Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Coraz chłodniej

Aresztowanie jesienią 2014 roku dwóch działających w Polsce rosyjskich szpiegów nie wygląda szczególnie na szerszym tle. Nie sposób nawet upierać się, że rezydentury rosyjskiego wywiadu rozrosły się nad Wisłą w związku z konfliktem na Ukrainie.

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze NEW. Co jeszcze można w nim znaleźć?

 

W połowie listopada ubiegłego roku z Moskwy wydalono czterech polskich dyplomatów i współpracowniczkę Ambasady Republiki Federalnej Niemiec. Moskiewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uzasadniało te ekspulsje wydaleniem rosyjskich dyplomatów z Polski i „nieprzyjaznymi działaniami niemieckich władz wobec pracownika jednego z rosyjskich przedstawicielstw dyplomatycznych".

To po okresie kilkunastu lat względnego spokoju największe wydalenie dyplomatów z terytorium Rosji. Po upadku muru berlińskiego podobne wydarzenia, w stosunkach państw europejskich z Rosją, zdarzały się sporadycznie, a prawdopodobnie największa liczba uznanych jednorazowo za personae non gratae osób to dziewięciu rosyjskich dyplomatów wydalonych z Polski w 2000 roku. Piszę „prawdopodobnie", ponieważ często stosowaną praktyką jest nienagłaśnianie takich przypadków. Tak więc znamienny jest nie tylko fakt wydalenia, ale również publicznego potwierdzenia powstałego konfl iktu.

Tajne życie służb specjalnych toczy się swoim rytmem. Niekoniecznie zgodnym z oficjalnymi deklaracjami o stosunkach wzajemnych. Bywa, że państwa deklarują przyjaźń i współpracę, zaś wywiady prowadzą ze sobą brutalne wojny, a żeby jeszcze bardziej skomplikować sytuację: nawet gdy relacje służb są najgorsze z możliwych, nie wyklucza to współpracy w sprawach związanych z zagrożeniami o wspólnym dla stron charakterze.

Wojna na Ukrainie nie wyklucza kontaktów związanych ze zwalczaniem terroryzmu czy rozprzestrzenianiem się Państwa Islamskiego. Już po interwencji „zielonych ludzików" na Krymie odbyła się w Soczi konferencja o zagrożeniach terrorystycznych, w której uczestniczyli przedstawiciele wielu służb. Większość delegacji co prawda wysłała obserwatorów niższej rangi, ale jednak byli obecni.



Estońska nauczka

Najsilniejszym jednak sygnałem o napięciu w relacjach służb zachodnich z Rosjanami jest uwięzienie ofi cera estońskiego kontrwywiadu Estona Kohvera. Najprawdopodobniej dał on się wciągnąć w rosyjską pułapkę w trakcie realizowania zadań związanych z rozpoznawaniem przestępczości transgranicznej. Służba estońska popełniła błąd, nie dając mu wystarczającego wsparcia, które mogłoby co najmniej udokumentować miejsce i sposób zatrzymania. Zdarzenie to było powszechnie interpretowane jako próba zaznaczenia przez Kreml, że pomimo wygłoszonej dwa dni wcześniej w Tallinie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę deklaracji o solidarności państw NATO (Kohvera porwano 5 września 2014 roku), Estonia nie musiała wypaść z rosyjskiej strefy wpływów na zawsze.

Jednak Kohver nie jest ofiarą wielkiej polityki. W Estonii po 2008 roku – czyli od aresztowania najgłośniejszego obecnie rosyjskiego szpiega – skazano cztery osoby. To dla reputacji rosyjskiego wywiadu sprawa bolesna. Trudno werbować nowych agentów, kiedy ich poprzednicy siedzą z wieloletnimi wyrokami. Trzeba ich przekonać, że nie zostaną pozostawieni sami sobie. W czasach zimnej wojny regularnie dochodziło do wymian skazanych (na słynnym moście Glienicke w Berlinie miało to miejsce przynajmniej trzy razy). Gdyby doszło do wymiany Kohvera na wszystkich lub przynajmniej niektórych z estońskich więźniów, okazałoby się, że typowo zimnowojennych atrybutów przybywa. Taka wymiana zresztą już raz miała miejsce po rozpadzie Związku Radzieckiego w 2010 roku. W Wiedniu czterech współpracowników brytyjskiego SIS i amerykańskiej DIA (w tym znany rosyjski fi zyk Igor Sutiagin) zostało wymienionych na dziesięciu rosyjskich „nielegałów" z najbardziej znaną współcześnie rosyjską agentką Anną Chapman na czele.

Czy w takim razie w końcu 2014 roku może lub mogło dojść do wymiany szpiegów? Prędzej czy później do mediów dotrą informacje na ten temat. Ale są sygnały, że to możliwe: uwolnienie skazanej za szpiegostwo w Niemczech żony jednego z nielegałów (również zresztą aktywnej w szpiegowskim fachu) i propozycje przeniesienia Estona Kohvera do aresztu domowego.



Najwłaściwszy moment

Na takim tle aresztowanie dwóch działających na polskim obszarze szpiegów nie wygląda jakoś szczególnie. Nie sposób nawet upierać się, że „jawne" (bo na terenie placówek dyplomatycznych) i tajne rezydentury rosyjskiego wywiadu znacznie się rozrosły w związku z konfl iktem na Ukrainie. One zawsze były duże. Być może w Europie Zachodniej w latach dziewięćdziesiątych XX wieku aktywność KGB i jego następców trochę zmalała. Nie sposób jednak powiedzieć tego samego o państwach środkowoi wschodnioeuropejskich. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że w działaniach Rosjan widać pośpiech. To dlatego popełniali błędy, które prowadziły do dekonspiracji.

Być może Stanisław Sz., który miał być ekspertem do spraw energetyki i relacji z rosyjskimi dostarczycielami węglowodorów, i podpułkownik Zbigniew J., który według mediów miał dostęp do informacji nadających się do szantażowania innych wojskowych, zbyt często umawiali się z prowadzącymi ich funkcjonariuszami GRU. Czy ci dwaj mężczyźni mogli być dla polskich spraw niebezpieczni? Na pewno tak. Zarówno rola eksperta w sprawach bezpieczeństwa energetycznego, jak i rozległe kontakty w Ministerstwie Obrony Narodowej otwierają dla obcych wywiadów nieocenione możliwości.

Czy jednoczesne zatrzymanie agentów może mieć jakieś korzenie polityczne, a w szczególności wzmocnienie „efektu Kopacz" sugerowanego przez publicystów po zmianie na stanowisku premiera? Nie widzę tu żadnego związku. Zbieranie dowodów na działalność szpiegowską jest zwykle długotrwałe i biorąc pod uwagę profesjonalizm drugiej strony, w każdej chwili grozi dekonspiracją. Tak więc odwlekanie lub przyspieszanie momentu zatrzymania w zależności od politycznych „układanek" byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Zresztą o co miałoby chodzić w takim politycznym wiązaniu operacji kontrwywiadowczej z polityką? O wynik wyborów samorządowych? Chyba jednak nie.

Polska jest demokratycznym państwem prawa, w którym człowiek nie może po prostu zniknąć. Nie da się faktu aresztowania ukryć przed rodziną czy kolegami z pracy, tym bardziej że w mieszkaniu zatrzymanych i ich miejscach pracy prowadzi się przeszukania. Tak więc trudno mówić, że procesy o szpiegostwo powinny być tajne. Mogą być, ale w Korei Północnej, a nie w państwie należącym do Unii Europejskiej. Czy w takim razie nie należało ich działalności tolerować, podrzucając nieprawdziwe informacje? Wcale nie mamy pewności czy tak nie było. Ale współczesne wywiady mają tak wiele procedur i metod weryfi kacji informacji pochodzących z różnych źródeł, że prędzej czy później taka dezinformacja by się wydała. Być może właśnie zbliżał się taki moment.



Relikty zimnej wojny

Pamiętajmy, że wywiad rosyjski to nie tylko werbowani agenci i „krety" lokowane w różnych państwach w ramach wieloletnich programów. To także wywiad elektroniczny, który wcale nie musi być mniej zaawansowany niż to, co ujawnia Edward Snowden. Widać to było ostatnio, kiedy rosyjskie samoloty wielokrotnie naruszały przestrzeń powietrzną państw NATO czy krajów neutralnych, a na przełomie października i listopada ujawniono coś, co wprost przypomina relikt zimnej wojny: obecność rosyjskiej łodzi podwodnej na szwedzkich wodach przybrzeżnych w okolicach Sztokholmu.

Trzeba jednak zauważyć, że loty samolotów szpiegowskich nie są niczym nowym. Manewrom różnych wojsk z państw NATO, które dość często ćwiczą na polskich poligonach, zwykle przyglądają się samoloty zwiadowcze latające wzdłuż granicy polsko-białoruskiej czy polsko-rosyjskiej. Tyle że są to zwykle samoloty, które nafaszerowane są aparaturą do wywiadu elektronicznego rejestrujące łączność i inne sygnały związane z dowodzeniem poszczególnymi formacjami uczestniczącymi w manewrach. W ostatnich tygodniach 2014 roku były to raczej formacje samolotów, w których myśliwce towarzyszyły transportowcom i bombowcom zarówno w rejonie państw bałtyckich, jak i u wybrzeży Norwegii czy nad Morzem Czarnym. Niewątpliwie zbierały sygnały, ale nie związane z ćwiczeniami, tylko pokazujące, jakie są natowskie procedury lokalizacji i dowodzenia w przypadku naruszenia przestrzeni powietrznej. To wyraźnie co innego.

To nie jest tak, że o zimnej wojnie będziemy mogli mówić wtedy, kiedy mur berliński zostanie odbudowany. Zimna wojna w świecie służb specjalnych rządzi się własnymi prawami i niekoniecznie pokrywa się z publicznymi deklaracjami polityków. Czasami pierwszym jej sygnałem jest to, że służby przestają ze sobą rozmawiać.



Piotr Niemczyk jest specjalistą w zakresie bezpieczeństwa. W czasach PRL działacz opozycji, w III RP jeden z twórców i kierowników Urzędu Ochrony Państwa. Był między innymi sekretarzem generalnym Unii Wolności i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki. Od kilkunastu lat ekspert Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Zasiada w radzie konsultacyjnej przy COS ABW. Prowadzi firmę Niemczyk i Wspólnicy zajmującą się analizami w zakresie bezpieczeństwa.

 

 

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze NEW. Co jeszcze można w nim znaleźć?

 

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Piotr Niemczyk
Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu