Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosja to nie Norwegia
2010-11-26
Andrzej Szeptycki
Grupa ekspertów skupionych wokół Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych opublikowała raport „Partnerstwo Wschodnie i nowy impuls dla stosunków EU-Rosja”, w którym proponuje się Rosji, aby włączyła się w proces europejskiej integracji, wzorując się na Norwegii i Szwajcarii. Nie jest to pierwszy tego typu dokument. Rosjanie istotnie chcą zbliżenia z UE, ale na swoich warunkach: rozwój współpracy gospodarczo-technologicznej w połączeniu z uznaniem wpływów Rosji na obszarze poradzieckim. Wiele mówiący jest pod tym względem raport przyjęty przez klub wałdajski „Ku Związkowi Europy”.

Perspektywa „wszystko prócz instytucji” jest tyleż pociągająca, co zwodnicza. Doświadczenia ostatnich dwudziestu lat dowodzą, że godzą się na nią jedynie zasobne kraje, którym wystarczy dostęp do wspólnego rynku. Kraje biedne (Polska i jej sąsiedzi) lub te, które popadły w tarapaty (Islandia), pragną pełnego członkostwa, gdyż tylko ono gwarantuje im realne wsparcie ze strony UE i możliwość wpływu na jej decyzje, bądź też – alternatywnie – nie podejmują realnych, całościowych działań na rzecz integracji (Ukraina). „Model norweski” (w przypadku Szwajcarii sytuacja jest nieco odmienna) to udział w Europejskim Obszarze Gospodarczym, czyli organizacji współtworzonej przez Norwegię, Islandię, Liechtenstein i UE. EOG to z punktu widzenia integracji wspólny rynek, lecz bez wspólnych polityk (rolnictwo, wspólna polityka zagraniczna) czy jednej waluty. Państwa spoza Unii wchodzące w jego skład mają de facto status krajów stowarzyszonych z UE (na podobnej zasadzie jak Porto Rico stowarzyszone jest z USA): są związane regułami unijnego rynku, ale mają na nie niewielki wpływ. Wprawdzie istnieją wspólne organy mające zadbać o harmonizację stanowisk UE i pozostałych państw EOG, ale w praktyce odgrywają one znikomą rolę. Nie ma zbyt wielu przykładów, by Norwegia (Islandia, Liechtenstein) zablokowała decyzję przyjętą przez Parlament i Radę UE. Warto skądinąd zauważyć, że był to jeden z powodów, dla których trzy kraje wchodzące uprzednio w skład EOG (Szwecja, Finlandia, Austria) postanowiły przystąpić do Unii Europejskiej.

Spójrzmy teraz na Rosję. Unia Europejska od kilkunastu lat próbuje nawiązać ze swoim największym wschodnim sąsiadem realną współpracę. Efekty są dość mierne. Już Układ o Partnerstwie i Współpracy (1994) mówił o utworzeniu obszaru wolnego handlu między Rosją i UE. Na szczycie w Sankt Petersburgu w maju 2003 roku przywódcy Unii Europejskiej i Rosji podjęli decyzję o wzmocnieniu wzajemnej współpracy poprzez ustanowienie czterech „wspólnych przestrzeni”: Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, Wspólnej Przestrzeni Wolności, Bezpieczeństwa i Sprawiedliwości, Wspólnej Przestrzeni Bezpieczeństwa Zewnętrznego oraz Wspólnej Przestrzeni Nauki i Oświaty. Dwa lata później, podczas szczytu w Moskwie, przyjęto „mapy drogowe” obejmujące krótko- i średnioterminowe instrumenty mające służyć wcieleniu w życie koncepcji „wspólnych przestrzeni”. Za cel Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej uznano stworzenie „otwartego i zintegrowanego rynku pomiędzy UE i Rosją”. W praktyce przyjęcie „map drogowych” nie zaowocowało zwiększeniem efektywności współpracy ani nie napełniło strategicznego partnerstwa Rosja-UE konkretną treścią, a cztery przestrzenie pozostały bytem dość wirtualnym.

Teraz ta chimera wraca po raz kolejny. Wariant norwesko-szwajcarski zdaje się zakładać – zgodnie z zasadami wspólnego rynku – swobodę przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi (siły roboczej). Trudno to sobie wyobrazić przy istniejących obecnie w Rosji warunkach prowadzenia działalności gospodarczej. Jaka swoboda przepływu towarów, skoro Rosja prowadzi politykę ekspansji w europejskim sektorze energetycznym, dążąc do wykorzystania swojej pozycji w celach politycznych i gospodarczych, i dlatego odmawia przyjęcia Karty Energetycznej, która zmusiłaby ją do przestrzegania praw wolnego rynku w tym sektorze? Jaka swoboda przepływu kapitału, skoro pod względem korupcji Federacja Rosyjska plasuje się na poziomie krajów Afryki Subsaharyjskiej (ranking Transparency International klasyfikuje FR ex eaquo na 154. miejscu między innymi z Gwineą Bissau i Republiką Środkowoafrykańską)? Czy doświadczenia Michaiła Chodorkowskiego i innych nikogo nic nie nauczyły? Rosja to „nie jest kraj dla przedsiębiorczych ludzi”. Jaka swoboda przepływu osób, skoro Kaukaz Północny to wciąż płonące „terytoria plemienne”, które cywilizacyjnie odstają od reszty kraju i których Moskwa po prostu nie kontroluje? Co z sąsiadami Rosji na południowym wschodzie (Chiny, Mongolia, Kazachstan)? Czy otwarcie granic nie zwiększy presji imigracyjnej z ich strony? Łącznie na te trzy kraje przypada blisko 14 tysięcy kilometrów granicy rosyjskiej. Czy Rosjanie będą w stanie ją kontrolować? Jaka swoboda w ogóle? Artiom Malgin, współautor raportu, mówi, że rosyjskie elity dostrzegają znaczenie procesów modernizacyjnych i że UE może pomóc w ich realizacji. Ja tych procesów w ostatnich latach nie dostrzegam. Trudno mówić o modernizacji w przypadku państwa, które z niezależnymi dziennikarzami rozmawia przy pomocy kija bejsbolowego i „nieznanych sprawców”, a z niepokornymi sąsiadami przy pomocy czołgów.

Znaczenie pomocy UE też wydaje się wątpliwe. Unia Europejska nie była w stanie w ciągu ostatnich pięciu lat efektywnie pomóc „pomarańczowej” Ukrainie. Była to w równym stopniu wina Europejczyków, którzy bali się zbyt daleko idących zobowiązań, Ukraińców, którzy nie podjęli reform, i Rosjan, którzy skutecznie starali się ich do nich zniechęcić. Skoro soft power UE była tak słaba w przypadku Ukrainy, czy będzie silniejsza wobec Rosji? Wątpię. A skoro jesteśmy przy Ukrainie, jeszcze jedno pytanie: dlaczego w ramach Partnerstwa Wschodniego nie oferujemy wariantu norweskiego, a jedynie perspektywę pogłębionej strefy wolnego handlu (która jest z definicji czymś różnym od wspólnego rynku). Czyżby znowu Russia first policy?

Oczywiście mam świadomość, co odpowiedzą autorzy raportu: dobrze, że powstał, gdyż zawiera wiele słusznych propozycji, pod którymi podpisali się Rosjanie (pluralizm polityczny, swoboda wyboru sojuszy). Zastosowana „marchewka” została jednak dobrana nieadekwatnie, gdyż ani UE nie zaoferuje Rosji statusu podobnego do Norwegii, ani Federacja Rosyjska nie będzie dążyć do takiego scenariusza. Rosja nie przystąpiła nawet do WTO. Nie próbujmy zwieść Rosjan. Obawiam się, że znają oni twórczość Henryka Sienkiewicza i dostrzegą, że oferujemy im Niderlandy.

Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego. Stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

--
Sławomir Dębski Długofalowa integracja
Przemysław Żurawski vel Grajewski Retoryczny hołd albo myślenie życzeniowe
Dominik Jankowski Partnerstwo Wschodnie oczami Brukseli
Elżbieta Kaca Dajmy szansę Miedźwiedziowi
Olga Nadskakuła Kropla drąży skałę
Katarzyna Pisarska Demokratyzacja Rosji to mrzonki
Łukasz Adamski Konfederacji barscy AD 2010

Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu