Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosyjska dusza jest rozdarta
2015-01-05
Wiktor Jerofiejew, Kuba Benedyczak

 

Rozmowa ukazała się w najnowszym numerze NEW (zobacz cały numer)

 

KUBA BENEDYCZAK: Przeczytam Panu fragment Ewangelii według kata Arkadija i Griegorija Wajnerów: „To wy wbiliście sobie do głowy, że nasz naród żyć nie może bez wolności. I że jest z tego powodu nieszczęśliwy! A nam wasze swobody są potrzebne, jak zającowi tryper, jak umarłemu kadzidło! Gdzie na świecie znajdziesz taką swobodę jak u nas: całymi latami się wałkonić, kraść gdzie się tylko da i pić codziennie na umór? Po licha nam, no powiedz sam, inna wolność?" Przypomina Pana nachuizm, prawda?

WIKTOR JEROFIEJEW: Od razu trafiamy do samego epicentrum rosyjskiej duszy, czyli tematu bez początku ani końca. Otóż, istnieje zestaw rosyjskich wartości, odmiennych od europejskich. Ludzie kultury i sztuki – Borys Pasternak, Anton Czechow czy Anna Achmatowa, wyznawali wartości europejskie, przez co Zachód zaczął spekulować, jakoby Rosja należała do Zachodu. Tymczasem, gdy przejdziemy przez równinę życia przeciętnego Rosjanina, zobaczymy, że nie ma ono nic wspólnego z Europą.

 

Fragment, który Pan przeczytał, dotyczy ludzi, którzy odrzucają wartości europejskie i którym niepotrzebna jest wolność. Rosja powstawała i rozwijała się na kanwie ciemnej i głuchej cywilizacji chrześcijańskiej, której ciemnota i głuchość nabrała rozmachu po rewolucji, targając nią przez cały okres ZSRR, zwłaszcza w latach trzydziestych XX wieku. Dlatego nachuizm nie stanowi najgorszego z wariantów: z jednej strony odrzuca możliwość zmiany czegokolwiek, ale z drugiej – odczuwa awersję do ideologicznej agresji, a wręcz jest skrycie ironiczny wobec wydarzeń w Rosji. Niestety, ceną za ten dystans jest obojętność na realne zło.

 

Rosyjska dusza, jeśli tylko w drodze wyjątku nie wznosi się na poziom Pasternaka czy Achmatowej, tkwi w rozdarciu. Co prawda, niszczy każdą państwową ideologię – nie tylko radziecką, bo za chwilę pożre również putinizm, do którego póki co się przystosowuje – ale jednocześnie tym ludziom „pełny nachuj" z powodu tego, co dzieje się na Ukrainie. Nie doznają szoku na widok krwi.

 

Napisał Pan kiedyś esej, w którym stwierdzał, że „dzięki Putinowi Rosjanie po raz pierwszy w swojej historii osiągnęli wolność życia prywatnego". Bardzo Pana za to krytykowali zarówno liberałowie, jak i putinowcy.

To prawda.

 

W normalnych warunkach uznałbym, że nachuizm zakorzeniony w życiu prywatnym osiągnął zadowalające maksimum rosyjskiej duszy na tym etapie historii Rosji. Przeszkadza jednak jeden element – wydaje się, jakby wojna była Rosjaninowi potrzebna.

To nie takie proste. W Rosji, podobnie jak w Polsce, w ciągu ostatnich stu lat dwukrotnie zniszczono istniejące wartości. W 1917 roku roztrzaskano wartości historyczne, organiczne, imperialne. Potem przy zastrzyku ogromnej dawki okrucieństwa stworzono wartości radzieckie, a w 1991 roku obrócono je w pył. Utonęły dwa Titaniki.

 

Dziś ludzie pływają w lodowatym oceanie rozproszonych wartości, zbierając po jednej do własnego worka. I nie znajdzie Pan w Rosji dwóch takich samych worków! Do każdego wskoczyło coś z demokracji, imperializmu, prawosławia, radzieckości, nawet z nachuizmu. A są jeszcze wartości archaiczne, rodem z XVIII wieku. Dlatego mogę Panu sportretować przeciętnego Rosjanina, ale popadniemy w abstrakcję.

 

Skupmy się na czymś innym. Tłumaczyłem Zachodowi, że Putin zyskał poparcie Rosjan, ponieważ po raz pierwszy w historii Rosji powiedział: „władza dla mnie, a za płotem róbcie, co chcecie". Obecnie pojawiają się próby ograniczenia wolności życia prywatnego (taką próbą jest na przykład ofensywa Cerkwi), ale zasadniczo nikt jej nie narusza. Co więcej, została ona wciągnięta na sztandary protestów. Kiedy człowiek stoi wolny za płotem, pragnie być wolny także obok własnego domu, a potem na swojej ulicy, w swoim mieście. I tak zaczął działać mechanizm tego, co we frankistowskiej Hiszpanii nazywano „sąsiedzką demokracją". To właśnie Putin stworzył klasę średnią, która okazała się niebezpieczna dla niego samego. On sam któregoś razu nazwał ruch protestu swoimi dziećmi. Oczywiście, w syberyjskiej czy dalekowschodniej wsi życie prywatne wygląda zupełnie inaczej i nie ma sensu pytać, czy im to wystarczy? Żyją w innym świecie. Dlaczego sankcje Zachodu nie działają? Bo kto na Ałtaju zauważy sankcje? A jeśli już, to wywołają tam jedynie zdumienie.

 

Jeszcze jeden cytat z Ewangelii według kata: „Głupota Zachodu polega na tym, że wszyscy ci prezydenci-pizdenci, kongresy - chujesy, każdy dyplomata-pieska jego mać-wszyscy oni pragną zrozumieć polityczną strategię, taktyczne zamysły, sekret nieugiętości ideologii naszych przywódców. Do głowy im nawet nie przyjdzie, że radzieccy wodzowie mają tylko jeden ideologiczny cel: żeby sobie dobrze żyć".

 

To znowu nie takie proste. Od prawie stu lat strategia naszych służb specjalnych i tajnej policji jest rozplanowana do tego stopnia, że żadne państwo nie może nawet o tym pomarzyć – Iran i jemu podobni to dzieci w porównaniu z Rosją. Kiedy w okresie stalinowskim kazano zbierać donosy, manipulować społeczeństwem czy stosować tortury, KGB posiadło potężną wiedzę. Dlatego jako jedyni mieli odwagę na prowadzenie socjologicznych analiz społeczeństwa.

 

KGB składało się z naprawdę inteligentnych ludzi. Durnie byli w armii i partii, co zresztą stanowi unikatową cechę ZSRR. Służby rzadko myliły się przy wykonywaniu swoich zadań. Specłużby wyrosły jednak na strachu człowieka przed nimi, co stworzyło samonapędzający się mechanizm: „ponieważ oni wiedzą wszystko, lepiej nie popadać z nimi w konflikt". Jedyną sferą, którą nie całkiem rozumieli, było szaleństwo, na przykład Nikołaj Zabołocki przeżył, bo udawał wariata. Tej sztuki często podejmowała się również moskiewska inteligencja w epoce Leonida Breżniewa.

 

Ale mimo wszystko ten system był na tyle potężny, by zwyciężyć rosyjską demokrację i przyjść na jej miejsce. Widzimy, jak działa teraz na Ukrainie: bardzo efektywnie, i Zachód się go boi, zupełnie nie wiedząc, jak mu przeciwdziałać.

 

Oczywiście, obecnie władza i służby nie wiedzą wszystkiego, ale wiedzą bardzo wiele, świetnie wykonują swoją robotę i należy się z nimi liczyć. Poza tym moralność traktują warunkowo; nie jestem nawet pewien, czy ten rodzaj ludzi (wtyczki, szpiedzy, tajni agenci) w ogóle wie, czym jest moralność. Dlatego obserwujemy triumf „warunkowej moralności", gdzie mówią jedno, robią drugie i nie mają z tym żadnego problemu.

 

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że wiele europejskich gazet zamawia u Pana teksty, jednak kiedy chce Pan napisać coś negatywnego o Unii Europejskiej, tracą zainteresowanie...

 

Europa jest niezwykle samokrytyczna, ale jej problem polega na samouwielbieniu i poczuciu wyższości nad resztą świata; wyraża gotowość do samonaprawy, ale wyłącznie na własnych zasadach. Europa posiada ograniczoną percepcję i gdy zwraca się do niej człowiek z innej kultury (na przykład Rosjanin), często nie rozumie, o czym mowa, a na koniec ostentacyjnie wyraża swoje niezadowolenie. Nie podoba jej się, że na krytykę pozwala sobie człowiek, który przybył z gnijącej krainy. Gdyby to chociaż Amerykanin, ale jakim prawem Rosjanin? Nawet rosyjski imigrant nie ma takiego prawa.

 

Jaki jest więc główny problem Europy?

 

To wcale nie ekonomia, tylko fakt, że wielki, kulturowy, wręcz boski projekt dobiega końca na naszych oczach. W miejsce filozofii i liderów na powierzchnię wypłynęli biurokraci, którzy za priorytet uznali bezpieczeństwo. U nas był Komitet Bezpieczeństwa Państwowego, a w Brukseli jest Komitet Bezpieczeństwa Europejskiego, dbający, aby ludzie nie pili, nie palili, zbyt dużo nie solili i nie słodzili, za to używali kasków. Z jednej strony limity te oznaczają progres i troskę o ludzi, bo dzięki ograniczeniu prędkości ginie ich mniej, ale z drugiej – ograniczają aktywność człowieka i agresję niezbędną dla tej aktywności. Człowiek pozbawiony agresji przypomina mięso bez soli. W rezultacie nastąpiła degradacja mężczyzny. Europa nienawidzi o tym mówić, wręcz zakazuje.

 

A co powie Pan o europejskiej filozofii?

To drugi zakazany temat: odrzucenie refleksji nad sensem życia. Wszystko, co dotyczy Boga, religii i metafizyki staje się tabu i wywołuje strach. To dla Europy niebezpieczne, bo tam gdzie nie istnieją wartości moralne, nie ma żadnego fundamentu – ani ideologicznego, ani religijnego.

 

Ostatnio zacząłem robić filmy z Andrzejem Wajdą i Krzysztofem Zanussim. Andrzej opowiadał mi o tym, jak Kościół ratował Polskę w czasie okupacji. Pytam go więc, kiedy ostatni raz odwiedził kościół, a on na to, że po wojnie już nie chodził. Przyjmuje chrześcijańskie wartości, ale właściwie temat wiary go nie interesuje.

 

W taki sposób może funkcjonować jeszcze jedno pokolenie, a potem stworzycie świat, w którym moralność nie znajdzie w niczym oparcia, ewentualnie w rozumnym egoizmie: ja robię dla ciebie coś dobrego, tylko po to, żebyś ty nie zrobił mi nic złego. Mechaniczna cywilizacja.

 

I wreszcie, po francuskim strukturalizmie Europa nie stworzyła żadnego nowego prądu filozoficznego. Oznacza to, że jej umysł słabnie – nazywa się to głupotą, a głupi człowiek boi się nowych rzeczy. Szkoda, że na Zachodzie głupota też staje się tabu.

 

Triada: mężczyźni, Bóg i głupota, to trzy największe słabości Europy.

 

Rosyjscy pisarze są o tyle potrzebni światu zachodniemu, o ile stają przeciwko „tyranowi" lub obnażają słabości systemu. Wszystkie literackie Nagrody Nobla, nawet dla Pasternaka, potwierdzają tę regułę. Następnie, gdy pisarz, na przykład Aleksander Sołżenicyn przedstawia

swoje poglądy, Zachód doznaje szoku, ponieważ posiada on jednak inny (czytaj: rosyjski) punkt widzenia. Czy Zachód nie traktuje pisarzy rosyjskich instrumentalnie?

 

Tak – Zachód w swojej iluzji twierdzi, że Rosja to „potencjalny kraj europejski", gdzie tymczasowo ustanowiono reżim „politycznego szaleństwa". Pisarz, przyjeżdżając na Zachód i przyznając, że „źle się dzieje w państwie rosyjskim", albo – jeszcze lepiej – siedząc w GUŁ-agu i przekazując to światu, potwierdza iluzję, iż Rosja jest nasza, tylko władza tam okrutna.

 

Ta katastrofalna pomyłka znalazła finał w Donbasie, gdzie zderzyły się dwa systemy wartości: europejski i rosyjski. Pierwszy raz od bardzo dawna doszło do wojny o wartości w Europie, która kosztowała wiele przelanej krwi oraz udowodniła, jak bardzo Rosja nie należy do Europy. Tymczasem Zachód postrzega Rosję jako brudny pokój, oblazły karaluchami i myszami, wewnątrz europejskiego domu. Według Zachodu wystarczy sięgnąć po odkurzacz, wysprzątać pokój i będziemy sobie razem żyli długo i szczęśliwie. Ale Rosja to nie pokój, a osobny dom, stojący niedaleko. Nie przez przypadek Aleksander Puszkin użył metafory o „wyrąbaniu okna do Europy". Okno można „wyrąbać" wyłącznie w budynku.

 

Ten moment jest najtrudniejszy do zaakceptowania i dlatego Europa zaczyna wartościować Rosję. Byłem w indyjskim mieście Waranasi, gdzie zwłoki palone są na ulicy. Po tych ulicach biegają psy, które chwytają jeszcze gorące kości, co nie wywołuje u ich krewnych oburzenia. A przecież w Europie nikt nie napisze, że to barbarzyństwo, a raczej osobliwość kulturowa i tradycja religijna. W przypadku Rosji na pewno by tak nie napisano…

 

Przywołuje Pan wielokrotnie dykteryjkę z USA: tłumaczy im Pan, że po rosyjsku nie mówi się „na zdrowie", że to polski zwyczaj. Jednak za rok historia się powtarza. Według Pana, tak jak Amerykanie nie mogą zrozumieć dość prostej rzeczy, tak świat nie może zrozumieć, jak wiele w Rosji się zmieniło. Jak do tego przekonać, gdy na wschodzie Ukrainy żołnierze Specnazu zabijają ukraińskich ochotników w dziurawych butach?

 

Niezależnie od wszelkich potworności na Ukrainie oraz pomimo koncentracji władzy w rękach Putina, wiele się zmieniło. Rosjanie zrozumieli, że jest na tym świecie wiele radości i można nie tylko „wytrzymać" życie, ale jeszcze uczynić je atrakcyjnym. Jeśli ktoś ma ochotę, jedzie na wakacje do Turcji albo kupuje samochód. Wiąże się to z kolejną rzeczą, a więc prywatną własnością: Rosjanie zaczęli się bać, że mogą ją stracić, a przecież na nią zapracowali.

 

Kolejna rzecz to wolność życia prywatnego, kluczowa dla dalszej zmiany systemu. Co prawda, na poziomie Federacji jej nie ma, ale na poziomie lokalnym, w sprawach społecznych ludzie dysponują ogromną sferą wolności. I wreszcie, media stały się krytyczne. Opowiem Panu o mojej dyskusji z Giennadijem Ziuganowem w radiu. Ziuganow zaczyna z grubej rury: „Na Ukrainę trzeba wysłać dwie dywizje ochotników". A ja mu odpowiadam: „Zostawmy Ukrainę, porozmawiajmy o nas. Wykonujemy największą na świecie liczbę aborcji: 1,6 miliona rocznie. Długość życia mężczyzn jest najkrótsza w Europie – sześćdziesiąt trzy lata. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wyjechało z Rosji ponad dwadzieścia milionów ludzi. Czy umie Pan podać tego przyczyny?". Oczywiście wszystkich wyzywał, stwierdzając w końcu, że nasza ojczyzna jest szpetna. I tu go miałem, odpowiedziałem: „Zgadzam się z Panem, dlatego pytam, czy chce Pan wciągać sąsiadów, aby żyli w naszej szpetocie?". Nie wiedział, co odpowiedzieć, krzyknął jedynie przestraszony: „Wiktor!".

 

Po co o tym opowiadam? Pomimo kryzysu ukraińskiego i propagandy w telewizji życie społeczne się rozwija i choć żyjemy wewnątrz polityczno-telewizyjnej mitologii, to gazety, tak jak w Polsce i w Niemczech, odzwierciedlają progres społeczny i uczciwie przedstawiają problemy życia codziennego, czego nie doświadczyliśmy w ZSRR. Poza tym, jeśli masz ochotę wiedzieć, co naprawdę dzieje się w polityce, proszę bardzo: jest „Nowaja Gazieta" (póki co), Echo Moskwy, Dożd', „New Times".

 

Czy nie sądzi Pan, że w głowach Rosjan i Amerykanów nadal trwa zimna wojna? I czy przypadkiem nie chichoczą nad wami Chińczycy, zachwyceni, kiedy gryziecie się przy pierwszej lepszej okazji?

Chińczycy jeszcze nie określili, do czego dążą, ponieważ są zamrożeni ideologicznie i wciąż się boją. Powiedziano im, że rewolucja kulturowa była zła, ale Mao Zedong wielkim wodzem był. Dlatego nie sądzę, aby chichotali nad nami. Kieruje nimi polityczny i ekonomiczny pragmatyzm, ale nie mają ogólnej koncepcji. Z szacunkiem odnoszą się do USA, ponieważ gdy osiągnęli status potężnego wytwórcy, zrozumieli, że czas nauczyć się tworzyć państwo podobne do amerykańskiego. Tymczasem Rosja nie wytwarza niczego, czym można by zadziwić świat. Posiadamy jedynie broń jądrową i zasoby energetyczne. Chińczycy widzą więc tę dziwną krainę o nazwie „Rosja" jako terra incognita i nie bardzo chcą się z nią przyjaźnić, bo niby po co? A stworzyć przeciwwagi dla Ameryki nie są w stanie.

 

Wbrew temu, co sądzi Zachód, Chińczycy nie zostaną głównym rozgrywającym w światowej polityce – przecież oni tylko imitują Zachód. Telefon, który tutaj leży, został wyprodukowany w Chinach. Cóż z tego, skoro to imitacja modelu amerykańskiego?

 

Myślę, że ich mentalność wymaga znacznie większego namysłu i badań, niż nam się wydaje. Dziś wiemy na pewno, że Chiny to organizm o ogromnej masie, będący w ciągłym ruchu, ale nie wiemy, co z tego ruchu wyniknie. Tylko jeśli Europanie rozumie Rosji, jak może zrozumieć Chiny?

 

Piotr Czaadajew pisał, że do XIX wieku Rosja niczego nie wniosła do cywilizacji europejskiej, potem stworzyła wielką literaturę i myśl społeczno-polityczną. W XX wieku zaproponowała światu ziemską religię – komunizm: był to projekt przerażający, ale jednak alternatywny wobec świata zachodniego. Co dzisiaj Rosja wnosi do świata?

Nic. Rosja przechodzi dziwny okres, w którym nie daje światu niczego, ani w chemii, ani fizyce, ani w modzie, ani nawet w balecie. W literaturze także nastąpiła pauza, zupełnie niezrozumiała. W tym momencie Rosja chce odbudować imperium, by móc sfinansować swoją egzystencję, ale imperium trzeba wydrzeć innym. Nie sądzę, aby ktokolwiek na Kremlu planował zbudować imperium aż do Łodzi, ale dla Ukrainy proces ten będzie bolesny, ponieważ imperium rosyjskie nie może bez niej istnieć.

 

Cała koncepcja władzy opiera się w tej chwili na tym, żeby Rosja była silna, by ją szanowano i bano się jej. To z kolei ma zjednoczyć społeczeństwo i odciągnąć jego uwagę od negatywnych impulsów. Nie wiemy jednak, co przyniesie przyszłość. Ceny w tej chwili bardzo rosną i ludzie nie mogą tego nie zauważyć, zwłaszcza w dużych miastach. Albo nastąpi mobilizacja, albo powróci nachuizm, albo rosyjska inteligencja znowu wystąpi przeciwko władzy. Zwiastowałoby to zresztąniebezpieczeństwo, gdyż obecna inteligencja widzi znacznie mniej niż kiedyś.

 

Chciałbym jednak powiedzieć coś optymistycznego w kontekście mojego kraju: potencjalnie Rosja jest gotowa, by narodziło się w niej wielu utalentowanych ludzi, zdolnych stworzyć nową jakość, tak jak kiedyś Igor Strawiński, Wasilij Kandiński czy Kazimierz Malewicz. Pauza nie znaczy więc jeszcze, że Rosja niczego nie dokona. Wiem jedno: będziemy mieli ogromne problemy z odbudową imperium. Chociaż powtarzam raz jeszcze: ta próba nie zaboli Polaków!

 

Ale o podobnej pauzie mówił Pan w odniesieniu do Europy.

Europa też musi zacząć tworzyć coś nowego. Jeśli nastąpi w niej renesans twórczego życia, czeka ją wielka przyszłość; jeśli nie – pogrąży się w inercji, która Europie nie przystoi, bo ta zawsze potrafiła się regenerować i odmładzać. Co do Rosji, nie możemy niczego przewidzieć, gdyż wszystko zostało oparte na jednym człowieku, bez żadnych instytucji politycznych – Rosja po Putinie przejdzie w ręce kolejnej jednostki. Jeśli ta jednostka okaże się podobna do Piotra I, wtedy dokonamy skoku „w Europę", a jeśli nie, wszystko zależeć będzie od chwilowego nastroju nowego człowieka.

 

W swojej nowej książce Akimudy zadaje Pan pytania wielkiej literaturze: o Boga, człowieka, przyszłość. Głównym tematem nadal jednak pozostaje Rosja. Czy kiedyś nadejdzie czas, gdy będziemy prowadzić z pisarzami rosyjskimi „nudne" rozmowy, tak jak z ich kolegami z USA czy Holandii, a zostawimy za sobą „przeklęte problemy"?

Nie wiem. Powiem tak: wątpię, aby rosyjscy pisarze stali się podobni do węgierskich, angielskich lub szwedzkich, ponieważ w tamtejszej historii tkwi zbyt wiele spraw porzuconych, do których trzeba wrócić. Tymczasem mój kraj jeszcze przez długi czas będzie męczyć siebie i świat, ponieważ jego przyszłość stanowi kompletną zagadkę. Moim zdaniem, Rosja wyrośnie na silną i słabą jednocześnie – silną, ponieważ uda się na poszukiwania Boga i sensu życia, a słabą, ponieważ na tym poprzestanie, pozostawszy krajem prowincjonalnym.

 

Wiktor Jerofiejew jest jednym z najważniejszych rosyjskich pisarzy. Autor między innymi Rosyjskiej piękności (1990), Encyklopedii duszy rosyjskiej (1999) i Dobrego Stalina (2004).

 

Rozmowa ukazała się w najnowszym numerze NEW (zobacz cały numer)


Powrót
Najnowsze

Mniejszość ukraińska i migranci z Ukrainy w Polsce – raport

24.06.2019
Piotr Tyma
Czytaj dalej

Gruzini protestują przeciwko Rosji

21.06.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Zamieszki w Gruzji, czyli nieodrobione lekcje z historii

21.06.2019
Andrzej Brzeziecki
Czytaj dalej

Niespokojnie w Tbilisi

21.06.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Tbilisi Pride

20.06.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Żołnierze ludowego Wojska Polskiego. Historie mówione" w Centrum Historii Zajezdnia

18.06.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu