Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Iluzja wolności słowa
2010-07-29
Z Witalijem Portnikowem rozmawia Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek: Potocznie o mediach mówi się „czwarta władza”. Czy na Ukrainie media mają tę siłę?

Witalij Portnikow: Na obszarze poradzieckim media nigdy nie były czwartą władzą – ani na Ukrainie, ani w Rosji. Media mogą mieć władzę tylko wtedy, gdy są biznesem. W tych krajach prywatnych przedsięwzięć nie było. Dotyczy to nie tylko mediów. Nasze media należą do oligarchów, którzy nie traktują ich jako głównego źródła zarobków. Są głównym sposobem utrzymania wpływu politycznego.

Iluzja wolności słowa istniała w Rosji w latach dziewięćdziesiątych. Po 2000 roku wszystkie media przeszły pod kontrolę państwa, z którym dogadali się oligarchowie. Z kolei na Ukrainie widzimy, jak ogranicza się wolność słowa, która była jedynie skutkiem konfliktów pomiędzy rządzącymi i ich sprzeczek z oligarchami. Teraz, gdy władza została zmonopolizowana, to oligarchowie ustalają, co zrobić, aby tę wolność ograniczyć. Obecna sytuacja nie jest prawdziwą wolnością słowa, bo chodzi nie tylko o to, co możemy powiedzieć, ale również o możliwość usłyszenia tego, co mówią inni. Radzieckie społeczeństwo nigdy nie słyszało, co się mówi naprawdę.

Ukraińcy są podzieleni na dwie drużyny: pomarańczowych, którzy nie słuchają informacji z mediów powiązanych z Partią Regionów, oraz niebieskich, którzy nie słuchają tych pierwszych. Słucha się tylko dziennikarzy, którzy krytykują oponentów.

Media nie mogą same się regulować, nie posiadać prawdziwych związków zawodowych i nie mieć właścicieli, którzy są zainteresowani zarabianiem na informacjach o polityce.

Mówi się, że jednym z sukcesów pomarańczowej rewolucji była wolność słowa.

Uważam to za całkowite niezrozumienie sytuacji. Prezydent Juszczenko i wielu ludzi z jego otoczenia zaliczało się do kategorii pożytecznych idiotów, którzy nie dostrzegali, że Ukraina rozwija się według rosyjskiego scenariusza i po pomarańczowej rewolucji przejdzie to samo, co Rosja po 1991 roku. W obu tych krajach nie było wydarzeń, który przyczyniły się do obalenia komunizmu.

Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka była najbardziej konserwatywną republiką  Związku Radzieckiego na terenie Europy. Społeczeństwa, oprócz mieszkańców zachodnich obwodów, w ogóle nie interesowała transparentność. Dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych i na przełomie tysiącleci zaczęło się ono wybudzać. Skutkiem było zwycięstwo Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich. Ale takie przebudzenia wykorzystuje się do tworzenia nowych modeli biznesowych, a nie demokratycznego społeczeństwa. Zwycięstwa Juszczenki i Jelcyna nie miały służyć demokracji, lecz wzrostowi dobrobytu. Ludzie chcieli pomocy od państwa, a nie samodzielnej pracy. Skorzystała na tym nomenklatura i oligarchowie, którzy zmonopolizowali społeczeństwo. Jedyne, co było możliwe w czasach Juszczenki, to pełne przejęcie kontroli nad mediami. Ostatecznie zamiast kontroli państwa mamy walkę różnych grup politycznych wewnątrz mediów. Cały czas zastanawiano się, co się stanie, jeśli właściciele mediów dogadają się z państwem albo władza opanuje wszystko. Sądzę, że powinno się skończyć rozmowy o niesamowitej wolności słowa po wygranej Juszczenki. Wiktor Janukowycz również zbiera wokół siebie nieodpowiedzialnych ludzi i nie tworzy żadnych warunków do rozwoju wolności słowa.

Nie może być tak, że prezydent zachowuje się jak car i łaskawie na coś zezwala. Juszczenko zgodził się na wolność słowa niczym jakiś monarcha, a nie urzędnik wybrany przez naród. Do funkcjonowania wolności słowa potrzebne są odpowiednie warunki, a pomarańczowi ich nie zapewnili i nie mieli zamiaru tego zrobić, bo jedyne, co ich interesowało, to zdobycie władzy i związane z tym pieniądze.

Jesteśmy regularnie zalewani informacjami o zamachach na wolność słowa, widzimy też mobilizację organizacji typu Reporterzy bez Granic. Czy rzeczywiście Janukowycz ma inne podejście, czy robi to samo, co Juszczenko?

Oczywiście, że Janukowycz robi to samo, tylko jemu udało się władzę zmonopolizować. Juszczenko nie miał takiej możliwości, ale przede wszystkim nie umiał tego zrobić. Próbował przejąć media, ale mu się nie udało.

Rzeczywiście sprawa mediów niepokoi Reporterów. Rozmawiałem z nimi podczas ich wizyty i starałem im się wytłumaczyć, co się dzieje z TVi i z 5 Kanałem. Po tym, jak otrzymaliśmy licencję w konkursie zorganizowanym przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, sąd pod naciskiem Wałerija Choroszkowskiego – szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, członka Wyższej Rady Sprawiedliwości, a także właściciela jednego z największych holdingów medialnych na Ukrainie – uznał, że konkurs był przeprowadzony niezgodnie z prawem. Złożyliśmy apelację, bo nowi członkowie KRRiT są ludźmi Choroszkowskiego i ich jedynym zajęciem jest próba zdjęcia nas z anteny.

Jednak Reporterów najbardziej zdziwiło, że na Ukrainie szef SBU jest właścicielem holdingu medialnego. To szokuje każdego cywilizowanego człowieka. W demokratycznym państwie jedna osoba nie może być szefem służby bezpieczeństwa i członkiem rady sprawiedliwości, bo jednocześnie wnosi oskarżenia i sądzi. Jednak nasza władza nie widzi w tym żadnej sprzeczności.

To nie jest nowy problem. Choroszkowski już za prezydentury Juszczenki był zastępcą szefa SBU i właścicielem kanału Inter. Wtedy łatwiej było ograniczyć jego władzę, ale tego nie zrobiono. Winić za tę niezdrową sytuację trzeba więc zarówno Janukowycza, jak i Juszczenkę. Na Ukrainie władza ma tendencję do zagarniania wszystkiego, co znajduje się w jej zasięgu. Rządzący nie przejmują się zasadami, dlatego nie ma co liczyć na ucywilizowanie obecnej sytuacji, mimo że na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być w porządku. W odróżnieniu od Rosji nie ma państwowego regulatora, ale jest KRRiT, która ogłasza konkurs, a potem decyzję – ktoś wygrywa, ktoś przegrywa. Jeśli przegrany ma powiązania z władzą, to logika się kończy – wszystkie decyzje tracą znaczenie.

Czy władza w jakikolwiek sposób przejmuje się tym, co mówią Reporterzy bez Granic?

To się okaże. Nie wiem, w jakim stopniu prezydent i jego otoczenie są zainteresowani normalnym wizerunkiem w oczach zachodu. Jeśli chcą być tacy jak Rosja, to mogą w ogóle nie brać pod uwagę działań Reporterów i innych organizacji.

W tym momencie ciężko ocenić, jak władza potraktuje postulaty ruchu Stop Cenzurze!, jaki będzie finał sprawy TVi i 5 Kanału oraz czy z telewizji znikną dyskusje o polityce. Nie wiemy, na ile zrównoważone będą informacje i czy znajdzie się w nich miejsce dla różnych poglądów. Ocenę będzie można wystawić, gdy władza podejmie jakieś kroki. Teraz mówi dużo dobrych rzeczy, ale w polityce słowa nie mają żadnego znaczenia, ważne są działania.

Czy władza unika Reporterów bez Granic? Janukowycz nie chciał się z nimi spotkać, tłumaczył się urlopem, a jednocześnie spotkał się z patriarchą Cyrylem czy Władimirem Putinem. Kilka dni później minister spraw zagranicznych Kostiantyn Hryszczenko ogłosił, że zaprosił ludzi z OBWE, bo chcą rozmawiać o wolności słowa. O co tu chodzi?

Rządzący uprawiają propagandę. Chcą pokazać, że są gotowi rozmawiać na każdy temat. Powtórzę: nieważne, co ludzie mówią, ważne, co robią.

Janukowycz rzeczywiście unika spotkań podczas urlopu. Nawet patriarcha Cyryl musiał pofatygować się na Krym, gdzie aktualnie przebywa prezydent.

Są pewne sprawy, które Reporterzy muszą omówić z Janukowyczem. Zdają sobie sprawę z międzynarodowych standardów, więc budowanie fikcyjnego obrazu nie rozwiąże sprawy.

Czy Ciebie w jakiś sposób ograniczano?

Kto może mi czegoś zabronić? Jestem redaktorem naczelnym TVi i dziennikarzem Radia Swoboda, które jest niezależne od ukraińskiego rządu i finansowane przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Jedynym ograniczeniem był nadzór nad moimi kolegami i mną sprawowany przez niewiadome osoby, które miały coś wspólnego z SBU. Nadzorowano nas przed wizytą sekretarz stanu USA Hillary Clinton, do której zwróciłem się z listem, aby poinformować ją o sytuacji z TVi i 5 Kanałem.

Zachodnie państwa powinny wymagać od ukraińskiej władzy standardów wolności słowa, ale niczego więcej. Standardy mogą być dotrzymane tylko wtedy, gdy będą stworzone odpowiednie warunki ekonomiczne dla zmian.

Podczas wizyty Reporterów bez Granic spotkała się z nimi między innymi Julia Tymoszenko i poprosiła o pomoc w stworzeniu publicznej telewizji.

Nie wiem, do czego jest potrzebna publiczna telewizja Julii Tymoszenko i Wiktorowi Juszczence, którzy podczas swoich rządów nie zrobili nic, aby ją stworzyć. De facto Juszczenko zrobił wszystko, aby zniwelować ten projekt od razu po zaprzysiężeniu na prezydenta. Z jakiegoś powodu publiczna telewizja jest potrzebna wyłącznie opozycji.

Jeśli telewizja powstanie w dzisiejszych warunkach, to ona niczego nie zmieni w podejściu do wolności słowa, bo tam będzie rada, która zostanie zmonopolizowana przez władzę. A skoro władza prezydencka, ustawodawcza i wykonawcza jest skupiona w rękach jednej grupy i działaczom społecznym to nie przeszkadza, to powołanie kolejnego organu nijak nie pomoże w tworzeniu realnej wolności słowa. Polskie doświadczenie pokazuje, że trudno stworzyć publiczną telewizję, nawet w sytuacji, gdy społeczeństwo krytycznie podchodzi do władzy.

Jestem zwolennikiem publicznej telewizji opłacanej z pieniędzy podatników. Ale podatnicy i dziennikarze muszą przyswoić sobie kryteria obiektywności, a nie należeć do obozu którejś z drużyn i nie zwracać uwagi na wpadki swoich polityków.

Jak widzisz przyszłość mediów?

Przyszłość mediów zależy od woli państwa i społeczeństwa. Jeśli Ukraina stanie się zreformowanym, nowoczesnym państwem, w którym będzie mógł powstawać i rozwijać się wolny biznes, życie polityczne nie będzie powiązane z socjalnymi obiecankami, lecz z realnymi politycznymi wizjami i programami, wtedy będą mogły istnieć wolne media. W średniowiecznym społeczeństwie nie będzie żadnej wolności.

Czyli w najbliższej przyszłości nie ma szans na zmianę?

W ewolucję ukraińskiego państwa trzeba wliczyć ostatnie zmarnowane dwadzieścia trzy lata i to, co utracono po pomarańczowej rewolucji poprzez zwlekanie z reformami ekonomicznymi, zniechęcenie do demokracji, polityki oraz wartości zachodnich społeczeństw. Jeśli dzisiaj ukraińskie społeczeństwo zacznie radykalne reformy, to państwo będzie potrzebowało dwudziestu-dwudziestu pięciu lat, żeby dogonić dzisiejszą Polskę czy Czechy. Trzeba się na to nastawić i spokojnie pracować, aby w przyszłości Ukraina mogła się spotkać z innymi państwami w Europie.


Witalij Portnikow jest ukraińskim dziennikarzem. Jest komentatorem w rosyjskiej i ukraińskiej sekcjach Radia Swoboda.

Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu