Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wschodnia choroba holenderska
2010-05-23
Rafał Osiński*
Gdybyśmy mieli w Polsce ropę naftową, nie trzeba byłoby jej sprowadzać z bliższych i dalszych zakątków świata. A gdybyśmy jeszcze mieli własny gaz ziemny, nie trzeba byłoby chodzić po prośbie do Rosjan i negocjować niekorzystnych kontraktów. Gdyby… Jak to często w życiu bywa, każdy kij ma dwa końce. Obok mniej czy bardziej uzasadnionego biadolenia nad uzależnieniem Polski od surowców importowanych, jest też drugi aspekt sprawy.

Kazachstan, Rosja, Turkmenistan, Ukraina – w tych krajach możemy znaleźć całą tablicę Mendelejewa; surowce, na które jest popyt na całym świecie i których eksport przynosi ogromne przychody budżetowe. Mimo to poziom życia w tych krajach dalece odbiega od pożądanego, a wiele warstw społeczeństwa nie odczuwa żadnej poprawy sytuacji. Nasuwa się pytanie, czemu tak się dzieje?

Ważnym powodem jest zjawisko, które w ekonomicznym żargonie określa się mianem „choroby holenderskiej”. Wiąże się ono z dość paradoksalną sytuacją. Najkrócej rzecz ujmując, chodzi o to, że czasem lepiej nie mieć zbyt dużo podane na tacy, bo to rozleniwia. Jeżeli w czasie boomu surowcowego wystarczy sprzedać bogactwa posiadane w ogromnych ilościach, to po co się wysilać? Pieniądze spływają same.

Jest tylko kilka „ale”.

Zazwyczaj dodatkowe wpływy nie trafiają tam, gdzie powinny, zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia. Im niższy poziom rozwoju, tym większe prawdopodobieństwo, że pieniądze pójdą na finansowanie konsumpcji, kolejnych zbrojeń (niekoniecznie sensownych, acz robiących wrażenie inwestycji) czy wreszcie rozpłyną się po kieszeniach skorumpowanych polityków. Przez pewien czas obywatele odczuwają pewną poprawę sytuacji, ale trwa to krótko, bo prosperity nie trwa wiecznie. Zwykle im jest większe, tym boleśniejszy upadek następuje po jego zakończeniu. Gdy gwałtownie spadają ceny surowców, trzeba nagle ciąć wydatki, oczywiście ku ogromnemu niezadowoleniu i rozczarowaniu społecznemu.

Główną przyczyną problemów jest niewykorzystywanie atutu w postaci posiadania bogactw naturalnych do całościowej reformy gospodarki. Nie inwestuje się w nowoczesne technologie, poprawę infrastruktury, czyli w te czynniki, które są podstawą stabilnego i długotrwałego wzrostu gospodarczego. Klasa polityczna reprezentuje zbyt niski poziom, aby zyski płynące z drożejących bogactw naturalnych przeznaczyć nie na bieżącą konsumpcję, lecz na rozwój, spłatę długów i zabezpieczenie przyszłych pokoleń.

Bez zmiany tego podejścia surowce, jakimi dysponują kraje Europy Wschodniej i Azji, będą raczej kulą u nogi niż wsparciem dla stabilnego, trwałego i zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego.
 
* Rafał Osiński jest absolwentem ekonomii w Szkole Głównej Handlowej.

Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu