Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Konfederaci barscy AD 2010
2010-12-02
Łukasz Adamski
Cieszę się, że rekomendacje na temat pożądanego kształtu stosunków Unia Europejska-Rosja, pomimo krótkiego czasu, jaki upłynął od ich publikacji, już wywołują debatę w gronie ekspertów. W szczególności głosy Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego i Andrzeja Szeptyckiego utwierdzają mnie w przekonaniu, że problem poruszony przez grupę polskich i rosyjskich ekspertów jest z wielu powodów istotny. Lektura tekstów tych cenionych badaczy polskiej polityki zagranicznej oraz analiza wyłożonych tam argumentów skłania mnie ku dwóm zasadniczym refleksjom: obaj politolodzy skupiają się na krytyce i nie mają nic konstruktywnego do zaproponowania, a przy tym są fatalistami.
   
Jądro argumentacji adwersarzy sprowadza się bowiem do tego, że dotychczasowe relacje UE-Rosja oraz miniony i obecny kształt państwa rosyjskiego, a także dominująca tam mentalność tudzież system polityczny i społeczno-ekonomiczny nie dają powodów, by sądzić, że kraj ten będzie chciał przyjąć paradygmat integracyjny, pogłębić swoje relacje z UE, dokonać transformacji na wzór państw środkowoeuropejskich i wyrzec się tendencji do prowadzenia imperialnej polityki. Wskutek tego nadzieja na postulowany przez autorów rekomendacji rozwój stosunków jest nierealistyczna. Obaj adwersarze także mniej lub bardziej wyraźnie zarzucają polskim współautorom omawianego tekstu naiwność wobec Rosji.

Zacznę od ostatniej sprawy. W raporcie znajduje się stwierdzenie, że UE i Rosją są wobec siebie nieufne i odległe, a pożądane przyszłe zbliżenie między nimi trudno sobie wyobrazić bez zaprowadzenia w Rosji demokracji, pluralizmu politycznego, praworządności, poszanowania integralności terytorialnej sąsiadów etc. Na zasadzie implikacji przeciwnej można zaś powiedzieć, że zbliżenie między Rosją a UE będzie możliwe dopiero wtedy, gdy Rosja zaprowadzi demokrację, praworządność i będzie respektowała integralność terytorialną sąsiadów, ergo ten stan rzeczy nie jest na razie osiągnięty.

Przypuszczam, że adwersarze nie przeczytali dokładnie tej części raportu. Jest to zresztą diagnoza, pod którą podpisali się wszyscy jego autorzy.

Jest dla mnie przy tym oczywiste, że przeprowadzenie transformacji Rosji tak, aby spełniła wspomniane wymagania, stanowi zadanie co najmniej dla jednego pokolenia, a najprawdopodobniej dla dwóch, i to w optymistycznym wariancie. W ten sposób koncepcja Rosji w Europejskim Obszarze Gospodarczym ewidentnie odnosi się do przyszłości, będąc strategiczną, długoterminową wizją rozwoju tych stosunków. Moi adwersarze jednak sobie z niej pokpiwają, a zarazem posługują się argumentacją, która odnosi się do stanu obecnego czy wręcz do przeszłości – Żurawski vel Grajewski sięga nawet czasów Piotra I. Obaj dowodzą w ten sposób własnej niewiary w możliwość zmian w Rosji, owego fatalizmu, który podziela również ogromna rzesza Rosjan, a także kwestionują zasadę równych standardów w ocenianiu państw, jakże często przywoływaną przez Polskę dla ochrony własnych interesów. Ta właśnie zasada skłania mnie do przekonania, że Rosja – w przypadku powodzenia transformacji na wzór państw środkowoeuropejskich – ma prawo do podobnego traktowania, które może przejawić się w objęciu jej paradygmatem integracyjnym. Nie jest zresztą ważne, czy Rosja będzie państwem członkowskim UE, państwem Europejskiego Obszaru Gospodarczego czy przyjmie paradygmat integracji europejskiej w jeszcze innym zakresie i co ją do tego skłoni – w okresie kilkudziesięciu lat wiele może się zdarzyć. Istotne jest, by miała ona taką szansę. Wbrew autorom sądzę, że może to być bodziec do reform i przemian – one zaś leżą w oczywistym polskim interesie.

Aliści Żurawski vel Grajewski i Szeptycki nie chcą dać Rosji szansy. Wychodzą z założenia, że nie zmieni ona swej natury, a Rzeczpospolita, by przywołać patetyczny styl jednego z moich adwersarzy, będzie miała z Rosją trwały konflikt interesów. Nie oni pierwsi tak twierdzą. Czytając tekst Żurawskiego vel Grajewskiego, przypomniałem sobie, co podczas powstania listopadowego pisał poeta Rajnold Suchodolski: „Kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów, temu pierwszy w łeb wypalę, przed kościołem Karmelitów”.

Taka wizja stosunków międzynarodowych jest jednak bardzo pesymistyczna, argumenty moich adwersarzy są zaś z punktu widzenia wymogów polityki praktycznej całkowicie kontrproduktywne. Czy można bowiem cokolwiek osiągnąć, jeśli się założy, że nic się nie da zrobić, jeśli z góry się wie, że Rosji nie można zmienić? Czy w ogóle Szeptycki i Żurawski vel Grajewski mają jakikolwiek pomysł na politykę wobec tego mocarstwa? Zachęcam ich do przedstawienia własnej wizji rozwoju i z własnymi rekomendacjami, które – mam nadzieję – nie będą jedynie elaboratem na temat potrzeby promocji turystyki historycznej.

Ciekaw jestem też, czy obaj politolodzy rozumieją, że zrealizowanie innego wielkiego celu polskiej polityki – przyjęcia w odległej perspektywie demokratycznej, praworządnej i tolerancyjnej Ukrainy do Unii Europejskiej – będzie trudne, o ile w ogóle możliwe, jeśli Rosja nie przestanie postrzegać takiego rozwoju sytuacji jako zagrożenia dla swych interesów i sama nie utożsami się z paradygmatem integracji europejskiej? Dlaczego nikt z polemistów nie odniósł się do zdania, że wschodnia granica UE w przyszłości będzie się pokrywać z zachodnią granicą Rosji, czyli że Ukraina i Białoruś staną się członkami UE? Czy to jest świadectwo Russia first policy, uprzywilejowanego traktowania Rosji?

Obaj autorzy, jak się zdaje, nie dostrzegli jeszcze jednego: że nie recenzują krótkoterminowej strategii politycznej ani opracowania naukowego, ale mają do czynienia z prezentacją pewnej dalekosiężnej wizji, dokumentem tak analitycznym, jak i politycznym. Policy papers wymuszają inną formułę.

Wreszcie ostatnia uwaga. Znamienne jest, że Żurawski vel Grajewski odczytał stwierdzenie „rozwój Rosji – kraju przynależnego do cywilizacji europejskiej – nie może się odbywać wbrew procesom zachodzącym na pozostałej części kontynentu” jako zdanie opisowe, nie zaś jako wyraz pewnego rodzaju deklaracji światopoglądowej, odnoszącej się do przyszłości Sięgnął do Piotra I, Katarzyny II czy Aleksandra II, by uzasadnić ułudę nadziei na modernizację Rosji. Nie ma miejsca na polemikę z tą tezą świadczącą o niepełnej wiedzy o zmianach w Rosji, jakie zachodziły w tych okresach, i przybliżających to państwo, mimo utrzymania samodzierżawia, do państw europejskich. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że dokładnie tego rodzaju sposób myślenia mógłby też pozwolić Rosjanom zestawić Pieśń barską napowietrzną (dla tych co nie pamiętają: „Niech się niebo zwali, my będziemy trwali, pojedynczo albo parami i bigosowali okrutnych Moskali, Aniołowie Pańscy za nami”), cytowany wierszyk Suchodolskiego oraz głosy Szeptyckiego i Żurawskiego vel Grajewskiego, by wysnuć błędny wniosek o przyrodzonej ogółowi Polaków rusofobii. To jest jednak błędne koło. Polska polityka zagraniczna potrzebuje myślenia pozytywnego.

Łukasz Adamski jest analitykiem PISM.

--
Zobacz także:
Andrzej Szeptycki Rosja to nie Norwegia
Sławomir Dębski Długofalowa integracja
Przemysław Żurawski vel Grajewski Retoryczny hołd albo myślenie życzeniowe
Dominik Jankowski Partnerstwo Wschodnie oczami Brukseli
Elżbieta Kaca Dajmy szansę Miedźwiedziowi
Olga Nadskakuła Kropla drąży skałę
Katarzyna Pisarska Demokratyzacja Rosji to mrzonki

Powrót
Najnowsze

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

Integracja, adaptacja, akceptacja. Wsparcie obywateli państw trzecich na Dolnym Śląsku

10.07.2019
NEW
Czytaj dalej

German-Polish-Hungarian Summer WorkLab & Fab

09.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu