Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nasz cel – demokracja uczestnicząca
2010-11-13
Z Inną Sowsun rozmawia Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek: W mediach często można natknąć się na informacje o protestach organizowanych przez „Zbereży Staryj Kyjiw”. O co walczycie?

Inna Sowsun: Na początku walczyliśmy wyłącznie z bezprawną zabudową w centrum miasta, teraz także poza jego granicami i na obrzeżach. Sprzeciwiamy się zabudowie bez niezbędnych dokumentów, nieskonsultowanej z mieszkańcami, a także przyznawaniu działek na terenach, których nie można oddawać ze względu na ich wartość historyczną. W bardziej lewicowym ujęciu ochronimy przestrzeń publiczną przed zniszczeniem.

Ludzie są pozytywnie nastawieni do waszej działalności?

Ogólnie rzecz biorąc, na Ukrainie po 2004 roku ludzie boją się protestować, uważają, że to nie przyniesie żadnych pozytywnych rezultatów, więc nie warto się tym zajmować.

Niewielu ludzi w Kijowie wie, że są protesty organizowane przez zwyczajnych kijowian (do których się zaliczamy), a nie przez partie polityczne, opłaconych ekspertów od public relations albo innych grup interesu. Kiedy w 2007 roku zaczynaliśmy działalność, na nasze akcje przychodziło sporo zwykłych ludzi, nienależących do żadnych organizacji. Przeczytali o nas w Internecie itp. Później bywało różnie, ale utrzymaliśmy najaktywniejszą grupę działaczy.

Żeby walczyć poważniej, choćby na płaszczyźnie prawnej, trzeba mieć adwokata, a nas nie stać na jego opłacenie. Dlatego zawsze współpracujemy z miejscowymi organizacjami – zazwyczaj zwracają się do nas mieszkańcy, którzy mówią nam, jaki mają problem, i chcą z niego zrobić sprawę publiczną. Pomagamy im w miarę naszych możliwości – udzielamy konsultacji itd. Raz próbowaliśmy działać samodzielnie i tamto doświadczenie przekonało nas, że musimy współpracować z miejscowymi organizacjami.

Uważam za nasze wielkie osiągnięcie, że zaczęliśmy wiązać ze sobą różne grupy lokalne. Jeszcze półtora roku temu urywał mi się telefon, bo ciągle dzwonili różni działacze. Tak nie dało się pracować, więc zaczęłam kontaktować ich między sobą. Teraz widzę, na przykład po wrześniowej akcji na Pejzażnej Aleji, że przychodzi dziesięć-dwadzieścia osób z innych organizacji społecznych. Młodzież znowu do nas dołącza, mimo spadków, które zanotowaliśmy ostatnimi czasy.

Jak na wasze akcje patrzy władza?

Nie utrzymujemy bezpośrednich związków z władzami. Z nimi kontaktują się mieszkańcy albo ich prawnicy.

Komunikacja najczęściej odbywa się poprzez dziennikarzy, którzy przekazują informacje. Są do nas pozytywnie nastawieni, między innymi dlatego, że wśród nas jest wielu dziennikarzy. My organizujemy jakąś akcję protestacyjną, a później oni idą do władz i pytają o ich opinię. Nie oznacza to, że niemożliwy jest bezpośredni dialog między nami a politykami, ale niestety, najczęściej druga strona jest skora do rozmowy dopiero, gdy wybuchnie jakiś skandal.

Całą działalność finansujecie z własnej kieszeni. Nie możecie liczyć na jakieś wsparcie ze strony instytucji państwowych?

Państwo w ogóle nie finansuje organizacji obywatelskich. To byłoby zresztą dziwne, gdyby państwo płaciło nam za organizowanie protestów przeciwko niemu. Może tak jest gdzieś w Unii Europejskiej, ale nie u nas.

A wsparcie z zagranicy?

Pewnie gdybyśmy zaczęli się starać, coś byśmy dostali, ale jesteśmy przede wszystkim ruchem opartym na obywatelskiej solidarności. Zaczynamy od jakiejś inicjatywy, później przychodzą kwestie finansowe.

Byłoby dobrze, gdyby znalazły się pieniądze, choćby na projekty z zakresu analizy polityki budowlanej miasta itp. Jednak aby podnieść zaangażowanie obywateli, najlepiej bazować na entuzjazmie.

Naszym celem – w znacznym stopniu dzięki obecności w naszej organizacji działaczy lewicowych – było stworzenie demokracji uczestniczącej i pomoc w działaniach lokalnym grupom inicjatyw obywatelskich. Łatwiej to zrobić, kiedy przychodzisz do nich i mówisz: „Ja też jestem kijowianinem, działam, bo jestem przekonany, że to, co robię, jest dobre, a nie dlatego, że dostanę za to pieniądze”. Nieufność wobec grup obywatelskich jest bardzo duża.

Mimo że działamy na zasadzie wolontariatu, nasz skład się rozszerza – na przykład niedawno był u nas chłopak, który zaproponował, że zrobi nam za darmo stronę internetową.

Zresztą jesteśmy inicjatywą, a nie ruchem – nie jesteśmy zarejestrowani, bo nasze działania czasami stoją na granicy prawa, jak na przykład burzenie parkanów. Gdybyśmy byli zalegalizowani, można by nas podać do sądu. W obecnej sytuacji można wyciągać odpowiedzialność karną wyłącznie wobec pojedynczych osób.

Zdarzało się, że wasz aktywista trafiał przed sąd?

Tylko raz – za obrazę publicznej moralności i naruszenie własności prywatnej. W parku postanowiono zbudować świątynię i mimo braku odpowiednich dokumentów Cerkiew wykorzystała swój moralny autorytet, aby przeforsować inwestycję. Odbyły się protesty, uczestniczyli w nich niektórzy nasi antyfaszystowscy działacze. Zburzono ogrodzenie i być może nikt nie zwróciłby na to uwagi, gdyby przy okazji nie wykrzykiwano antyreligijnych i antykościelnych haseł. Sprawa ciągnie się już drugi rok.

Innych spraw przeciwko nam, czy raczej przeciwko osobom z lokalnych grup obywatelskich, nie było.

Często słyszy się o naciskach na dziennikarzy. Czy was też dotyka to zjawisko?

Na nas bezpośrednio nacisków nie było, może dlatego, że od samego początku współpracowaliśmy z mediami. Władza zdawała sobie sprawę, że naciski na naszych aktywistów przyczynią się do natychmiastowego nagłośnienia problemu w mediach.

Natomiast organizatorzy budów starali się dowiedzieć, kto nam płaci. Ich logika jest prosta – protestujecie, a to oznacza, że ktoś wam za to zapłacił; trzeba dowiedzieć się, kto to, i dogadać się z nim albo zapłacić jeszcze więcej.

Za największy sukces uważasz powiązanie ze sobą wielu organizacji lokalnych, regionalnych. Czy z podobnymi inicjatywami można spotkać się w innych ukraińskich miastach?

Były grupy przeciwko zabudowywaniu miast, na przykład we Lwowie – nazywała się „Zbereży Staryj Lwiw”. Byliśmy dla nich wzorem, widać to choćby w nazwie. Zajmowali się konkretną budową i przeciwko niej protestowali. Akcja zakończyła się sukcesem, ale ruch nie kontynuował pracy i grupa się rozpadła.

Podobnie było w Charkowie, gdzie ludzie zorganizowali się przeciwko zbudowaniu drogi przez środek parku. Jednak mimo dużej mobilizacji mieszkańców, akcja nie powiodła się.

Na początku naszym celem też było tylko zorganizowanie akcji przeciwko zabudowie Pejzażnej Aleji, nie mieliśmy innych planów. Akcja zakończyła się organizacyjnym sukcesem i wtedy zaczęli przychodzić do nas ludzie z innych grup, żebyśmy pomogli im z różnymi problemami.

Dużym ograniczeniem jest to, że poza stolicą ciężko przebić się do mediów. Największe koncerny medialne mają siedziby w Kijowie. W innych regionach organizacjom trudniej jest zaprezentować swoje działania szerszej publiczności. Pod tym względem jesteśmy w lepszej sytuacji, na przykład wczoraj na naszej akcji były trzy ogólnopaństwowe kanały. Żeby zebrać taką liczbę dziennikarzy choćby w Charkowie, musiałoby się stać coś rzeczywiście nadzwyczajnego. Nam udało się zmobilizować więcej ludzi przede wszystkim dzięki temu, że znajdujemy się w stolicy.

Jaki jest wasz obecny cel?

Mamy dwa główne cele, które są ze sobą powiązane. Po pierwsze, zależy nam, aby władze harmonijnie rozwijały miasto, zgodnie z prawem i dbając o miejsca publiczne. Ten cel częściowo już osiągnęliśmy, bo w obawie przed protestami władze zaczynają brać pod uwagę opinię mieszkańców. Drugi cel jest bardziej polityczny – to aktywizacja obywateli. W warunkach poradzieckich ludzie niewiele wiedzą o samoorganizacji, dlatego zależy nam, aby pokazać im, że jest ona możliwa bez odgórnych rozkazów, poprzez dialog i kompromis.


Inna
Sowsun jest aktywistką ruchu „Zbereży Staryj Kyjiw” i doktorantką w zakresie politologii na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej.

Współpraca: Anna Szewczyk

Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu