Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Mołdawska wisienka na ukraińskim torcie
2013-12-05
Piotr Oleksy
Choć największym (symbolicznym) sukcesem Kiszyniowa było parafowanie umowy, to niejako „obok” szczytu Mołdawia odniosła dużo większe (rzeczywiste) zwycięstwo – Komisja Europejska ogłosiła, że Kiszyniów spełnił wymogi formalne pozwalające na liberalizację reżimu wizowego, oraz zarekomendowała Parlamentowi Europejskiemu i Radzie UE zniesienie wiz dla Mołdawian wjeżdżających do UE na okres do 90 dni.

 

Euroentuzjaści

Do wprowadzenia tych postanowień w życie jeszcze długa, wymagająca zgody wszystkich krajów członkowskich droga, a nie jest tajemnicą, że niektóre z unijnych państw sprzeciwiają się jakiejkolwiek liberalizacji reżimu wizowego. Mołdawskie władze wykazały jednak determinację w dostosowywaniu swojego prawa do unijnych kryteriów. Warunki udało im się spełnić w trzy lata, a nie były one proste do spełnienia – od rządu w Kiszyniowie wymagano między innymi wydania biometrycznych paszportów, reformy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz uszczelnienia granic – w tym granicy z nieuznawanym Naddniestrzem.

– Perspektywy europejskiej się nie otrzymuje, perspektywę europejską się zdobywa – powiedział kilka dni temu mer Kiszyniowa Dorin Chritoaca.

To zdanie, wypowiedziane przez jednego z ważniejszych mołdawskich polityków, mówi wiele o podejściu elit tego państwa do integracji europejskiej, oraz o tym, co odróżnia Mołdawię od sąsiedniej i mającej dużo większe znaczenie geopolityczne Ukrainy. Nie chcę powiedzieć, że mołdawska elita polityczna składa się z mężów stanu szczerze podzielających europejskie wartości, doskonale rozumiejących czym jest UE i dlatego uparcie dążących do integracji z nią. Jest to raczej grupa polityczno-biznesowa, która jako swój podstawowy cel postrzega uniezależnienie się od Rosji, widzi perspektywy dla własnych interesów w integracji z Zachodem, oraz o wiele lepiej od wschodnich sąsiadów rozumie, w jaki sposób należy rozmawiać z unijnymi dyplomatami (choć wśród mołdawskich polityków znajdą się i idealiści dla których integracja Mołdawii z UE jest wartością samą w sobie: wśród nich można wymienić premiera Iuria Leance, czy minister spraw zagranicznych Natalię Gherman).

 

Success story obroniona

Jeszcze rok temu podpisanie przez Mołdawię umowy stowarzyszeniowej w Wilnie było bardzo prawdopodobne. Późniejsze doniesienia, że do podpisania dokumentu nie dojdzie, były jednymi z przyczyn mołdawskiego kryzysu politycznego, który rozegrał się zimą i wiosną (doszło wówczas między innymi do rozpadu koalicji, zawiązania nowej oraz do zmian na najważniejszych stanowiskach w państwie). I o ile wówczas wydawało się, że po głośnym mołdawskim success story nic nie zostanie, to zarówno sytuacja na Ukrainie, jak i konsekwencja rządu premiera Leanci w realizowaniu unijnych dyrektyw, spowodowały, że Kiszyniów raz jeszcze stał się prymusem kulejącego Partnerstwa Wschodniego.

Droga Mołdawii nie jest co prawda spełnieniem marzeń o przejściu od Związku Radzieckiego do Unii Europejskiej – nie pozwala na to skala korupcji, kolesiostwo wśród elit i powierzchowność reform. Niemniej nie można ignorować faktu, że już piąty rok mołdawskie władze realizują kurs integracji europejskiej – może nie w idealny, lecz przynajmniej w konsekwentny sposób. I choćby dlatego Mołdawia wypada jako prymus.

 

Wiza do władzy

Warunkiem utrzymania proeuropejskiego kursu oraz jego tempa jest utrzymanie się przy władzy partii rządzących od 2009 roku. Opozycyjna Partia Komunistów (PKRM), pomimo swojej prorosyjskiej retoryki, po dojściu do władzy raczej nie rzuci się w ramiona Moskwy, jednak bez wątpienia na jakiś czas przyhamuje proces integracji z UE. Obecnie partie koalicji cieszą się dramatycznie niskim poparciem – według sondażu z 6 listopada na Partię Liberalno-Demokratyczną zagłosowałoby 12 procent badanych, na Partię Demokratyczną 7,3 procent, zaś frakcja liberalnych-reformatorów nie przekroczyłaby nawet progu wyborczego.

Komuniści mogliby zaś liczyć, aż na 28 procent głosów. Podjęte jednak przez nich próby zorganizowania masowych protestów mających na celu odsunięcie „oligarchicznej koalicji” od władzy (nazywane „aksamitną rewolucją”) pokazały, że siła Partii Komunistów opiera się na ich żelaznym elektoracie oraz słabości koalicji rządzącej. Innymi słowy, wielu ludzi jest rozczarowanych rządami Sojuszu na rzecz Integracji Europejskiej, jednak nie oznacza to, że kontestujący obecny system są skłonni zaufać komunistom.

Wybory parlamentarne powinny odbyć się na przełomie lat 2014/2015, jednak wielu komentatorów prognozuje, że po wileńskim szczycie dojdzie do kolejnych poważnych napięć w koalicji oraz, że w 2014 roku Mołdawię czekają przyspieszone wybory. Scenariusz ten wydaje się dość prawdopodobny, jednak eklektyczna i skłócona koalicja wielokrotnie wykazywała już zadziwiającą wolę przetrwania. Fakt, że do wyborów pozostaje jeszcze rok, impuls jakim może być parafowanie umowy stowarzyszeniowej, a przede wszystkim rozpoczęcie procedury liberalizacji reżimu wizowego mogą pozwolić na odbudowanie straconego zaufania. Oczywiście, rządzący już marzą, że ów wizowy reżim uda się zliberalizować jeszcze przed wyborami – kwestia ta jest niezwykle ważna dla Mołdawian i na pewno znacznie poprawiłaby notowania koalicji. Jest to jednak mało prawdopodobne, choć nie niemożliwe.

Zamiast jednak czekać na europejski cud, politycy koalicji powinni raczej skupić się na przekonaniu do siebie niezdecydowanych wyborców (13 procent badanych twierdzi, ze „czeka” na pojawienie się nowej siły politycznej) oraz pokazaniu, że w polityce wewnętrznej i poprawianiu sytuacji zwykłych obywateli potrafią być tak samo skuteczni, jak w budowaniu swojego międzynarodowego wizerunku euroentuzjastów.  

Jest to o tyle istotne, że ostatnie wydarzenia na Ukrainie mogą dodatkowo osłabić i tak słaby entuzjazm europejskich polityków wobec wschodnich sąsiadów. Niestety, dla wielu unijnych liderów Mołdawia jest zaledwie dodatkiem do ukraińskiego tortu, więc konsekwencje decyzji Wiktora Janukowycza mogą rykoszetem uderzyć także w Kiszyniów. Jeśli rządzący Mołdawią zdają sobie z tego sprawę, czeka ich niezwykle trudny i pracowity rok, podczas którego ostatnie sukcesy będą bardzo dobrym punktem do odbicia się od sondażowego dna.

Piotr Oleksy

 


Powrót
Najnowsze

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu