor Janukowycz. Niemniej, już teraz na Ukrainie pojawiła się przemoc jako jeden z elementów kampanii wyborczej. Chodzi mianowicie o zamieszki z udziałem członków skrajnie prawicowych Drużyn Narodowych, które miały miejsce 9 marca podczas wiecu wyborczego Poroszenki w Czerkasach. W ukraińskiej prasie można znaleźć opinie, że działalność tej paramilitarnej formacji, składającej się głównie z byłych ochotników batalionu „Azow”, dyskretnie wspiera szef MSW Arsen Awakow, sympatyzujący z Tymoszenko.

Jakiś czas temu Julia Tymoszenko zrezygnowała z warkocza-korony, owiniętego wokół głowy, będącego nieodzowną częścią jej wizerunku jako „pomarańczowej księżniczki”. Obecnie prezentuje się z kitką zwisającą na lewym ramieniu lub upiętą z tyłu głowy. A że jest politykiem dosyć skompromitowanym, w ten oto sposób próbuje przekonać potencjalnych wyborców, że w jej osobowości nastąpiła zasadnicza zmiana. Wystarczy podkreślić, że już od dwudziestu dwóch lat funkcjonuje w ukraińskiej polityce. Sześć razy zdobywała mandat deputowanej do parlamentu, dwukrotnie sprawowała urząd premiera i jeden raz wicepremiera. Kolejnym elementem jej nowego wizerunku są okulary w ciemnej, grubej oprawie. Mają one stworzyć wrażenie, że mamy do czynienia z osobą dojrzałą, oczytaną, inteligentną, która wiele się nauczyła w życiu i zrozumiała swoje błędy. Było ich sporo, a tym, który najbardziej utkwił w pamięci wyborców, było podpisanie w 2009 roku niekorzystnych dla Ukrainy porozumień gazowych z Rosją. Kandydatka przedstawiła swój czterdziestostronicowy program wyborczy zatytułowany „Nowy kurs Ukrainy”, zawierający głównie populistyczne obietnicy o charakterze społecznym poprzetykane miażdżącą krytyką obecnego prezydenta. Mamy raczej do czynienia ze strategią wyborczą, zgodnie z którą Tymoszenko pozycjonuje siebie jako główną oponentkę Poroszenki, aniżeli z programem politycznym w rozumieniu europejskim. Trudno zatem stwierdzić, czy ma ona poglądy prawicowe, lewicowe czy centrowe. Wydaje się, że bardziej prawicowy jest od niej Poroszenko, któremu częste odwoływanie się do tradycyjnych wartości przysporzyło konserwatywnych wyborców z Ukrainy Zachodniej.

Jak słusznie zauważył jeden z komentatorów „Nowej Europy Wschodniej”, marcowe wybory będą wydarzeniem bezprecedensowym w najnowszej ukraińskiej historii, gdyż po raz pierwszy wśród liczących się pretendentów zabrakło przedstawiciela opcji prorosyjskiej. Ale trudno jeszcze mówić o ostatecznym ukształtowaniu ukraińskiej sceny politycznej na wzór europejski. Tak naprawdę Poroszenko, Tymoszenko i Zełenski są sytuacyjnymi populistami, reprezentującymi interesy określonych klanów oligarchicznych, a rzeczywiście niezależny od układów kandydat, czyli Anatolij Hrycenko, cieszy się zaledwie ośmioprocentowym poparciem.

Myślę, że zwycięstwo byłej pomarańczowej księżniczki w nadchodzących wyborach jest całkiem realne, a nawet wpisywałoby się w określoną tendencję uzdrowienia ukraińskiego życia politycznego. Jeśli spojrzymy wstecz, to można zauważyć, że pomarańczowa rewolucja stanowiła wydarzenie źródłowe obecnego systemu. Przed nią władzę sprawowali postkomunistyczniaparatczycy” (Krawczuk, Kuczma), umiejętnie lawirujący między oligarchami, lecz nie dopuszczający ich do najważniejszych stanowisk w państwie. Przed pomarańczową rewolucją Janukowycz wspierany przez Achmetowa próbował uzurpować ich pozycję na Ukrainie, jednak prozachodnie środowisko oligarchów nie pozwoliło mu na to, doprowadzając faktycznie w 2004 roku do Majdanu w Kijowie. Po rozpadzie pomarańczowej koalicji i powrocie Janukowycza, Poroszenko i Tymoszenko powinni byli odejść do politycznego niebytu, ale wraz z drugim Majdanem otrzymali drugą szansę, która im zupełnie się nie należała. Uczestnicy pomarańczowych wydarzeń jeden po drugim znikali ze sceny politycznej. Najpierw odszedł Juszczenko, następnie Ukraińcy przepędzili Janukowycza. Problem polega na tym, że drugi Majdan nie wyłonił nowych charyzmatycznych przywódców.

Myślę, że korupcyjne skandale w otoczeniu Poroszenki (chociażby ten ostatni w Ukroboronpromie) mogą przekreślić jego szansę na zwycięstwo w wyborach, choć oczywiście jego niekwestionowanym osiągnięciem było niedopuszczenie do rozpadu państwa ukraińskiego, co było całkiem realne w roku 2014. Tymoszenko bezlitośnie punktuje wszelkie potknięcia obecnego prezydenta z dobrze ulokowanej pozycji krytyka, którego bezstronność zostaje uwiarygodniona przez brak zaangażowania w obecny układ rządowy. Jeśli tych afer pojawi się jeszcze więcej, może nawet wygrać te wybory, ale będzie to łabędzi śpiew systemu oligarchicznego. Po nim na Ukrainie powinien narodzić się europejski model polityczny.

 

Fot. Kharkivian (Serhii Petrov) (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Piosenka ludowa o transformacji

23.09.2019
Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

22.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Donald Trump – osamotniony dyplomata

21.09.2019
Adam Reichardt Ivo Daalder
Czytaj dalej

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu