Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polska w rękach Łukaszenki
2010-11-02
Tomasz Kułakowski
Szefowie polskiego i niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyruszają na Białoruś z misją specjalną – przekonania autorytarnego prezydenta do przeprowadzenia demokratycznych wyborów. Przed reelekcją Aleksander Łukaszenka jest w stanie obiecać wszystko.

Operacja „Białoruś” była tajną misją polskiego i niemieckiego MSZ. Od jakiegoś czasu mówiło się o niej w kuluarach rządowych, ale dopiero w piątek oba ministerstwa zorganizowały spotkanie z dziennikarzami, podczas którego poinformowano o planach rządów Polski i Niemiec.

– Będzie to przekaz od dwóch dużych państw europejskich do elit białoruskich, że stoją przed szansą, by zbliżające się wybory były bardziej demokratyczne, uczciwe i lepsze niż w ciągu ostatnich kilkunastu lat. W szerszym kontekście, jest to szansa dla Białorusi na zbliżenie się do systemów politycznych, które obowiązują w krajach Unii Europejskiej – wyjaśnia Marcin Bosacki, rzecznik prasowy MSZ.

Radosław Sikorski i Guido Westerwelle wspólnie spotkają się z Aleksandrem Łukaszenką, a także – już osobno – z ministrem spraw zagranicznych Siarhiejem Martynauem. Radosław Sikorski ma także spotkać się z opozycyjnymi kandydatami na prezydenta oraz z przedstawicielami nieuznawanego Związku Polaków na Białorusi.

Jak udało się ustalić, propozycja spotkania wyszła od Aleksandra Łukaszenki, zaś polskim pomysłem było dokooptowanie do wyjazdu szefa niemieckiej dyplomacji, by wzmocnić przekaz. Dlaczego Guido Westerwelle zgodził się na udział w tej trudnej misji, nie wiadomo. Była ona jednak konsultowana z Brukselą i mimo że nie jest to operacja unijna, ma poparcie Brukseli, kontynuującej politykę ocieplenia stosunków z Mińskiem.

Niezależna prasa i portale internetowe z Białorusi i Rosji piszą, że przed wyborami 19 grudnia Łukaszence pali się grunt pod nogami. Problemów Bat’ka, czyli ojciec narodu białoruskiego, ma kilka, by wymienić choćby trudną sytuację gospodarczą i rosnące z tego powodu niezadowolenie społeczne. Jednak najważniejsze wydają się dwie problematyczne płaszczyzny – wewnętrzna i zewnętrzna, obie związane z Rosją.

Dla białoruskiego reżimu wybory będą sprawdzianem skuteczności aparatu władzy i służb specjalnych, jak również lojalności tych struktur. Podejrzliwy prezydent nigdy nie jest pewny swojego otoczenia; na przykład białoruskie KGB mogło dogadać się z Rosją, pragnącą wymiany Bat’ki na bardziej prorosyjskiego prezydenta. Wprawdzie Łukaszenka i tak wygra wybory, bowiem ma realne poparcie ponad połowy społeczeństwa, ale zwycięstwo musi być spektakularne i odniesione już w pierwszej turze. Dlatego białoruscy eksperci nie pozostawiają wątpliwości, że wybory mogą nie spełniać demokratycznych standardów i nie obędzie się bez fałszerstw. Zatem nadzieje Unii Europejskiej, w tym Sikorskiego i Westerwelle, zapewne okażą się płonne.

Zewnętrzna płaszczyzna problemów Łukaszenki to Rosja, dążąca do wymiany białoruskiego prezydenta, co jest oceniane jako projekt wymiany elit, w rodzaju niedawnego usunięcia wieloletniego mera Moskwy Jurija Łużkowa.

Najpoważniejszy od upadku ZSRR impas w relacjach Moskwy z Mińskiem trwa od kilku miesięcy. Rosyjskie stacje telewizyjne wyemitowały kilka tygodni temu ostre, szkalujące Łukaszenkę filmy dokumentalne, w których oskarżano go o korupcję i zlecanie politycznych morderstw. Sam prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zrugał Łukaszenkę na swoim wideoblogu. Cierpliwość Rosji wobec Bat’ki skończyła się, co widać od 2007 roku; od tamtej pory Moskwa konsekwentnie osłabia białoruską gospodarkę, wprowadzając wysokie cła i znacząco podnosząc ceny na surowce energetyczne, co wcześniej zapewniało Łukaszence stabilne funkcjonowanie reżimu. Rosjanie domagają się także udziału w prywatyzacji strategicznych białoruskich przedsiębiorstw państwowych. Łukaszenka kilkakrotnie okazał się nielojalny, między innymi nie uznając niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, co dla Kremla było punktem honoru.

Rosyjscy analitycy przewidują następujący scenariusz: Kreml, który wysyła na Białoruś obserwatorów, uzna wybory za niedemokratyczne, przy podobnym zapewne stanowisku UE i OBWE. Nie wywołując rewolucji społecznej (aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli), doprowadzi do powtórki wyborów; tym razem, według scenariusza, ma wygrać kandydat Kremla, za którego uchodzi Uładzimir Niaklajeu, lider kampanii społecznej „Mów Prawdę”.

Obawiając się takiego rozwoju wypadków, Łukaszenka podjął próbę ściągnięcia na Białoruś polityków z Unii Europejskiej, by poszerzyć pole manewru i doprowadzić do sytuacji, w której Bruksela będzie bronić dotychczasowego białoruskiego prezydenta przed zagrożeniem ze Wschodu. Na tym polu białoruski autorytarny przywódca już osiągnął sukces, bowiem niespełna dwa tygodnie temu w Mińsku gościła prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė, zdeterminowana do utrzymywania bliskich relacji z Łukaszenką. Litewskie media piszą, że Wilno ma ambicje odegrać rolę adwokata białoruskiego otwarcia na Zachód, ale nie wiadomo, czy zbliżenie to nastąpi. Podobne ambicje ma Polska.

W ten szeroki kontekst wpisuje się dzisiejszy wyjazd do Mińska Sikorskiego i Westerwelle, kolejny punkt operacji „reelekcja białoruskiego prezydenta”.

– Łukaszenka ma najgorsze stosunki z Rosją w historii. Próbę wyjazdu warto podjąć, nawet jeżeli on wykorzysta to wyłącznie propagandowo. Zawsze jest szansa na jakąś zmianę – mówi informator w polskim MSZ, proszący o zachowanie anonimowości.

Zagadką pozostaje, dlaczego Radosław Sikorski zamierza udać się na Białoruś, mimo spodziewanej ostrej krytyki w kraju za rzekome wspieranie kampanii wyborczej Łukaszenki. Z drugiej strony, nieznana jest także oferta, jaką mógł złożyć Polsce Łukaszenka.

Po pierwsze, mający duże ambicje szef MSZ może z zazdrością spoglądać na aktywną na białoruskim polu Litwę, z którą w dodatku mamy obecnie fatalne stosunki.

Po drugie, Sikorski może jechać na Białoruś po prostu z rewizytą, po lutowym przyjeździe do Warszawy Siarhieja Martynaua.

Po trzecie, polski rząd mógł uznać, że skoro Łukaszenka i tak wygra, Polska będzie skazana na współpracę z nim, dlatego warto już teraz podjąć próbę rozmowy z białoruskim autorytarnym przywódcą. A że w trakcie kampanii Łukaszenka chce rozmawiać, by legitymizować swoją władzę, jest w stanie dużo obiecać. W ten kontekst wpisuje się nasza prezydencja unijna, którą obejmiemy w drugim półroczu przyszłego roku, a Polska ma ogromne ambicje bycia skutecznym kreatorem polityki wschodniej.

Po czwarte, Łukaszenka mógł obiecać większe zaangażowanie się w Partnerstwo Wschodnie, którego pomysłodawcą jest Polska. Dla nas przyciąganie Białorusi i pięciu państw poradzieckich objętych Partnerstwem jest sprawą prestiżowa, dla Białorusi natomiast szansą na modernizację, rozwój przedsiębiorczości, transfer technologii i inwestycji.

Po piąte wreszcie, Łukaszenka mógł obiecać, że odczepi się od nieuznawanego Związku Polaków na Białorusi, kierowanego obecnie przez Anżelikę Orechwo. Od kilku miesięcy widać, że władze odpuściły sobie zmasowane ataki na ZPB, o czym świadczy między innymi wrześniowa decyzja o wstrzymaniu restrykcji wobec Poloniki – firmy Andżeliki Borys, byłej szefowej Związku. Reżim odblokował konta bankowe firmy i wstrzymał egzekucję grzywny, którą nałożył za rzekome łamanie białoruskiego prawa.

Niewykluczone, że Łukaszenka mógł pójść dalej i obiecać Polsce znacznie więcej, w tym na przykład legalizację Związku, o co Warszawa zabiega od lat. Ale na żadne decyzje przed wyborami raczej nie można liczyć. Eksperci wprost mówią, że obecnie Łukaszenka i cały aparat państwowy są skupieni wyłącznie na reelekcji, zaś liberalna kampania wyborcza i dopuszczenie do głosu opozycyjnych kandydatów to jedynie wybieg do przodu Łukaszenki, na wypadek najczarniejszego dla niego scenariusza „rosyjskiego”. Poza tym trzysta tysięcy Polaków to realna siła polityczna, a sam Związek dysponuje pięcioma-sześcioma tysiącami aktywistów, czym nie może poszczycić się żadne ugrupowanie opozycyjne.

Szefowie polskiego i niemieckiego MSZ wyruszają w trudną misję, ale w kuluarach rządowych gabinetów można usłyszeć, że próba podjęcia rozmów z reżimem Łukaszenki to jedyna droga, ponieważ izolacja Mińska nie przyniosła rezultatów, a zagarnięcie Białorusi przez Rosję jest coraz bardziej prawdopodobne.
   
Tomasz Kułakowski
Artykuł ukazał się w „Dzienniku Polskim”

Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Kułakowski
Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu