Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
„Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” – fragment
2018-04-16
Zbigniew Rokita

Prezentujemy fragment najnowszej książki Zbigniewa Rokity Królowie strzelców, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne oraz pod patronatem NEW. To reporterska opowieść o Europie Wschodniej ostatniego stulecia pokazanej przez pryzmat sportu i polityki. Więcej.

 

***

Zanim doszło do rewolucji godności i rozejścia się dróg Ukraińców i Rosjan, futbol miał pomóc w ich zbliżeniu oraz w realizacji planu Putina zbierania radzieckich ziem. Patronem pomysłu znowu był szef Gazpromu Aleksiej Miller.

Na kilka miesięcy przed wybuchem kijowskiego Euromajdanu w siedzibie Gazpromu odbyła się prezentacja projektu połączenia lig ukraińskiej i rosyjskiej. Na zebraniu zjawili się Miller, p.o. dyrektor generalny ligi ukraińskiej Piotr Iwanow oraz przedstawiciele czternastu klubów rosyjskich i jednego ukraińskiego – krymskiej Tawriji Symferopol, pierwszego mistrza niepodległej Ukrainy.

Słów nie rzucono na wiatr. Już kilka miesięcy później odbył się turniej najlepszych zespołów Ukrainy i Rosji (Szachtar Donieck, Dynamo Kijów, Zenit i Spartak), który Miller nazwał „pierwszym krokiem do wspólnej ligi”. Ligowe rozgrywki planowano rozpocząć być może już w roku 2014, najpóźniej w 2015. Powstały konta superligi na Facebooku i Twitterze oraz biuro organizacji (niektórzy zaczęli proponować, że być może warto pójść o krok dalej i stworzyć wielką poradziecką ligę – coś na kształt rozgrywek, które wobec sprzeciwu Starostina nie powstały dwie dekady wcześniej). Plusów nie brakowało, zyski rosyjsko-ukraińskiej ligi byłyby znaczne: po odsianiu średniaków z dwóch krajów rozgrywki stałyby na wysokim poziomie, kanały telewizyjne chętnie wykupywałyby prawa do transmisji spotkań, kibice z całego świata bardziej zainteresowaliby się wschodnioeuropejskim futbolem.

Centrum Lewady przeprowadziło wśród piłkarskich kibiców w Rosji sondaż, z którego wynikało, że pomysł ma niemal dwukrotnie więcej zwolenników niż przeciwników. Nastroje nad Dnieprem były bardziej podzielone, choć również nie brakowało głosów na tak.

Ostatnie zdanie należało jednak do FIFA, a ta, w osobie jej prezydenta Seppa Blattera, sprzeciwiała się idei. Europejski futbol zna przypadki występowania w ligach innych państw. Najbardziej znane to AC Monaco grające w lidze francuskiej i walijski Swansea w angielskiej, ale przykładów jest znacznie więcej. To jednak usprawiedliwione wyjątki. Tymczasem zgoda na ligę ukraińsko-rosyjską stałaby się niebezpiecznym precedensem. Mogłoby dojść do efektu domina. Kolejne kraje mogłyby zechcieć łączyć swoje rozgrywki – Hiszpanie z Portugalczykami, kraje Beneluksu, Czesi ze Słowakami, Kosowianie z Albańczykami, a w końcu powstałaby projektowana od dawna liga G-14: najbogatszych klubów kontynentu. Doprowadziłoby to do podkopania fundamentów, na których opiera się światowy futbol, do rewolucji. A na tę blisko osiemdziesięcioletni Blatter nie miał ochoty.

Dlatego projekt zamrożono – komentatorzy podpowiadali, że powrót do niego nastąpi najpewniej niebawem, gdy Blattera w 2015 roku na stanowisku szefa światowego futbolu zastąpi Michael Platini. Francuz nie odrzucił bowiem kategorycznie projektu superligi, znany jest z zamiłowania do eksperymentów (podjął na przykład decyzję o zorganizowaniu Euro 2020 aż w trzynastu krajach jednocześnie – od Azerbejdżanu po Irlandię). Powstanie superligi wydawało się wówczas dość realne.

Nikt nie mógł przewidzieć, że w owym 2015 roku Platini będzie już oskarżanym o korupcję wyrzutkiem piłkarskiego świata, a Ukraina i Rosja będą prowadziły ze sobą wojnę. Jesienią 2015 roku poinformowano o fiasku projektu. Dziś, gdy Ukraińcy i Rosjanie strzelają do siebie nie z woleja, tylko z granatników, wizje wspólnych rozgrywek brzmią jak baśnie z zamierzchłych czasów.

***

Sports.ru podliczył, jak ostatnie lata – aneksja Krymu, wojna na Donbasie, nałożone na Rosję sankcje, spadek cen ropy – wpłynęły na budżety rosyjskich drużyn: „O ile łączny budżet wszystkich klubów ekstraklasy w sezonie 2013/2014 wyniósł 1,5 miliarda dolarów, w sezonie 2014/2015 już 1,1 miliarda, to w sezonie 2015/2016 nie dociągnął nawet do miliarda – wyniósł raptem 850 milionów dolarów” (ocenia się, że łączny budżet rosyjskich klubów wciąż oscyluje wokół tej kwoty).

A mogło być znacznie gorzej: sankcje mogła również nałożyć FIFA na rosyjski futbol. I prawdę powiedziawszy – powinna była to zrobić.

Kilkanaście miesięcy przed tym, jak rosyjscy żołnierze zbrojnie zajęli Krym, na stronie internetowej FIFA ukazał się wywiad z wysoko postawionym działaczem organizacji Thierrym Regenassem. Rozmowa nosiła tytuł Mamy silne zasady i dotyczyła przypadków zawieszania państw za łamanie zakazu ingerowania polityków w piłkę nożną. Regenass postawił sprawę jasno: „Z polityczną ingerencją mamy do czynienia wówczas, gdy rząd próbuje przejąć bezpośrednią kontrolę [nad piłką]”. Na pytanie, jak często za naruszenie tego przepisu krajowe federacje zostają zawieszone w prawach członka FIFA, odpowiedział: „Mamy pomiędzy czterema i dziesięcioma takimi »kazusami« każdego roku”. Dodawał: „Najczęstszym przypadkiem politycznej ingerencji jest sytuacja, gdy w opinii rządu władze krajowego związku piłkarskiego nie wykonują dobrze swojej pracy i decydują się podjąć kroki. Często ma to związek ze zbyt dużą liczbą przegranych ich reprezentacji, wówczas uznają, że należy dokonać zmian, i chcą postawić na czele federacji inną osobę”.

Co zaś kilkanaście miesięcy później wraz z zajęciem Krymu zrobiła Rosja? Zbrojnie przejęła całą infrastrukturę sportową ukraińskiego województwa – stadiony, bazy treningowe i tak dalej – na terenie którego swoje siedziby miały dwa z szesnastu klubów ekstraklasy. Uniemożliwiła w ten sposób sąsiedniemu krajowi rozegranie ligi zgodnie z terminarzem, część zawodników i działaczy zmusiła do emigracji. Następnie trzy krymskie drużyny – bądź raczej to, co z nich zostało – włączyła do własnych rozgrywek (do trzeciej w kolejności klasy rozgrywkowej, co dla dwóch spośród tych zespołów oznaczało poważną degradację). W tym okresie prezydent Rosji podważał przynależność do Ukrainy terenów, na których znajdowała się większość zespołów ówczesnej ukraińskiej ekstraklasy.

Jak zareagowała FIFA? Nijak. Nie zawiesiła Rosji, choć lista jej grzechów była znacznie poważniejsza niż przewiny, za które organizacja zwykła karać związki piłkarskie (nawiasem mówiąc, być może właśnie z uwagi na sojusz syryjsko-rosyjski FIFA nie zawiesiła też Syrii Asada, której zarzucić można jeszcze więcej).

Decyzję, którą odpowiadająca za piłkę w Europie UEFA podjęła w sprawie Krymu, można interpretować jako zgodę na sportowe oderwanie półwyspu od Ukrainy. Ustami ówczesnego sekretarza generalnego UEFA, a dzisiejszego prezydenta FIFA Gianniego Infantina poinformowała, że na Krymie ma powstać niezależna od Ukrainy i nadzorowana przez UEFA „specjalna strefa”, czyli osobna liga: w niej występować mają krymskie kluby.

W ten sposób w 2015 roku na Krymie narodziła się liga piłkarska. Występuje w niej osiem zespołów, część to kluby amatorskie, dosztukowane na chybcika. Poziom nie jest zbyt wysoki, brakuje pieniędzy, a krymskie drużyny nie mają prawa występować w europejskich pucharach – przynajmniej na razie, gdyż za jakiś czas może się to zmienić.

FIFA i UEFA mogły postąpić inaczej. Miały w zanadrzu jedną z tych sankcji, których Putin obawiał się najbardziej: mogły odebrać mu prawo do organizacji mundialu w 2018 roku. W momencie aneksji do mistrzostw pozostawało kilka lat, bez problemu znaleziono by innego gospodarza, historia zna takie przypadki. Co zaważyło? Przyjaźń Putina i prezydenta FIFA Blattera? Znaczenie polityczne Rosji? A może w czasie trwającej już wówczas afery korupcyjnej, która niebawem miała zmieść najwyższych urzędników FIFA i UEFA, woleli oni nie pakować się w kolejną awanturę? Może Rosjanie mieli na tych urzędników haki?

FIFA twierdzi, że sport jest poza polityką. Ta szlachetna coubertinowska myśl z epoki dziewiętnastowiecznego sportowego idealizmu nie odpowiada już rzeczywistości. FIFA może albo tę rzeczywistość zaklinać, albo zdać sobie sprawę, że w przypadku tak rezonujących kwestii, jak zbrojna aneksja części terytorium niepodległego kraju, nawet być może szczytne intencje (jak chęć uchronienia krymskiego futbolu od śmierci) nie pozwalają na przyklepanie agresji. Sport nie jest ponad polityką i utrzymywanie tej fikcji to mydlenie oczu oraz zrzucanie z siebie odpowiedzialności.

Zresztą: skoro Krym ma mieć niezależną ligę piłkarską, dlaczego nie ma mieć jej będąca de facto niepodległym krajem z nieźle rozwiniętą infrastrukturą sportową i dobrą ligą Abchazja? Czy w przypadku Abchazji argument o „sporcie, który jest poza polityką” i „potrzebie ratowania sportu od śmierci” nie ma zastosowania?

FIFA być może otworzyła puszkę Pandory i w przyszłości kraje agresorzy będą powoływały się właśnie na precedens ligi krymskiej.

***

Bitwa marsylska, inaczej tego nie nazwiesz. A tytuły gazet nazajutrz będą takie: Marsylskie potwory, Hańba w Marsylii, Krwawa rzeźnia.

Ale to jutro, a na razie jest wieczór, skończył się mecz Rosji z Anglią, trwa Euro 2016, pod nogami walają się setki butelek i teraz tak: albo taką butelką rzucić, to na odległość, albo użyć jako broni w zwarciu – wtedy musi być cała lub chociaż mieć szyjkę, żeby było za co złapać. Rosjanie atakują Anglików młotkami, metalowymi barierkami, nożami, uderzają gołymi pięściami, kopią. Wiedzieli, że idą na bitwę, i dlatego zabrali ze sobą też kominiarki i ochraniacze na szczęki. Anglicy nie wiedzieli.

Atakują w grupkach po kilku, w ich atakach nie ma przypadku. Fiodor Pogoriełow, petersburski dziennikarz znakomicie zorientowany w piłkarskim świecie Rosji, powie mi później, że byli świetnie przygotowani, że tego, co oni zrobili w Marsylii, nie da się zrobić bez przygotowania. Kim byli? To kibice różnych drużyn: ćwiczą w lasach w swoich grupach, a na mistrzostwach jednoczą się pod flagą Rosji. To nie góry mięsa, to wyszkoleni wojownicy.

Dzieje się to tak: pierwsze uderzenie mocne, Anglik pada, wtedy ktoś go katuje, wściekle i podle, potem zabierają się za następnego. Anglików starczy dla wszystkich, bo Rosjan jest około 150, tamtych jakieś sześć–siedem razy więcej. Rosyjscy kibole muszą liczyć się z tym, że dziś zabiją, inaczej nie skakaliby po ich głowach, nie byliby tak obojętni na lejącą się krew. Świadkowie będą potem opowiadać o leżących wokoło bez świadomości ludziach.

Gdy było po wszystkim, UEFA ukarała surowo Rosję, ale Rosja nie była przekonana, co do winy swoich obywateli.

Igor Lebiediew, wicemarszałek rosyjskiej Dumy i członek władz Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej: „Nie widzę niczego złego w zachowaniu naszych fanów. Wręcz przeciwnie – dobrze się spisaliście chłopcy, tak trzymać!”.

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych: „Nie możemy być ślepi na absolutnie prowokacyjne zachowania kibiców z innych państw. Na pewno wszyscy widzieliśmy oburzające nagrania, na których depczą rosyjską flagę, wykrzykują obraźliwe hasła o rosyjskich władzach i czołowych rosyjskich sportowcach”.

Władimir Putin zabrał głos dopiero kilka dni po mordobiciu. Potępił przemoc, ironicznie dodał jednak, że mimo wszystko nie rozumie, jakim cudem garstka Rosjan mogła poradzić sobie z kilkoma tysiącami Anglików.

Natychmiast pojawiły się pytania. Zaczęto badać powiązania między kibolami a Kremlem.

Trudno udowodnić, że [zamieszki] były na zlecenie Kremla, ale wiemy, że wiele spośród tamtych rosyjskich kibiców pracuje w służbach mundurowych Rosji. Wygląda to jak kolejna odsłona wojny hybrydowej Putina” – powiedziało źródło „Guardiana” w brytyjskim rządzie.

Jeśli to wojna hybrydowa, to po co? Kremlowska taktyka miałaby polegać na wysłaniu komunikatu własnym obywatelom: cały świat – Brytyjczycy, Francuzi, Zachód – zmówił się przeciwko Rosji, ale my jesteśmy silni i zwyciężamy; nie ugniemy się teraz, tak samo jak nie ugięliśmy się w przypadku obrony ziomków na Krymie i na Donbasie, zachodnich sankcji i tego faceta z brodą, który wygrał Eurowizję. 2016 rok to czas, gdy rosyjska gospodarka wciąż ma się źle, a hurrapatriotyczna euforia towarzysząca aneksji Krymu wygasa. Kreml chce wlać w społeczeństwo nowe paliwo, jest nim sprzeciw wobec dyktatu Zachodu. Wydarzenia w Marsylii świetnie się w to wpisują.

Oliwy do ognia dolewają takie wypowiedzi jak ta lidera ultrasów Spartaka Wasilija „Killera”. W filmie Russia’s Hooligan Army na pytanie dziennikarza BBC, kim byli rosyjscy kibice w Marsylii, odpowiedział z poważną miną: „To był specnaz rosyjskich chuliganów, wysłany przez Władimira Władimirowicza Putina, aby podbić Europę”.

Według Dmitrija Dubrowskiego, socjologa sportu, Kreml rzeczywiście starał się podporządkować sobie ultrasów, ale plan spalił na panewce. Zajął się nimi po zamieszkach, jakie wybuchły w Rosji w 2010 roku w związku z zabójstwem kibica Spartaka Jegora Swiridowa. Kibole pokazali wówczas, że są silni i dobrze zorganizowani. Sami podkreślają, że czasy, gdy byli pijani i cuchnący, minęły. Dziś unikają używek, są patriotyczni, wysportowani, mówią o uzdrowieniu narodu. Kreml postanowił ich nie niszczyć, tylko wykorzystać, wziąć na smycz. Starał się dogadać.

Dubrowski:

Chciano zmienić podejrzane grupy ultrasów w prokremlowskie. Kreml wykorzystywał ich do walki z oponentami. Władze wiedziały, że gdy przyjdzie im walczyć z rosyjską pomarańczową rewolucją na ulicach, będą potrzebni wojownicy. Ultrasi jednak niechętnie działają pod dyktando. Idea wykorzystywania grup młodzieżowych czy kiboli odeszła w 2013 roku.

Nie wiadomo, czy istnieją dziś bliskie powiązania między rosyjskimi władzami i kibolami. Nie mamy dostępu do żadnego z tych światów, przesłanki są niewystarczające. Wiemy natomiast, że z Euro 2016 Rosjanie odpadli, a po internecie zaczął krążyć mem z rzekomymi słowami Putina, nawiązujący do rosyjskiej inwazji na Krymie: „To nie byli nasi piłkarze. Takie koszulki można kupić w każdym sklepie”.

Więcej o książce.


Powrót
Najnowsze

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Spotkanie z autorką Ingą Žolude

04.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Mnisi... Przypłynęli

04.10.2018
Andrzej Goworski Marta Panas-Goworska
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu