Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ormianie to hultaje?
2011-03-19
Zbigniew Rokita
Na fali rewolucji, która ogarnęła Afrykę Północną, zaczęto przepowiadać podobne scenariusze także dla innych państw. Najczęściej wystarczy spełnienie kilku warunków: musi być ciepło, niedemokratycznie i niezbyt zamożnie. Oto przepis na udaną rewolucję!

Przeciwnicy władzy w Armenii również zaczęli wieszczyć prędki przewrót. Arabski przykład  działa na wyobraźnię, ale czy ormiańskie społeczeństwo chce radykalnych zmian?

Warto zacząć od tego, że w życiu Ormian polityka nie odgrywa głównej roli. Wszyscy oni chcieliby, żeby emerytury były wyższe, a ceny niższe, ale o bieżących decyzjach politycznych nie dyskutuje się z takim zaangażowaniem jak w Polsce. Polacy wiedzą, jaka właśnie toczy się afera, kto ukradł, a komu ukradli. Ormianie potrafią żyć obok państwa. Nauczyły ich tego ciężkie lata dziewięćdziesiąte, kiedy wojna karabaska i upadek Związku Radzieckiego wpłynęły na drastyczne pogorszenie się poziomu życia. Państwo nie było wówczas w stanie wypełniać swoich podstawowych funkcji. Wojciech Jagielski pisał kiedyś o armeńskim ministrze energetyki zwiniętym w kłębek z zimna w swoim gabinecie i pytał, co to za państwo, gdzie nawet u ministra energetyki nie grzeją?

Ormianie nauczyli się radzić sobie sami – naturalna jest pomoc między sąsiadami czy krewnymi. Nikt nie ogląda się na regulacje prawne, chcąc wybudować dom czy sprzedać auto. Pomagałem kiedyś stawiać dom pod Erywaniem, który powstał w 20 dni. Gdyby przestrzegano wymaganych pozwoleń, planów budowy, to nic by z tego nie wyszło. Katastroficzne wręcz lata dziewięćdziesiąte przyczyniły się do tego, że Ormianie dostrzegają względną poprawę swojej sytuacji. To oczywiście dotyczy przede wszystkim ormiańskiej wsi, na której żyje dwie trzecie Ormian. W Erywaniu świadomość bieżących wydarzeń jest z pewnością większa, ale dla wielu mieszkańców polityka nie jest szczególnie ważna. Spotykałem się najczęściej z podejściem: wiadomo, że rządzący nie dbają o nasze żołądki, tylko o swoje, ale jakoś leci. W sumie nie najgorzej. Dla nich, a jeszcze bardziej dla diaspory, ważniejsze są problemy pokoleniowe i historyczne – międzynarodowe uznanie ludobójstwa czy rezultat wojny karabaskiej. Z wielu rozmów z Ormianami wyniosłem wrażenie, że ich nie interesuje to, o czym akurat dyskutuje się w parlamencie, bo w czasach radzieckich przyzwyczaili się, że nie warto sobie zawracać tym głowy. Brakuje tam tradycji demokratycznych, a Związek Radziecki sprawił, że obecnie zaufanie do władzy jest niskie.

Stabilizatorem sytuacji społecznej w Armenii wydaje się paradoksalnie konflikt o Górski Karabach. Z jednej strony władza czuje na sobie presję społeczeństwa, które mówi: Jak przegracie tę wojnę, to pójdziecie z torbami! A z drugiej – posiada stosunkowo silną legitymizację i żąda się od niej rozwiązania głównych problemów, ważnych dla tożsamości Ormian.

Co mogłoby doprowadzić do przewrotu na wzór arabski? Chaos, a w konsekwencji znaczne osłabienie pozycji Armenii w negocjacjach z Azerbejdżanem. Trudno przewidzieć, kto by doszedł do władzy – może rozkrzyczana opozycja nieschodząca z placów, może Rosjanie kogoś by przysłali, albo jeszcze coś innego.
– A w międzyczasie, kiedy w Armenii byłby bałagan i nikt nie wiedziałby, kto ma wydawać rozkazy, Azerowie zabraliby nam Karabach. Kiedy Armenia będzie bezpieczna, wtedy może podziękujemy rządzącym – mówią mi znajomi Ormianie.
Silna władza, która pozwala w miarę normalnie żyć, nie jest złą władzą, a na pewno według Ormian gwarantuje bezpieczeństwo. Kiedy ostatni raz, a było to 20 lat temu, zachciało się komuś zmiany, to skończyła się ona źle dla samych Ormian. Mają podobne doświadczenia z demokracją, jak Rosjanie – chaos, bieda, oligarchizacja, wojna i przede wszystkim – nie wiadomo, kto rządzi. Wobec tych doświadczeń nie ma tam jasnej linii podziału na autorytarną władzę i demokratyczną opozycję, na dobrych i złych, chociaż często w taki sposób dzieli się armeńską scenę polityczną z perspektywy Zachodu. Obecna opozycja rządziła, popełniając te same lub jeszcze większe grzechy co dzisiejsza władza. Podobnie jak Rosjanie, Ormianie nie mieli kiedy nauczyć się demokracji.

Jaki mógłby być w takim razie powód przewrotu? Być może, idąc tropem wcześniejszych rozważań, pójście na ustępstwa w kwestii Karabachu lub rezygnacja z roszczeń wobec Turcji o uznanie ludobójstwa. Ciężko też przewidzieć, jak będzie kształtować się sytuacja ekonomiczna w kraju, a to najczęściej – obok politycznej – przez nią ludzie wychodzą na ulice. Obecnie Ormianie na własnej skórze czują gwałtowny wzrost cen, które prezydent Serż Sarkisjan tłumaczy „trudną zimą”, a opozycja nieudolną polityką władz. Ceny mąki i chleba podskoczyły od pięciu do dziesięciu procent w ciągu ostatniego miesiąca. W reakcji na to premier Tigran Sarkisjan (nieskoligacony z prezydentem) zapowiedział, że jeśli ceny na jakiś produkt codziennego użytku wzrosną o 30 procent w ciągu miesiąca, to rząd zacznie wówczas je regulować. Jak zauważa politolog Owsiep Hurszudian: czy premier zatem nie zareaguje, kiedy ceny zwiększą się o jedną czwartą? Poza tym, tak duży wzrost cen jest mało prawdopodobny. Ostatni tak gwałtowny skok cenowy miał miejsce kilka dni temu, gdy w Dzień Kobiet na erywańskich ulicach kwiaciarki zaczęły sprzedawać kwiaty dwukrotnie drożej. Jednak premier nie zareagował.

Jako oznaki zbliżającej się rewolucji traktuje się również nasilone manifestacje uliczne. Trzeba jednak pamiętać, że od 2008 roku protesty odbywają się regularnie i zdarza się, że gromadzą nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Nie jest to jednak zjawisko nowe. Również aktorzy erywańskiej ulicy nie podnoszą haseł nawołujących do rewolucji, a najdalej idące żądania dotyczą przedterminowych wyborów. Manifestacje mają jedynie wywierać presję na władzach.

Nie wydaje się więc, żeby niezadowolenie z sytuacji socjalnej lub żądania demokratyzacji państwa sprawiły, że ludzie podziękują obecnej władzy w Armenii. To, że na szczytach panują korupcja i nepotyzm, jest akceptowalne i na pewno nie stanie się zarzewiem rewolucji. Chociaż to wyjątkowo niewdzięczne zadanie przewidywać, czego może zacząć się domagać tłum Ormian.

Zbigniew Rokita

Powrót
Najnowsze

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu