Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kirgistan - czas "tymczasowych" (cz. II)
2010-05-14
Radzisława Gortat*
Perspektywa wyborów parlamentarnych
Rząd Otunbajewej deklaruje, że zrobi wszystko, aby nadchodzące wybory parlamentarne były „wolne i uczciwe”. W tym celu zwrócił się do partii i organizacji pozarządowych o desygnowanie członków Centralnej Komisji Wyborczej; chciał nawet powierzyć ich przedstawicielowi stanowisko przewodniczącego, ale wybrana kandydatka nie zgodziła się na jego objęcie. Ostatecznie powołano na to miejsce byłego wiceprzewodniczącego komisji. Jedna trzecia miejsc w CKW została zarezerwowana dla ekspertów międzynarodowych wskazanych przez ONZ, by zapewnić uczciwość i bezstronność przyszłej elekcji. Trudno przewidzieć, czy ta innowacja się sprawdzi, czy stanie się źródłem nowych konfliktów. Organizacje pozarządowe nie są samodzielnymi aktorami, lecz raczej zasobem, który może być wykorzystany do działań politycznych; zaproszenie ekspertów międzynarodowych jest eksperymentem o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Gdyby efekt tych innowacji był pozytywny, Kirgistan zyskałby unikalną możliwość swobodnego wyłonienia swej reprezentacji politycznej oraz stworzenia rządu zgodnie z preferencjami wyborców. Byłby to istotny przełom, otwierający szanse demokratyzacji. Od uzyskania niepodległości wszystkie wybory i referenda były dotychczas mniej lub bardziej manipulowane bądź fałszowane.

Nie jest natomiast jasne, jak będą przebiegać wybory parlamentarne. Projekt nowej ordynacji wyborczej miał być przyjęty w referendum razem z konstytucją, ale dotąd nie został opublikowany. Wersja robocza przewiduje, że prawo wystawiania kandydatów ma przysługiwać tylko partiom zarejestrowanym co najmniej na rok przed wyborami. Taki przepis faworyzuje ugrupowania, których liderzy wchodzą w skład rządu tymczasowego. Potwierdza to wstępny sondaż z końca kwietnia, z którego wynika, że do parlamentu weszłyby tylko trzy partie: Ata Meken p.o. wicepremiera Omurbeka Tekebajewa (32,3 procent głosów), Partia Socjaldemokratyczna p.o. wicepremiera Ałmazbeka Atambajewa (11,3 procent), a także Bakijewska partia AK-Żoł (9,3 procent). Na granicy progu wyborczego oscylują jeszcze dwie partie. Taka sytuacja mogłaby ustabilizować scenę polityczną po wyborach, ale brzemienna w konflikty jest jeszcze przed kampanią.

Nie jest tajemnicą, że członkowie dwóch pierwszych partii dominują wśród nominowanych na p.o. gubernatorów i akimów, co w kirgiskich warunkach stawia te ugrupowania na uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych pretendentów do władzy. Stan ten nie budzi entuzjazmu społeczeństwa. Niektórzy działacze organizacji pozarządowych domagają się wystąpienia członków rządu tymczasowego ze swych partii, by wszystkim zapewnić równe szanse. Politolog Kazat Kazakbajew wprost żąda anulowania wspomnianego przepisu, twierdząc, że uniemożliwi on ubieganie się o mandaty „organizacjom młodzieżowym, które powstały po przewrocie i będą walczyć o możliwość uczestnictwa w wyborach wszelkimi dostępnymi środkami. To stworzy nowe konflikty i wywoła nowe zamieszki”.

Można przypuszczać, że ta figura retoryczna przesłania całkiem inny problem. Chodzi o prawo startu w wyborach nowych ugrupowań, tworzonych tuż przed elekcją. Kwestia ta jest szczególnie istotna dla uciekinierów z obozu Bakijewa. Wątpliwe jest bowiem, by wysocy urzędnicy, deputowani i biznesmeni z tego ugrupowania chcieli wystąpić pod szyldem AK-Żoł, gdy ich lider rezyduje u prezydenta Łukaszenki. Nieuchronnie znaleźliby się pod pręgierzem, co zepchnęłoby ich obecne niewysokie notowania poniżej progu wyborczego. Wreszcie nie można wykluczyć, że w wyborach chcieliby wziąć udział reprezentanci mniejszości narodowych; dotyczy to zwłaszcza Uzbeków i Rosjan. Dotychczas te grupy etniczne pozostawały w cieniu i nie angażowały się w politykę, zdominowaną przez Kirgizów i ich ugrupowania. Władze wolałyby zapewne, by ten stan się utrzymał, ale działacze mniejszości zdradzają ostatnio aspiracje polityczne, co u niektórych przedstawicieli tytularnej nacji wywołuje poczucie zagrożenia. Nie przypadkiem w debacie konstytucyjnej zgłoszono wniosek o wprowadzenie zakazu tworzenia partii na zasadzie etnicznej. Zapewne nie zostanie on uwzględniony, także dlatego, że niektórzy kirgiscy politycy wyczuli koniunkturę i tworzą partie „międzyetniczne” do walki o mandaty w przyszłym parlamencie (na przykład Kongres Narodów Kirgistanu im. Czyngisa Ajtmatowa).

Przedmiotem kontestacji jest także zasada wybierania deputowanych wyłącznie z list partyjnych. Działacze organizacji pozarządowych twierdzą, że dyskryminuje to osoby bezpartyjne, które zostały w ten sposób pozbawione biernego prawa wyborczego. Domagają się ustanowienia przynajmniej jednej trzeciej okręgów jednomandatowych, gdzie głosowano by na poszczególne osoby w systemie większościowym. Omurbek Tekebajew zajął w tej kwestii pojednawcze stanowisko.

Reasumując, można stwierdzić, że ostateczny kształt ordynacji wyborczej będzie testem dla demokratycznych deklaracji nowych władz. Ujawni, do jakiego stopnia są one gotowe umożliwić wolny wstępu na scenę polityczną wszystkim aktorom, na ile zaś będą ograniczać ich szanse przy pomocy formuł prawnych dyktowanych troską o własne interesy.

Szerokie otwarcie sceny politycznej byłoby korzystne z co najmniej dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że wypchnięcie stronników Bakijewa poza pole parlamentarne stworzy zarzewie nowych konfliktów przed wyborami, a w dłuższej perspektywie poczucie degradacji, które może się objawić kolejną powtórką „kirgiskiego scenariusza” w przyszłości. Po drugie, Kirgistan potrzebuje odmłodzenia i rozszerzenia elity politycznej. Ma ku temu warunki, gdyż dorosłe życie weszło młode pokolenie, które nie pamięta ZSRR, a zarazem dysponuje nowymi kwalifikacjami i doświadczeniami. Wielu młodych ludzi zdobyło wykształcenie za granicą, lecz nie znajdują oni zapotrzebowania na swoje profesjonalne przygotowanie i talenty w kraju, w tym także w polityce, i często emigrują. Wejście tej młodzieży do polityki mogłoby wnieść powiew świeżości i nowych idei (podobnie jak wybory 1990 roku) oraz wzmocnić proreformatorskie nurty. Pięcioprocentowa klauzula wydaje się wystarczającą barierą dla zbytniej fragmentaryzacji sceny parlamentarnej.

Wybory niosą też liczne zagrożenia – od list wyborczych poczynając, poprzez organizację i monitoring procesu wyborczego, na zdolności do zaakceptowania wyników wyborów przez wszystkich uczestników kończąc – które mogą stać się źródłem protestów i starć. Jedna czwarta Kirgizów pracuje stale lub czasowo za granicą, co stwarza ogromne pole do manipulacji. Kirgizi mają doświadczenie w kontestowaniu wyników wyborów, czego dowiodła rewolta 2005 roku, ale nie mieli zbyt wielu okazji, by nauczyć się przestrzegania procedur i uczciwego ustalania wyników; wypracowali natomiast lokalne wzorce przepychania ziomków na różne stanowiska. Wszystkie te problemy nie są jednak  nieprzezwyciężalne, a wiele z nich może się w ogóle nie pojawić, jeśli wybory będą uczciwe. Kirgiskie organizacje pozarządowe dysponują sporym doświadczeniem w monitorowaniu wyborów, co stanowi istotny kapitał. Konieczna jest tylko polityczna wola i determinacja, by do nich doprowadzić, a także międzynarodowe wsparcie dla organizacji i monitoringu procesu wyborczego.

Kwestia powrotu do legalności
Wyznaczenie terminu wyborów dopiero na październik oznacza, że przez wiele miesięcy rząd tymczasowy będzie musiał podejmować kluczowe decyzje bez żadnej podstawy prawnej. W tym kontekście ponawiane są apele o jak najszybszy powrót na legalną ścieżkę. Formułują je zarówno podmioty wewnętrzne, jak i międzynarodowe. Ostatnio z takim apelem wystąpiły także Wspólnota Niepodległych Państw i Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

Trudno przewidzieć, czy rząd Rozy Otunbajewej zdecyduje się na ten krok przed wyborami parlamentarnymi. Legalizacja wymagałaby zwołania „bakijewskiego” parlamentu, który został rozwiązany bezprawnym dekretem rządu tymczasowego, formalizacji powołania jego członków przez Żogorku Kenesz, a następnie samorozwiązania się legislatywy. Najtrudniejszym problemem jest kwestia p.o. prezydenta. Wedle konstytucji, powinien nim zostać przewodniczący parlamentu. Ostatni przewodniczący pochodził z partii AK-Żoł, więc takie posunięcie bardzo wzmocniłoby byłych stronników Bakijewa i umożliwiło im podjęcie gry o ocalenie wpływów. Dlatego ścieżka legalizacji możliwa na gruncie obowiązującego prawa jest mało atrakcyjna dla „tymczasowych”. Wymagałaby jakichś koncesji na rzecz obozu obalonego prezydenta, nie mówiąc już o stratach symbolicznych i ambicjonalnych. Ale ten scenariusz nie jest całkowicie nierealny. Decyduje o tym płynność afiliacji politycznych w Kirgistanie. Dość powiedzieć, że wielu członków Akajewowskiej partii Alga Kirgistan! znalazło się później w Bakijewowskim ugrupowaniu AK-Żoł i lojalnie współpracowało z nowym prezydentem. Teraz wielu z nich dokonałoby zapewne podobnej wolty na rzecz   Otunbajewej. Przeciwnicy takiego kroku ostrzegają, że grozi to powrotem do skompromitowanej praktyki kontraktu elit, która zaprzepaściła szanse na jakościowe zmiany systemowe zarówno w 1991, jak i w 2005 roku.

Wiele wskazuje na to, że rząd tymczasowy będzie się trzymał „rewolucyjnego paradygmatu” aż do nowych wyborów parlamentarnych. Orędzie do narodu, wygłoszone przez Rozę  Otunbajewą 8 maja bieżącego roku, opiera się na czarno-białym obrazie stron kwietniowego konfliktu. Wynika stąd, że górę wzięła taktyka legitymizacji poprzez wymierzanie sprawiedliwości bakijewskiej ekipie. Liczba ofiar kwietniowego konfliktu wytwarza naturalną presję na ukaranie winnych, zaś emocjonalny ładunek, jaki niosą ze sobą areszty i procesy, można łatwo przekształcić w skuteczne narzędzie walki o głosy wyborców. To kusząca perspektywa w sytuacji, gdy liderzy rządu tymczasowego zdają się nie mieć żadnego długofalowego programu gospodarczego ani społecznego.

Ale kij ma dwa końce. Ściganie wysokich urzędników z najbliższego otoczenia Bakijewa wywołuje rosnący opór w tym środowisku. Milicjanci i podwładni byłego ministra spraw wewnętrznych Mołmodusy Kongatijewa żądają jego uwolnienia i uczciwego procesu, twierdząc, że minister wykonywał tylko rozkazy prezydenta, do czego był zobowiązany przysięgą; ponadto gdy demonstranci w Tałasie dopuszczali się ciężkich przestępstw, do ich rozpraszania nie używano broni palnej, zaś sam minister został przez nich dotkliwie pobity. Oksana Malewannaja, szefowa Sekretariatu Prezydenta za kadencji Bakijewa, rozpoczęła w areszcie głodówkę protestacyjną, twierdząc, że postawione jej zarzuty o współodpowiedzialność za śmiertelne ofiary demonstracji w Biszkeku są absurdalne i nie mają żadnych podstaw prawnych. Protestują też deputowani rozwiązanego parlamentu, domagając się jego zwołania. Słowem, gdy minął pierwszy szok wywołany upadkiem Bakijewa, ludzie i zwolennicy prezydenta zaczynają nabierać wigoru, a ich mobilizacja może pokrzyżować scenariusz nakreślony przez „tymczasowych”.  

W uczciwe procesy sprawców tragedii 6-8 kwietnia nikt nie wierzy, z dziesiątków powodów. Wymierzanie sprawiedliwości jest obiektywnie trudne w sytuacji, gdy obie strony konfliktu stosowały przemoc – chyba że wychodzi się z założenia, że zwycięzców się nie sądzi. Na to rząd Otunbajewej jest zbyt słaby. Musiałby uzyskać silne wsparcie z zewnątrz lub jakaś siła musiałaby wystąpić w roli egzekutora.

Nie mniejszym wyzwaniem dla nowego rządu jest ukaranie winnych za niezgodne z prawem zagarnięcie własności państwowej, wywieranie presji na legalny biznes i kradzież środków budżetowych. Kwestie te po raz wtóry stają na porządku dziennym, tym razem w warunkach znacznie większej otwartości, szerszej wiedzy o niejawnych mechanizmach korupcyjnych oraz większego krytycyzmu opinii publicznej. Być może nie zostaną więc zamiecione pod dywan, jak w 2005 roku, lecz przyczynią się do wypracowania bardziej przejrzystych mechanizmów gospodarowania publicznymi pieniędzmi, uczciwej prywatyzacji oraz większej ochrony własności prywatnej. Zapędy renacjonalizacyjne nowego rządu, który obiecał „zwrócić narodowi wszystko, co mu ukradziono w czasach Akajewa i Bakijewa”, wywołują ambiwalentne uczucia. Wielu spraw nie uda się zapewne cofnąć, jeśli przyjdzie dokonać tego lege artis – a jest to niezbędne, jeśli Kirgistan chce przyciągnąć inwestorów zagranicznych, których tak bardzo potrzebuje. Pozytywną konsekwencją ostatnich tragicznych wydarzeń jest aktywizacja stowarzyszeń przedsiębiorców i innych organizacji, które formułują postulaty w dziedzinie poprawy funkcjonowania gospodarki i domagają się od rządu ich wprowadzenia w życie oraz respektowania. Ale tak było już po rewolucji tulipanów – i niewiele postulatów zostało wprowadzonych w życie. Czy teraz będzie inaczej?

Rząd nie może raczej liczyć na łatwe sukcesy ani populistyczny poklask, a to ze względu na słabość kirgiskiej gospodarki. Dość powiedzieć, że deficyt budżetowy to zjawisko chroniczne; w ostatnich dwóch latach osiągnął 20-25 procent PKB. Konieczna jest pomoc zewnętrzna, nowe inwestycje i zagraniczne kredyty. By wyjść z kryzysu, rząd musi prowadzić wielowektorową politykę zewnętrzną. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu Rosja, która uzyskała dominujący wpływ na rozwój sytuacji w Kirgistanie, będzie skłonna to zaakceptować.

Polityka Rosji wobec Kirgistanu jest dwoista. Z jednej strony Putin i Miedwiediew udzielili nowym władzom politycznego i ekonomicznego wsparcia, z drugiej – nie obniżono taryf na ropę i jej pochodne, wprowadzonych 1 kwietnia z wyraźnym celem zaszkodzenia ekipie Bakijewa, zwłaszcza interesom jego syna. W rosyjskiej prasie nadal pojawiają się artykuły ukazujące Kirgistan w niekorzystnym świetle (dyskurs o „afganizacji” Kirgistanu, rozdmuchiwanie pojedynczych przypadków Rosjan, którzy ucierpieli w zajściach i interpretowanie tych incydentów jako wybuchu napięć etnicznych etc.). Wśród kirgiskiej elity intelektualnej są one odbierane jako prowokowanie konfliktów wewnętrznych lub zagrożenie suwerenności. Ostatnio jeden z obywateli Kirgistanu wystąpił do władz z żądaniem zjednoczenia z Rosją jako remedium na niestabilność, złe rządy i kłopoty gospodarcze. Zagroził, że jeśli władze nie podejmą tej idei, zbierze ze swoją organizacją trzysta tysięcy podpisów pod referendum w tej sprawie. Takie referendum z pewnością zakończyłoby się pozytywnym wynikiem. W 2007 roku za integracją z Rosją opowiadało się 77 procent respondentów; teraz rezultat na pewno byłby jeszcze lepszy. Oczywiście to tylko sytuacja hipotetyczna, jeden z wielu „miękkich” instrumentów nacisku na nową władzę, gdyż jest więcej niż wątpliwe, by Rosja chciała wziąć na siebie taki balast. W dodatku autorytarni sąsiedzi patrzą na wydarzenia w Kirgistanie z rosnącą wrogością i chętnie wsparliby „silnego człowieka”, który zaprowadziłby tam porządek. Na znaczące gesty ze strony Zachodu się nie zanosi – jeśli już, nastąpią one dopiero po wyborach, pod warunkiem, że te będą w miarę uczciwe i nie doprowadzą do nowych walk wewnętrznych. Rząd „zaufania narodowego” stąpa więc po kruchym lodzie, zaś polityka wewnętrzna i zagraniczna wymaga od ekipy Otunbajewej zegarmistrzowskiej precyzji. Zarówno Rosja, jak i bezpośredni sąsiedzi dysponują wieloma instrumentami nacisku na słaby Kirgistan i na wiele sposobów mogą prowokować sfery kontrolowanej destabilizacji.

 Nie można zatem wykluczyć, że czas „tymczasowych” skończy się szybciej, niż przewidywał to ich własny scenariusz „oddawania władzy narodowi”.

* dr Radzisława Gortat, Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

Powrót
Najnowsze

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

Integracja, adaptacja, akceptacja. Wsparcie obywateli państw trzecich na Dolnym Śląsku

10.07.2019
NEW
Czytaj dalej

German-Polish-Hungarian Summer WorkLab & Fab

09.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu