Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polak w Brukseli
2014-12-08
Bartosz Cichocki

Tusk stoi przed poważnym wyzwaniem: tym bardziej, że wbrew wielu głosom nie jest „szefem" Rady Europejskiej. W praktyce jest jej sekretarzem, nie ma nawet głosu na forum tej instytucji.

 

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej 30 sierpnia i objęcie stanowiska 1 grudnia wywołały w Polsce falę euforycznych komentarzy. Wyrażano w nich przekonanie, że decyzja przywódców państw unijnych dowodzi wzrostu międzynarodowego znaczenia Rzeczypospolitej i zabezpieczy jej narodowe interesy. Spektakularnym przejawem tych reakcji było oświadczenie ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który – niczym kardynał protodiakon z loggii bazyliki św. Piotra w Watykanie – zakomunikował dziennikarzom na pokładzie rządowego samolotu: Habemus Praesidentem Europae!

 

Unia w Unii

Wśród konkretnych spraw, które nowy przewodniczący Rady Europejskiej miałby rozwiązać z korzyścią dla Polski, wymieniano kwestie Unii Energetycznej, pakietu klimatycznego, powstrzymanie rosyjskiej agresji na Ukrainę i dopilnowanie rekompensat dla producentów żywności ponoszących straty w wyniku unijno-rosyjskiej wojny handlowej.

Pierwsze skojarzenie narzuca się w sposób naturalny. Donald Tusk jeszcze jako premier polskiego rządu osobiście przecież wystąpił z koncepcją wzmocnienia pozycji Europy względem rosyjskiego monopolisty gazowego w celu obniżenia cen błękitnego paliwa, podniesienia poziomu solidarności państw członkowskich i poprawy stopnia wykorzystania narodowych zasobów energetycznych. Proponował m.in. powołanie do życia agencji, która negocjowałaby z Gazpromem ceny surowca w imieniu wszystkich odbiorców. Ten pomysł przepadł na wstępnym etapie rozmów – wymagałby korekty bazy traktatowej UE, a ta z kolei ratyfikacji wszystkich państw członkowskich. Takiego koszmaru nie chcieli sobie fundować przywódcy wielu krajów zachodnioeuropejskich, w których na popularności zyskują ruchy populistyczne o nacjonalistyczno-izolacjonistycznym zabarwieniu.

Z projektu Unii Energetycznej autorstwa Tuska pozostały zatem elementy od jakiegoś czasu już rozpatrywane przez Komisję Europejską: inwestycje w infrastrukturę energetyczną (szczególnie gazową), w tym w połączenia międzysystemowe i terminale do odbioru gazu skroplonego (LNG); wykorzystanie własnych, europejskich źródeł energii (w domyśle – węgla i gazu łupkowego, obficie występujących w Polsce); wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek odcięcia dostaw surowca do części państw unijnych oraz „intensywne" otwarcie na alternatywnych wobec Rosji dostawców energii.

Przyjęcie Unii Energetycznej w zaproponowanym przez Tuska kształcie rozwiązałoby od razu dwa problemy, przed którymi stoi Polska: wykorzystywania przez Rosję surowców energetycznych do osiągania celów politycznych oraz upadku górnictwa. W tej ostatniej kwestii nowe zagrożenie wiąże się z unijną polityką redukcji emisji dwutlenku węgla. Skutkiem październikowego posiedzenia Rady Europejskiej w tej sprawie może być drastyczny wzrost cen energii dla gospodarstw domowych w Polsce i wycofanie się z wykorzystania węgla do końca następnej dekady.

 

Jastrząb Tusk

Powszechnie odebrano wybór Polaka na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej jako sygnał, że UE zdeterminowana jest nie dopuścić do siłowego podporządkowania przez Rosję Ukrainy. Mimo wyważonego stanowiska i powściągliwości w angażowaniu się w rozwiązanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, Polska nadal postrzegana jest w Europie jako jastrząb. Spowoduje to, że każda wypowiedź przewodniczącego Tuska w odniesieniu do Rosji będzie szczególnie uważnie analizowana.

W samej Polsce duże oczekiwania związane będą z uzyskaniem rekompensat unijnych dla producentów żywności i właścicieli firm transportowych, ponoszących straty w wyniku sankcji UE i kontrsankcji Rosji. W 2013 roku wartość polskich owoców, warzyw, produktów mlecznych czy mięsnych eksportowanych do Rosji sięgnęła miliarda euro, polskie tiry odpowiadają za 20 procent unijnego frachtu na wschód. Miesięcznie straty idą w setki milionów euro. Do tego dojdą kłopoty polskiej branży turystycznej w wyniku ograniczeń nałożonych w Rosji na wyjazdy zagraniczne urzędników państwowych i funkcjonariuszy służb mundurowych. Jeśli te gałęzie gospodarki nie otrzymają wsparcia, stosunek polskiej opinii publicznej do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego może zacząć się gwałtownie zmieniać.

 

„Szef" UE?

Donald Tusk stoi zatem przed poważnym wyzwaniem. Tym bardziej, że wbrew utrwalonemu w środkach masowego przekazu wrażeniu nie jest „szefem" Rady Europejskiej, a więc zgromadzenia przywódców państw członkowskich. Jest jej przewodniczącym, a więc w praktyce – sekretarzem. Nie ma głosu na forum tej instytucji, nie będzie mógł też programować prac gremium. Będzie odbiorcą stanowisk poszczególnych państw i w najlepszym przypadku pośrednikiem między tymi, które występują ze sprzecznymi postulatami. W sferze międzynarodowej jego rola będzie w największym stopniu ograniczona – także na rzecz Wysokiej Przedstawiciel UE ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Należy wreszcie mieć na uwadze, że obok formalnych kompetencji, instytucji i mechanizmów swoje znaczenie mają nieformalne zwyczaje, ambicje i interesy narodowe. To one sprawiły, że unijne stery w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę przejęła kanclerz Angela Merkel.

To one także dotychczas decydowały o tym, że wysokie unijne stanowiska zajmowały osoby bez autorytetu lub z autorytetem nadwyrężonym. Belg Herman Van Rompuy próbował wprawdzie narzucać swój styl Radzie Europejskiej, ale musiał się ugiąć wobec stolic narodowych, strzegących swojej zwierzchniej pozycji. W telewizyjnym turnieju o wysoką nagrodę pieniężną mogłoby znaleźć się pytanie o choćby jeden argument na rzecz tezy o wzroście pozycji międzynarodowej Belgii w związku ze stanowiskiem zajmowanym przez ostatnie pięć lat przez Vana Rompuya. Brytyjka Catherine Ashton była wręcz symbolem słabości unijnych instytucji. Nadzieje, że przyznanie Londynowi stanowiska umownej szefowej umownej unijnej dyplomacji powstrzyma proces osłabiania więzi Wielkiej Brytanii z kontynentem spełzły na niczym. Trudno się oprzeć wrażeniu, że także w nowym rozdaniu personalnym nieprzypadkowo wybór padł na polityków bezbarwnych lub budzących znaczne kontrowersje.

Włoszka Federica Mogherini, która zastąpiła baronessę Ashton, posiada skromne doświadczenie dyplomatyczne. Stanowisko zawdzięcza w największym stopniu płci (gender), przynależności partyjnej (jako socjalistka równoważy konserwatystę – w rozumieniu unijnym – Tuska) i obywatelstwu. Włochy, członek G8, od dawna nie mają swojego przedstawiciela na wysokim szczeblu organizacji międzynarodowych, nie licząc prezesury Europejskiego Banku Centralnego.

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker tłumaczy się dziś z tajnych umów podpisywanych przez rząd Luksemburgu za jego premierostwa z międzynarodowymi korporacjami i umożliwiającymi im płacenie w Europie niższych podatków. Donald Tusk w każdej chwili może być zmuszony do tłumaczenia się z ewentualnych kolejnych „taśm prawdy", nagrywanych w warszawskich restauracjach, w których stołowali się ministrowie jego rządu.

Spełnienie obietnic i oczekiwań zmusi nowego przewodniczącego Rady Europejskiej do podjęcia zabiegów o bezprecedensowe podniesienie rangi tego stanowiska, a więc i całej instytucji. W gruncie rzeczy musiałoby to oznaczać solidne przemeblowanie UE, a co za tym idzie – konflikt z silnymi podmiotami zainteresowanymi utrzymaniem obecnego stanu rzeczy. Paradoks tkwi w tym, że w przypadku powodzenia spowodowałoby to dalsze umocnienie mechanizmów międzyrządowych w UE (bo Rada jest ciałem gromadzącym szefów rządu), podczas gdy strategicznie w interesie Polski jest wzmocnienie mechanizmów wspólnotowych.

 

Bartosz Cichocki


Powrót
Najnowsze

Spotkania wokół książki "Niezarekwirowane"

22.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Białoruś: sterylny parlament

21.11.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Nord Stream 2: podwójny test

20.11.2019
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu