Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Współczuję Rosjanom
2011-01-26
Sławomir Popowski
Kilka godzin po katastrofie smoleńskiej Lilia Szewcowa z moskiewskiego Centrum Carnegie przysłała mi maila z wyrazami współczucia i żalu. Później, kiedy wymienialiśmy korespondencję na temat szans rosyjsko-polskiego pojednania (w całości opublikowaliśmy ją w Studiu Opinii), uświadomiłem sobie jedno: nigdy wcześniej, choć mam w Rosji tylu przyjaciół, nie zdobyłem się na to, aby po kolejnym zamachu terrorystycznym wysłać zwykłego maila: „kochani, stała się rzecz straszna, jestem z wami”. Kiedy więc nadeszła informacja o tragedii na lotnisku Domodiedowo w Moskwie, nie miałem już wątpliwości, co powinienem zrobić... Teraz to ja natychmiast „mailowałem” do Lilii.

Myślę, że tamta, kwietniowa „lekcja empatii” nie poszła jednak na marne. Czytam polskie komentarze po ostatnim zamachu w Moskwie i dostrzegam zmianę. Zwykle dotychczas wyglądało to tak: krótka informacja o nieszczęściu, a zaraz potem podejmowana była – najpierw dyskretna, a potem coraz bardziej nachalna – próba jego usprawiedliwienia. Z obowiązkowym atakiem na Kreml, Putina, a także odwoływaniem się do historii wojen czeczeńskich i popełnionych tam zbrodni. W końcu musiało stanąć na tym, że to Moskwa ponosi za wszystko winę, a zwykli terroryści nieomal awansowali do rangi bojowników o wolność, niepodległość i demokrację... Wiem, co piszę. Nie oskarżam innych, bo sam, (choć niektórzy uważają mnie za rusofila, skoro przepracowałem w Rosji ponad trzynaście lat), wielokrotnie – nawet starając się tego uniknąć – co najmniej ocierałem się o podobny, mocno uproszczony schemat.

Teraz jest inaczej, komentarze są o wiele bardziej stonowane, wyważone. I być może – także ze względu na tamtą kwietniową empatię, której doświadczyliśmy po katastrofie smoleńskiej ze strony Rosjan – łatwiej i w praktycznym wymiarze dociera do nas elementarna prawda, że nie ma takich racji politycznych, religijnych i ideologicznych, które usprawiedliwiałyby terror. Po prostu (przynajmniej mam taką nadzieję) – mimo trwającej wojny polsko-polskiej i polsko-rosyjskiej o katastrofę smoleńską – najzwyczajniej współczujemy Rosjanom i dzielimy ich tragedię.

Z tego wcale nie wynika, że mamy rezygnować z prawa do krytycznego komentowania. Wystarczy, gdy przyjmiemy do wiadomości, że sami Rosjanie mają do tego o wiele większe prawo...

I z tego prawa korzystają. Dzień po zamachu przeglądałem pierwsze rosyjskie komentarze. Oto ich próbka:
  • jeszcze nigdy nie było we władzach Rosji tylu wysokich urzędników, wywodzących się ze służb specjalnych i struktur siłowych, a nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa;
  • w ten sposób zerwana została niepisana umowa społeczna: wy nam gwarantujecie stabilizację i bezpieczeństwo, a my nie będziemy was kontrolować i przeszkadzać w sprawowaniu władzy;
  • w USA od 2001 roku nie było żadnego większego zamachu terrorystycznego, a Rosja pod tym względem znalazła się w jednej grupie z Irakiem, Afganistanem i Pakistanem. Ale tam, w Ameryce, „służby” wiedzą, co robić, a w Rosji nie ma żadnego systemu walki z terroryzmem, a jeśli jest, to nie działa;
  • terroryści w istocie nie wysuwają żadnych żądań politycznych, ale pokazują słabość władzy rosyjskiej, przeżartej korupcją i kompletnym brakiem odpowiedzialności, bo skorumpowana władza bardziej zajęta jest własnym biznesem niż wywiązywaniem się z najbardziej podstawowych obowiązków;
  • kto był organizatorem zamachu – tego i poprzednich? Emirat Kaukazu? Tak zwany Batalion Nogajski? Doku Umarow? A jakie to ma znaczenie, skoro, dopóki będzie trwała wojna na Kaukazie, kraj nie będzie bezpieczny...

Powtarzam: wszystkie te opinie to nieomal żywcem przepisane fragmenty komentarzy, jakie dzień po katastrofie zaczerpnąłem z mediów rosyjskich, z portalu gazeta.ru, grani.ru i innych. Po co więc miałbym z nimi konkurować? Aby dać upust swoim fobiom i emocjom? Wygrać prywatną wojnę z Putinem albo po raz tysięczny wykazać (ku pokrzepieniu serc albo walce z Tuskiem), jaka Rosja jest straszna?

Rozumiem Rosjan. Ale przede wszystkim im współczuję. I cieszę się, że Lilia, Sasza, Wiktor, Ariadna i inni spośród moich moskiewskich przyjaciół w momencie zamachu, na szczęście, znajdowali się w innym miejscu, a nie na lotnisku Domodiedowo. Rebiata, dierżities!

Sławomir Popowski

Tekst ukazał się na stronie „Studio Opinii”.

--
Zobacz także:
Iwona Kaliszewska Terror w Rosji
Stanisław Szypowski Wysadzić Rosję


Polecamy inne artykuły autora: Sławomir Popowski
Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu