Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nikt nie chce Białorusi
2013-12-04
Karolina Słowik

Białoruskie gazety pisały rozżalone: „Ukraina ukradła szczyt”. Rosyjskie dodawały zaś, trochę triumfalnie: „Nie chcą Łukszenki w Wilnie”. Czy Unia Europejska przestała walczyć o Białoruś? A może nie wie, jaką politykę prowadzić wobec ostatniej europejskiej dyktatury? Temat błękitnookiej wydaje się być zbyt problematyczny i złożony, jak na biurokratyczne procedury unijne.

 

Bezimienne zaproszenie

Już wiosną unijni dyplomaci drapali się w głowę: zapraszać, czy nie zapraszać Łukaszenkę na listopadowy szczyt w Wilnie? Z jednej strony białoruska opozycja wzywała Brukselę, by ta zaprzestała jakichkolwiek kontaktów z dyktaturą, nałożyła sankcje i przycisnęła Baćkę do muru, z drugiej jednak, w obliczu kiepskiej sytuacji gospodarczej i braku obiecującego lidera opozycji, to właśnie legalna władza jest jedynym partnerem do rozmów dla Brukseli.

Unijni dyplomaci znaleźli wyjście z kłopotliwej sytuacji: wystosowali bezimienne zaproszenie do białoruskich władz. Odpowiedział na nie nie byle kto – minister spraw zagranicznych Uładzimir Makiej. Dyplomata już w pierwszym zdaniu swojego przemówienia w Wilnie zauważył, że jego obecność jest osiągnięciem w relacjach na linii Mińsk-Bruksela.

Dlaczego Łukaszenka znowu nie skorzystał z zaproszenia? Ambasador Polski na Białorusi Leszek Szerepka na konferencji prasowej w Mińsku podczas uroczystości 11 listopada powiedział, że to jeszcze nie czas na rozmowy na najwyższym szczeblu. „Poziom przedstawicielstwa zależy od poziomu stosunków między Białorusią i UE”. W rosyjskiej prasie natychmiast pojawiły sie komentarze mówiące, że „Łukaszenka nie jest z tych, którzy pchają się tam, gdzie ich nie chcą”. A pomyśleć, że jeszcze rok temu na szczycie w Warszawie dało się odczuć żal za „wielkim nieobecnym”.

Słusznie Andrzej Brzeziecki na łamach internetowego wydania NEW zwracał uwagę na niekonsekwencje unijnej polityki wobec Białorusi. Nikt nie protestuje przeciwko prowadzeniu interesów z równie niedemokratyczną Rosją, czy zapraszaniu na szczyt oficjeli z niedemokratycznego Azerbejdżanu. Od Białorusi jednak bezpieczniej umyć ręce. Polscy dyplomaci przyznają, że w projekcie Partnerstwa Wschodniego różne kraje obowiązują różne standardy: Białoruś, w odróżnieniu od Azerbejdżanu znajduje się w Europie, dlatego od niej wymaga się więcej.

 

To, co dzieli

Białoruskiego ministra spraw zagranicznych na czas szczytu w Wilnie wykreślono z „czarnej listy”. Makiej pojechał na Litwę, aby szukać porozumienia; podkreślał, że dialog  Mińska i Brukseli jest możliwy, jeśli Unia przestanie stawiać każdą decyzję na ostrzu noża: albo Wschód albo Zachód, albo integracja z Unią Europejską, albo z Rosją. Makiej przypomniał, że Partnerstwo Wschodnie powinno polegać na dobrowolnym zbliżaniu się państw objętych programem i Brukseli.

Entuzjastycznie przyjęto jego deklarację, że Białoruś jest gotowa rozpocząć negocjacje o ułatwieniach wizowych z UE. Przed samym szczytem agitowały w tej sprawie białoruskie organizacje społeczne skupione w inicjatywie „Do Białorusi i Europy – bez wizy!” (między innymi EuroBelarus, Białoruski Instytut Badań Strategicznych, ruch O Wolność!, Centrum Transformacji Prawnej). Mińsk odkładał rozmowy na ten temat od czerwca 2011 roku. Białoruś obawiała się najbardziej porozumienia o readmisji, czyli o odsyłaniu nielegalnych imigrantów do kraju z którego przybyli – przez białoruskie terytorium przebiega bowiem poboczny szlak tranzytowy nielegalnych imigrantow z państw WNP, Azji i Afryki, przez otwartą granicę rosyjską.

Tymczasem 15 listopada Białoruś podpisała umowę readmisyjną z Rosją – według ekspertow ma to ułatwić negocjacje z Polską. Liberalizacja reżimu wizowego przewiduje między innymi obniżenie ceny wiz z obecnych 60 do 35 euro. Marta Jaroszewicz z OSW ostrzega, że zaniedbanie tego projektu może wywołać w białoruskim społeczeństwie niechęć i rozczarowanie wobec Unii.

Białoruskie władze chciałyby otrzymać pieniądze na integrację, a nie wydawać je, by się integrować, twierdzi analityk Belarus Digest Ryhor Astapenia. Unia Europejska nie jest jednak na to finansowo gotowa. Pomoc Unii Europejskiej dla Białorusi jest znacznie mniejsza niż płynąca z Rosji, jednak kwoty nie są tu najważniejsze – Białorusini nie mają przede wszystkim pojęcia o dotacjach unijnych i unijnych inicjatywach. Nie widzą więc szans, jakie oferuje im Partnerstwo Wschodnie.

 

Szansa na sukces

Rafał Sadowski z OSW twierdzi, że czteroletnia inicjatywa Partnerstwa Wschodniego zdołała utworzyć jedynie mechanizmy integracji. Nie nastąpiła jednak wyraźna poprawa w obszarze demokratyzacji i transformacji wolnorynkowej, integracji europejskiej, stabilności politycznej i bezpieczeństwa regionalnego. Parterstwo Wschodnie okazuje się w dużym stopniu instrumentem biurokratycznym, który ma ograniczone znaczenie polityczne.

Parterstwo Wschodnie może jednak odnieść na Białorusi sukces, jeśli tylko poświęci więcej uwagi samym Białorusinom. Dziś UE oferuje przykładowo duże perspektywy edukacyjne dla białoruskiej młodzieży: stypendia, szkolenia, konferencje, granty, stypendia, czy kursy językowe, które poprzez dawanie młodym dostępu do wykształcenia na Zachodzie, mają umacniać demokratyczny rozwój białoruskiego społeczeństwa w przyszłości. Białorusini powinni potem wrócić do kraju, by tworzyć elity, które przeprowadzą dalszą modernizację Białorusi. Wszystko to pięknie brzmi, ale niewiele osób słyszało o takich możliwościach, nie potrafimy przebić się z naszą ofertą.

Białoruscy aktywiści wykorzystując tymczasem polityczne fiasko rozmów z oficjalnymi białoruskimi władzami, postanowili zaprezentować na wileńskim szczycie platformę białoruskich inicjatyw Bў-ROOM. Przedstawili między innymi wystawę Belarus Press Photo, organizowali dyskusje przy okrągłym stole z białoruskimi działaczami i przywódcami unijnymi, prezentowali białoruskie filmy. Swoje istnienie zaznaczyły też takie organizacje, jak Centrum Europejskiej Transformacji, kampania publiczna Budzma, projekt „Myśleć głośno”, Archiwum Białoruskiej Historii Mówionej, czy Latający Uniwersytet.

Projektów i pomysłów jest więc pod dostatkiem – wystarczy zacząć je popularyzować. W maju w Sejnach przedstawiciele unijni i organizacje pozarządowe oraz kulturalne z państw wschodnich zastanawiały się nad nowym wymiarem Partnerstwa Wschodniego. Od tej pory ma być ono rozumiane szerzej – jako odważny projekt kulturowy, traktujący wschodnich sąsiadów w sposób podmiotowy i partnerski, czerpiący siłę z inicjatyw oddolnych. Odejście od paternalistycznego traktowania państw PW i skupienie się na aktywizacji, a przede wszystkim poznawaniu społeczeństw mogłoby okazać się bardziej skuteczne w budowaniu trwalszych relacji.

Może więc lepiej, aby Unia Europejska przestała skupiać się na wielkiej polityce, która prowadzi – póki co – donikąd. Unikanie rozmów o Białorusi oddala nas coraz bardziej od Białorusinów, którzy piszą potem na twitterze: „Ukrainę chcą wszyscy: i Zachód i Rosja, a Białorusi już nikt nie chce”.

 

Karolina Słowik

 

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Karolina Słowik
Powrót
Najnowsze

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu