Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polska – Ukraina: nauka, polityka i wzajemne uprzedzenia
2018-10-26
Andrzej Szeptycki

W ciągu minionego półrocza napisałem dwa teksty poświęcone przeszłości i teraźniejszości relacji polsko-ukraińskich; jeden miał się ukazać w Polsce, drugi na Ukrainie. Oba teksty zostały, zgodnie z wymogami, zrecenzowane. Oba spotkały się z krytyczną oceną ze strony oceniających je specjalistów w każdym z krajów. Taka sytuacja wynika potencjalnie z trzech powodów. Być może oba teksty były po prostu słabe pod względem merytorycznym – nie mnie to oceniać. Być może obaj recenzenci nie znali w dostatecznym stopniu analizowanej przez mnie problematyki. To częsta przypadłość w świecie nauki, zwłaszcza w naszej części Europy, gdy trudno jest znaleźć specjalistów znających daną problematykę, a zarazem chętnych do pojęcia się roli recenzenta – zwłaszcza w przypadku czasopism. Taka praca nie przynosi ani prestiżu, ani pieniędzy. Recenzent pozostaje anonimowy, a swoją pracę wykonuje bezpłatnie. Nieco lepsza jest sytuacja w przypadku recenzowania książek – wówczas nazwiska recenzentów figurują w publikacji, a oni dostają drobne wynagrodzenie.

Jest wreszcie trzeci potencjalny powód i na nim chciałbym się skupić. Otóż czytając obie recenzje można odnieść wrażenie, że ich autorzy żyją w różnych światach; ich wizja stosunków polsko-ukraińskich jest bowiem całkowicie odmienna. Największe emocje budzi oczywiście historia, ale nie tylko.

Ukraiński recenzent podkreśla wkład Ukraińskiej Powstańczej Armii w „walkę z faszyzmem”. Uważa, że negatywna ocena działań wspomnianej formacji w Polsce, o której piszę w tekście, jest nieuzasadniona, przy czym to mnie jako autora obciąża odpowiedzialnością za wspomnianą już krytyczną opinię na temat UPA. Recenzent nie godzi się na sformułowanie o odmienności interesów Polski i Rosji na Ukrainie, gdyż jego zdaniem świadczy ono o uprzedmiotowieniu Ukrainy. Ponadto jego zdaniem w Polsce nie ma ukraińskich imigrantów, bo pracownicy, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, wracają następnie na Ukrainę. Rzecz jasna mamy do czynienia pomiędzy oboma krajami również ze zjawiskiem migracji cyrkularnej, ale rosnąca liczba obywateli Ukrainy pozostaje w Polsce. Można odnieść wrażenie, że recenzent ma mi za złe, że piszę o Ukraińcach pracujących w Polsce, gdyż pyta retorycznie „A Polaków w Anglii nie ma?”. Recenzent kwestionuje znajdującą łatwe potwierdzenie w badaniach tezę o tym, że ukraińska młodzież podejmuje studia w Polsce, gdyż pragnie otrzymać lepsze wykształcenie i znaleźć lepszą pracę; nie godzi się ze stwierdzeniem, że ukraińscy studenci mają duże znaczenie dla polskich uczelni, gdyż ich napływ ogranicza negatywne następstwa spadku demograficznego. Odrzuca ocenę Ukrainy jako „państwa dysfunkcjonalnego” – biorąc pod uwagę utratę części terytorium na południu i wschodzie, wysoki poziom korupcji, kryzys gospodarczy itd., określenie to jest moim zdaniem w pełni uzasadnione. Jeszcze bardziej kuriozalne są zastrzeżenia ukraińskiego specjalisty dotyczące oceny ewolucji ukraińskiego systemu politycznego po 2010 roku. Jego zdaniem na Ukrainie nie nastąpiła wówczas, jak piszę w recenzowanym tekście, „degradacja demokracji”. Pomijając tekst samej recenzji, jej autor przestrzegł moich ukraińskich kolegów o możliwych konsekwencjach „formalno-prawnych” publikacji takiego tekstu i wyraził przekonanie, że jest on po prostu „nie na czasie”.

Polski recenzent odmiennie ocenia moje poglądy, choć jego wnioski są równie krytyczne. Jego zdaniem, Polska nie popiera w rzeczywistości „demokratyzacji” Ukrainy, gdyż prawdziwym celem Polski (czy może jej sojuszników) jest włączenie tego państwa do strefy wpływów szeroko pojmowanego Zachodu (USA, UE). „Eksport demokracji” stanowi jednak fasadę, za którą kryją się intencje geopolityczne państw zachodnich. Dalej czytamy, że w procesie tym marginalizuje się banderyzację Ukrainy, gdzie zachodnioukraińska wizja dziejów i tożsamości narzucana jest reszcie niejednolitego etnokulturowo i regionalnie społeczeństwa ukraińskiego. Takie podejście ma być zgodne z hasłem wypowiedzianym przez jednego z publicystów: „lepsza Ukraina banderowska niż moskalska”. Polski specjalista zarzuca mi ponadto, że porównuję akcję niszczenia cerkwi prawosławnych w 1938 do planowej eksterminacji ludności polskiej przez UPA, co jest jego zdaniem niestosowne i błędne. Burzenie cerkwi prawosławnych w 1938 roku – pisze recenzent – niezaprzeczalnie było złem i błędem polityki narodowościowej Drugiej Rzeczpospolitej, niemniej cerkwie burzono głównie na obszarze na zachód od Bugu w ramach jego planowej (re)polonizacji, a poza tym „narodowym” wyznaniem nacjonalistów ukraińskich był uniatyzm (grekokatolicyzm). W opinii recenzenta, teza o zagrożeniu ze strony Rosji, któremu muszą stawić czoła zarówno Polska, jak i Ukraina, to powielanie publicystyczno-propagandowych stwierdzeń obecnych zarówno w mediach ukraińskich, jak i polskich. Recenzent uważa, że ukraińscy imigranci są w Polsce traktowani bardzo dobrze – w każdym miejscu dostają na preferencyjnych warunkach pracę, nie wspominając o dofinansowaniach dla ukraińskich uczniów i studentów, uznawaniu emerytur. Polacy w Wielkiej Brytanii nie korzystają, jego zdaniem, z analogicznych preferencji. Podsumowując polski specjalista zarzuca mi uprawianie samobiczowania i sugeruje, że takie podejście nie służy interesom Polski.

Obie recenzje to smutne przykłady percepcji Polski i Ukrainy przez część każdego ze społeczeństw. Można również sądzić, że to następstwo narastających od lat 2014–2015 sporów pomiędzy oboma państwami, związanych przede wszystkim z konfliktem pamięci historycznych. Odmienność wzajemnych wizerunków, znaczenie stereotypów i trudnych wspomnień o przeszłości są w pełni zrozumiałe. Każde społeczeństwo różnie postrzega siebie i swoich sąsiadów, swoją przeszłość i teraźniejszość. Nauka nie powinna jednak bazować na myśleniu potocznym. Jej zadaniem jest przedstawianie obiektywnej wizji rzeczywistości. W oparciu o dostępny materiał badawczy każdy naukowiec powinien dojść do tych samych wniosków; oceny są kwestią bardziej względną. Fakt, że w omawianym przypadku polscy i ukraińscy uczeni nie zgadzają się w najprostszych zdawałoby się kwestiach nie świadczy dobrze o stanie nauki w obu krajach.

Fot. Flaga Ukrainy i Polski, ArturM, cc by-sa 3.0


Polecamy inne artykuły autora: Andrzej Szeptycki
Powrót
Najnowsze

Brudna perła Finlandii. Sprawa Airiston Helmi a relacje fińsko-rosyjskie

12.11.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Spotkanie z Wojciechem Góreckim

07.11.2018
NEW
Czytaj dalej

Konkurs dla prenumeratorów na 10-lecie NEWu

07.11.2018
NEW
Czytaj dalej

Do Polaków. Cały wiek polsko-ukraiński: nie pierwszy i nie ostatni

07.11.2018
Ukraińcy – obywatele Rzeczypospolitej Polskiej
Czytaj dalej

10-lecie NEW

31.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Warszawskie spotkanie z Marceliną Szumer-Brysz

29.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu