Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Janukowycz musi zejść na ziemię (cz. 1)
2011-03-06
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko
Zobacz także:
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko  Janukowycz musi zejść na ziemię (cz.2)


Piotr Andrusieczko: Kto i dlaczego chce zabić dziennikarza Serhija Łeszczenkę?


Serhij Łeszczenko: Nikt nie chce, to po prostu prowokacja Wiaczesława Pichowszeka. Próba wpływu psychologicznego na czytelników.

A czy udało się Panu opublikować odpowiedź i o co w niej chodziło?

Nie, zakończyło się to niepowodzeniem. Odpowiedzi nie opublikowano, ponieważ zawierała krytyczne fakty pod adresem dzisiejszej władzy. A wydanie „Izwiestia w Ukrainie”, w którym opublikowano artykuł Pichowszeka, jest związane z władzą, więc nie zechcieli opublikować mojego tekstu. Był on odpowiedzią na materiał Pichowszeka skonstruowaną w jego stylu – starałem się wskazać na fakty z odwrotnym rezultatem. We wnioskach napisałem, że zakończy się to tym, że władza, próbując dyskredytować opozycję i chcąc wygrać wybory, zamówi zabójstwo Pichowszeka. Czyli była to symetryczna odpowiedź, ale próba jej opublikowania nie udała się.

Prowokacyjny artykuł na Pana temat został napisany przez znanego i kontrowersyjnego dziennikarza Wiaczesława Pichowszeka…

Tak, jest on znany przede wszystkim z lat 2003-2004, jako człowiek, który był uosobieniem prorządowego dziennikarstwa w czasach Leonida Kuczmy. Prowadził wtedy aktywną politykę na kanale telewizyjnym 1+1.

Wydawało się, że po 2004 roku już nie będzie miejsca dla tego typu dziennikarzy

Pichowszek już nie pracuje w telewizji, a częściej, jak sądzę, zajmuje się konsultacjami politycznymi niż dziennikarstwem.

Jeśli mówimy o specyficznej sytuacji w ukraińskim dziennikarstwie, to jaki jest stan swobody wypowiedzi na Ukrainie? Dziennikarze, opozycyjni politycy, przedstawiciele organizacji pozarządowych biją na alarm. Władza zapewnia, że będzie bronić wolności słowa.

Oczywiście, nigdy nie słyszałem, żeby przedstawiciele władzy mówili: „rzeczywiście naciskamy na media i wprowadzamy cenzurę”. Mamy do czynienia z charakterystyczną i zrozumiałą reakcją władzy. Wystarczy jednak włączyć ukraińskie wiadomości na głównych kanałach telewizyjnych, na przykład na kanale Inter. Tam wyraźnie widać rosyjski schemat informowania – wszystko, co dobre w kraju, odbywa się z inicjatywy prezydenta Wiktora Janukowycza. A opozycja jawi się jako garstka niezadowolonych i zdyskredytowanych polityków, tym bardziej teraz, gdy mówi się o nich w kontekście spraw kryminalnych, w jakie są uwikłani. Obiektywna ocena i krytyczne podejście do oświadczeń prezydenta w telewizyjnych programach informacyjnych tych stacji jest nieobecne.

Czyli możemy mówić o istnieniu cenzury?

W maju ubiegłego roku dziennikarze mówili o pierwszych próbach wprowadzenia cenzury na kanałach 1+1, STB i innych. Nie pracuję w telewizji, więc trudno mi powiedzieć, jak sytuacja wygląda obecnie. Ale ogólne wrażenie jest takie, że krytyki wobec władzy na najważniejszych kanałach nie ma.

Główny holding medialny w kraju należy do szefa służb bezpieczeństwa Wałerija Choroszkowskiego. Do koncernu wchodzi wiele kanałów z Interem na czele, który zapewnia wpływ polityczny. Do tego Choroszkowski wywiera wpływ na kanał państwowy przy pomocy różnych osoby. Były główny producent kanału Inter stoi teraz na czele Perszoho Nacionalnoho.

Oficjalnie Choroszkowski odżegnuje się od kontroli nad holdingiem medialnym…

Choroszkowski twierdzi, że jest właścicielem, ale przekazał zarząd w ręce swojej żony. Czyli nie odrzuca tego, że holding nadal do niego należy. Nigdy go nie sprzedał, przeciwnie, mówił, że jest gotowy to zrobić, jeśli znajdzie się kupiec. Choroszkowski przekonuje jedynie, że nie ma związku z operacyjną działalnością kanałów telewizyjnych, tym zajmuje się jego żona.

Z punktu widzenia czytelników w Polsce taka sytuacja narusza jedną z podstawowych zasad w systemie demokratycznym.

U nas, niestety, jest to możliwe. Nie stanowi problemu to, że Choroszkowski był właścicielem tych stacji telewizyjnych. Podstawową kwestią jest to, że on nie powinien zajmować stanowiska szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Przecież nigdy nie był nawet profesjonalnym wywiadowcą. Stanął na czele SBU dzięki wpływom politycznym grupy oligarchicznej, którą reprezentuje.

Chodzi o grupę Dmytra Firtasza?

Tak, a wraz z nim Serhija Lowoczkina, Jurija Bojki i wspomnianego Choroszkowskiego.

A czy „Ukrajinśka Prawda” odczuwa jakieś naciski ze strony władzy?

Nie tyle naciski, ile pewne oznaki braku demokracji. Na przykład w ciągu roku odbyła się tylko jedna konferencja prasowa prezydenta i z okazji pierwszej rocznicy jego rządów przeprowadzono „rozmowę z narodem”. Trzy godziny, podczas których dziennikarze będą zadawać pytania z różnych obwodów Ukrainy.

To przypomina rosyjski model Władimira Putina.

Tak, otrzymałem informację, że dziennikarze obsługujący to wydarzenie rozjechali się po regionach trzy dni wcześniej. Będą ćwiczyli scenariusz rozmowy z prezydentem na żywo. Wyobrażam sobie, jaki ma być zademonstrowany poziom lojalności, żeby nie zdenerwować kierownictwa. Dlatego rzeczywiście przypomina to metody rosyjskie, a nawet radzieckie.

Na nas, jak wspominałem, władza bezpośrednio nie naciska. Jednak zwracamy się do administracji prezydenta z różnymi pytaniami i najczęściej nie otrzymujemy odpowiedzi, czyli mamy do czynienia z ograniczeniem dostępu do informacji.

A jak w takim razie powyższa sytuacja ma się do przyjętej przez Radę Najwyższą Ustawy o dostępie do informacji?

Ustawa wejdzie w życie dopiero za trzy miesiące. To dobrze, że parlament ją przyjął, ale myślę, że będą próby manipulowania jej zapisami.

W jednym z niedawnych badań Fundacji Demokratyczne Inicjatywy eksperci wskazali, że tendencje autorytarne zrównały się, a nawet przekroczyły poziom z czasów prezydentury Kuczmy.

Mnie też się tak wydaje. Przy Kuczmie nie było takiego wpływu Internetu, dlatego powstawało wrażenie ogólnego ograniczenia dostępu do informacji dla obywateli. Obecnie internet jest o wiele bardziej rozpowszechniony i obywatele mogą otrzymać za jego pośrednictwem alternatywny punkt widzenia. Tylko że to nie jest osiągnięcie władz, wręcz przeciwnie – to ich główny problem. Uważają, że telewizja ma najsilniejszy wpływ na wyborców i dlatego w pełni ją sobie podporządkowali, a internetu póki co nie. Jednak nie można pozbawiać obywateli prawa otrzymywania obiektywnej informacji telewizyjnej. Telewizja przekształca się obecnie w miejsce regularnej reklamy władzy.

Wiele pisze się o tym, że ekipa Janukowycza kopiuje rosyjski model sprawowania władzy. Na ile taka opinia odpowiada rzeczywistości?

Różnica polega na tym, że Rosja ma olbrzymie środki ekonomiczne, dzięki którym może równoważyć odstępstwa od demokracji. Na Ukrainie nie ma takich możliwości, dlatego w rezultacie może to się zakończyć zaostrzeniem sytuacji politycznej.

Czy w związku z tym jest możliwa powtórka z 2004 roku?

Wątpię, aby doszło aż do takiego wrzenia. Na razie sytuacja będzie w miarę spokojna. Może ulec zaostrzeniu wraz z początkiem wiosny. Jak jest chłodno, to nikt nie prowadzi masowych akcji protestu. Na wiosnę „detonatorem” mogą okazać się procesy sądowe przedstawicieli poprzedniej władzy. Tyle że do pewnego stopnia będzie to sztucznie sprowokowany protest. Ja sam nie znam zbyt wielu ludzi, którzy są gotowi wystąpić w obronie Jurija Łucenki, ale u nas często organizowane są opłacane mityngi, więc pewnie odbędą się takie próby. Jednak prawdziwe zaostrzenie sytuacji nastąpi dopiero wtedy, gdy będzie bliżej do wyborów parlamentarnych.

A czy jest możliwe, żeby ludzie zorganizowali się niezależnie od istniejących sił politycznych?

Na samoorganizację wpływ będą miały czynniki ekonomiczne. Tak było z kodeksem podatkowym, podobnie może być z reformą emerytalną. Ludzie raczej będą wychodzić na protesty nie za demokrację, a za swój status materialny.

Wiele pisze Pan o korupcji wśród ukraińskich polityków. Na Zachodzie niejeden z Pana tekstów doprowadziłby do śledztwa prokuratury przeciw bohaterowi materiału. Jaki jest rezonans takich artykułów na Ukrainie?

Rezonans jest tylko w internecie. Zwróciłem uwagę, że kiedyś po naszych publikacjach podobne dziennikarskie śledztwa były kontynuowane przez telewizję, teraz już tak się nie dzieje. Obecnie takie sprawy nie wychodzą poza internet. Natomiast żadnych reakcji ze strony organów ścigania nie ma, sami bohaterowie również nie reagują.

Jak w związku z tym oceniać oświadczenia obecnej władzy o mobilizacji w walce z korupcją?

To przede wszystkim retoryka dla Zachodu: aby dał pieniądze, trzeba mówić to, co chce usłyszeć. I tak się dzieje, władza prosi tylko, żeby poczekać, bo zaraz przyjmie nową ustawę, potrzebne są kolejne głosowania, a to kwestia bardzo odpowiedzialna…

Serhij Łeszczenko jest dziennikarzem śledczym „Ukrajinśkiej Prawdy”. Ostatnio Wiaczesław Pichowszek sugerował, że może zostać kolejnym zabitym dziennikarzem(więcej o tej sprawie w tekście Piotra Andrusieczki Dziennikarze na celowniku? ).

--
Zobacz także:
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko Janukowycz musi zejść na ziemię (cz.2)


Polecamy inne artykuły autora: Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko
Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu