Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kirgistan - czas "tymczasowych" (cz. I)
2010-05-13
Radzisława Gortat*
Minął miesiąc od przewrotu politycznego w Kirgistanie, podczas którego obalono prezydenta Kurmanbeka Bakijewa. W odróżnieniu od pokojowych  protestów powyborczych z marca 2005 roku, które zmusiły Askara Akajewa, pierwszego prezydenta tej republiki, do ucieczki z kraju, druga konfrontacja zebrała tragiczne żniwo: 86 ofiar śmiertelnych, półtora tysiąca rannych, straty materialne i moralne. Istota  wydarzeń z 6-8 kwietnia 2010 roku  budzi spory. Jedni określają je narodowym powstaniem lub drugą kirgiską rewolucją, inni żywiołowym chłopskim buntem, jeszcze inni widzą w nich rosyjską operację, niektórzy „zmianę władzy” lub wręcz „kryminał”.

Bezsporne jest tylko  to, że krwawe rozruchy wyniosły do władzy samozwańczy „rząd zaufania narodowego” pod kierownictwem Rozy Otunbajewej. Ministerialne  stanowiska objęli w nim  czołowi działacze kirgiskiej opozycji, z których część miała opozycyjny status już w czasach Akajewa. Wszyscy brali udział w „tulipanowej rewolucji” pięć lat temu,  a następnie poparli Kurmabeka Bakijewa w drodze do prezydentury. Z czasem wypadli z jego ekipy lub sami przeszli do opozycji wobec jego coraz bardziej autorytarnego kursu.  Po wyborach parlamentarnych 2007 r. zostali zepchnięci na margines życia politycznego,  poddani różnym restrykcjom, a w odosobnionym przypadku represjom (Ismail Isakow, obecny minister został w 2009 r. skazany na 8 lat więzienia). Tragiczne kwietniowe zajścia wyniosły ich nagle do władzy. Wielu liderów opozycyjnych zostało aresztowanych w przededniu demonstracji i nie brało bezpośredniego udziału w zajściach. To stworzyło „tymczasowym” wygodne alibi oraz mandat do przemawiania w imieniu narodu, któremu obiecano przywrócenie władzy i godności, powrót swobód obywatelskich i rządy prawa, a w przyszłości – rozkwit kraju.

Rząd „zaufania narodowego” nie cieszy się dużym poparciem. Wedle pierwszego sondażu online z drugiej połowy kwietnia, poziom zaufania doń wynosi 3,44 punktu w siedmiopunktowej skali. Rządowi ufa 12 procent respondentów, nieufność wyraża 31 procent. Siła jego mandatu wynika głównie z szoku, wywołanego rozlewem krwi oraz wsparcia ze strony Rosji. Premier Putin poparł nowy rząd już następnego dnia po jego powołaniu, Rosja udzieliła Kirgistanowi pomocy humanitarnej i finansowej w wysokości 50 milionów dolarów (zabiegano o 150 mln) oraz wywarła bezpośrednią presję na prezydenta Kurmanbeka Bakijewa,  by podał się do dymisji i opuścił Kirgistan. Operację przeprowadzono we współdziałaniu z władzami Kazachstanu i OBWE oraz za przyzwoleniem USA. Wyjazd Bakijewa ułatwił „tymczasowym” neutralizację potencjalnej rewolty na południu, gdzie prezydent szukał oparcia u swych ziomków po  ucieczce ze stolicy . Ale sytuacja w tej części kraju  rejonie nadal daleka jest od stabilizacji.

Kirgiskie paradoksy
Sytuację w Kirgistanie cechuje kilka paradoksów. Pierwszy polega na tym, że kwietniowy przewrót, postrzegany jako przejaw  odbudowy wpływów Rosji w posowieckiej przestrzeni, oddał ster rządów w ręce polityków, którzy stanowią symbol „kolorowych rewolucji”, zawzięcie zwalczanych przez Kreml. Co więcej, w przeciwieństwie do Bakijewa,  dali się poznać jako politycy antyautorytarni, protestujący przeciwko odchodzeniu od demokratycznych i antykorupcyjnych deklaracji, składanych na początku jego rządów.  W dodatku nie wszyscy  członkowie  rządu Otunbajewej  mają opinię polityków jednoznacznie prorosyjskich.

Drugi paradoks bierze się stąd, że rząd tymczasowy, składający się byłych ministrów i deputowanych o  umiarkowanych, na ogół poglądach, wystąpił w roli rządu stricte rewolucyjnego.  Działa w instytucjonalnej pustce, zaś jego decyzje nie mają żadnej podstawy prawnej. Premier Danijar Usienow podał się do dymisji już 7 kwietnia, prezydent 16 kwietnia. W pierwszym dniu przewrotu samozwańczy rząd rozwiązał swym dekretem parlament, Centralną Komisję  Wyborczą i Sąd Konstytucyjny; zdymisjonowano też prezesa Sądu Najwyższego i prokuratora generalnego. Liderzy opozycji skupili w swych rękach całą władzę państwową: uprawnienia parlamentu, prezydenta i rządu. Obiecali ją zwrócić narodowi za pół roku.

Nowe władze deklarują, że wyciągnęły wnioski z doświadczeń 2005 roku i są zdeterminowane, by nie dopuścić do ponownej monopolizacji władzy i własności w rękach prezydenta i jego rodziny. Dlatego rząd tymczasowy nie powołał p.o. prezydenta, lecz działa kolektywnie, a swoją rolę uważa za czysto techniczną. Mianowani przezeń gubernatorzy i akimowie również pełnią funkcje czasowo.

Trzeci paradoks polega na tym, że w rządzie tymczasowym znaleźli się niemal wszyscy opozycyjni politycy, którzy nie mają wspólnego programu. Złączył ich sytuacyjny sojusz, zawarty trzy tygodnie przed przewrotem. Członków gabinetu różnią poglądy niemal w każdej sprawie: od obsady kadrowej po ustrój konstytucyjny. W przeszłości raczej ze sobą rywalizowali, niż współpracowali, dzielą ich osobiste animozje i bagaż wcześniejszych konfliktów. Mimo to rząd się nie rozpadł. Duża w tym zasługa Rozy Otunbajewej, trzykrotnego ministra spraw zagranicznych Kirgistanu i doświadczonego dyplomaty, która uchodzi za osobę o demokratycznych przekonaniach, nie jest zamieszana w korupcyjne skandale ani klanowe powiązania. Jej osobista reputacja ułatwiła nawiązanie kontaktów rządu tymczasowego z międzynarodowymi organizacjami i zachodnimi rządami.  

Nowy początek
Swoją misję nowa ekipa upatruje w przygotowaniu nowej konstytucji, którą naród zaakceptuje w głosowaniu powszechnym; następnie mają zostać przeprowadzone nowe wybory parlamentarne i prezydenckie, które wyłonią prawomocne władze. Termin referendum wyznaczono na 27 czerwca, termin elekcji parlamentarnej na 10 października 2010 roku. W sprawie terminu wyborów prezydenckich nie podjęto żadnej decyzji, gdyż trwają spory na temat sposobu wyłaniania głowy państwa.

Inne działania rządu tymczasowego mają charakter doraźny. Rząd wycofał się podwyżki opłat za energię elektryczną, która była bezpośrednią przyczyną protestów, oraz zadeklarował, że amerykańskie Centrum Przewozów Transportowych w Biszkeku będzie mogło funkcjonować przez następny rok. Wypłacono odszkodowania rodzinom ofiar kwietniowych zajść oraz zapowiedziano rekompensaty dla biznesu, który ucierpiał na skutek rabunków i pogromów. W realizację tej obietnicy nikt nie wierzy. Władze próbują powstrzymać nielegalne zajmowanie ziemi oraz ograniczyć elementy kryminalne. Z mieszanym, jak dotąd, skutkiem. Nominacje kadrowe na stanowiska administracyjne ulegają częstym zmianom, zwłaszcza na szczeblu lokalnym, gdzie rywalizują ze sobą lokalni działacze kilku partii wchodzących w skład rządu tymczasowego. Nie zawsze dotychczasowi szefowie lokalnych administracji chcą ustąpić, co prowadzi do lokalnych przepychanek z udziałem miejscowej ludności.

Wiele działań rządu tymczasowego koncentruje się na eliminacji instytucji i wpływów Bakijewa. Zlikwidowano Centralną Agencję Inwestycji i Innowacji, na czele której stał Maksim Bakijew, syn obalonego prezydenta. Zrenacjonalizowano kilka kluczowych przedsiębiorstw, takich jak Kirgiztelecom i dwie firmy energetyczne, sprywatyzowane w podejrzany sposób. W wielu przedsiębiorstwach uważanych za domenę Maksima  wprowadzono zarząd komisaryczny. Ustanowiono kontrolę nad bankami, by zapobiec nielegalnemu wywozowi pieniędzy, rozpoczęto inwentaryzację majątku rodziny prezydenta oraz poszukiwanie jej nielegalnych kont zagranicą. W sukurs rządowi przyszła debata nad warunkami dzierżawy lotniska Manas, w tym kontraktów paliwowych,  tocząca się w amerykańskim Kongresie. Trwają aresztowania wysokich urzędników z poprzedniej ekipy. Interpol wystawił list gończy za Maksimem Bakijewem, rząd domaga się od władz Białorusi ekstradycji Kurmanbeka Bakijewa.

Nowy okres charakteryzuje przywrócenie wolności słowa oraz swoboda działalności partii i organizacji pozarządowych. Pracę wznowiło radio Azzałtyk, rząd zapowiedział przekształcenie państwowej telewizji w medium publiczne. Polityka informacyjna rządu budzi ambiwaletne  oceny.

Kraj znajduje się w dramatycznej sytuacji gospodarczej i społecznej. Zamknięcie granic przez Kazachstan i Uzbekistan z powodu kirgiskich zamieszek naraziło go na dodatkowe straty z powodu zablokowania eksportu towarów i siły roboczej. To jednak problem przejściowy. Znacznie poważniejsze są niedobory budżetu. Nie wiadomo do jakiego stopnia prawdziwe były oświadczenia, że Bakijew zostawił skarb państw prawie pusty, ale miarodajną wydaje się informacja, że fundusze na wypłaty socjalne w maju wystarczają jedynie na pokrycie 49 procent zobowiązań państwa wobec obywateli. Dramatyczną sytuację ekonomiczną łagodzi pomoc finansowa Rosji oraz pewne wsparcie ze strony USA. Pomoc zadeklarowała także Turcja i inne państwa, z pewnym ociąganiem podobną deklarację złożyła Unia Europejska. Biszkek odwiedzają delegacje organizacji międzynarodowych, deklarujących pomoc w stabilizacji kraju oraz przeprowadzeniu uczciwych wyborów – dopiero po nich może nastąpić oficjalne uznanie nowych władz przez Zachód.

Nowa ustawa zasadnicza
Nowy początek ma wyznaczyć przyjęcie nowej konstytucji, mającej stanowić antidotum na  choroby patronażowej prezydentury. Rangę tego pomysłu obniża fakt, iż kirgiską ustawę zasadniczą zmieniano już siedem razy w ciągu niespełna dwudziestu lat niepodległego bytu. To rekord w skali WNP! Kolejne batalie spychały ją do roli piłki w grze o władzę bardziej niż aktu, który reguluje fundamentalne zasady ustrojowe. Trzeba jednak podkreślić, że Omurbek Tekebajew, p.o. wicepremier ds. reformy konstytucyjnej, we wszystkich tych bataliach forsował projekty idące w przeciwnym kierunku niż chcieli tego prezydenci, dążący do rozszerzenia swej władzy. Teraz nastał czas na zrealizowanie własnej wizji.

 Projekt nowej konstytucji ogłoszono 26 kwietnia. Obywatele mają dwa tygodnie na debatę publiczną i wnoszenie poprawek. Krótki okres na dyskusję  wywołuje protesty. Nad  zgłoszonymi poprawkami ma pracować siedemdziesięciopięcioosobowa Rada Konstytucyjna, składająca się z polityków, prawników, naukowców i działaczy społecznych. Jej celem jest przygotowanie jednolitego tekstu, który ma być poddany pod głosowanie w czerwcowym referendum.

Ogłoszony projekt proponuje w istocie system prezydencko-parlamentarny. Kompetencje prezydenta zostały ograniczone na rzecz parlamentu i rządu. Prezydent ma być strażnikiem konstytucji i arbitrem w konfliktach na szczytach władzy, zapewniać współdziałanie wszystkich organów władzy, pełnić rolę zwierzchnika sił zbrojnych oraz typowe funkcje ceremonialne i zwyczajowe (prawo łaski, nadawanie obywatelstwa, przyznawanie nagród i orderów etc.). Miałby też pewną rolę do odegrania w procesie desygnowania premiera i tworzenia rządu, nieco większą przy dymisjach szefa rządu oraz jego poszczególnych członków. Pozostawiono mu prawo powoływania Rady Bezpieczeństwa Narodowego i przewodniczenie jej obradom oraz pewne uprawnienia w dziedzinie polityki zagranicznej. Nominacje na inne wysokie stanowiska – jak prokurator generalny, prezes Banku Narodowego, prezes Sądu Najwyższego – wymagałyby współdziałania prezydenta i parlamentu. Prezydent miałby prawo wydawania dekretów i rozporządzeń, pozbawiony został natomiast inicjatywy ustawodawczej oraz prawa do zarządzania referendum z własnej woli. Projekt ustawy zasadniczej milczy w sprawie sposobu wybierania prezydenta.

Jednoizbowy parlament, powoływany na pięć lat, miałby pełnić funkcje ustawodawcze i kontrolne. Deputowani byliby wybierani w wyborach proporcjonalnych na listy partyjne, z pięcioprocentową klauzulą zaporową. Nie przewidziano prawa wyborców do przedstawiania własnych list kandydatów. Deputowanych zobowiązano do wstąpienia do frakcji, które powinny działać w sposób zdyscyplinowany. Wyjście z frakcji lub utrata członkostwa w partii pociągnęłyby za sobą utratę mandatu parlamentarnego. Parlament otrzymał duże uprawnienia w dziedzinie nominacji sędziów oraz kierownictwa resortu sprawiedliwości.

Władza wykonawcza miałaby należeć do premiera i rządu, wyłanianego z większości parlamentarnej. Władzę lokalną miałyby sprawować terenowe administracje państwowe i samorządy lokalne. Projekt nie precyzuje ich struktury ani wzajemnych relacji, odsyłając wiele kwestii do uregulowania przez ustawy zwykłe. Wśród innowacji można wymieni zakaz cenzury, rozszerzenie prawa obywateli do informacji, a także sprecyzowanie warunków odsunięcia prezydenta od władzy (impeachment).

Nie wdając się w całościową ocenę projektu ani szczegółowe uregulowania, które budzą wiele zastrzeżeń, można skonstatować, że projekt jest jeszcze surowy i ma wiele luk. Sensowniej byłoby go potraktować jako prowizorium konstytucyjne, które ustala jedynie sposób wyboru parlamentu oraz tworzenie i funkcjonowanie władzy wykonawczej w okresie przejściowym; opracowanie i przyjęcie konstytucji należałoby powierzyć nowej legislatywie. Pozwoliłoby to uniknąć wpadania w koleiny referenalnej zmiany ustawy zasadniczej – praktyki skompromitowanej przez poprzednich prezydentów, którzy sięgali po nią nader często, by przeforsować poprawki umacniające ich osobistą władzę (w latach 1994, 1996, 1998, 2003, 2007). Ale rezygnacja z referendum raczej nie wchodzi w grę, gdyż pozbawiłaby „tymczasowych” magii przełomu, symbolicznego „nowego początku” oraz – tak pożądanej – legitymizacji przez naród.

Dziwi fakt, że nikt nie zadaje pytania, co się stanie, jeśli referendum okaże się niekonkluzywne. Obywatele mogą przecież odrzucić projekt lub frekwencja będzie niewystarczająca dla uznania ważności głosowania. Takiego scenariusza nie można wykluczyć w obecnej niepewnej sytuacji. Nigdzie nie natrafiłam na dowód, by ktoś zastanawiał się nad taką ewentualnością i przewidywał dalsze kroki. Czyżby nowe władze traktowały referendum podobnie jak poprzednicy? W poprzednich odsłonach tego spektaklu nie chodziło o poznanie opinii obywateli, lecz o narzucenie im własnego projektu oraz uzyskanie jego akceptacji wszelkimi dostępnymi środkami.

Po drugie, wyraźnie widać, że myślenie autorów przedłożonej ustawy zasadniczej  koncentruje się raczej na leczeniu chorób starego reżimu niż tworzeniu spójnych zasad nowego. Wyeliminowano na przykład Sąd Konstytucyjny, gdyż – jak  argumentowano – „instytucja ta zawsze była źródłem antykonstytucyjnych decyzji”. Jego kompetencje ma przejąć nowa izba Sądu Najwyższego, która  nie została jeszcze powołana. Nie wiadomo zatem  kto będzie mieć ostatnie słowo w sporach między najwyższymi organami. Nie wprowadzono także sądowej kontroli aktów prawnych. Zdziwienie budzi również fakt, że retoryka eliminacji kumoterstwa, ziomkostwa i partykularnych interesów nie znajduje odzwierciedlenia w rozwiązaniach instytucjonalnych. W konstytucji nie rozdzielono funkcji politycznych i administracyjnych oraz nie wskazano jasno, że te drugie powinien spełniać korpus służby cywilnej, który już nieraz próbowano tworzyć. W rezultacie nominacja ministra lub gubernatora nadal może pociągać za sobą zmianę przynajmniej połowy personelu danej instytucji, rekrutowanego na zasadzie personalnych układów, a nie kryterium kompetencji. To znakomita pożywka  do rozkwitu wszystkich plag, które chciano zwalczać.

Kontrowersyjne jest też wprowadzenie ścisłych reguł uzależniających deputowanych od liderów frakcji i partii politycznych, w sytuacji gdy system partyjny jest w powijakach, zaś w Kirgistanie nie wykształciła się elita polityczna o ogólnokrajowym formacie. Dla jej kształtowania korzystne byłoby przekraczanie dotychczasowych podziałów, co wymaga łączenia się w większe frakcje lub tworzenia zgoła nowych konfiguracji politycznych. Partie i tak będą się dzielić i łączyć; lepiej zatem byłoby ten element wkalkulować w bardziej elastyczne regulacje. Zdziwienie budzi także utrzymanie przepisu, że na zwolniony mandat nie wchodzi automatycznie następna osoba z listy partyjnej o najwyższej liczbie głosów, lecz decyzję o tym, kto ją zastąpi, podejmuje kierownictwo partii, które może mianować dowolnie wskazanego kandydata z dalszych miejsc. Oznacza to, że autorzy projektu nie wyciągnęli wniosków ze złych praktyk kierownictwa AK-Żoł, które manipulowało tym przepisem, by wymuszać rezygnacje bardziej niezależnych deputowanych w celu zastąpienia ich  spolegliwymi. Chodziły słuchy, że czasami robiono to po to, aby przekazać mandat za pieniądze lub inne korzyści. Praktykę tę ułatwiał przepis o możliwości dokonywania zmian w rezerwowym spisie kandydatów już po wyborach, który ma zostać utrzymany, choć w szczątkowej postaci.

Projekt konstytucji wywołał falę krytyki, wiele propozycji poprawek, a także publikację alternatywnych projektów. Nasuwa się ogólna refleksja, że elita polityczna i intelektualna Kirgistanu wciąż jest daleka od minimalnego konsensu w sprawach ustrojowych – pomimo wielu lat debat od uzyskania niepodległości. Argumenty się powtarzają, a jednocześnie koncentrują się bardziej na negatywnych stronach kirgiskiego życia politycznego niż materii ściśle konstytucyjnej.

Jedni sprzeciwiają się zgłoszonemu projektowi, twierdząc, że Kirgistanowi potrzebny jest system prezydencki i silna władza dla osiągnięcia stabilizacji. Przekazanie jej parlamentowi nie uleczy korupcji i kumoterstwa, a tylko je zwiększy, gdyż w miejsce jednego prezydenckiego wertykału powstanie  ich ponad setka  („Czy parlamentarzyści nie mają krewnych i znajomych?”). Ktoś zauważył, że z głową kirgiskiego państwa dysponującą tak małymi uprawnieniami nie będą liczyć się prezydenci innych krajów WNP.

Z drugiej strony formułowane są obawy, że uprawnienia prezydenta nadal są zbyt duże. Pojawiają się też sugestie, że redukcja uprawnień głowy państwa niewiele pomoże, gdyż rolę „silnego człowieka” może odgrywać premier, który „stworzy podobny układ jak Bakijew”. Wiele niepokoju budzą możliwe konflikty między parlamentem a prezydentem, właściwe wszystkim systemom mieszanym. Jak zawsze pada argument, że parlament przekształci się w miejsce nieustannych intryg, demagogii, rywalizacji, „kupowania ustaw” etc., zaś wyłoniony z jego składu rząd nie będzie w zdolny do podejmowania decyzji w palących dla kraju kwestiach, gabinety będą szybko upadać, dyskredytując demokrację (czy świeckie rządy w ogóle) w oczach ludności.

Obrońcy projektu wskazują, że tworzy on dobre ramy dla zmiany rządów w sposób cywilizowany. Lepiej, by konflikty miały miejsce w parlamencie niż, jak dotąd, na ulicy. Można wyrazić ostrożną nadzieję, że zwiększenie liczebności i roli parlamentu pozwoli na reprezentację w nim wszystkich grup sfragmentaryzowanego kirgiskiego społeczeństwa, co może sprzyjać wykształceniu się  ponadregionalnych elit oraz wmontowaniu tradycyjnych podziałów rodowo-klanowych w mechanizm demokratyczny. Wszystko to jednak wymaga czasu, którego dramatycznie brakuje.

Przedmiotem sporów jest też samo referendum. Jego przeciwnicy uważają, że głosowanie nad jednym projektem ustawy zasadniczej jest farsą; domagają się przedstawienia kilku projektów, aby „naród mógł dokonać wyboru”. Postulat jest utopijny ze względu na skomplikowanie materii konstytucyjnej oraz brak kompetencji zwykłych ludzi do podjęcia świadomej decyzji w tak poważnej kwestii. Referendum 2007 roku ujawniło to z całą wyrazistością.

Gdyby jednak przyjąć  założenie idealizacyjne, że Rada Konstytucyjna zdoła wypracować kompromisowy projekt lub poprawi obecny na tyle, że będzie on do przyjęcia dla większości obywateli, droga do wolnej elekcji legislatywy zostałaby otwarta. Pytanie tylko czy rząd Otunbajewej dotrwa do tego momentu i czy będzie w stanie zorganizować wolne i uczciwe wybory.

* dr Radzisława Gortat, Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu