Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Strącanie Stalina z piedestału
2011-03-07
Tomasz Kułakowski
58 lat po śmierci Józefa Stalina władze na Kremlu coraz odważniej mówią o konieczności destalinizacji Rosji, usłanej „Katyniami” od Smoleńska po Władywostok. Ten proces potrwa wiele lat, ale jest konieczny, by wypełnić treścią ideologiczną pustkę Rosjan, którzy 20 lat po rozpadzie totalitarnego reżimu wciąż poszukują własnej tożsamości.

Kreml, 1 lutego 2011 roku. Dmitrij Miedwiediew wydaje dekret powołujący Radę Praw Człowieka i Społeczeństwa Obywatelskiego przy prezydencie. Rada przedstawia rosyjskiemu przywódcy projekt destalinizacji, desowietyzacji i dekomunizacji Rosji. Trwa żywiołowe spotkanie. Miedwiediew wsłuchuje się w głosy kilkudziesięciu ekspertów.

– Wszyscy musimy złożyć hołd milionom ofiar. Naród, który nie czci i nie chce wiedzieć o istnieniu niezliczonych grobów swoich ojców i matek, nie może liczyć na szacunek do samego siebie i szacunek innych narodów. Jeśli rozpoczniemy realizację tego projektu, zacznie się wypełniać moralna próżnia, która zjada nasze społeczeństwo, prowadzi do jego barbaryzowania, w tym do wszechogarniającej korupcji i nihilizmu prawnego – mówi Siergiej Karaganow, szara eminencja na Kremlu, przewodniczący prezydenckiej Rady Polityki Zagranicznej i Obronności. Z jego ust padają ważne słowa: – Rosja to ogromny Katyń, z tysiącami grobów najlepszych obywateli ZSRR.

Dmitrij Miedwiediew potakuje. Przytacza sondaż wskazujący, że 26 procent Rosjan wciąż jest przekonanych, że zbrodnię katyńską popełnili hitlerowcy.
– To bardzo smutne, że co czwarty obywatel uważa, wbrew dokumentom, których teczkę osobiście pokazałem, że wina Rosjan to kłamstwo ukute, by rzucić cień na naszą ojczyznę. Niestety, tak nie było. Dlaczego o tym mówię? Pracę odtajniania dokumentów trzeba kontynuować, prowadzić jak najaktywniej, nawet jeśli są to czarne karty naszej historii – odpowiada prezydent.

W podobnym tonie Miedwiediew wypowiadał się wielokrotnie, może nawet dziesiątki razy. To on firmuje proces przewartościowania rosyjskiej polityki historycznej, która jeszcze przed obchodami siedemdziesiątej rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej na Westerplatte stała na stanowisku, że Stalin nie jest współwinny wybuchu wojny, a pakt Ribbentrop-Mołotow był wyłącznie dokumentem pokojowym.

Zaczęło się właśnie w Gdańsku w 2009 roku, gdzie premier Władimir Putin potępił pakt Ribbentrop-Mołotow i oddał hołd ofiarom drugiej wojny światowej. Później nastąpiło „przyspieszenie” procesu żegnania się z Leninem i Stalinem i ważny gest premiera Rosji, który 7 kwietnia ubiegłego roku uklęknął w Katyniu przed mogiłami polskich oficerów. Rosjanie zaczęli myśleć: skoro zrobił to wywodzący się z KGB Putin, to dlaczego nie miałby uklęknąć przed milionami rosyjskich ofiar zbrodniczego reżimu?

Paradoksalnie, pomogła też katastrofa smoleńska, która otworzyła oczy rosyjskim masom na tę okrutną zbrodnię z 1940 roku. Nie minęły dwa tygodnie od tragedii samolotu, gdy Rosjanie zobaczyli w państwowej telewizji film Katyń Andrzeja Wajdy.

– Nigdy nie przypuszczałem, że dożyję dnia, w którym zrobię ten film, ani tym bardziej chwili, kiedy będzie on szeroko pokazywany w rosyjskiej telewizji. Nic tego nie zapowiadało, a wziął on udział w dyskusji o przyszłości Rosji, czego zupełnie już nie mogłem się spodziewać. Okazuje się, że trzeba długo żyć – mówi reżyser.

I tak, po wielu miesiącach przygotowań, 1 lutego br. ruszył projekt destalinizacji, będący wciąż w powijakach, ale mający za zadanie strącanie Stalina i podobnych mu zbrodniarzy z piedestału. W pierwszym etapie procesu będą stawiane pomniki ku czci ofiar zbrodni komunistycznych. Pojawią się w całej Rosji, ale dwa główne powstaną w Lesie Kowalewskim pod Petersburgiem, gdzie bolszewicy w latach 1918-1921 rozstrzelali kilka tysięcy ludzi, a także w stolicy nad kanałem łączącym rzekę Moskwę z Wołgą, przy którego budowie zginęły setki więźniów GUŁagu. Rada chce też stopniowo otwierać archiwa radzieckie, tak jak Miedwiediew uczynił z dokumentami katyńskimi, publikując je w internecie. Do łask mają wrócić dawni więźniowie GUŁagu, którzy żyją w głębokiej frustracji, widząc swoich dawnych oprawców mających wysokie emerytury. Państwo ma docenić i dowartościować ofiary totalitarnego reżimu, podnosząc im na stare lata uposażenia.

Władze chcą też rozprawić się z Leninem. Jedyna Rosja, partia władzy Władimira Putina, wzięła sobie za punkt honoru usunięcie zabalsamowanego ciała Władimira Iljicza Lenina z placu Czerwonego. W internecie zamieszczono sondaż: „Popiera pan/pani ideę pochowania ciała Lenina?”. Gdy wczoraj zajrzałem na tę stronę, „tak” odpowiedziało 217 tysięcy osób spośród 320 tysięcy głosujących, czyli prawie 68 procent. Jednak wciąż co trzeci internauta chce pozostawienia Lenina w mauzoleum.

– Niestety, nic w Rosji nie jest nieodwracalne – mówi półżartem o procesie destalinizacji profesor Adam Daniel Rotfeld, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych. – Ale mówiąc poważnie, jest to nowe zjawisko, związane z programem modernizacji, a także z dochodzeniem do władzy młodego pokolenia, które nie ma takich oporów wewnętrznych jak ich ojcowie, nie wspominając o dziadkach.

W noworocznych życzeniach do narodu Dmitrij Miedwiediew mówił: – Będziemy razem budować współczesną Rosję – silną, otwartą, przyjacielską. Rosja to młode państwo. W tym roku skończy 20 lat. Dla państwa to żaden wiek, ale dzieci urodzone w nowej Rosji są już dorosłe. Teraz od nich zależy, jakie będzie drugie dziesięciolecie XXI wieku.

Oglądający noworoczne orędzie prezydenta widzowie byli zdziwieni, że żyją w „młodym państwie”. Jednak nie wszyscy, coraz więcej Rosjan bowiem chce żyć w kraju Puszkina i Sołżenicyna, a nie Lenina i Stalina. Potomkowie ofiar i katów powoli dojrzewają do tego, by zrzucić balast tragicznej historii, przeklętego XX wieku, siedemdziesięcioletniej „wojny domowej”.

Tomasz Kułakowski

Artykuł ukazał się w „Dzienniku Polskim”.

Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Kułakowski
Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu