Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Dyktatorskie zapędy
2010-05-09
Paweł Pieniążek
Gdy 25 lutego Wiktor Janukowycz oficjalnie obejmował urząd prezydenta, wielu komentatorów wierzyło w pragmatyzm, który miał być domeną jego rządów. Spodziewano się powrotu do Kuczmowskiej polityki „wielowektorowości”. Miała wrócić Ukraina w roli „panny na wydaniu”, która sprytnie flirtuje raz z Rosją, raz z Unią Europejską. Nie muszę tłumaczyć, że rezultatem tego romansu miał być wyższy poziom życia na Ukrainie. Wizja Kuczmy miała być uzupełniona o zdobycze pomarańczowej rewolucji i władzy tego samego koloru: wolność słowa i demokrację, przy jednoczesnym odtrąceniu politycznej niestabilności ekipy Wiktora Juszczenki. Krótko mówiąc, miała narodzić się (U)kraina mlekiem i miodem płynąca.

Po ponad dwóch miesiącach zapomniano o pragmatyzmie. Ten sam Wiktor Janukowycz jest porównywany do prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki i coraz częściej określany mianem „dyktatora”. Jak w dwa miesiące zdołał zrobić z siebie antybohatera?

Wszystko zaczęło się od podejścia do Wielkiego Głodu, o które zaciekle walczył prezydent Wiktor Juszczenko. Był to zresztą jeden z jego nielicznych sukcesów – Hołodmor uznało całe społeczeństwo, w przeciwieństwie do bohaterstwa Stepana Bandery. Wiktor Janukowycz już w dniu przejęcia urzędu usunął informacje o Wielkim Głodzie z prezydenckiej strony internetowej. Był to dopiero początek zmian. 27 kwietnia, podczas wizyty w Strasburgu, Janukowycz powiedział, że „Wielki Głód to nie ludobójstwo”. Parlament Europejski, wbrew oczekiwaniom wielu Ukraińców, poparł prezydenta. To chyba błędna strategia, aby unijny organ wypowiadał się w sprawach państw spoza Unii Europejskiej.

Następnym punktem zapalnym stała się koalicja tuszok. Niby koalicja jak koalicja, są w niej różni deputowani – lepsi i gorsi; została utworzona na podstawie poprawki, którą później uznał Sąd Konstytucyjny. W czym więc problem? Taką samą poprawkę zgłoszono w 2008 roku i wówczas decyzja Sądu była dokładnie przeciwna: koalicja budowana z pojedynczych deputowanych, a nie partii, jest niekonstytucyjna. Może ta niekonsekwencja nie wzbudziłaby tylu kontrowersji, gdyby nie fakt, że przez ten czas skład sądowej komisji nie uległ zmianie. Co ciekawe, obecni koalicjanci z Bloku Łytwyna na początku wcale nie chcieli przyjąć poprawki, ale gdy zawisła nad nimi groźba przedterminowych wyborów, po szybkich kalkulacjach zmienili decyzję, bo prawdopodobnie nie osiągnęliby progu wyborczego.

Po stworzeniu koalicji nadszedł czas powołania rządu. Ostatecznie na jego czele stanął Mykoła Azarow – sześćdziesięciodwuletni polityczny weteran chcący uwieńczyć swoją polityczną karierę. Od razu wzbudził szczególną formę podziwu wśród żeńskiej części społeczeństwa, tłumacząc, dlaczego powołał do rządu samych mężczyzn: „Reformy nie są sprawą kobiet”. Nie dość, że Ukrainą rządzą sami faceci, to jeszcze jest ich nadzwyczaj wielu – dwudziestu dziewięciu ministrów nie ma żadne inne państwo w Europie. Do tego na skutek dziwnego zbiegu okoliczności umorzono śledztwo, w którym głównym oskarżonym był Wasyl Cuszko, następnego dnia uhonorowany teką ministra gospodarki.

Ministrem edukacji został Dmytro Tabacznyk, który od początku nie cieszył się poparciem studentów, zwłaszcza tych z zachodnich części Ukrainy. Jego najpoważniejszym przedsięwzięciem jest próba zastąpienia terminu „II wojna światowa” „Wielką Wojną Ojczyźnianą”.

Poza wspomnianą wcześniej sprawą Cuszki, dziwne rzeczy dzieją się w ukraińskiej prokuraturze. 31 marca wstrzymano postępowanie w sprawie otrucia eksprezydenta Wiktora Juszczenki. Po wezwaniach do prokuratury Julii Tymoszenko wszczęto za to śledztwo, w którym głównymi podejrzanymi są członkowie jej rządu. Natomiast zaginięcie dokumentów dotyczących prywatyzacji w Kijowie w ostatnich czterech latach nie zainteresowało „stróżów prawa”.

16 kwietnia Reporterzy bez Granic w nowym raporcie stwierdzili, że po objęciu władzy przez Janukowycza wolności słowa na Ukrainie jest mniej. Podano przede wszystkim liczne przykłady napaści na dziennikarzy. Prezydent poprzez swoich urzędników odpowiedział, że demokracja jest „absolutnym priorytetem”. Jednak podczas podpisywania porozumienia w Charkowie prezydenci Ukrainy i Rosji nie dopuścili niektórych dziennikarzy do sali, w której się znajdowali, aby uniknąć trudnych pytań. Tydzień później Reporterzy bez Granic wystosowali list otwarty do prezydenta, w którym wyrazili swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Do tej pory nie otrzymali odpowiedzi.

Porozumienie charkowskie to najbardziej kontrowersyjna decyzja nowych ukraińskich władz. Miedwiediew i Janukowycz podpisali akt przedłużający stacjonowanie Floty Czarnomorskiej na Krymie do 2042 roku, a jeśli strony się na to zgodzą – także o następne pięć lat. W zamian Ukraińcy dostali trzydziestoprocentową zniżkę na gaz do 2019 roku. W regionie niższą cenę ma tylko Białoruś. Podczas przegłosowywania porozumienia w parlamencie doszło do regularnej bitwy, w której poza pięściami użyto jajek i granatów dymnych. Politycy opozycji zrezygnowali z głosowania, a na swoich ławach rozłożyli ogromną flagę Ukrainy. Koalicja rządząca niezbyt przejęła się całym zamieszaniem i ratyfikowała porozumienie zwykłą większością głosów, nie trudząc się próbami konsultacji z opozycją. Przed Radą Najwyższą zebrał się tłum podzielony na zwolenników i przeciwników porozumienia. Chyba nie muszę dodawać, że interweniowała milicja. Od spotkania prezydentów ukraińscy publicyści piszą coraz straszniejsze komentarze na temat nowych władz.

Ostatnio rosyjski premier wpadł na pomysł przyłączenia największej ukraińskiej firmy sektora gazowego – Naftohazu – do rosyjskiego giganta Gazprom. Mykoła Azarow obiecał rozważyć tę propozycję.

Gdy do tego wszystkiego dołożymy odznaczenia nadane zagranicznym przywódcom wątpliwej reputacji (na przykład Fidelowi i Raulowi Castro) czy wydany ministrowi obrony rozkaz utrzymania dobrej pogody na obchody 9 maja, najwięksi optymiści mogą popaść w zwątpienie. Przez nieco ponad dwa miesiące prezydent Janukowycz poważnie osłabił niezależność energetyczną kraju, walczy na różnych płaszczyznach z ukraińskością i umniejsza jej rolę, a jakby tego było mało, ogranicza wolność słowa. Nie są to bynajmniej subtelne działania; określiłbym je raczej jako wyrafinowane pozbywanie się demokracji. Stąd biorą się porównania do Aleksandra Łukaszenki, którego władza zaczęła się od podobnych działań.

Coraz więcej środowisk, zarówno z Ukrainy, jak i ukraińskich diaspor, zaczyna się mobilizować i wypracowywać model działań antyrządowych. Opozycja zaczyna się powtórnie konsolidować. Innego wyjścia nie ma, bo Unia Europejska potrafi potępić nadanie Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy, ale w sprawach naprawdę ważnych wypowiadać się nie ma zamiaru.

Co na to wszystko mieszkańcy Ukrainy? Czy tańszy gaz nie skusi ich do milczenia i życia w pozornej stabilizacji? A może postanowią ponownie się zmobilizować po sromotnej klęsce pomarańczowej władzy? Oby na te pytania nie trzeba było odpowiadać.

Paweł Pieniążek

Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu