Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Etap niepewności nad Dźwiną
2018-11-22
Dominik Wilczewski

Chociaż od wyborów parlamentarnych na Łotwie (6 października) minęło już ponad półtora miesiąca, kraj nadal nie doczekał się nowego rządu. W międzyczasie zdążył się już zebrać nowy Sejm XIII kadencji, w którym przeprowadzono wybór prezydium i obsadzono kierownictwo komisji. Negocjacje koalicyjne nad utworzeniem gabinetu utknęły jednak w martwym punkcie. W wariancie optymistycznym Łotysze powinni dostać nowy rząd „na gwiazdkę”. Jeśli nie, krajowi nad Dźwiną grozi przedłużający się kryzys polityczny.

W ostatnią niedzielę, 18 listopada, w Rydze uroczyście świętowano stulecie proklamowania niepodległego państwa łotewskiego. U boku prezydenta Raimondsa Vējonisa na trybunie honorowej stał premier Māris Kučinskis. Polityk Związku Zielonych i Rolników kończy już swoją misję w roli szefa rządu. Jednak tylko teoretycznie – formalnie powinien wkrótce przekazać stanowisko nowemu premierowi, który stanie na czele gabinetu wyłonionego przez nowy parlament. Przeciągające się negocjacje koalicyjne mogą sprawić, że Kučinskis jeszcze długo będzie musiał pełnić obowiązki premiera.

W wybranym w październiku Sejmie (łot. Saeima) XIII kadencji nie ukonstytuowała się do tej pory większość niezbędna do powołania rządu. Przypomnijmy, że już ponad dwa tygodnie temu, 7 listopada prezydent Vējonis powierzył tę misję Jānisowi Bordānsowi, liderowi Nowej Partii Konserwatywnej (JKP) – drugiej pod względem wielkości w nowo wybranym parlamencie. Jednak wkrótce potem trzy ugrupowania: sojusz Dla Rozwoju Łotwy/Za! (AP!), Zjednoczenie Narodowe (NA) oraz Jedność (V) wycofały się z rozmów koalicyjnych. Wobec fiaska misji Bordānsa, prezydent Vējonis postanowił nie wyznaczać kolejnego kandydata, ale dał partiom czas do 26 listopada na uzgodnienie stanowisk.

Dlaczego tak trudno zmontować stabilną większość w obecnym Sejmie? Jest on bardziej rozdrobniony niż parlamenty poprzednich kadencji. W 100-osobowej izbie znalazło się siedem partii (w porównaniu z sześcioma ugrupowaniami w wyborach w 2014 roku), co oznacza, że do zdobycia większości potrzebna będzie koalicja pięciu – sześciu frakcji. Najliczniejszą (dwudziestu dwóch posłów) posiada Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda”, ale ta – reprezentująca głównie rosyjskojęzyczny elektorat – z uwagi na powiązania z Rosją i kontrowersyjną osobowość jej lidera i mera Rygi Niła Uszakowa ma w zasadzie zerową zdolność koalicyjną. Mimo tego, że od lat wygrywa wybory, partie łotewskie otaczają ją swoistym „kordonem sanitarnym”.

Wydaje się, że Łotysze na dobre i na złe pogodzili się z obecności tej partii na scenie politycznej. „Zgoda” po raz trzeci z rzędu uzyskała najwyższe poparcie w wyborach, ale tak samo jak w 2011 i 2014 roku nie została dopuszczona do rządzenia. Na dodatek partia z wyborów na wybory traci wyborców (19,8 procent w 2018 roku w porównaniu z 23 procentami w 2014). Rosyjskojęzyczni dostrzegają, że nad „Zgodą” wisi szklany sufit, którego partia nie jest w stanie przebić. Na dodatek ugrupowanie nie wykazało się aktywnością w elektryzującej społeczność rosyjską sprawie reformy oświatowej, zakładającej przejście szkół średnich mniejszości całkowicie na język łotewski. Bardziej radykalny elektorat odpłynął do małego, ale głośnego Łotewskiego Związku Rosjan Tatiany Żdanok, która zasłynęła poparciem dla aneksji Krymu i syryjskiego dyktatora Assada.

W poprzedniej kadencji koalicję rządową tworzyły trzy ugrupowania: centrowo-liberalna Jedność, konserwatywny Związek Zielonych i Rolników (będący w istocie koalicją Związku Rolników oraz Partii Zielonych, a także dwóch mniejszych partii miejskich) oraz prawicowe Zjednoczenie Narodowe. Patrząc na sondaże, jeszcze kilka miesięcy temu oczekiwano w nowej kadencji reprodukcji dotychczasowego układu. Jednak łotewscy wyborcy nie pierwszy raz zakpili ze swojej klasy rządzącej i w wyborach wywrócili polityczny stolik.

Do Sejmu trafiły trzy nowe ugrupowania, a partie dotychczasowej koalicji łącznie zdobyły zaledwie 27,6 procent głosów, co przekłada się na trzydzieści dwa mandaty. W przypadku Jedności (formalnie pod nazwą Nowa Jedność) można mówić wręcz o klęsce. Partia ta zaczynała w 2010 roku od fantastycznego wyniku – 32 procent głosów i trzydziestu trzech mandatów. Obecny – 6,7 proc. i osiem mandatów – to zaledwie cień dawnych sukcesów. Przez osiem lat nastąpiło zużycie się partii, kierowanej niegdyś przez popularnego i skutecznego Valdisa Dombrovskisa (premiera do 2014 roku, a obecnie wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej). Jedność – niejako wbrew nazwie – popadła w wewnętrzne konflikty, a kolejni liderzy i liderki nie byli w stanie przekonać do siebie wyborców. Jej dawni sympatycy w dużej mierze przerzucili swe głosy na nowy projekt liberalny (AP).

Jedną z największych zagadek wyborów jest słaby wynik Związku Zielonych i Rolników (9,9 procent wobec 19,5 procent cztery lata temu), z szeregów którego wywodzą się zarówno prezydent, jak i premier. Rządy Kučinskisa nie były może porywające, ale stabilne. Ugrupowanie czeka zatem długa debata na temat przyczyn klęski. „Ojcem chrzestnym” Związku pozostaje kontrowersyjny mer portowej Windawy Aivars Lembergs, jeden z najbogatszych Łotyszy, znany ze skandalizujących wypowiedzi i licznych procesów o nieprawidłowości finansowe.

Łotysze, którzy w dużej mierze są przekonani o dużym skorumpowaniu i nepotyzmie elit politycznych, akurat Lembergsowi są skłonni wybaczyć liczne afery. Postrzegają go jako kogoś, kto być może nie jest do końca uczciwy, ale przynajmniej robi coś dla swojego miasta, inaczej niż reszta klasy politycznej, która nie potrafi przełożyć obietnic na realne działania. Lembergs jest też jednym z niewielu polityków, który cieszy się popularnością zarówno wśród Łotyszy, jak i rosyjskojęzycznych obywateli. Wobec innych polityków elektorat jest dużo mniej wyrozumiały.

Owocem antykorupcyjnych nastrojów w społeczeństwie jest obecność w Sejmie dwóch nowych sił, obiecujących przeoranie systemu i rozliczenie aferzystów: wspomnianej JKP oraz dużo bardziej populistycznego ruchu KPV LV - „Do Kogo Należy Państwo” (które zdobyły odpowiednio 13,6 i 14,3 procent głosów oraz po szesnaście mandatów). O ile partia niedoszłego premiera Bordānsa, 51-letniego adwokata, w przeszłości ministra sprawiedliwości z ramienia Zjednoczenia Narodowego, mieści się w politycznym mainstreamie, to już zupełnie niecodziennym zjawiskiem jest KPV LV, kierowane przez showmana Artussa Kaimiņša.

Badacze europejskich ruchów populistycznych dostrzegają w tym ostatnim podobieństwo do Beppe Grillo. Tak jak włoski komik i lider Ruchu 5 Gwiazd, Kaimiņša do polityki wszedł dzięki mediom: popularność zdobył jako autor skandalizującego programu radiowego, w którym bez zahamowań przepytywał polityków, kreując się na bezkompromisowego tropiciela afer. W 2014 roku zdobył mandat z ramienia Łotewskiego Zjednoczenia Regionów, z którym jednak szybko się rozstał. Zasłynął niekonwencjonalnymi zachowaniami, np. nagrywaniem obrad parlamentu i wrzucaniem nagrań do Internetu (co zresztą nie do końca było zgodne z regulaminem).

W Sejmie zarysowuje się zatem podział na dwie grupy, między którymi trudno będzie o dialog. Pierwszą stanowią obiecujące walkę z korupcją i układami JKP i KPV. Druga to dotychczasowe partie koalicyjne, poszerzona o liberałów z AP!. Już na początku nowej kadencji ugrupowania z drugiej grupy pokazały, że są w stanie współdziałać, wprowadzając swoich ludzi do prezydium Sejmu. Bordāns, który mówi o rozbiciu układu, nie jest skłonny do kompromisu. Jedynie KPV gotowa byłaby go poprzeć jako premiera.

Pozostałe partie nie są chętne do współpracy z liderem JKP, postrzegają go jako osobę nieprzewidywalną i mało elastyczną, a dawni partyjni koledzy ze Zjednoczenia Narodowego wręcz jako renegata. Nowy rząd zatem zostanie wyłoniony najprawdopodobniej z grona partii dawnej koalicji i liberałów. Gdyby do układu koalicyjnego udałoby się dokooptować populistów z KPV, to nie wróży to dobrze nowo powstałemu gabinetowi. Udział w nim „przeciwnej wszystkim” partii Kaimiņša jest raczej gwarancją nieustannych wstrząsów, które w konsekwencji mogą doprowadzić do upadku rządu.

Jednak tym, co polskiego czytelnika interesuje najbardziej, jest zapewne polityka zagraniczna nowego łotewskiego rządu. Bez względu na to, jaki układ ostatecznie powstanie, nie należy się spodziewać poważniejszej wolty w wykonaniu polityków znad Dźwiny. Stanowisko szefa dyplomacji najprawdopodobniej utrzyma Edgars Rinkēvičs z Jedności, znany jako orędownik ściślejszej współpracy państw członkowskich NATO i wyrazistej obecności Sojuszu w regionie. A zatem, nawet jeśli uznamy, że łotewska polityka po latach względnej stabilności wkroczyła w etap niepewności, to w sprawach międzynarodowych priorytety pozostają niezmienne.

 

Współpraca Tomasz Otocki

Fot. Saeima (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Dominik Wilczewski
Powrót
Najnowsze

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Armenia: Ostateczne zwycięstwo „aksamitnej rewolucji”

10.12.2018
Kacper Ochman
Czytaj dalej

Żegnamy Ludmiłę Aleksiejewą

09.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Oświadczenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa

09.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu