Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Chan Nursułtan
2011-04-04
Mariusz Gołąbek
Nie było niespodzianki. Wybory prezydenckie w Kazachstanie odbyły się według ściśle określonego w astańskich pałacach scenariusza. Wygrał ten, który wygrać musiał. Nursułtan Abiszewicz Nazarbajew. Jak wskazują najnowsze dane, zdobył niemal... 95 procent głosów. Warto jednak pamiętać, że żadne z dotychczasowych wyborów w tej środkowoazjatyckiej republice nie zostały uznane przez OBWE za prawdziwie demokratyczne. Oczekiwany jest werdykt w sprawie tych najnowszych, ale trudno liczyć na inne rozstrzygnięcie. Wybory zostały zbojkotowane przez opozycję, gdyż prezydent ogłosił je dwa lata (!) przed planowanym terminem zakończenia swojej kadencji. Nurtująca jest jednak inna kwestia: dlaczego wybory w Kazachstanie wyglądają w ten sposób, skoro sam Nazarbajew cieszy się w społeczeństwie dużą popularnością i z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować twierdzenie, że nawet w pełni demokratyczne głosowanie wygrałby w cuglach?

Urodzony w 1940 roku Nazarbajew zrobił najpoważniejszą karierę w Związku Radzieckim spośród wszystkich środkowoazjatyckich polityków. Był jednym z najważniejszych ogniw negocjacji pomiędzy władzami Rosji i władzami ZSRR, czyli w praktyce pomiędzy Borysem Jelcynem i Michaiłem Gorbaczowem w 1991 roku. Był podobno brany pod uwagę nawet jako następca Gorbaczowa. Po 1991 roku, gdy Kazachstan (jako ostatnia radziecka republika) ogłosił niepodległość, Nazarbajew dał się poznać jako „Oświecony Chan”. Pozbył się broni jądrowej i wprowadził liberalne reformy gospodarcze, dzięki którym gospodarka ubogiego państwa ruszyła „z kopyta”. Silna waluta, tenge, wprowadzona w miejsce rubla (choć Nazarbajew do końca walczył o utrzymanie strefy rublowej) pozwoliła bez większego szwanku przejść przez kryzys gospodarczy, który przetoczył się przez Rosję pod koniec drugiej kadencji Borysa Jelcyna. Polityka Nazarbajewa przypomina powolne „dokręcanie śruby”. W każdych kolejnych wyborach osiągał niezwykle wysokie zwycięstwa. Konstytucję dopasowywał do swoich potrzeb, a jego ingerencji doczekał się nawet nowy hymn Kazachstanu, którego współautorem stał się właśnie Nazarbajew. A później został ogłoszony „ojcem narodu”. Paradoks polega jednak na tym, że nie jest to polityk pokroju nieżyjącego już Saparmurata Nijazowa, który imieniem swojej matki nazywał miesiące i pisał „nowy” Koran.

Nazarbajew to pragmatyk i realista, który maksymalnie wykorzystuje swoją pozycję na Zachodzie. Mimo problemów z kontami w Szwajcarii, mimo tłamszenia opozycji, mimo niedemokratycznych wyborów ten człowiek ma poparcie w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie prowadzi niezwykle zręczną politykę względem Rosji i Chin, działając według zasady „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Dlaczego tak jest? Oczywiście, chodzi o ogromne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Myliłby się jednak ten, kto zarzuciłby Nazarbajewowi brak przełożenia bogactwa kraju na życie społeczeństwa. Astana, czyli dawny Celinograd, który miał stać się stolicą „Ziem Dziewiczych” za Nikity Chruszczowa, to nowoczesne i budzące zachwyt miasto. Prawdziwa metropolia. Za Nazarbajewa wyraźnie poprawiły się wszystkie wskaźniki ekonomiczne kraju. PKB per capita jest wyższy niż w Turcji i wynosi 12 800 dolarów. Prezydent myśli o organizacji igrzysk olimpijskich i wcale nie są to mrzonki typu „Zakopane 2006”.

Słaba kazachstańska opozycja twierdzi, że może zrobić to wszystko lepiej. Bez problemów z korupcją i kontami na Zachodzie. Jej przedstawiciele, wobec faktów „pobicia przez nieznanych sprawców” oraz przesunięcia wyborów o dwa lata, zbojkotowali je. Nie mogli jednak liczyć na to, że usuną Nazarbajewa. Wielcy partnerzy – Zachód, Chiny i Rosja – nie chcą ryzykować. Najwyraźniej podobnie myśli większość mieszkańców Kazachstanu. Wolą pewnego „Oświeconego Chana” Nursułtana. Warto pamiętać, że jednym z ulubionych powiedzeń Nazarbajewa jest przysłowie często cytowane przez Deng Xiaopinga: „Nieważne, jakiego koloru jest kot. Ważne, aby łowił myszy”. Deng doczekał się w środkowoazjatyckim przywódcy całkiem pojętnego ucznia.

Mariusz Gołąbek jest doktorantem na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Powrót
Najnowsze

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

Na granicy zdrowego rozsądku. Estońsko-rosyjski spór graniczny

29.11.2019
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu