Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zrozumieć Rosję
2011-03-26
Sławomir Popowski
Niedawno, w radiu TOK FM, słyszałem komentarz poważnej publicystki „Rzeczpospolitej”, pytanej o ocenę podpisanego przez prezydenta Miedwiediewa projektu strategii dekomunizacyjnej. Opinia „poważnej publicystki” była typowa dla sporej części naszych mediów, zwłaszcza tych bliskich pisowskiej prawicy: to tylko PR-owska gra adresowana do nie wiadomo dlaczego zafascynowanego Rosją Zachodu, aby łatwiej było wyciągnąć środki na inwestycje. Bo tak naprawdę w Rosji nic się nie zmienia, rządzi KGB-ista Putin ze swoją kamarylą, a głupi Zachód znowu udaje, że we wszystko wierzy, a tak naprawdę interesuje go tylko rosyjski biznes...

To mocno uproszczone, choć – niestety – dość rozpowszechnione stanowisko. W rzeczywistości Rosja wkroczyła w okres poważnego fermentu intelektualnego, który pod pewnymi względami przypomina czasy z początku pieriestrojki.

Koniec pewnej epoki?
Źródłem tego fermentu jest narastająca świadomość końca pewnego etapu w społeczno-politycznym rozwoju Rosji. W tym przypadku: epoki „putinowskiej stabilizacji”.

To skutek światowego kryzysu finansowego, który Rosja odczuła znacznie bardziej dotkliwie niż wiele innych krajów. Jest paradoksem, że stało się to dosłownie w kilka miesięcy po tym, co Rosjanie – czy nam się to podoba, czy nie – uznali za największy polityczny sukces „Rosji putinowskiej”. To jest zwycięskiej – według Rosjan – wojny z Gruzją, która dla nich była symbolem, że ich państwo „podnosi się z kolan”, rzeczywiście odzyskując mocarstwową pozycję...

Na przełomie 2008 i 2009 roku przyszło otrzeźwienie. Strumień petrodolarów, który był fundamentem swego rodzaju umowy społecznej zawartej z ekipą Putina – umowy, której sens sprowadzał się do kontraktu: wy nam względny dobrobyt i stabilizację, a my zgadzamy się na „suwerenną demokrację” ze wszystkimi jej politycznymi dla nas ograniczeniami – zaczął w przyspieszonym tempie wysychać.

W rezultacie owa niepisana umowa zawarta z ekipą Putina zaczęła być coraz częściej podważana i kwestionowana. A i teraz, chociaż ceny paliw znów zaczęły ostro iść w górę, to okazuje się, że tych nowych petrodolarów zdecydowanie brakuje, aby zaspokoić rosnące aspiracje. Część zżera dziesięcioprocentowa inflacja, a zamiast stabilizacji pojawia się stagnacja. Bo w swoim czasie, w latach petrodolarowej prosperity, kompletnie zaniedbano reformy strukturalne.

Czas fermentu
Wszystko to wpływa również na nastroje społeczne. Także w kręgach szeroko rozumianej elity władzy. Według badań Centrum Lewady, notowania Putina, politycznej ikony Rosji pierwszej dekady XXI wieku, spadły z 80 do 44 procent. Podobnie jak wskaźniki poparcia dla Miedwiediewa i w ogóle zaufania do instytucji państwa.

I znów, jak zwykle w sytuacji narastającego kryzysu oraz niepewności, wróciło odwieczne rosyjskie pytanie: szto diełat? A być może, już niedługo, pojawi się kolejne (też klasyczne): kto winowat? Mówiąc inaczej, Rosja ponownie zbliża się do stanu, który już wielokrotnie przeżywała w przeszłości. Rosjanie już wiedzą, że dalsze tak żit’ nielzia. Ale co zrobić, aby żyć inaczej, lepiej,  jeszcze nie wiedzą. I w rezultacie wracają do typowych rosyjskich sporów o to, czym ma być Rosja, jakim państwem? Bardziej europejskim, demokratycznym, otwartym na świat czy też odwołującym się do archaicznych już dziś tradycji konserwatywnych: samodzierżawnej, imperialnej Rosji, która – jeśli ma zachować swoją tożsamość odrębnej kultury, cywilizacji – musi być budowana w opozycji do reszty świata? W tym, zgodnie z tradycją Lwa Gumilowa, przede wszystkim w opozycji do świata Zachodu.

I właśnie to: ten brak jasnej odpowiedzi na pytanie o tożsamość Rosji uważam za jeden z najważniejszych jej problemów i wręcz za główną barierę rozwojową. Patrząc z tego punktu widzenia, postawiłbym nawet dość prowokacyjną tezę, że dla Rosjan epoka pieriestrojki wcale się jeszcze nie zakończyła, skoro nadal nie mogą uporać się z jej skutkami, z rozpadem imperium. I nadal nie potrafią sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką Rosję chcą budować?

„Idea rosyjska” pilnie poszukiwana
Przypomnijmy: w okresie minionych 20 lat próbowali już różnych wariantów odpowiedzi. W latach 1993-1994 rozpisano nawet ogólnonarodowy konkurs na nową ideę rosyjską. I nic z tego nie wyszło. Przypomnijmy też niektóre z tych „projektów”: pomysł Anatolija Czubajsa na „Rosję – liberalne mocarstwo”, późniejszy projekt „Rosji – mocarstwa europejskiego”. Następnie „Rosji – energetycznej swierchdzierżawy” czy wreszcie putinowski projekt „suwerennej demokracji”...

Teraz takim projektem, słowem kluczem, słowem wytrychem stała się „modernizacja” odmieniana we wszystkich przypadkach. Sens programu, związanego przede wszystkim z prezydentem Miedwiediewem, sprowadza się do hasła sformułowanego trzy lata temu przez Dmitrija Trenina: „Albo Rosja będzie się modernizować, albo będzie marginalizowana”.

W książce Samotny dryf Rosji Trenin pisze między innymi: „w połowie pierwszej dekady XXI wieku (...) Moskwa wróciła na starą drogę wielkomocarstwowej polityki, zgodnie z którą Rosja powinna być samodzielnym centrum siły, nie należącym ani do Wschodu, ani do Zachodu i działającym wyłącznie w imię realizacji własnych interesów. Takie podejście, w połączeniu z podkreślaną deideologizacją polityki oraz ultrapragmatyzmem ma jej zagwarantować maksymalną swobodę działania”. W rzeczywistości – dowodzi Trenin – powoduje jedynie, że „Rosja jest coraz bardziej osamotniona… Mówiąc krótko – bierze górę »mentalny izolacjonizm«, prowadzący do tego, że kraj, który jeszcze niedawno znajdował się w centrum światowych wydarzeń i procesów, stopniowo przemienia się w prowincję, skoncentrowaną wyłącznie na samej sobie”.

„Można odnieść wrażenie, że rosyjska polityka zagraniczna opuściła wiek XX od razu przez dwie pary drzwi – jedne, prowadzące w wiek XIX i drugie, otwierające się na wiek XXI. Teraz te dwie polityki zderzyły się ze sobą i w rezultacie Rosja znalazła się w ślepym zaułku…” – trudno nie zgodzić się z taką diagnozą.

Prezydent „modernizator”?
Jak już wspomniałem, projekt „modernizacyjny” związany jest przede wszystkim z Dmitrijem Miedwiediewem.

Krótko po objęciu prezydentury w internecie ukazał się jego głośny, programowy tekst – przygotowany merytorycznie przez liberalny think tank Instytut Rozwoju Współczesnego (INSOR). W tekście Miedwiediew punktował wszystkie niedostatki rosyjskiego systemu: zahamowanie reform strukturalnych, niedorozwój przemysłu, uzależnienie gospodarki od eksportu surowców, paliw i energii, powszechną korupcję, sprzedajność sądów i tak dalej. Podkreślając jednocześnie, że w konfrontacji z resztą świata i bez otwarcia Rosji na świat nie da się niczego zrobić.

Dodajmy, że w tym nurcie myślenia mieszczą się również działania urzędującego gospodarza Kremla, związane z podjętą, kolejną próbą destalinizacji i dekomunizacji Rosji.

Teraz – dosłownie kilka dni temu – think tank Miedwiediewa opublikował kolejny dokument: kilkusetstronicowe opracowanie Zyskać przyszłość. Strategia 2012. Autorzy tego tekstu nie ukrywają, że traktują go jako program polityczny, na wypadek gdyby Miedwiediew zdecydował się wystartować w wyborach prezydenckich na drugą kadencję.

I – trzeba to przyznać – są konsekwentni. W Strategii 2012, będącej rozwinięciem ubiegłorocznego raportu INSOR-u – Rosja XXI w: obraz pożądanego jutra – postulują jeszcze bardziej radykalną liberalizację systemu politycznego, odejście od obecnego modelu „suwerennej demokracji” – to jest demokracji sterowanej, przywrócenie wyborów na wszystkich szczeblach (łącznie z wyborami gubernatorów), a także likwidację biurokratycznych barier przy rejestracji partii politycznych, zniesienie faktycznej cenzury w telewizji, wprowadzenie armii zawodowej, radykalną modernizację służb specjalnych i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W polityce zagranicznej zaś rozszerzenie kontaktów z UE, NATO i USA oraz „miękkie” umacnianie wpływów Rosji na obszarze postradzieckim.

Liberałowie i konserwatyści
Oczywiście, tak sformułowany program jest antytezą Rosji „putinowskiej” i związanych z Putinem środowisk, opowiadających się za alternatywnym modelem tak zwanej konserwatywnej modernizacji.

Obóz ten, wiązany przede wszystkim z warstwą urzędniczą i strukturami siłowymi, chciałby jedynie doskonalić to, co już zrobiono w dekadzie „putinowskiej stabilizacji”. Jego czołowi ideolodzy odwołują się do starych, samodzierżawnych ideałów, strasząc jednocześnie, że szybka, niekontrolowana liberalizacja i demokratyzacja może uruchomić efekt domina i grozi rozpadem państwa – tak, jak to się stało w rezultacie pieriestrojki.

Ich tok rozumowania można streścić następująco: Rosja nie zaczyna się gdzieś koło Smoleńska czy we Władywostoku, ale od Kremla. Historycznie rzecz biorąc, tak była budowana i zawsze była państwem wielonarodowym, a nie etnicznym. I to spowodowało, że po rozpadzie imperium radzieckiego – w przeciwieństwie do innych byłych republik związkowych, które łatwo potrafiły określić swoje granice etniczne – Rosjanie mają problemy ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Z jednej strony marzy im się – a przynajmniej sporej ich części – Rosja  jako państwo narodowe, ale z drugiej – mają świadomość, że jest to niemożliwe. Rosja – jak pisze Dmitrij Furman – pozostaje dla nich „ogryzkiem” dawnego imperium, co rodzi strach przed groźbą ponownego ożywienia tendencji odśrodkowych i dalszego rozpadu. Niekoniecznie nawet wzdłuż wewnętrznych granic etnicznych.

To dlatego – dowodzi Furman – Rosjanie, zdając sobie sprawę z potrzeby modernizacji, jednocześnie boją się jej politycznych konsekwencji. I z zamiłowaniem cytują najbardziej liberalnego cara reformatora Aleksandra II, który odmówił zgody na pierwszą rosyjską konstytucję, bo – jak stwierdził – „to będzie koniec imperium”.

Próba tandemokracji
Pytanie, czy w tej sytuacji może dojść do bezpośredniego starcia między bardziej konserwatywnym obozem Putina i „liberałami” Miedwiediewa? Tego nie da się jeszcze przewidzieć. Póki co – jak twierdzi Lilia Szewcowa – system tandemokracji ciągle funkcjonuje, a ideowe podziały w ramach szeroko rozumianego obozu władzy nie są jeszcze tak jednoznaczne. I po jednej, i po drugiej stronie nie brak osób, które są „za, a nawet przeciw” – głoszą poglądy, które jednocześnie „potępiają”.

Poza tym, pamiętajmy, że jest to w dalszym ciągu spór w łonie tej samej elity władzy, którą – niezależnie od sporów ideowych – łączy jedno: obrona własnych interesów. W końcu większość z nich to beneficjenci właśnie Rosji putinowskiej. I to od nich będzie zależało, czy model tandemokracji zostanie utrzymany, a o wyborze kandydata zadecyduje umowne „biuro polityczne”, czy też interesy te okażą się fundamentalnie sprzeczne i dojdzie do zasadniczego pęknięcia, czy nawet już bezpośredniego starcia w ramach kampanii prezydenckiej. Ze wszystkimi tego politycznymi konsekwencjami…

Post scriptum
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Z podstawowego powodu, aby lepiej zrozumieć to, co rzeczywiście dzieje się w Rosji, bo bez tego nie da się sformułować żadnej sensownej, długofalowej polityki wobec naszego sąsiada.

Jaka będzie to polityka – „twarda” czy „miękka” – ma w tym przypadku znaczenie drugorzędne. Byle tylko była rezultatem rzeczywistej analizy, a nie naszych fobii i stereotypów. Julian Mieroszewski w książce Polityczne neurozy pisał, że relacje polsko-rosyjskie określa syndrom „insurekcji” (wiecznego powstańca) albo „targowicy”. Obie te postawy, wbrew pozorom, są sobie bliskie – mają jednakowo neurotyczny charakter. I tyle… Dlatego opinię cytowanej na wstępie publicystki, tak typową dla sporej części naszej „klasy politycznej” – zwłaszcza tej związanej z pisowską prawicą – uważam za bzdurną. A na dłuższą metę – za szkodliwą.

Sławomir Popowski

Tekst ukazał się na stronie „Studio Opinii”.

Polecamy inne artykuły autora: Sławomir Popowski
Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu