Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Prof(f)esjonalna i pragmatyczna władza?
2010-06-18
Piotr Andrusieczko
Na początku czerwca minęło sto dni urzędowania Wiktora Janukowycza jako prezydenta. Minijubileusz obchodzono z odpowiednią pompą, co sprowokowało złośliwe komentarze, że władza tak świętuje swoje pierwsze sto dni, jakby nie była przekonana, czy uda jej się dotrwać do dwustu. Jednak nawet wśród oponentów istnieje przekonanie, że obecna władza przetrwa nie tylko następne sto dni, ale robi wszystko, by pokazać, że przyszła na długo, jeśli nie na stałe. Lepiej, niech wszyscy się z tym pogodzą – sygnalizują przedstawiciele Partii Regionów.

Kadry decydują o wszystkim

Jeszcze podczas kampanii wyborczej, na Zachodzie (w tym również w Polsce) utarło się przekonanie, że Janukowycz i jego ekipa prezentują pragmatyczne podejście w kwestiach polityki i ekonomii. Na tle poprzedniego prezydenta Wiktora Juszczenki i całego popomarańczowego obozu stworzenie takiego wizerunku nie było zadaniem szczególnie trudnym. Zresztą mało kto był w stanie dokładnie określić, czego będzie się można spodziewać po pragmatyzmie Janukowycza. A przecież, jak wskazywał między innymi Michał Kacewicz z „Newsweeka”, prezydentura Putina też była przez wielu traktowana w kategoriach pragmatyczności.

Sam Janukowycz i jego ekipa starali się przede wszystkim utwierdzić mit przyjścia do władzy profesjonalistów. Jeśli jednak przyjrzeć się nominacjom kadrowym, odnoszę wrażenie, że w większości wypadków mamy do czynienia z ludźmi, których fachowość opiera się przede wszystkim na połączeniu długiego stażu w strukturach polityki i biznesu z lojalnością wobec prezydenta. Profesjonalizm Janukowycza przejawił się przede wszystkim w umiejętności podziału stanowisk pomiędzy grupy wpływu, tak by żadna z nich nie miała decydującej przewagi. Do 1 czerwca prezydent podpisał 392 dekrety i 775 rozporządzeń, z których 85 procent dotyczyło kwestii kadrowych. Wbrew wcześniejszym prognozom, na pytanie, kto będzie wpływał na Janukowycza, nowy prezydent odpowiedział scentralizowaniem wszystkich wpływów w swoich rękach. Doprowadził do koncentracji władzy i to on pociąga dzisiaj za wszystkie sznurki.

Jeśli oceniać sto dni prezydentury i rządu, trzeba przede wszystkim wskazać na monopolizację władzy. Nikt nie spodziewał się po Janukowyczu taktyki Blitzkriegu odnośnie ustanawiania kontroli nad poszczególnymi strukturami władzy. W krótkim czasie prezydent doprowadził do utworzenia rządu, którym de facto kieruje, gdyż premier Mykoła Azarow jest raczej figurą zależną i, co ważniejsze, lojalną wobec prezydenta. W ciągu trzech miesięcy Janukowycz ustanowił wertykale władzy, podporządkowując sobie parlament, rząd i struktury siłowe, przy czym efektywność jego działań często stała w sprzeczności z prawem. Wystarczy przypomnieć sposób sformułowania koalicji czy podpisanie i ratyfikację tak zwanych porozumień charkowskich. Patrząc na model władzy, który buduje prezydent, można stwierdzić, że faktycznie nastąpił powrót do modelu prezydencko-parlamentarnego.

Pociąg do władzy

Wiktor Janukowycz, wbrew prognozom, okazał się prezydentem twardym. W porównaniu z poprzednikiem, z którym miała go łączyć niechęć do polityki czy swoiste polityczne lenistwo, Janukowyczowi wyraźnie podoba się gra, w której aktywnie bierze udział.
 
Na tle poprzednich lat, które charakteryzowały się nieustannym konfliktem pomiędzy poszczególnymi instytucjami władzy, obecnie została zaprowadzona względna harmonia. Nawet eksperci krytycznie nastawieni do Janukowycza podkreślają, że w końcu władza zaczęła pracować. Janukowycz nie tylko wyciągnął wnioski z lekcji na temat „prezydentura Juszczenki”, ale również ze swojego dwukrotnego premierostwa. Jeśli przyjrzeć się jego stu dniom na stanowisku premiera w 2006 roku, rzuca się w oczy podobny do dzisiejszego model postępowania. Wtedy Janukowycz starał się przede wszystkim wzmocnić swoją władzę i rozszerzyć jej zaplecze. Udało mu się to w przypadku parlamentu, gdzie posiadł skuteczną i agresywną większość. Jednak nie był wtedy w stanie, mimo reformy konstytucyjnej z 2004 roku, przejąć kontroli nad administracją państwową – ówczesny prezydent Juszczenko i opozycja zdołali temu zapobiec; inna sprawa, że niekiedy metodami wzbudzającymi kontrowersje wśród ekspertów od konstytucjonalizmu.

Wchodząc dzisiaj w konflikt z konstytucją, Janukowycz nie wyważa otwartych drzwi w ukraińskim systemie sprawowania władzy. Trudno oczekiwać masowej krytyki ze strony społeczeństwa dla działań prezydenta, skoro jego poprzednicy – zarówno Kuczma, jak i Juszczenko (również Tymoszenko jako premier) – w różnym stopniu naginali konstytucję dla własnych interesów politycznych.

Oprócz odnowienia przydatności do efektywnej pracy organów władzy, na plus dla Janukowycza można zapisać również przyjęcie budżetu i doprowadzenie do względnej stabilizacji systemu finansów kraju. Jednak poszczególne pozycje wywołują krytykę wielu ekspertów, którzy uznają, że znów jest to budżet nie rozwoju, lecz przejadania. Do tego zarzuca się prezydentowi, że zamiast ograniczyć wydatki na swoją administrację, parlament i rząd, doprowadził do ich zwiększenia. Teoretycznie monopolizacja władzy daje Janukowyczowi możliwość przeprowadzenia reform i kontrolę nad ich realizacją.

Wielki skok?

Z okazji stu dni prezydentury Janukowycz zaprezentował program reform ekonomicznych, również tych niepopularnych, na lata 2010-2014. Jest to pakiet ambitny, opracowany przez międzynarodową firmę konsultingową McKinsey & Company oraz zaplecze prezydenta ds. ekonomicznych w jego administracji, na czele którego stoi reformatorka Iryna Akimowa. Paradoksalnie to właśnie może spowodować pierwsze problemy, ponieważ program ma realizować rząd, który jest wprawdzie lojalny wobec Janukowycza, ale niejednolity w rozumieniu potrzeb modernizacji kraju. Jego członkiem jest między innymi Serhij Tihipko – czołowe oblicze reformatorskich deklaracji nowej władzy, jednak podporządkowane premierowi. Patrząc na przeszłość Azarowa, trudno uznać go za zwolennika reformatorskich działań z dużym stażem.

Kluczową sprawą będzie przejście od programu do realizacji reform. Wybrany w 1994 roku prezydent Leonid Kuczma również ogłosił ambitny program modernizacji, składający się z sześciu bloków. Niektóre z proponowanych wtedy reform przypominają dzisiejsze deklaracje Janukowycza, na przykład zwrócenie szczególnej uwagi na sektor rolniczy czy zmiana modelu opieki socjalnej, który przy niepopularnych reformach zwiększających obciążenia finansowe dla społeczeństwa powinien zakładać wypracowanie systemu pomocy adresowanej do osób najbardziej potrzebujących. Wtedy rolę Tihipki pełniło trzech ministrów: Wiktor Pynzenyk, Roman Szpek i Jurij Jechanurow. To jednak nie zagwarantowało sukcesu i reformy w większości nie zostały przeprowadzone.

Oczywiście w latach dziewięćdziesiątych sytuacja wyglądała inaczej. Kuczma musiał walczyć z parlamentem, niepodległe państwo ukraińskie było w powijakach. Od tego czasu wiele się zmieniło. Janukowycz ma przewagę nad wszystkimi poprzednimi prezydentami – udało mu się najsilniej skoncentrować władzę. Jednak stan ten nie musi trwać wiecznie. Najsłabszym punktem może okazać się koalicja. Wciąż nie wiadomo, czy uda się zapewnić poparcie ze strony frakcji Komunistycznej Partii Ukrainy dla wszystkich proponowanych reform. Wiadomo, że wiele propozycji wzbudza opór komunistów, zastrzeżenia ma też Blok Łytwyna. Teoretycznie zamiennikiem KPU w koalicji może okazać się Nasza Ukraina. O błędzie, jakim było niewejście do koalicji i tym samym dopuszczenie do władzy komunistów, mówił ostatnio Jurij Jechanurow.

Przedstawiony program można póki co traktować jako zbiór wytycznych kierunku polityki ekonomicznej, którą powinien realizować rząd. Same reformy zostały podzielone na trzy etapy. W pierwszym, obejmującym bieżący rok, przewidziano przede wszystkim przyjęcie kodeksu podatkowego. Ma zostać przeprowadzona rekapitalizacja banków oraz skasowane ulgi na gaz, energię elektryczną oraz transport dla przedsiębiorstw. Są to dosyć skromne założenia, i trudno się dziwić. Przed wyborami samorządowymi, które przeniesiono na jesień tego roku, nikt z rządzących nie będzie nawet postulował przyśpieszenia niepopularnych reform. Termin ich realizacji przewidziano w drugim etapie, czyli w latach 2011-2012. Na ten okres zaplanowano przeprowadzenie reformy emerytalnej z powołaniem drugiego filaru, podwyższenie taryf na energię elektryczną i gaz wraz ze stworzeniem systemu pomocy adresowanej do najuboższych. Do końca 2012 roku powinien zostać wprowadzony podatek od nieruchomości.

Autorzy pakietu reform uznali, że potrzebna jest reforma służby zdrowia z wprowadzeniem systemu powszechnego ubezpieczenia. Jednak do 2014 roku w sektorze tym nie zostaną wprowadzone żadne zmiany. Janukowycz i przedstawiciele rządu od momentu objęcia stanowisk mówią o potrzebie wsparcia rozwoju małego i średniego biznesu poprzez uproszczenie procedur nabywania koncesji i zmniejszenia obciążeń podatkowych. Jednak w programie tylko ogólnie zaznaczono, że po 2012 roku postępowo będzie obniżany podatek dochodowy dla przedsiębiorstw, bez podawania żadnych stawek. Tu tkwi główny problem, który zmusza do zastanowienia się, na ile obecna władza ma zamiar rzeczywiście zreformować ukraińską ekonomikę. Zamiast zapowiadanych szumnie „wakacji podatkowych”, przedsiębiorcy odczuli w ostatnich miesiącach zwiększenie obciążeń podatkowych, inspekcji i kontroli, a co za tym idzie różnego rodzaju kar. Oficjalnie władza tłumaczy, że są to tylko metody zaprowadzenia ładu w sferach biznesu, które w ostatnich latach znajdowały się poza kontrolą. Nie wiadomo, jaki będzie los zapowiedzianego ograniczenia instytucji kontroli administracyjnej przedsiębiorstw. Tak samo niejasna jest sprawa „wakacji podatkowych”. Przewodniczący Państwowego Komitetu Przedsiębiorczości Mychajło Brodski twierdzi, że ich wprowadzenie jest aktualne, ale od stycznia 2011 roku. Podobnie rzecz ma się z wieloma innymi reformami przedstawionymi w programie – brakuje konkretów. Tym samym pytanie o powodzenie zapowiedzianego przez Janukowycza programu modernizacji kraju pozostaje bez odpowiedzi.

Cdn

Wydaje się, że dzisiaj dla Janukowycza najważniejsze jest zamknięcie pełni władzy w swoich rękach. Dla realizacji tego celu potrzebne jest jeszcze przeprowadzenie reformy sądowniczej, która w odróżnieniu od reform ekonomicznych jest bardziej zaawansowana. W Administracji Prezydenta odpowiada za nią Andrij Portnow, który wcześniej stał na czele zaplecza prawniczego Bloku Julii Tymoszenko. Oponenci twierdzą, że jego wybór był oczywisty, o ile jednym z krótkoterminowych celów zmian w systemie sądowniczym (skądinąd wielce potrzebnych) jest likwidacja wpływów Julii Tymoszenko.

Innym obszarem, w którym opozycja, a zwłaszcza Tymoszenko dysponuje jeszcze realną władzą, są organy samorządowe. Czy jesienne wybory spowodują, że również w regionach Partia Regionów poszerzy swój stan posiadania? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi i walka wyborcza może okazać się równie ryzykowna dla obecnej władzy, jak dla opozycji.

Do tej pory Partia Regionów starała się za wszelką cenę utrzymać mit jedności jej szeregów. Zdobycie władzy bez wątpienia doprowadziło do scalenia w jej ławach i na razie zniwelowało różnice zdań. Jednak nawet władza nie daje gwarancji zachowania jedności. Przeciwnie, może doprowadzić do wzrostu ambicji i prób wzmocnienia wpływów poszczególnych grup polityczno-ekonomicznych, a co za tym idzie do konfrontacji pomiędzy nimi.

Piotr Andrusieczko

Polecamy inne artykuły autora: Piotr Andrusieczko
Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu