Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gdzie Kijów, gdzie Krym
2014-03-07
Tomasz Kobylański, Rafał Kęsek

TOMASZ KOBYLAŃSKI: Zacznijmy od historii – jak doszło do tego, że Krym stał się częścią Ukrainy?

RAFAŁ KĘSEK: Radzieckie władze podjęły tę decyzję w 1954 roku. Było to posunięcie czysto techniczne i propagandowe, które można było „sprzedać" w związku  obchodami 300. rocznicy podpisania ugody perejasławskiej. Decyzja ta miała wymiar czysto praktyczny, gdyż od strony organizacyjnej, administracyjnej i logistycznej ułatwiała dalszą modernizację i kolonizację półwyspu, także przy wykorzystaniu zasobów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

 

Kwestia krymska nie po raz pierwszy zdominowała rosyjsko-ukraińskie relacje, jednak dzisiejsza sytuacja wydaje się szczególna.

Po ustabilizowaniu się sytuacji społeczno-politycznej na Krymie w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i po podpisaniu bazowych umów ukraińsko-rosyjskich, Krym przestał być czynnikiem, który determinował dwustronne relacje – nawet konflikt o wyspę Tuzła z 2003 roku okazał się w gruncie rzeczy burzą w szklance wody. Problemem pozostawała oczywiście Flota Czarnomorska, która wpływała przez cały czas zarówno na sytuację na samym półwyspie, jak i na ukraińską pozycję międzynarodową. Dziś mamy do czynienia z próbą, jak na razie w pełni udaną, przejęcia pełnej kontroli militarnej przez Rosję na Krymie i ewentualną całkowitą zmianą militarnego status quo w regionie czarnomorskim.

 

Jaki jest możliwy scenariusz dalszych działań na Ukrainie, w obliczu dokonanej przez Władimira Putina zbrojnej agresji na Krymie?

Zasadniczym wyzwaniem dla Ukrainy jest jak najszybsza odbudowa własnych struktur bezpieczeństwa, przede wszystkim w wymiarze personalnym. Chodzi tu głównie o łańcuch dowodzenia w MSW i ukraińskiej armii oraz w ukraińskich służbach specjalnych. Zmiany już się dokonują, niemniej te kilka dni personalnej i decyzyjnej „próżni" Rosja wykorzystała w sposób bezwzględny; otwartym pozostaje zresztą pytanie, na ile sama była autorką i inspiratorką takiego, a nie innego rozwoju sytuacji na Ukrainie.

 

Ogromne znaczenie będzie miało referendum w sprawie zmiany statusu autonomii krymskiej.

Tak, Kijów zdaje sobie sprawę, że należy zrobić wszystko, aby nie dopuścić do głosowania, które odbywałoby się przy pełnej dominacji militarnej Rosji na Krymie. Według nowej formuły plebiscytu, wyznaczonego tym razem już na 16 marca, mieszkańcy półwyspu wypowiedzą się czy chcą przyłączenia ARK do Federacji Rosyjskiej bądź powrotu do konstytucji z 1992 roku, która zakłada znaczną autonomię Krymu. Rosja de iure nie musi oczywiście anektować terytorium Krymu, aby de facto doprowadzić do przejęcia nad nim pełnej kontroli polityczno-wojskowej. Nie jest oczywiste również, że mieszkańcy półwyspu poprą połączenie się z Rosją – przeszkodą może być zwłaszcza referendalna frekwencja. Pamiętajmy również, że formalne wchłonięcie Krymu przez Rosję od razu może rodzić pytanie: skoro Krym to czemu nie Naddniestrze, Abchazja, Osetia Południowa?

 

Sądzi Pan, że konflikt ten może przelać się na inne regiony Ukrainy?

Takie zagrożenie jest jak najbardziej realne. Niestety Ukraina zbyt długo pozwala na to, aby w poszczególnych regionach kraju swobodnie prowadzono działania o charakterze de facto dywersyjnym. Wielu z „protestujących" i wywieszających rosyjskie flagi w Charkowie, Ługańsku, Odessie to przecież obywatele Federacji Rosyjskiej – nie ma co do tego wątpliwości. Nie przypadkowo Serhij Taruta wręcz błagał rząd w Kijowie o zamknięcie granicy, przez którą na Ukrainę swobodnie przybywają kolejne zorganizowane grupy zwolenników „opcji prorosyjskiej". Problemem jest tu także i to, że Kijów przegrał z kretesem wojnę informacyjną we wschodnich regionach państwa. Na Ukrainie od lat mówiło się, że w sferze bezpieczeństwa informacyjnego dzieje się źle oraz że władze ukraińskie kwestię tą całkowicie lekceważą. Zaniedbania mszczą się dziś na Ukrainie.

 

Na ile jest dziś możliwy scenariusz podziału na „dwie Ukrainy"?

Póki co Władimirowi Putinowi wystarcza w zupełności ten stopień destabilizacji na Ukrainie, do którego doprowadził, ponieważ jak w takiej sytuacji przeprowadzić chociażby ogólnoukraińskie wybory? Jak prowadzić jakąkolwiek sensowną politykę w ramach całego państwa? W mediach rosyjskich mówi się jednak wprost o kolejnych regionach Ukrainy, które chcą się połączyć z Krymem, a tym samym opcja „kolejnych ukraińskich obwodów", proszących o pomoc Rosję, jest wciąż otwarta.

Stworzenie czegoś na kształt wschodnio-południowej republiki ukraińskiej nie jest jednak takie proste: byłby to twór niestabilny, nieuznawany przez świat, a tysiące mieszkańców Doniecka czy Charkowa nie życzą sobie takiego wariantu. Doprowadzenie do „usamodzielnienia się" Krymu jest znacznie łatwiejsze.

 

Podobno to Wiktor Janukowycz miał poprosić Putina o interwencję zbrojną na Ukrainie…

Z fotokopii dokumentu prezentowanego przez ambasadora Federacji Rosyjskiej na ostatnim posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ wynika, że rzeczywiście miało to miejsce. Jestem jednak przekonany, że pismo to powstało post factum i – podobnie jak ostatnia konferencja Janukowycza – jest niczym więcej jak daniną, którą Janukowycz zapłacił za możliwość schronienia się w Federacji Rosyjskiej. Niestety, człowiek, którego przez wiele lat niesłusznie nazywano marionetką Moskwy, skończył swoją karierę jako całkowicie ubezwłasnowolniony instrument Kremla.

 

Dr Rafał Kęsek jest pracownikiem Katedry Ukrainoznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.


Powrót
Najnowsze

Mniejszość ukraińska i migranci z Ukrainy w Polsce – raport

24.06.2019
Piotr Tyma
Czytaj dalej

Gruzini protestują przeciwko Rosji

21.06.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Zamieszki w Gruzji, czyli nieodrobione lekcje z historii

21.06.2019
Andrzej Brzeziecki
Czytaj dalej

Niespokojnie w Tbilisi

21.06.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Tbilisi Pride

20.06.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Żołnierze ludowego Wojska Polskiego. Historie mówione" w Centrum Historii Zajezdnia

18.06.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu