Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Donbaskie roszady
2018-11-16
Paweł Kost

„Wybory” z 11 listopada 2018 roku na okupowanym Donbasie były otwartym złamaniem porozumień mińskich. Jakie konsekwencje wiążą się z ich przeprowadzeniem i o co Moskwie chodzi w tej grze?

 

Rotacja rosyjskich kuratorów

„Wybory” w obydwu tzw. republikach były całkowicie przewidywalnym krokiem, który potwierdził nieformalny podział wpływów dwóch konkurujących między sobą struktur rosyjskich – Federalnej Służby Bezpieczeństwa i wywiadu wojskowego (GRU). Pierwsza umocniła się w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL), a druga w tzw. Donieckiej Republice Ludowej (DRL). Ponad nimi nadal kuratorem pozostaje Władysław Surkow, a za ekonomiczną politykę Kremla wobec okupowanych rejonów obwodu donieckiego i ługańskiego (ORDLO) ma teraz odpowiadać zaufany człowiek Władimira Putina – wicepremier FR Dmitrij Kozak.

W szeregach rosyjskich kuratorów ORDLO coraz bardziej widoczna była też irytacja związana z „marnotrawieniem” kosztów wydzielanych quasi-państwom. Dokonane rotacje mają ten proceder zredukować. „Wybory” wpisują się w pełni w ogólny trend rotacji wycelowanej w budowę mechanizmów kontrolnych.

Ważną rysą nowej rzeczywistości jest też ewidentne odejście od „militaryzacji” życia publicznego w ORDLO i próby „normalizacji” sytuacji gospodarczej. Doszło do rozformowania części oddziałów, co miało na celu ich pełne podporządkowanie ze strony Kremla. Nie jest jednak do końca jasne, na ile ten cel udało się osiągnąć.

Roszady personalne i narzucenie rozwiązań „wyborczych” ewidentnie wskazują na stopniowy powrót wpływów rodziny Janukowycza. Na przykład, w tzw. DRL utworzono posadę „premiera”, którą objął Ołeksandr Ananczenko, związany ze strukturami biznesowymi Serhija Kurczenki, jednej z „twarzy” rodziny Janukowycza. Generalnie zmiany w ORDLO przyspieszyły restaurację wpływów tego ugrupowania na okupowanych częściach Donbasu. To proces, który nabierał tempa po zerwaniu obiegu towarów między kontrolowaną częścią Ukrainy i ORDLO w marcu 2017 roku. Teraz ugrupowanie Kurczenki uzyskało dodatkową przewagę. Ważnym czynnikiem jest to, że za umocnieniem jej wpływów stoi przede wszystkim szef koncernu Rosnieft Igor Sieczin, który coraz intensywniej buduje relacje z częścią elit ukraińskich.

Nie należy tej konstrukcji oceniać jako ostatecznej. Przeciwnie, jest to raczej etap przejściowy, a decydujące rozstrzygnięcia co do kształtu struktury władzy w ORDLO przyniosą wybory prezydenckie i parlamentarne na Ukrainie wiosną i jesienią przyszłego roku. Niezwykle ciekawie wyglądać będą w tym kontekście losy wpływów najbogatszego Ukraińca – Rinata Achmetowa. Jego pozycja w okupowanej części Donbasu wyraźnie osłabła, a Kreml wyraźnie zwiększył naciski wobec jego struktur biznesowych. Jednak wieszczenie ostatecznego krachu jego obecności w ORDLO jest zdecydowanie przedwczesne.    

 

„Pokojowe” oblicze separatystów

Pierwszym i najbardziej powierzchownym celem „wyborów” jest próba posadzenia za jednym stołem negocjacyjnym marionetek Kremla i ukraińskiego rządu. Obydwaj liderzy „republik” to osoby o znacznie mniejszym poziomie toksyczności od poprzedników – Płotnickiego i Zacharczenki. Leonid Pasicznyk to przecież były pracownik SBU, a Denys Puszylin – lokalny „biznesmen” z Donbasu. „Wybory” miały na celu zademonstrowanie „pokojowego oblicza” tzw. DRL i ŁRL. Do „władzy” doszło znacznie mniej komendantów polowych, a pojawiło się w niej więcej „cywilów”. Teraz, gdy „bohaterowie wojenni” już nie zajmują kluczowych stanowisk w pseudo-państwach, posadzenie za stołem negocjacyjnym ma być w zamyśle Kremla łatwiejsze. Oczywiście, celem dalekosiężnym tych wysiłków jest wmontowanie ORDLO w strukturę państwa ukraińskiego na prawach autonomii.

Jednocześnie jest absolutnie oczywiste, że Moskwa nie liczy na podobny sukces przed wyborami prezydenckimi (wiosna) i parlamentarnymi (jesień 2019 roku) na Ukrainie. Jest to jednak tworzenie kolejnego tematu, wokół którego siły prorosyjskie mogą budować swoją narrację podczas kampanii wyborczej, co jest drugim celem zabiegów Rosji. Nie zmieni to drastycznie krajobrazu wyborczego nad Dnieprem, choć może dodać kilka punktów opozycji prorosyjskiej. Istotniejsze, że jest to próba wprowadzenia do obiegu dyskusji publicznej na Ukrainie kwestii negocjacji z tzw. DRL i ŁRL. Przedwyborcze tło powoduje, że nie da się wykluczyć, iż nie tylko siły otwarcie prorosyjskie zechcą na tym zbić kapitał, ale także populistyczna i traktowana jako jeden z głównych kandydatów Julia Tymoszenko może do pewnego stopnia zagrać tą kartą. Przeciwstawianie się linii obecnego prezydenta stwarza bowiem teoretyczne przesłanki do krytyki jego polityki jako nieskutecznej (brak pokoju i kontroli nad ORDLO). W konsekwencji po wyborach (oczywiście, zakładając korzystne dla Kremla rozstrzygnięcia, czyli zwycięstwo Tymoszenko i zwiększenie reprezentacji sił prorosyjskich w parlamencie) postulat negocjacji z „nowymi liderami” ORDLO może być przynajmniej rozpatrywany w Kijowie.

Po trzecie, dla Kremla to próba umocnienia „tożsamości donbaskiej”. Można to uznać za cel poboczny, który w jakimkolwiek scenariuszu rozwoju sytuacji ma przysporzyć Kijowowi sporo problemów – nieważne czy ORDLO trafią pod kontrolę Ukrainy, czy nie. Fundamentem tej „tożsamości” jest bowiem przeciwstawianie się ukraińskości i pokazywanie odmienności od niej w każdym wymiarze, co na pewno kreuje wyzwania dla reintegracji.

Po czwarte, oczywiste złamanie porozumień mińskich jest też sygnałem dla Zachodu o determinacji Kremla i zarysowaniem „czerwonej linii”, której Rosja nie pozwoli przekroczyć. To też próba narzucenia metodą faktów dokonanych narracji w dyskusji z Zachodem i Ukrainą wokół wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zapominanie o aneksji Krymu pozwala konstatować, że te wysiłki Moskwy są dość skuteczne.

Z tym też związany jest piąty cel – weryfikacja gotowości Zachodu do ukarania FR. Ewentualny brak lub zaledwie symboliczny charakter sankcji zostanie odczytane na Kremlu jako sygnał otwierający drogę do bardziej stanowczych posunięć zarówno na Donbasie, jak i szerzej wobec Ukrainy i Zachodu. Na Kremlu odczytywane to jest jasno – Zachód jest słaby i niegotowy do skutecznego sprzeciwu.

Wreszcie, aby podsumować wydawałoby się absurdalną logikę kremlowskich decydentów w przeprowadzeniu „wyborów” w ORDLO, warto przytoczyć cytat jednego z głównych kreatorów rosyjskich posunięć wobec Ukrainy, w tym na Donbasie, Władysława Surkowa datowany jeszcze na sierpień 2013 roku i oddający jego styl prowadzenia polityki: „Przekraczając punkt zwrotny i raptem uświadamiając sobie, że jesteś na złej drodze – nie drżyj. Uważnie rozglądaj się na boki. Śmiało idź naprzód niewłaściwym szlakiem. Zła droga do Indii doprowadziła Kolumba do Ameryki. Pomyłki dobrze się sprzedają. One działają”. Zatem, wiele wskazuje na to, że na Kremlu dominuje przekonanie o tym, że metoda faktów dokonanych jest adekwatnym narzędziem w osiąganiu swych celów, na którą Zachód nie znalazł jak dotąd recepty.

 

Na Wschodzie bez zmian

Zgodnie z przedstawioną wyżej logiką i argumentacją, nie należy oczekiwać nasilenia walk zbrojnych, bo teraz „nowe władze” w tzw. DRL i ŁRL stawiają na polityczne rozwiązanie konfliktu i „rozwój gospodarczy”.

Nie należy jednak przeceniać tego wpływu. W komentarzu dla „Nowej Europy Wschodniej” Mychajło Samuś, wicedyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie, podkreśla, że głównym punktem odniesienia dla dalszych kroków Moskwy będą rezultaty wyborów na Ukrainie w przyszłym roku. I to one będą determinowały dalsze posunięcia Rosji. W tym kontekście pseudo-wybory na Donbasie niczego nie zmienią w sytuacji na froncie. Nadal należy oczekiwać częstego zaostrzania walk, ale tylko w wymiarze lokalnym. Ich celem ma być nie tyle przejęcie kontroli nad nowymi terytoriami, co zadanie strat ludzkich armii ukraińskiej. Kolejne ofiary bez prowadzenia zmasowanych działań militarnych mają pokazać opinii publicznej nad Dnieprem, że z „republikami” lepiej usiąść za stół negocjacji. Zatem, dominującym wektorem polityki ORDLO będzie łączenie dwóch nieprzystających do siebie na pierwszy rzut oka elementów: prowadzenie ograniczonych operacji militarnych wraz z polityczną demonstracją chęci pokoju. Ten stan może ulec zmianom dopiero po zakończeniu cyklu wyborczego nad Dnieprem.

Samuś zwraca też uwagę, że narzucenie w tzw. DRL kandydatury Puszylina jest odbierane przez dużą część najbardziej prorosyjskich mas jako obraza i zdrada idei „rosyjskiej wiosny”. Do tego dochodzi coraz gorsza sytuacja socjalna na tym obszarze, która ma małe szanse na poprawę. Będzie to rzutowało na stopniowy wzrost opozycji wewnętrznej, złożonej głównie z wojowniczo nastawionych warstw. Zapewne należy oczekiwać nasilenia działalności służb rosyjskich na tym terenie, które będą próbowały stłumić te nastroje. Jednak nie da się wykluczyć, że w związku z powyższym może dojść do nie do końca kontrolowanych ataków ze strony tych grup.

 

Fot. Marktaff, ZomBear (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Armenia: Ostateczne zwycięstwo „aksamitnej rewolucji”

10.12.2018
Kacper Ochman
Czytaj dalej

Żegnamy Ludmiłę Aleksiejewą

09.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Oświadczenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa

09.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Premiera książki „Buran. Kirgiz wraca na koń"

07.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu