Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Saudyjska strategia Rosji
2016-04-19
Grzegorz Kaliszuk

Szczyt energetyczny w Dausze okazał się fiaskiem. Rosja już wcześniej zawarła porozumienie z Arabią Saudyjską, które miało doprowadzić do wzrostu cen ropy. To jednak nie jedyny cel, jaki przyświeca Moskwie.

Fot. Politsurfer (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org

17 kwietnia w Dausze, katarskiej stolicy, zebrali się reprezentanci szesnastu państw (przypada na nie ponad 60 procent światowego wydobycia ropy naftowej). Celem było wypracowanie porozumienia o zamrożeniu do października wydobycia ropy naftowej na poziomie z początku roku. Miało to ustabilizować cenę surowca. Spotkanie zakończyło się fiaskiem, a strona rosyjska uznała, że za porażkę odpowiadają Saudowie. To istotne, ponieważ szczyt w Dausze był możliwy właśnie ze względu na wcześniejsze porozumienie Arabii Saudyjskiej i Rosji (oraz Wenezueli i Kataru) w tej sprawie. Warto przyjrzeć się, jak kształtował się krótkotrwały sojusz saudyjsko-rosyjski.

Dążąca do porozumienia z Arabią Saudyjską Rosja miała na celu przede wszystkim doprowadzenie do wzrostu cen ropy naftowej. W ten sposób chce uratować swój budżet przed katastrofą oraz zapobiec pełzającej przez najbliższe dekady stagnacji kraju. To jednak nie jedyny cel, jaki przyświeca Moskwie. Władimir Putin wraz ze swoim zapleczem chciał dzięki zbliżeniu z Rijadem także przywrócić swoje wpływy na Bliskim Wschodzie, ograniczyć znaczenie Iranu jako dostawcy gazu ziemnego (Teheran to konkurencja dla Gazpromu) oraz zneutralizować wpływ nałożonych na Rosję sankcji europejskich oraz amerykańskich. Można w tej taktyce upatrywać również chęci odwrócenia uwagi od kwestii ukraińskiej, choć konflikt na wschodzie Ukrainy nie stanowi już przeszkody dla Zachodu i Rosji, aby robić interesy. Na poziomie politycznym saudyjsko-rosyjski sojusz był jednak egzotyczny, bo dwa kraje mają zgoła inne strategie wobec Syrii.

 

Więcej za mniej

O naftowym porozumieniu Moskwy i Rijadu mówiono już od ponad rok – od maja 2015 roku intensywność spotkań saudyjskich ministrów z ich rosyjskimi odpowiednikami była większa niż w przypadku standardowych stosunków bilateralnych. Rosja i Arabia Saudyjska podpisały w tym czasie m.in. porozumienie o pokojowym wykorzystaniu energii jądrowej.

Rijad jest nieformalnym liderem krajów OPEC, dlatego też Moskwa zaczęła budować z nim sojusz energetyczny. Oba kraje uzależnione są od eksportu ropy naftowej. W przypadku Saudów dochody ze sprzedaży „czarnego złota" stanowią aż 90 procent dochodów budżetu, zaś w przypadku Rosji – 60 procent. Arabia Saudyjska posiada jednak trzecie co do wielkości rezerwy walutowe na świecie i jest w stanie zamortyzować spadek cen ropy naftowej do poziomu 40 dolarów za baryłkę bez znaczących strat dla jej gospodarki. W innej sytuacji jest Rosja, dla której taka cena baryłki oznacza wzrost gospodarczy na poziomie 1 procenta, co w perspektywie piętnastu lat de facto oznacza regres.

Moskwa dążyła zatem do porozumienia wiążącego wszystkie kraje OPEC. Jego celem było ograniczenie wydobycia ropy naftowej i tym samym efektywne ograniczenie podaży. Oznaczałoby to powtórkę z lat 1973-1985, tym razem jednak z udziałem i z inicjatywy Rosji. Co więcej, Moskwa liczyła, że uda jej się przekonać Algierię, Egipt, Tunezję oraz Palestynę do uczestnictwa w tym kartelu surowcowym. Dla Arabii Saudyjskiej taki sojusz byłby bardzo istotny w wymiarze politycznym, ponieważ pozwoliłby jej odzyskać pozycję lidera w regionie. To z kolei byłoby istotne w kontekście stabilizacji stosunków pomiędzy Zachodem i Teheranem.

 

Niedoskonały deal

Porozumienia już w połowie lutego zawarły Rosja, Arabia Saudyjska, Katar oraz Wenezuela. Jego treść znacznie odbiegała od pierwotnych intencji rosyjskich dygnitarzy. Potwierdza to także dynamika cen surowca, które zamiast piąć się w górę, zaczęły ponownie spadać. Dlaczego zatem rynek odetchnął z ulgą? Po pierwsze, porozumienie zakładało jedynie ograniczenie wydobycia do poziomu ze stycznia 2016 roku, które i tak było rekordowo wysokie (a zatem podaż surowca do limitów wydobycia dziennego ze stycznia i tak w konfrontacji z dzisiejszym popytem prowadzi do wzrostu stanu zapasów – mechanizm obniżki cen nie zadziała). Po drugie, dokument byłby wiążący jedynie wówczas, jeśli podpisaliby go wszyscy członkowie OPEC. Głównym problemem okazało się uzyskanie zgody Iranu i Iraku (członkowie OPEC od 1960 roku), które to kraje nie mają interesu w złożeniu swoich podpisów. Porozumienie, które zostało triumfalnie ogłoszone w Moskwie, mogło doprowadzić co najwyżej do wyhamowania tempa spadku cen surowca. Nie wywołałoby jednak ich wzrostu.

Co prawda w dniu ogłoszenia porozumienia Rosji z Arabią Saudyjską ceny ropy wzrosły o 4 procent, ale w kolejnych dniach ustabilizowały się na poziomie 43 dolarów (co z perspektywy Rosji nie rozwiązuje żadnych problemów).

Na ironię ówczesny wzrost cen „czarnego złota" mógł być spowodowany w większym stopniu doniesieniami zza oceanu niż sojuszem na Bliskim Wschodzie. Okazuje się bowiem, że amerykańskie zapasy surowca spadają (spodziewano się ich wzrostu), a dostarczająca surowiec do „środkowych" stanów magistrala Keystone została zamknięta z uwagi na ryzyko wycieku ropy.

***

Krótkotrwały sojusz Moskwy z Rijadem był niewątpliwie symptom bardzo złej sytuacji gospodarczej Rosji. Moskwa nie wyciąga lekcji z historii i od kilku dekad jest uzależniona od eksportu surowców. Trudno powiedzieć, czy rosyjsko-saudyjskie porozumienie wpłynęłoby w długiej perspektywie na światowe ceny „czarnego złota". Zależałoby to od wielu czynników, w tym od decyzji Iranu i Iraku, poziomu popytu, zmiany stanu rezerw na świecie oraz tempa prac nad wykorzystaniem alternatywnych źródeł energii.

W średniej perspektywie czasowej rosyjsko-saudyjski sojusz mógł doprowadzić do krótkotrwałej zmiany cen. Jednak – jak pokazał kryzys surowcowy z 1973 roku – w długiej perspektywie wpłynąłby najpewniej na przyśpieszenie pozytywnych zmian na rynku energetycznym, a więc prac nad alternatywnymi źródłami energii.

Tymczasem jednak katarski szczyt nie przyniósł rozstrzygnięcia, a cena baryłki ropy wciąż oscyluje wokół czterdziestu dolarów.

Grzegorz Kaliszuk


Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu