Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kobieta na czele Gruzji
2018-11-30
Wojciech Wojtasiewicz

Piątym prezydentem niepodległej Gruzji została Salome Zurabiszwili. Na niezależną kandydatkę, popieraną przez rządzące Gruzińskie Marzenie, głosowało niemal 60 procent wyborców w drugiej turze wyborów. Tak wysoka wygrana Zurabiszwili z pewnością była zaskoczeniem dla opozycji. Grigol Waszadze ogłosił, że nie uznaje wyników głosowania i zwołał na najbliższą niedzielę swoich zwolenników na wiec. Podkreślił, że wyniki wyborów zostały sfałszowane, a rząd przekupił ogromną część wyborców.

 

Salome zwyciężczyni

Na Salome Zurabiszwili zagłosowało 59,52 procent Gruzinów, a na Grigola Waszadzego 40,48. Frekwencja była blisko o 10 procent wyższa niż w pierwszej turze i wyniosła  56,23 procent. Po zakończeniu głosowania dwie główne stacje telewizyjne Imedi (prorządowa) i Rustawi 2 (proopozycyjna) opublikowały swoje exit polls, które pokazywały zwycięstwo kandydatki wspieranej przez obóz władzy. Waszadze komentując je powiedział, że będzie czekał na oficjalne wyniki głosowania. Natomiast były prezydent Micheil Saakaszwili przebywający od pięciu lat poza Gruzją zaapelował do Gruzinów o wyjście na ulicę i udział w protestach przeciwko sfałszowanym wyborom. Uznał, że rząd przekupywał wyborców oraz pozwalał na bicie i prześladowanie aktywistów opozycji. Początkowo Waszadze zdystansował się od słów swojego pryncypała i powiedział, że decyzję o dalszych krokach podejmie następnego dnia, po konsultacjach ze zwolennikami w trakcie spotkania w filharmonii w Tbilisi. Wydawać się mogło, że kandydat Zjednoczonej Opozycji – Zjednoczonego Ruchu Narodowego uzna swoją porażkę i zdecyduje się na tzw. wariant długiego marszu opozycji, czyli spokojnych przygotowań do wyborów parlamentarnych w 2020 roku. Jednak nazajutrz Grigol Waszadze ogłosił, że nie uznaje wyników głosowania, które w jego ocenie zostały sfałszowane. Ponadto zażądał rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych oraz ogłosił, że w niedzielę odbędzie się wielka demonstracja w Tbilisi przeciwko fałszerstwu wyborczemu.

Za poparcie Zurabiszwili swoim zwolennikom podziękował lider Gruzińskiego Marzenia Bidzina Iwaniszwili. Sama zwyciężczyni zwróciła się do oponentów z koncyliacyjnym przesłaniem, podkreślając, że Gruzja jest małym krajem, której społeczeństwo musi być zjednoczone. Gratulacje Zurabiszwili złożył odchodzący prezydent Giorgi Margwelaszwili, który jednocześnie wyraził zaniepokojenie znacznym obniżeniem standardów demokratycznych przeprowadzonych wyborów. Podkreślił, że jest to zły kierunek na drodze demokratyzacji kraju. W podobne tony uderzyła międzynarodowa misja obserwacyjna wyborów w Gruzji, która w opublikowanym wstępnym raporcie napisała, że wszakże kandydaci mogli prowadzić kampanię w sposób nieskrępowany i konkurencyjny, jednak była ona również niezmiernie spolaryzowana, pełna agresji, ataków na konkurentów oraz nierówna. Do tego – czytamy w raporcie – kandydatka obozu władzy wspierana była zasobami administracyjnymi państwa.

 

Saakaszwili musi odejść

Przyczyn tak niespodziewanie wysokiego wyniku Salome Zurabiszwili i przegranej Grigola Waszadzego jest kilka. Po pierwsze wygrał strach sporej części Gruzinów przed powrotem do władzy Narodowców. Obawa ta była skutecznie podsycana przez Marzycieli, którzy przypominali prześladowania opozycji, łamanie praw człowieka i inne nadużycia w okresie rządów Micheila Saakaszwilego. Po drugie obóz władzy przymuszał pracowników sektora publicznego do głosowania na Zurabiszwili, grożąc im zwolnieniami z pracy. Ponadto odnotowywane były przypadki przekupstwa wyborców. Mówiono, że za głos na Zurabiszwili płacono około dwudziestu – trzydziestu lari. W końcu administracja państwowa była wykorzystywana do wsparcia właściwej kandydatki. Takie praktyki miały również miejsce za czasów Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Ponadto przed drugą turą Marzyciele obiecali anulowanie długów w wysokości do dwóch tysięcy lari około sześciuset tysiącom Gruzinów, którzy nie byli w stanie spłacać swoich pożyczek bankowych. W Gruzji około 80 procent osób jest zadłużonych. Często są to pożyczki na żywność, ubrania i inne produkty pierwszej potrzeby. Konieczność ich zaciągania wynika z niskich dochodów bądź ich braku. Sfinansowanie tego prezentu zapowiedział Bidzina Iwaniszwili z własnych środków poprzez fundację Kartu. Majątek gruzińskiego miliardera szacowany jest na pięć miliardów dolarów. W końcu swoje pięć groszy dołożył były prezydent. Micheil Saakaszwili zamiast schować się, ustąpić pola swojemu kandydatowi, na kilka dni przed drugą turą wyborów wykazał się nadaktywnością w mediach, strasząc, że w wypadku przegranej Waszadzego wyprowadzi swoich zwolenników na ulice. Mogło to wzbudzić obawy jego przeciwników, że wygrana Waszadzego doprowadzi do destabilizacji sytuacji w kraju i grozić będzie nową rewolucją, czyli powtórką scenariusza z 2003 roku. Zresztą ta obawa była wzmacniana przekazem Gruzińskiego Marzenia, którego liderzy ostrzegali przed awanturnictwem politycznym opozycji.

Jednak zwycięstwo Salome Zurabiszwili nie jest oszałamiającym sukcesem Marzycieli. Prawdziwym barometrem nastrojów społecznych były wyniki pierwszej tury głosowania, w której Zurabiszwili otrzymała jedynie procent głosów więcej niż Waszadze. Gruzini są zmęczeni rządami GM i niewypełnieniem przez nich obietnic wyborczych o charakterze gospodarczo-socjalnym. Obóz władzy będzie musiał w gruntowny sposób przemodelować swoją politykę, by móc liczyć na utrzymanie sterów państwa po 2020 roku.

Jeśli opozycja chce odnieść sukces za dwa lata, musi pozbyć się Micheila Saakaszwilego. Jego negatywne dziedzictwo polityczne jest skrajnie zniechęcające dla przygniatającej części Gruzinów. Część z nich, pomimo niezadowolenia z Marzycieli, zagłosowało na Zurabiszwili tylko po to, aby Misza nie wrócił do Gruzji. W przypadku zwycięstwa Waszadzego, zostałbym on ułaskawiony przez nowego prezydenta. Sam Saakaszwili deklarował, że nie chce sprawować żadnych oficjalnych funkcji w kraju, jednak mało kto wierzy w jego zapewnienia. Poza tym do sprawowania realnej władzy nie byłyby mu potrzebne żadne formalne stanowiska. Mógłby rządzić Gruzją z tylnego fotelu analogicznie do Bidziny Iwaniszwilego.

Większość Gruzinów ma serdecznie dosyć obydwu obozów politycznych. W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia medialne o planach powołania nowej partii politycznej o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Jednym z jej przyszłych liderów miałby być centrysta i niezależny kandydat na mera Tbilisi w 2017 roku Aleko Eliasaszwili, który zajął w wyborach drugie miejsce i otrzymał 17,5 procent głosów. Nowa siła przyniesie z pewnością oczekiwany przez wielu powiew świeżości w gruzińskiej polityce.

 

Fot. Wojciech Wojtasiewicz


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Armenia: Ostateczne zwycięstwo „aksamitnej rewolucji”

10.12.2018
Kacper Ochman
Czytaj dalej

Żegnamy Ludmiłę Aleksiejewą

09.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Oświadczenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa

09.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Premiera książki „Buran. Kirgiz wraca na koń"

07.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu