Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraińska zbrojeniówka i wybory

O co chodzi w sprawie nadużyć w Ukroboronpromie?

 

Punkt wyjściowy

Skandal korupcyjny w Ukroboronpromie z udziałem Ołeha Hładkowskiego – wice-sekretarza Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy (RNBO) jest jednym z najważniejszych aktów życia politycznego nad Dnieprem ostatnich tygodni. Warto wyodrębnić kilka jego ciekawych aspektów, które powinny pozwolić na lepszą ocenę sytuacji. Tym bardziej, że poszczególne części układanki ułożone w jedną całość nie tworzą wcale tak jednoznacznego obrazu, jak widzą to dziennikarze śledczy. Na wstępie, ważne jest rozumienie dwóch fundamentalnych rzeczy związanych ze skandalem.

Pierwszy to fakt, że informację o nadużyciach i większość przedstawionych w materiale dowodów dziennikarze otrzymali z anonimowego źródła. Nie jest to coś nadzwyczajnego i należy do codzienności pracy dziennikarzy śledczych, którzy są zobowiązani chronić swoich informatorów. Jednak z racji wrażliwości tematu i bezpośredniego związku z wyborami, nie można tego faktu ignorować. Przy czym należy pokreślić, że cała narracja jest zbudowana przede wszystkim na korespondencji głównych uczestników skandalu, którzy półotwarcie omawiają nielegalne operacje. Ich dialogi, jak i cały materiał, mogą szokować, ale zwraca uwagę, że nie są to twarde dowody na winę bohaterów śledztwa – od szokującego śledztwa do skazującego wyroku jeszcze daleka droga. Mychajło Samuś – wicedyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie podkreśla, że udowodnienie na drodze sądowej winy oskarżonych będzie niezmiernie trudne.

Drugi fundamentalny problem polega na tym, że materiały przedstawione w śledztwie potwierdzają i wpisują się w artykułowane od kilku lat off the record opinie eksperckie na temat sytuacji w sektorze zbrojeniowym. Główni bohaterowie skandalu – Ołeh Hładkowski wraz z synem i jego partnerami biznesowymi – od dawna byli wskazywani przez ukraińskich specjalistów zajmujących się przemysłem zbrojeniowym jako bastion nieprzejrzystości i jedną z podstawowych przyczyn blokowania rozwoju sektora. Należy podkreślić, że same przepisy, zgodnie z którymi funkcjonuje Ukroboronprom, są nieprzejrzyste (utajnienie znaczącej części działalności) i ograniczają kontrolę nad koncernem ze strony parlamentu (o społeczeństwie nie wspominając). Specjaliści od dawna postulują utworzenie osobnego organu władzy wykonawczej, który byłby odpowiedzialny za reformowanie tego archaicznego modelu. Ustawa o bezpieczeństwie narodowym, która weszła w życie w zeszłym roku, przewiduje nawet powołanie takiej instytucji, ale jak dotąd niewiele wiadomo na temat realnie podjętych działań w tym kierunku. Przekształceniami w imieniu RNBO miał zajmować się właśnie Hładkowski. Część ekspertów, a także byłych i obecnych pracowników wysokiego szczebla Ukroboronpromu, utrzymuje, że wielokrotnie ostrzegała RNBO, Administrację Prezydenta i resort obrony o destrukcyjnym wpływie Hładkowskiego na zbrojeniówkę. Nadanie Hładkowskiemu takich pełnomocnictw było więc niezwykle ryzykowne z politycznego punktu widzenia dla Poroszenki. Tym bardziej, że Hładkowski to jego były partner biznesowy.  

 

Niuanse i tło

Należy też zwrócić uwagę na kilka niuansów. Po pierwsze, ci sami eksperci, którzy od wielu miesięcy zażarcie krytykują Hładkowskiego, przyznają, że za organizację półlegalnego sprowadzania komponentów dla sprzętu wojskowego z Rosji należy mu się medal. Powodem tego jest wciąż uzależnienie pewnych obszarów ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego od Rosji. Rosja była w ostatnich kilku latach (lub jest nadal) jedynym możliwym źródłem dostaw. Można więc przypuszczać, że z jednej strony, aby zapewnić funkcjonalność sprzętu wojskowego SZU, Poroszenko postanowił wykorzystać specyficzne talenty i kontakty Hładkowskiego, a z drugiej, dał mu wolną rękę w myśl zasady, że cel uświęca środki. Hładkowski i jego syn z partnerami zapewne postanowili się przy okazji wzbogacić. 

Po drugie, zwraca również uwagę, że w materiale dziennikarzy jednym z eksponowanych negatywnych bohaterów afery jest obecny dyrektor generalny Ukroboronpromu Pawło Bukin, który stery w kompanii przejął dopiero pod koniec lutego 2018 roku. Niemal całkowicie poza uwagą dziennikarzy pozostał zaś poprzednik Bukina – Roman Romanow. A to właśnie on był jednym z mózgów podejrzanych operacji koncernu i sektora w ogóle. Jeszcze ciekawsze, że wraz z przyjściem Bukina, sytuacja w koncernie zaczęła się zmieniać. Podpisano szereg umów o współpracy z partnerami zachodnimi, zaczęto intensywny dialog z firmami prywatnymi, w tym Ligą Przedsiębiorstw Zbrojeniowych. Eksperci niemal natychmiast odnotowali działania nowego kierownictwa na rzecz większego otwarcia koncernu i ucywilizowania tzw. zamówienia państwowego. Sugeruje to, że jednym z celów wycieku informacji, które wywołały skandal, mogła być chęć powstrzymania pozytywnych zmian wewnątrz kompanii. Przy czym skandaliczny proceder dotyczący nielegalnych dostaw komponentów z Federacji Rosyjskiej narodził się na długo przed przyjściem do Ukroboronpromu Bukina. Niestety, dziennikarze pominęli ten ważny wątek, czym istotnie spłycili wyniki swoich wysiłków.

Po trzecie, o ukrytych celach wycieku świadczy też ostatni z trzech odcinków „serialu” śledztwa, który poświęcony jest roli organów ochrony praworządności w skandale. Według dziennikarzy funkcjonariusze Prokuratury Generalnej, Prokuratury Wojskowej, SBU, Służby Fiskalnej i nawet utworzonego po rewolucji godności Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) tuszowali nadużycia i wymagali za takie „usługi” opłat. Przedstawione „dowody” na ten proceder, delikatnie mówiąc, nie rzucają na kolana, ale materiał już odbił się szerokim echem w mediach, a szczególnym oburzeniem otoczono właśnie NABU. Strukturę, jak na warunki ukraińskie, funkcjonującą lepiej niż przyzwoicie i będącą zalążkiem wzorowanego na modłę zachodnią porządku instytucjonalnego.      

Po czwarte, trzeba być naiwnym, by nie zauważyć bezpośredniego związku sprawy z procesem wyborczym. Raz jeszcze przypomnę, że proceder ujęty w materiale miał miejsce praktycznie nieprzerwanie po 2013 roku. Dlaczego, zatem dopiero na miesiąc przed pierwszą turą wyborów ujrzał światło dzienne? Sugeruje to, że autorzy materiału zostali w pewnym sensie wykorzystani przez informatorów. Sami zresztą przyznali, że liczyli na dodatkowy rozgłos z uwagi na wybory. Jeśli dodamy do tego, że impulsem do sprawy był e-mail od anonima, to jest to element układanki, którego nie warto ignorować.

Nawiasem mówiąc, rola dziennikarzy (zwłaszcza śledczych) na Ukrainie, znajdującej się dzisiaj w burzliwym momencie swojej historii, to temat na osobną dyskusję. Autor tych słów miał zaszczyt kilka lat współpracować w licznych projektach z ukraińskimi dziennikarzami śledczymi. Bez nich Ukraina nie osiągnęłaby nawet tych ograniczonych sukcesów, które ma w swym dorobku. Ich pragnienie walki z korupcją, oszustwami i machinacjami jest imponujące. Niestety, często jest tak silne, że przesłania im szerszy kontekst i czyni podatnymi na działania osób trzecich, które chcą wykorzystać ich do swoich celów.

 

Dynamiczne perspektywy

Mamy więc do czynienia z Ukroboronpromem, działającym od lat w próżni instytucjonalnej, co sprzyja przenoszeniu części jego aktywności do szarej strefy. To właśnie ta aktywność pozwoliła z jednej strony pozyskać niezbędne komponenty do sprzętu wojskowego, a z drugiej otworzyła drogę do machinacji i zarobku na tak wrażliwym polu, co musi oburzać. Mamy także cios w działalność Ukroboronpromu, w którym od ponad roku zachodzą pozytywne zmiany, choć jeszcze nie strukturalne. Są też ataki na NABU – instytucję dającą wciąż nadzieję na reformę organów ochrony praworządności. Wreszcie, mamy wybory prezydenckie, na bieg których skandal w oczywisty sposób oddziałuje.

No właśnie, jak bardzo? To osobne pytanie. Wydaje się, że na razie można mówić o znaczącym wyhamowaniu wzrostu poparcia dla urzędującego prezydenta, które obserwowaliśmy przez ostatnie trzy – cztery miesiące. Jednak Poroszenko zachowuje szereg instrumentów, mogących zamortyzować negatywne dla siebie implikacje i nawet rozegrać całą sprawę na swoją korzyść. Zdymisjonowanie Hładkowskiego, mianowanie na jego miejsce cieszącego się dobrą opinią pułkownika Serhija Krywonosa i zapowiedź audytu Ukroboronpromu to tylko pierwsze kroki, które już miały pozytywny oddźwięk w społeczeństwie. Ponadto do pierwszej tury pozostało ponad dwa tygodnie, co daje spore pole manewru. Dlatego nie warto przeceniać znaczenia skandalu na wynik wyborczy Poroszenki, choć jest oczywiste, że odebrał mu kilka punktów procentowych.

Znacznie poważniejsze implikacje dla perspektyw ewentualnej reelekcji Poroszenki może mieć zaostrzający się konflikt z wpływowym ministrem spraw wewnętrznych Arsenem Awakowem. Ich relacje wyraźnie się zaogniły w ostatnich tygodniach, co może świadczyć o próbach szukania przez Awakowa wyjścia zapasowego po wyborach, a może nawet nawiązaniu współpracy z kontrkandydatami Poroszenki. Tymczasem siłą urzędującego prezydenta był jak dotąd monolit aparatu państwowego, na którym teraz pojawiają się pęknięcia. W tym kontekście fakt samego wycieku informacji o nadużyciach w Ukroboronpromie daje do myślenia, teoretycznie mógł on być inspirowany przez część organów podległych MSW. Pytanie, czy Poroszenko po raz kolejny sprawnie zareaguje, zdoła ugasić pożar i wyjść zwycięsko z opresji, pozostaje otwarte. Niemniej urzędujący prezydent ma w swych rękach jeszcze sporo atutów.  

Na tle całej sprawy niejasne są perspektywy reformy sektora zbrojeniowego Ukrainy. Z jednej strony pod kierownictwem Pawła Bukina odnotowano pozytywne przekształcenia, które teraz nie wiadomo, czy będą kontynuowane. Z drugiej strony władze, jakiekolwiek nazwiska będą z nią kojarzone po wyborach, pod naciskami społecznymi nie będą mogły już ignorować konieczności głębszych reform, którym ogólny kierunek nadała wspomniana Ustawa o bezpieczeństwie narodowym Ukrainy. Dlatego przy wszystkich wspomnianych wyżej niuansach skandal może być impulsem do długo oczekiwanych przekształceń strukturalnych w sektorze. 

 

Paweł Kost jest ekspertem Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie; stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej” i „Defence24.pl”

    

Fot. Ministry of Defense of Ukraine (CC BY-SA 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu