Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
W oczekiwaniu kolejnej wyborczej wojny
2010-07-08
Piotr Andrusieczko
31 października Ukrainę czekają kolejne wybory, tym razem samorządowe. Pierwotnie miały się one odbyć w marcu, jednak Rada Najwyższa skasowała wiosenną datę. Zgoda obecnej ekipy rządzącej na przeprowadzenie wyborów jesienią wiąże się z próbą zakończenia procesu monopolizacji władzy. Partia Regionów będzie starała się skorzystać z wciąż wysokiego poparcia, które w wyniku niekorzystnych wskaźników ekonomicznych może w późniejszych miesiącach ulec obniżeniu. Dla opozycji, mimo że znajduje się ona w gorszej sytuacji, wybory są jednak szansą na powrót do „wielkiej polityki”, z której w ostatnich miesiącach została wypchnięta.

Co nowego ?

Główna intryga nadchodzących wyborów polega na zmianach w ordynacji wyborczej. Odpowiedni projekt ustawy, zarejestrowany w Radzie Najwyższej, został przygotowany pod kierownictwem przewodniczącego frakcji Partii Regionów w parlamencie Ołeksandra Jefremowa.

Propozycje Partii Regionów nie były zaskoczeniem, gdyż mówiło się o nich już od wiosny. Przede wszystkim wybory mają odbyć się według ordynacji mieszanej. Połowa miejsc w radach lokalnych byłaby wybierana z list partyjnych, a druga połowa – w okręgach jednomandatowych. W wyborach mają brać udział tylko partie polityczne, zabroniony będzie udział bloków wyborczych. Według Komitetu Wyborców Ukrainy, już od dawna należało ograniczać rolę bloków wyborczych, jednak zmiany te powinny zostać przeprowadzone w sposób otwarty i nie w ekspresowym tempie na cztery miesiące przed wyborami. Forma bloków, często imiennych, była w ostatnich latach bardzo popularna, uderzy więc częściowo w starych wyjadaczy, takich jak Blok Julii Tymoszenko czy Blok Łytwyna. Bloki te zostały stworzone wokół partii, które mogą samodzielnie iść do wyborów (na przykład dla BJuT jest to partia Bat’kiwszczyna). Jednak dla mniejszych uczestników bloków zmiana będzie często oznaczała konieczność „rozpuszczenia się” w większych i silniejszych partiach.

Obecne zmiany zakładają, że również kandydaci startujący w okręgach jednomandatowych mają być wysuwani wyłącznie przez partie polityczne. Nie ma więc miejsca dla tak zwanych kandydatów niezależnych. Podobnie sytuacja ma wyglądać z kandydatami na merów, którzy także będą mogli być wysuwani wyłącznie przez partie polityczne. Do tej pory w przypadku wyborów mera często używano formuły bloków wyborczych, na przykład Blok Leonida Czernoweckiego zapewnił zwycięstwo obecnemu merowi Kijowa. Obecni kandydaci na merów, którzy do tej pory zrobili ze swojego nazwiska markę wyborczą (zazwyczaj przy znacznym wysiłku finansowym), teraz będą zmuszeni przechodzić pod skrzydła dużych partii albo kupować małe partie zarejestrowane w danych regionach. Jest z czego wybierać, bo na Ukrainie oficjalnie działa sto osiemdziesiąt partii politycznych (stan na maj 2010 roku). Według nieoficjalnych informacji, niektórzy z kandydatów na stanowiska mera już kupili ogólnoukraińskie partie, jednak problemem może okazać się przerejestrowanie ich nazwy na rozkręcone wcześniej i znane w regionach marki. Sądy mogą zwlekać z procedurą, a to pozbawi niektórych kandydatów możliwości startu w wyborach.

Projekt nowej ordynacji przewiduje również pewną modyfikację względem uczestniczących w wyborach partii. Nie wystarczy już, że partia została zarejestrowana rok przed datą wyborów. Autorzy zmian proponują, aby roczny termin rejestracji dotyczył konkretnych ośrodków partyjnych działających w regionach. Im mniejsza lub młodsza partia, tym mniej ośrodków ma zarejestrowanych w poszczególnych okręgach wyborczych. Zmiana może uderzyć przede wszystkim we Front Zmian Arsenija Jaceniuka oraz Silną Ukrainę Serhija Tihipki. Obaj liderzy cieszą się pewnym poparciem dającym im szansę na stosunkowo dobry rezultat wyborczy, jednak obie siły polityczne wciąż nie mają rozbudowanej struktury organizacyjnej w poszczególnych regionach, a tworzenie ośrodków partyjnych przed samymi wyborami po zmianach w ordynacji nic już nie pomoże. Wyjściem może okazać się „zjednoczenie” z innymi małymi partiami (czyli de facto ich kupienie). Jak twierdzą ukraińscy eksperci, to tylko kwestia ceny.

Kontrowersje wzbudzają również zapisy dotyczące sposobu formułowania komisji wyborczych. Pomysłodawcy zmian zaproponowali, aby komisje terytorialne były tworzone jedynie przez przedstawicieli sił politycznych obecnie reprezentowanych w parlamencie. To teoretycznie pozbawia dostępu do kontroli procesu wyborczego takie partie, jak Front Zmian, Silna Ukraina czy Swoboda Ołeha Tiahnyboka. Dodatkowo problemy mogą dotknąć frakcji zarejestrowanych w parlamencie, tworzonych przez bloki wyborcze. Przewiduje się, że dany blok wyborczy, niezależnie od liczby podmiotów, które formułują frakcję parlamentarną, otrzyma prawo wysunięcia tylko trzech kandydatów do każdej komisji terytorialnej. Problem ten może dotyczyć zwłaszcza Naszej Ukrainy-Ludowej Samoobrony, która jest silnie podzielona. Eksperci zaznaczają, że w niektórych regionach, gdzie przedstawiciele danej partii nie są potrzebni (na przykład ze względu na minimalne poparcie), niewykluczony jest handel miejscami w komisjach.

Oczekiwania

Obecna koalicja dysponuje odpowiednim potencjałem dla przyjęcia nowej ordynacji, chociaż cześć zmian może nie spodobać się także partnerom Partii Regionów. Wybory samorządowe są dla niej ważne – mają zaświadczyć o dalszym poparciu elektoratu dla tej siły politycznej. Z punktu widzenia partii rządzącej programem maksimum jest wygrana lub osiągnięcie lepszych wyników wyborczych w tych regionach, w których do tej pory liderowali przedstawiciele konkurencyjnych sił, przede wszystkim Bloku Julii Tymoszenko.

Dla BJuT nadchodzące wybory to szansa na odnowienie wizerunku i powrót do „wielkiej polityki”. Julia Tymoszenko po przegranych wyborach prezydenckich popełniła wiele błędów. Eksperci wskazują na przykład Partii Regionów, która po klęsce Janukowycza w 2004 roku odsunęła się w cień, aby w 2006 roku triumfalnie powrócić do polityki; Tymoszenko wybrała natomiast taktykę konfrontacji. Nowa władza okazała się jednak szybko gotowa do walki z opozycją, i to wieloma różnymi metodami. Tymoszenko traci deputowanych w parlamencie, ale dużym zagrożeniem są również straty wśród przedstawicieli BJuT w regionach. Można się spodziewać, że przed wyborami samorządowymi Partia Regionów zwiększy nacisk na poszczególnych działaczy BJuT w regionach. Także inne partie, jak Silna Ukraina czy Front Zmian, mogą na zachodniej Ukrainie starać się przejmować działaczy BJuT. Tymoszenko powinna więc odnowić swoją drużynę. Przed wyborami potrzebny jest także pax z innymi ugrupowaniami opozycyjnymi. BJuT potrzebuje nowych źródeł finansowania. Szansą jest zdobycie poparcia lokalnego średniego biznesu, ale będzie to możliwe tylko jeśli uda się go przekonać, że BJuT ma szansę na dobry wynik. Do tego potrzebny jest rebranding BJuT i Bat’kiwszczyny. Obecna radykalna postawa nie przekonuje wyborców, gdyż większość społeczeństwa oczekuje spokoju i poprawy sytuacji ekonomicznej. BJuT powinien skoncentrować się na tworzeniu obrazu pragmatycznej siły politycznej i stopniowo odchodzić od utożsamiania go z jego liderką. Wreszcie – i dotyczy to nie tylko BJuT – potrzebna jest silna praca w regionach; na czas kampanii trzeba się praktycznie przenieść z Kijowa na prowincję.

BJuT, mimo strat elektoralnych, wciąż jest liderem opozycji, ale możliwe, że wybory samorządowe okażą się dla tej siły politycznej kolejnym ciosem. Jest to szansa dla „nowych” ugrupowań, jak Front Zmian, Silna Ukraina czy radykalna Swoboda. Wszystko zależy od ich liderów i realnej pracy u podstaw, a nie od źle skrywanego „parcia na władzę”. Dotychczas konsekwencję w działaniu i pracę nastawioną na długoterminowe rezultaty pokazał jedynie Tiahnybok ze swoją nacjonalistyczną Swobodą.

Warto również odnotować, że wybory nie odbędą się na całej Ukrainie. Nie będzie wyborów mera Kijowa i do rady miejskiej stolicy, podobnie jak wyborów do około dwóch tysięcy innych rad. Nie ma się co dziwić. W przypadku stolicy Partii Regionów trudno byłoby wystawić kandydata, który mógłby wygrać wybory mera. Obecna władza poradziła sobie z tym problemem inaczej. Pierwszym zastępcą Czernoweckiego został przedstawiciel Partii Regionów Ołeksandr Popow (wcześniej minister ds. zasobów mieszkalno-komunalnych Ukrainy), więc partia rządząca może kierować stolicą bez potrzeby wygrywania wyborów.

Zważywszy na sytuację polityczną i monopolizację władzy oraz mając na uwadze historię ukraińskich wyborów, istnieje ryzyko zastosowania znacznego adminresursu ze strony obecnej władzy. Potencjał dla takich działań istnieje, o ile Partia Regionów, koncentrując władzę, zadbała również o odpowiednie nominacje na posady gubernatorów. Wybory odbywające się w tak zmienionej ordynacji będą zapewne kosztowne. Wszystko to powoduje, że kolejne ukraińskie wybory znowu okażą się polem ciężkiej politycznej bitwy po ukraińsku.

Piotr Andrusieczko

Polecamy inne artykuły autora: Piotr Andrusieczko
Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu