Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Jak rozmawiać z Ukrainą o historii?
2019-01-20
Grzegorz Motyka, Krzysztof Popek

Z profesorem Grzegorzem Motyką, specjalistą od stosunków polsko-ukraińskich, rozmawia Krzysztof Popek.

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: Wczoraj Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczne z konstytucją przepisy o „ukraińskich nacjonalistach”, będące częścią znowelizowanej ustawy o IPN. Czyny OUN-UPA umieszczono w katalogu zbrodni przeciwko narodowi polskiemu obok tych, popełnionych przez nazistów i komunistów. Zaprzeczanie im jest karane nawet trzema latami więzienia. Czy wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest zaskoczeniem?

GRZEGORZ MOTYKA: Krytyczna ocena przez Trybunał znowelizowanej ustawy o IPN nie dziwi. Pewnym zaskoczeniem może być natomiast sama treść wyroku, który de facto nie skasował wprowadzonych rok temu przepisów, ale je „zamroził” i skierował z powrotem do Sejmu do poprawki, co jednak zapewne szybko się nie zdarzy. Miałem nadzieję, że Trybunał jednoznacznie odrzuci tę złą i niepotrzebną nowelizację. Ona niczego nie zmieniała, jeśli chodzi o ściganie osób faktycznie odpowiedzialnych za masowe mordy na ludności polskiej. Tego typu działania prokuratura IPN prowadziła już wcześniej w oparciu o „starą” wersję Ustawy. Problem polega na tym, że nowelizacja nakazywała ścigać tych, którzy się współcześnie wypowiadają na temat przestępstw „ukraińskich nacjonalistów”, przy czym wprowadzała całkowicie niezrozumiałe ramy czasowe lat 1925–1950, kiedy ich miano dokonać. Doprowadziło to do dziwnej sytuacji, że na tym samym poziomie ustawodawca traktował pojedyncze zamachy na działaczy polskich z lat międzywojennych i masowe mordy na ludności cywilnej z lat czterdziestych.

 

Czy faktycznie na podstawie tych przepisów ktoś w Polsce mógł zostać skazany? Wyobraża sobie Pan taką sytuację, w której historyk czy dziennikarz otrzymuje zarzuty i odbywa się proces sądowy?

Aż boję się kusić los wypowiadając jakąkolwiek opinię na ten temat. Ja bym poprzestał na stwierdzeniu, że na podstawie tych przepisów prawnych prokurator mógłby postawić zarzuty de facto każdemu historykowi ukraińskiemu. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie było bowiem w nowelizacji wyłączenia dla naukowców, pisarzy czy artystów, którzy na temat relacji polsko-ukraińskich się wypowiadali.

Warto przypomnieć, że na Ukrainie też obowiązuje od 2015 roku prawo, zakładające, że ci, którzy negują niepodległościowy charakter UPA „podlegają karze”. W praktyce ten przepis jest równie martwy. Niemniej, nie można wykluczyć całkowicie możliwości, że ktoś, w jednym czy drugim kraju, nie będzie próbował kiedyś użyć takich przepisów – nadgorliwie lub w złej sprawie.

 

Autorzy przepisów motywowali ich wprowadzenie problemem „gloryfikowania sprawców ludobójstwa na Polakach przez państwo ukraińskie”. Czy można postawić taki zarzut wobec obecnych władz Ukrainy?

Nie użyłbym tak ostrych słów. Jednak niewątpliwie władze Ukrainy uznały Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię za organizacje niepodległościowe. OUN i UPA są szanowane za to, że walczyły o niepodległość, przede wszystkim z władzą sowiecką. Na tym fragmencie historii tych formacji koncentruje się dziś ukraińska opowieść o przeszłości. W efekcie jednak przemilcza się całkowicie to, że OUN i UPA prowadziła zorganizowane antypolskie czystki. Stwierdzam to z przykrością, ale nie można zasłaniać oczu na podstawowe fakty.

Należy zdać sobie sprawę, że osobom, które wprowadziły te przepisy prawne, nie chodziło – przynajmniej tylko – o zahamowanie tego procesu. Wydaje mi się, że celem było powiązanie polityki polskiej wobec Ukrainy z kwestią rozliczenia spraw historycznych. Niezależnie od intencji ustawodawcy, ta nowelizacja była szkodliwa dla relacji polsko-ukraińskich. Przecież właściwie każdy ukraiński badacz teoretycznie mógł już podlegać karze za słowa, że członek OUN dokonując w latach dwudziestych – trzydziestych zamachu na jakiegoś polskiego urzędnika kierował się motywami patriotycznymi. A nie znam żadnego ukraińskiego historyka, który by tak nie uważał. Łatwo dostrzec, że te przepisy doprowadziły do zamrożenia dialogu naukowego i dyskusji na te tematy, co w efekcie szkodzi, a nie pomaga, w przedstawianiu dowodów na to, że UPA dopuściła się masowych zbrodni na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

 

Trudno sobie wyobrazić egzekwowanie tego prawa poza granicami Polski. Czy dysponujemy narzędziami, żeby wpływać na dyskurs historyczny uprawiany na Ukrainie?

Należy używać tych narzędzi, które ma w swojej dyspozycji państwo demokratyczne: wspieranie rzetelnych badań naukowych, wydawanie dobrych książek i ich popularyzacja, pomaganie młodym naukowcom piszącym prace doktorskie czy habilitacyjne na ten temat. Doświadczenie minionych lat pokazuje, że właśnie dzięki pracom polskich naukowców i dokumentalistów, niezależnie od tego, jakie mieli oni poglądy i skąd przychodzili, możemy dziś tak pewnie mówić, iż odpowiedzialność za zbrodnie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ponoszą środowiska banderowskie.

 

„Dziękuję Panu Prezydentowi Andrzejowi Dudzie za inicjatywę postępowanie przed TK, a Trybunałowi za orzeczenie. Działamy dalej na rzecz partnerstwa Ukrainy i Polski” – napisał na Twitterze prezydent Ukrainy Petro Poroszenko po ogłoszeniu wyroku. Jeżeli mogę sobie pozwolić na bardziej optymistyczny akcent: czy można traktować to jako wstęp do pewnego ocieplenia w stosunkach polsko-ukraińskich w zakresie polityki historycznej?

Wydaje się, że tak. Decyzja Trybunału może być częścią pakietu ocieplenia relacji na tym polu i należy się z tego cieszyć. Mam nadzieję, że doprowadzi to do wznowienia dyskusji naukowej, a może też do rozpoczęcia ekshumacji polskich ofiar zamordowanych przez UPA.

 

Wielu komentatorów uważa, że pewną szansą dla polskich stosunków polsko-ukraińskich jest separacja kwestii historycznych od polityki. Czy w rozmowach z Ukrainą za bardzo skupiamy się na kwestiach historycznych?

To jest popularny pogląd, do pewnego stopnia na pewno słuszny. Na szczęście władze polskie nigdy, nawet w okresie największego zaostrzenia wzajemnych relacji, nie wiązały bieżących kwestii politycznych ze sprawami historycznymi. Bez wątpienia, dla dobra nas wszystkich, należy się tego trzymać.

Z drugiej strony dostrzegam w takich opiniach wyraz zmęczenia, dystansu, może nawet niechęci części środowisk eksperckich i politycznych do zajmowania się problemami historycznymi. Tego typu postawa, tj. rezygnacja z dialogu historycznego, w efekcie prowadzi do tego, że „widma przeszłości” co pewien czas wracają. Tymczasem, jeśli chce się doprowadzić do rzeczywistego oczyszczenia pamięci historycznej, to trzeba o problemach przeszłości uczciwie rozmawiać, bez pośpiechu, czy wręcz atmosfery moralnego szantażu, wywołanego zbliżającą się datą tej czy innej rocznicy. I wspólne umówić się, co należy zrobić i jakie symboliczne gesty wykonać, aby uspokoić sytuację na polu historycznym. Należy przynajmniej próbować zbliżyć do siebie polską i ukraińską politykę pamięci, a nie udawać, iż się jej nie prowadzi. Podsumowując, uchylenie tej złej nowelizacji ustawy o IPN nie rozwiązuje naszych polsko-ukraińskich problemów z przeszłością, ale daje nam szansę, aby znów zacząć o nich spokojnie i z szacunkiem dla drugiego partnera rozmawiać.

 

Prof. dr hab. Grzegorz Motyka, historyk i politolog, specjalizujący się w tematyce polskiego ruchu oporu w okresie II wojny światowej i stosunkach polsko-ukraińskich w XX wieku. W latach 2011–2016 był członkiem Rady Instytutu Pamięci Narodowej.

 

Fot. «ВО Свобода»'s Picasa Gallery (cc by 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu