Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rewolucja w Gruzji?
2011-05-27
Wojciech Wojtasiewicz
W Gruzji trwają demonstracje antyprezydenckie organizowane przez siły polityczne skupione wokół jednej z liderek opozycji Nino Burdżanadze. Jest mało prawdopodobne, aby miały one doprowadzić do nowej rewolucji i odsunięcia od władzy Micheila Saakaszwilego.

Od soboty 21 maja w Gruzji trwają protesty społeczne organizowane przez siły polityczne skupione wokół jednej z opozycyjnych koalicji – Zgromadzenia Ludowego. Głównym podmiotem tego politycznego zgrupowania jest partia Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja Nino Burdżanadze – byłej przewodniczącej gruzińskiego parlamentu w latach 2001-2008, jednej z liderek rewolucji róż w 2003 roku, do 2008 roku należącej do najbliższych współpracowników prezydenta Micheila Saakaszwilego, obecnie jego zagorzałej przeciwniczki.

Protesty, zapowiadane przez Nino Burdżanadze od kilku miesięcy, rozpoczęły się jednocześnie w stołecznym Tbilisi i w stolicy autonomicznej Adżarii Batumi. Pierwszego dnia demonstracje w Batumi zgromadziły przed siedzibą państwowej telewizji około 400 osób, które jednak szybko się rozeszły. Znacznie więcej ludzi pojawiło się w Tbilisi (szacuje się, że początkowo w protestach wzięło udział do dziesięciu tysięcy osób). Demonstrujący tłum próbował wedrzeć się do budynku telewizji, domagając się równego dostępu do mediów dla przedstawicieli opozycji. Policja do rozpędzenia demonstracji użyła armatek wodnych, gazu łzawiącego i gumowych kul. Z każdym dniem zmniejszała się liczba osób biorących udział w antyprezydenckich zgromadzeniach. Protesty odbywały się przed parlamentem na głównej arterii Tbilisi – alei Rustawelego, przed siedzibą Gruzińskiej Państwowej Telewizji oraz na placu Wolności w centrum miasta.

Demonstrujący domagali się ustąpienia prezydenta Micheila Saakaszwilego i przeprowadzenia przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Nino Burdżanadze stwierdziła, że w Gruzji panuje obecnie „neobolszewicka dyktatura”, demokracja jest niszczona, władze doprowadzają kraj do ruiny, a większość społeczeństwa żyje w ubóstwie. Zapowiedziała, że demonstracje będą kontynuowane aż do skutku, czyli do ustąpienia Saakaszwilego.

Niezgodna opozycja
Do protestu przyłączył się skłócony z Burdżanadze Lewan Gaczecziladze – jeden z członków Partii Gruzji, która również zapowiadała demonstracje na drugą połowę maja. Z powodu osobistych animozji między politykami nie udało się skoordynować działań obydwu sił politycznych. Jednak Gaczecziladze zdecydował się na koncyliacyjny gest, podając rękę i całując Nino Burdżanadze. Powiedział, że dawne spory muszą zostać zapomniane, gdyż celem jednoczącym opozycję powinno być pozbawienie władzy obecnego prezydenta. Politycy uzgodnili, że połączą siły i 25 maja razem wezmą udział w proteście Partii Gruzji pod nazwą „Dzień gniewu”, który miał być ostatnim dniem rządów Micheila Saakaszwilego. Zgoda jednak nie trwała zbyt długo. Burdżanadze odrzuciła możliwość wspólnych protestów. Powodem było niejasne stanowisko w sprawie sposobu kontynuowania protestów jednego z członków Partii Gruzji Irakliego Okruaszwilego (minister obrony u boku Saakaszwilego, później w opozycji do prezydenta jako lider partii Ruch na rzecz Zjednoczonej Gruzji, obecnie przebywa we Francji jako polityczny azylant, w Gruzji skazany został na 11 lat więzienia), który zapowiedział powrót do kraju i nie wykluczył wykorzystania siłowych rozwiązań w walce o obalenie Saakaszwilego. Burdżanadze odcięła się od takich metod.

Saakszwili jest niezagrożony
Sceptycznie wobec organizowanych przez Zgromadzenie Ludowe protestów odnoszą się partie tak zwanego umiarkowanego nurtu gruzińskiej opozycji. Liderzy między innymi Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego i Naszej Gruzji-Wolnych Demokratów Giorgi Targamadze i Irakli Alasania zaapelowali do obydwu stron sporu o rozmowę i nieeskalowanie konfliktu, aby uniknąć rozlewu krwi.

Sytuację w Gruzji ocenił w specjalnym oświadczeniu minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow. Stwierdził, że mamy obecnie do czynienia z narastającym odrzuceniem przez gruzińskie społeczeństwo „lekkomyślnej polityki wewnętrznej i zagranicznej Micheila Saakaszwilego”. Dodał także, że w Gruzji, której prezydent mieni się demokratą, są łamane prawa człowieka.

Po kilku dniach milczenia głos zabrał prezydent Micheil Saakaszwili, określając protesty jednej z opozycyjnych partii mianem maskarady. Stwierdził, że odbywające się demonstracje są realizacją scenariusza napisanego w Moskwie i nie mają nic wspólnego z walką o demokrację. Po raz kolejny zarzucił Nino Burdżanadze, że jej działalność jest finansowana przez rosyjskie władze.

W nocy z 25 na 26 maja doszło do brutalnego spacyfikowania demonstrantów przez gruzińskie służby porządkowe. Protestujący nie chcieli dopuścić do parady wojskowej, która miała przejść następnego dnia aleją Rustawelego w związku ze świętem niepodległości Gruzji. Pomimo że nie stawiali oni oporu, policja użyła siły. W wyniku starć zginęły dwie osoby, 37 zostało rannych, a około 90 aresztowanych. Nino Burdżanadze oświadczyła, że działania władz są „zbrodnią przeciwko ludzkości”. Natomiast prezydent Saakaszwili tuż przed pokazem wojskowym stwierdził: „Gruzja zawsze z honorem odpowie na każdą prowokację”.

W demonstracjach w Gruzji bierze udział zaledwie około kilku tysięcy ludzi. Wynika to najpewniej ze zniechęcenia większości Gruzinów, którzy nie wierzą w pozytywne rezultaty protestów (ostatnie odbywały się wiosną 2009 roku, uczestniczyło w nich około 20-40 tysięcy osób i zakończyły się fiaskiem). Ponadto Nino Burdżanadze pozostaje niezbyt popularnym politykiem, mało wiarygodnym dla ogromnej części gruzińskiego społeczeństwa z powodu nagłej zmiany frontu politycznego (z pro- na antyprezydencki), oskarżeń o korupcję oraz kontaktów po sierpniu 2008 roku z władzami Federacji Rosyjskiej (spotkanie w Moskwie z premierem Władimirem Putinem).

Wśród gruzińskiego społeczeństwa panuje niezadowolenie z powodu trudnych warunków życia. Wysokie bezrobocie, inflacja, drożyzna, bieda są między innymi skutkami światowego kryzysu gospodarczego i przegranej wojny z Rosją. Większość Gruzinów nie znajduje wśród rozdrobnionej, podzielonej, nieposiadającej kompleksowego programu dla kraju gruzińskiej opozycji swojej reprezentacji politycznej zdolnej do odsunięcia od władzy Micheila Saakaszwilego i skierowania państwa na ścieżkę rozwoju.

Wydaje się, że obecne protesty zakończą się kolejnym fiaskiem. Nino Burdżanadze bez poparcia innych partii opozycyjnych nie ma wystarczającej siły, aby osiągnąć cel, który założyła, czyli odsunąć od władzy obecnego prezydenta. Jedyną szansą na kontynuowanie demonstracji jest eskalacja konfliktu i próby siłowego rozwiązania sporu. Rządy Micheila Saakaszwilego i jego Zjednoczonego Ruchu Narodowego są praktycznie niezagrożone.

Wojciech Wojtasiewicz jest doktorantem w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracuje z Europejskim Centrum Analiz Geopolitycznych, Dolnośląskim Ośrodkiem Studiów Strategicznych i Instytutem Wschodnich Inicjatyw. Prowadzi blog Sakartwelo.

Powrót
Najnowsze

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu